93. Blef
Aleksiej Poliakow oparł się o nadburcie i dość bezmyślnie zapatrzył na pokład. Aktualnie nie miał nic konkretnego do roboty. Uczyć mu się, jak zwykle zresztą, nie chciało, dlatego porzucił te z góry skazane na niepowodzenie czynności i wyszedł się przewietrzyć. Postanowił zaczekać, aż Aleksandr, Nikołaj, Tatiana i reszta wrócą z zajęć z Hogwartu. Może wtedy przejdą się całą grupą do Hogsmeade albo na błonia...
Problem polegał na tym, że bezczynne stanie na pokładzie żaglowca Durmstrangu było bardzo ryzykowne.
— Nudzi się panu, panie Poliakow? — usłyszał.
Aleksiej aż się wzdrygnął. Co za kretyn z niego! Zamyślić się do tego stopnia, by nie zauważyć pojawienia się Karkarowa na pokładzie. Stary kozioł zaraz złośliwie przywali mu jakiś szlaban, wymyśli kolejne szorowanie pokładu albo jakieś inne, równie przemiłe zajęcie.
Chyba, że..
— Nie, panie profesorze — odparł prędko. — Tylko ja tak tutaj... Bo widzi pan, podczas tej ostatniej ulewy kapało z sufitu nad moją koją no i... Chyba gdzieś tutaj musi być jakaś szpara czy coś.
— Że co? — zdziwił się stary kozioł. Aleksiej z trudem powstrzymał się od śmiechu na widok jego zaniepokojonego wyrazu twarzy. — Szpara?
— Aha. No i ja tak właśnie szukam — powiedział Aleksiej, kontynuując blef. Wyglądało na to, że stary kozioł mu uwierzył.
Po chwili szukali już obydwaj. Karkarow zażądał od Poliakowa sprecyzowania położenia jego kajuty i dłuższą chwilę zajęło im zlokalizowanie odpowiedniej części pokładu. Cóż było robić? Aleksiej, z godnym podziwu zaangażowaniem, zabrał się do szukania wyimaginowanej szpary tak, że prawie sam uwierzył w jej istnienie.
Uczniom Durmstrangu, którzy chwilę później weszli na statek, ukazał się widok niezwykły. Profesor, zgięty w pół, z nosem zaledwie kilkanaście centymetrów nad pokładem, uważnie oglądał jego powierzchnię w okolicy śródokręcia. Co jakiś czas przykucał, żeby pomacać deski. W ogóle nie zwracał uwagi na otoczenie, ani na fakt, że poły jego długiego, białego futra wleką się za nim, zamiatając pokład. W dodatku wszystkie te zagadkowe czynności odbywały się w towarzystwie Poliakowa – najmniej lubianego przez profesora ucznia. Aleksiej, który w przeciwieństwie do profesora zauważył swoich kolegów, spojrzał ponad pochylonymi plecami Karkarowa i puścił do nich oko, po czym pilnie wrócił do poszukiwań.
Studenci spojrzeli po sobie z niedowierzaniem. Bez wątpienia – tę scenkę zapamiętają na długo.
