98. Antykwariat

Ulubiony antykwariat Igora znajdował się na rogu Skrytej, tuż przy mostku nad kanałem. Był to raczej mały sklepik, zajmujący część parteru zabytkowego, piętrowego domku ze spiczastą wieżyczką na jednym rogu, górującą nad spadzistym dachem. Powierzchnię dwóch, i tak już niewielkich pomieszczeń, w których mieścił się antykwariat, pomniejszały wysokie, sięgające pod sufit regały. Można było tutaj trafić na prawdziwe białe kruki, stojące, jak gdyby nigdy nic, pomiędzy zwykłymi, powszechnie spotykanymi na rynku publikacjami. Karkarow odwiedzał antykwariat co najmniej dwa lub trzy razy w miesiącu, zawsze, gdy znalazł się na Skrytej.

Tego dnia, ledwie wszedł do środka, od razu wpadły mu w oko nowe książki, rozłożone na stoliku tuż obok wejścia. Na dobry kwadrans całkowicie pochłonęły jego uwagę. Ostatecznie ograniczył się do wybrania trzech, mniej z uwagi na ich cenę, a więcej z czysto prozaicznego powodu – tomy do najlżejszych nie należały. Przekartkowując leksykon zaklęć Morbiusa, poszedł do kasy. Dopiero kiedy położył książki na ladzie, uniósł wzrok. I zdrętwiał.

Spoglądał na swoją siostrę, Annę.

— Igor — powiedziała chłodno. — Miło, że mnie w końcu zauważyłeś.

Uśmiechnął się blado z zakłopotaniem. Nie potrafił znaleźć żadnej sensownej odpowiedzi. Rodzinne stosunki nie miały się zbyt dobrze, a od śmierci rodziców Igor właściwie nie utrzymywał kontaktów z rodzeństwem. To spotkanie było zupełnie nieoczekiwane. Karkarow desperacko szukał w myślach jakiegoś neutralnego tematu.

— Od kiedy tutaj pracujesz? — wykrztusił wreszcie.

— Od tygodnia — odpowiedziała Anna krótko. — Piętnaście czterdzieści dziewięć.

— Słucham?

Wskazała na książki.

— Piętnaście czterdzieści dziewięć — powtórzyła.

Zapłacił, zabrał książki i zawahał się.

— Ja cię naprawdę nie zauważyłem. Przez przypadek.

— Nie wątpię — odparła Anna. Jej wzrok zdawał się przebijać go na wylot. — Żegnam.

W ciągu kilku następnych tygodni wytworzyła się dziwaczna sytuacja. Z jednej strony obawiał się odwiedzać antykwariat, z drugiej – nie potrafił minąć go obojętnie, kiedy przechodził obok. Nie miał zamiaru udawać, że Anny tam nie ma. Nie mógł się oprzeć wrażeniu, że to spotkanie to jakiś znak od losu, okazja, by coś zmienić. Jednak nie wiedział, jak powinien się do tego zabrać. Nieśmiało usiłował nawiązać jakiś kontakt z siostrą, przynajmniej w takim zakresie, by mogli się do siebie normalnie odnosić, jak cywilizowani ludzie. Jednak wszystkie jego próby albo wypadały żałośnie, albo Anna szybko je ucinała.

— Mhm... A co tam u ciebie słychać? — spróbował niezręcznie któregoś razu. — Jak ma się twój syn? — Igor za nic nie mógł sobie przypomnieć, jak jego siostrzeniec ma na imię.

— Dziękuję, dobrze — odparła z lodowatą uprzejmością. — A jak tam w Durmstrangu?

— A, no... wiesz, jak zwykle. Trochę zamieszania.

— Szkoda, że to trochę zamieszania sprawiło, że zapomniałeś o rodzinie — skomentowała Anna.

Igor nie miał pojęcia, jak powinien to odebrać.

— Dziewięć czterdzieści — powiedziała, nim zdążył ogarnąć myśli.

— Tak przy okazji... Masz nieaktualne informacje — dodała Anna uprzejmie, kiedy szukał w sakiewce drobniaków. Spojrzał na nią nierozumiejącym wzrokiem. — Mam dwoje dzieci.

Z trudem opanował chęć natychmiastowej ucieczki.

Przy każdym takim spotkaniu wychodził na kompletnego idiotę. Anna była nieprzychylnie usposobiona do brata i nie omieszkała mu tego okazywać przy każdej okazji.

A kiedyś byli sobie tacy bliscy... Ale mur, który wyrósł pomiędzy nimi przez te wszystkie lata, wydawał się nie do przebycia. Czuł, że zawiódł na całej linii. Dlaczego tak wiele czasu musiało minąć, nie wreszcie zrozumiał, że praca to nie wszystko? Nie da się nią zapełnić pustki, jaką jest brak bliskich osób. Igor właściwie nie miał przyjaciół, a od rodziny sam się odwrócił. Teraz przeklinał swój głupi upór, przez który poróżnił się z rodzeństwem. Gdyby wtedy zdobył się na to, by ich przeprosić, spróbować wyjaśnić... Ale nigdy się na to nie zdecydował i teraz wyglądało na to, że już na wszystko za późno. Ucieczka była łatwiejsza. Zawsze uciekał... I teraz się to na nim mściło.

