95. Polowanie

— Igor Karkarow?

Zatrzymał się w ciemnej bramie kamienicy i odwrócił, zupełnie zaskoczony. Przecież upewnił się, że nie ciągnie za sobą żadnego ogona. W dodatku nikt tutaj nie miał prawa znać jego prawdziwego nazwiska. A teraz usłyszał, że ktoś je wypowiedział; co więcej, jeżeli tylko słuch go nie mylił, z obcym akcentem. A to nie wróżyło nic dobrego.

Zza rogu wyszedł jakiś niski, lekko zgarbiony mężczyzna, okryty obszernym płaszczem; w jego postawie i ruchach była budząca niepokój pewność siebie. Twarz nieznajomego skrywał nisko naciągnięty kaptur. Karkarow, pełen złych przeczuć, w pierwszym odruchu chciał sięgnąć za połę futra, po różdżkę. Ale nim się na to zdecydował, nieznajomy zatrzymał się zaledwie kilka kroków od niego i zsunął kaptur.

— Pamiętasz mnie? — zapytał po angielsku.

Igor kompletnie zdębiał; spoglądał prosto w oczy Alastora Moody'ego. Wiedział, że auror jest na jego tropie, ale nie sądził, że znajdzie go tutaj, w samym sercu jego rodzinnego kraju.

Jak spod ziemi, od strony podwórka kamienicy, pojawiło dwóch tajniaków, odcinając mu ostatnią drogę ucieczki.

— Jesteś zatrzymany! Ręce do góry! Nie ruszaj się! — wyrwał się młodszy z nich. Obydwaj trzymali różdżki wymierzone w Karkarowa. Moody, w odróżnieniu od asystującej mu dwójki, był zupełnie spokojny. Wiedział, że to polowanie dobiegło końca.

Igor zawahał się. Dopadli go. Było już za późno na ucieczkę czy teleportację. Spróbować rzucić jakąś klątwę? Załatwią go, nim zdąży wypowiedzieć jakiekolwiek zaklęcie.

— No zrób mi tę przyjemność i tylko spróbuj czegoś głupiego... — powiedział Moody cichym, lecz groźnym głosem, tak jakby czytał w jego myślach. Różdżkę trzymał opuszczoną, ale Igor nie miał wątpliwości, że jeżeli trzeba będzie, to zdąży rzucić zaklęcie. Wiedział, że przegrał. Powoli uniósł ręce w górę.

Podwładni Moody'ego w mgnieniu oka doskoczyli do Karkarowa. Obezwładnili go, przeszukali i zabrali różdżkę. Jeden z aurorów szybkim ruchem podwinął rękaw Karkarowa, odsłaniając jego lewe przedramię. Wytatuowany Mroczny Znak był wystarczającym dowodem.

Igor nie stawiał oporu, kiedy zakuto go w kajdanki; wszystko stało się tak nagle, że był zupełnie oszołomiony.

Jeden z aurorów deportował się wraz z aresztowanym do kwatery głównej. Drugi, najmłodszy w zespole, spojrzał na Moody'ego.

— Jakie rozkazy?

— Odwołaj drugą grupę. Niech też już wracają.

Młody auror skinął głową i ruszył w kierunku podwórza kamienicy. Zatrzymał się jednak po przejściu zaledwie kilku kroków i spojrzał na Moody'ego, najwyraźniej z zamiarem zadania jakiegoś pytanie. Wahał się tak długo, że Alastor uznał za słuszne zareagować.

— No wyduś to z siebie wreszcie.

— Skąd pan wiedział? — zapytał natychmiast młody auror. Wyraźnym podziw jaki przejawiał dla Moody' ego, w ciągu ostatniej pół godziny urósł niemal do czołobitności. — Jak pan do niego trafił?

— Intuicja — mruknął Moody. — I pół roku uganiania się po całej Rosji...