W końcu poczuł się zmęczony całą tą absurdalną sytuacją.

— Posłuchaj — powiedział pewnego razu do Anny. — Nie możemy sobie tego wszystkiego po prostu wyjaśnić? Jesteśmy już przecież dorośli, prawda?

— Właśnie. I w tym problem.

Spojrzał na siostrę pytającym wzrokiem.

Uniosła w ręku książkę, której cenę akurat nabijała na kasę.

— Gdybyśmy wciąż byli dziećmi, powiedziałabym, że skończony osioł z ciebie i rzuciłabym w ciebie tą książką. Nie odzywalibyśmy się do siebie przez pół dnia, ale potem wszystko byłoby już dobrze.

Igor zerknął z obawą na ciężki tom Makaweliusa. Jakoś nie miał wątpliwości, że Anna chętnie spełniłaby swoją groźbę.

— Niestety, teraz to niczego nie rozwiąże — powiedziała, odkładając książkę. — Dziewięć dwadzieścia — dodała, dając tym samym znać, że rozmowa skończona.

Przy innej okazji, zebrawszy całą odwagę, by bezpośrednio nawiązać do tematu nieuregulowanych spraw rodzinnych, zaczął:

— Anno, ja chciałabym... — Pod wpływem wzroku siostry, pozbawiony życzliwości, zapomniał co właściwie chciał powiedzieć. — Słuchaj, ja dobrze wiem, co zrobiłem, ale...

— Igor — przerwała mu. — Tu nie chodzi o to, co ty zrobiłeś, tylko o to, czego nie zrobiłeś. Nie jest mi ławo z myślą, że mój brat był zwykłym bandytą, ale wiesz co mnie boli najbardziej? Że kiedy z tatą było źle, że kiedy mama chorowała, ciebie tutaj z nami nie było.

— Nie zdołała całkowicie ukryć drżenia głosu, ale po chwili opanowała go i ciągnęła dalej: — Myślisz, że kim jesteś? Jak mogłeś nas tak potraktować? Nie dałeś żadnego znaku życia przez osiem lat! I przez kolejne osiem nie raczyłeś się nawet odezwać! — Anna zawsze miała wybuchowy charakter i przy ostatnich słowach już właściwie krzyczała.

Na nieszczęście Igor również nie należał do ugodowych osób.

— To wy mnie nie chcieliście znać! — oburzył się. — Aleksander wręcz dał mi do zrozumienia, że byłoby lepiej, gdyby w ogóle mnie nie wypuszczali! Nie miałem pojęcia, co robić. Nie wiedziałem jak z wami rozmawiać — urwał i powiedział bardzo cicho, odwracając wzrok: — A poza tym... tak bardzo było mi wstyd...

Cisza.

Długa chwila minęła, nim odważył się ponownie spojrzeć na siostrę.

Pierwszy raz, odkąd spotkali się w tym antykwariacie, w jej spojrzeniu nie dopatrzył się niechęci czy rezerwy. Czyżby wreszcie pojawiła się między nimi szansa na porozumienie?

Anna miała chyba zamiar coś powiedzieć, ale w tym momencie brzęknął dzwonek u drzwi i nowy klient wszedł do środka.

— Dwadzieścia cztery osiemnaście — powiedziała Anna. Ale Igor słyszał, że jest to zupełnie inny ton niż przy ich poprzednich spotkaniach.

Zapłacił i w milczeniu odszedł od kasy.

— Do widzenia — usłyszał, gdy był już przy drzwiach. — I zapraszamy ponownie.

Zerknął na nią przez ramię, ale Anna nie odwzajemniła tego spojrzenia, zajęta szukaniem na półce jakieś książki, o którą zapytał klient.

Igor w milczeniu wyszedł ze sklepu.

Długo zastanawiał się, co powinien zrobić, stojąc na chodniku po przeciwnej stronie ulicy i spoglądając na oświetlony antykwariat. Najłatwiej byłoby odwrócić się i odejść...

Ale tym razem Igor nie chciał łatwego rozwiązania.

Było dopiero parę minut po piętnastej. Antykwariat zamykano o osiemnastej. Musiał zaczekać prawie trzy godziny. Większość czasu spędził w kawiarni naprzeciwko, siedząc przy stoliku pod oknem. Herbata stygła, a on usiłował pozbierać myśli. Coś w nim pękło i wiedział, że jeżeli nie spróbuje porozmawiać z Anną, jeżeli teraz odszedłby, nie próbując podjąć tej rozmowy, która nieomal przerodziła się w kłótnię, będzie tego żałować przez resztę swojego życia.

Musiał spróbować.