99. Gabinet

Dyrektorski gabinet był pogrążony w całkowitej ciszy. W tym miejscu czas jakby się zatrzymał. Trudno było uwierzyć, że minęły już prawie dwa lata od zniknięcia Karkarowa. Nikt, nawet profesor Anna Berezowa, która już od lipca zeszłego roku pełniła obowiązki dyrektora, nie korzystał z gabinetu, który formalnie wciąż należał do niego.

Selim Kamzoj cicho zamknął za sobą drzwi. Drobiny kurzu, uniesione ruchem powietrza, zawirowały w promieniach popołudniowego słońca, oświetlającego gabinet ciepłym, złotym blaskiem. Omiótł spojrzeniem mapy wiszące na ścianach, magiczne instrumenty na półkach, olejny obraz sztormującego żaglowca, niestrudzenie przebijającego się przez wzburzone fale, i wreszcie zatrzymał wzrok na blacie biurka. Był niemal pusty, nie licząc kilku przedmiotów, ułożonych na nim w idealnym porządku: pióra, kałamarz, zapomniany kubek, stojący tuż przy brzegu, ramka ze zdjęciem... Wyglądało to zupełnie inaczej niż normalnie. Za każdym razem, kiedy Karkarow pracował przy biurku, co zdarzało się znacznie częściej, niż sugerowali niektórzy, panował tutaj okropny bałagan. Dyrektor zdawał się wyznawać teorię chaosu, poddając się jej bez sprzeciwu, tak długo, jak miał pod ręką wszystko, co było mu potrzebne. Kamzoj zatrzymał trochę dłużej wzrok na odsuniętym krześle – niemal widział siedzącego tam dyrektora, uważnie czytającego jakiś oficjalny dokument, po to tylko by za chwilę odrzucić go na bok, głośno pomstując na absurdalne wymysły Ministerstwa Transportu. Selim podszedł do stojaka z globusem i zakręcił nim, lekko uśmiechając się do wspomnień – przy nim zaczynali planować wszystkie letnie rejsy.

Wciąż nie mógł oprzeć się wrażeniu, że dyrektor opuścił swój gabinet ledwie przed chwilą. A przecież Karkarow ostatni raz był tutaj w październiku, prawie dwa lata temu. Miał być nieobecny przez siedem miesięcy, jednak los zadecydował inaczej. Kiedy delegacja powróciła do Durmstrangu, dyrektora nie było z nimi na pokładzie. Uczniowie przywieźli ze sobą niepokojące wieści o tym, co zaszło podczas finału Turnieju i list od dyrektora Hogwartu, który bynajmniej nie wyjaśniał zagmatwanej sytuacji. Wtedy nikt tak naprawdę nie wiedział, co stało się z Karkarowem.

Nie obeszło się oczywiście bez różnych plotek i spekulacji. Wśród grona nauczycielskiego znaleźli się tacy, którzy znali przeszłość Karkarowa i nie omieszkali się tą wiedzą podzielić z innymi. Selim dowiedział się o Karkarowie więcej, niżby chciał. Wystarczająco dobrze uważał na historii magii, by wiedzieć kim był Lord Voldemort i Śmierciożercy. I nigdy by mu nie przeszło przez myśl, że ktoś, kogo, jak wydawało mu się, znał dość dobrze, był jednym z nich i nosił Mroczny Znak. Nie miał pojęcia, jak się do tego wszystkiego ustosunkować. Czy człowiek jest taki, jakim go widzą inni, czy taki, jakim my sami go widzimy?

Igor Karkarow, jakiego znał Selim, nie był zły.

Całkiem dobrze radził sobie na stanowisku dyrektora przez te dziesięć lat. Nie był też złym nauczycielem, chociaż niektóre jego poglądy kwalifikowały się do, delikatnie mówiąc, kontrowersyjnych. Owszem, bywał czasami irytujący, a niektóre jego pomysły doprowadzały grono pedagogiczne niemal na skraj załamania nerwowego. Jednak kiedy się w coś zaangażował, był temu naprawdę oddany. Choćby żaglowiec Durmstrangu... Kiedy Karkarow zakupił ten pływający wrak z zamiarem wyremontowania go i umagicznienia, wszyscy stukali się głowę, uważając to przedsięwzięcie za pozbawione racji bytu. A teraz? Statek stał się symbolem Durmstrangu, którego zazdrościły im inne rosyjskie szkoły magii.

Życie w Durmstrangu toczyło się dalej, z Karkarowem czy bez niego. Nieznany był tylko los dyrektora.

Aż do tego lipca.

Ledwie kilka dni temu profesor Berezowa wezwała do siebie Kamzoja. Jako jeden z pierwszych dowiedział się, że odnaleziono Karkarowa.

Martwego, w jakiejś chacie na północy.

Teraz, kiedy zabierał mapy, po które tutaj przyszedł, ta myśl wciąż wydawała mu się dziwnie obca. Karkarow zniknął z życia Durmstrangu prawie dwa lata temu, ale dopiero teraz już naprawdę go nie było.

Nikt nie jest niezastąpiony. Selim przejął po Karkarowie nauczanie Teorii Czarnej Magii i został kapitanem szkolnego statku. Ledwie miesiąc temu uzyskał niezbędne uprawnienia – dokończył swoją praktykę w rekordowym tempie, godząc je z obowiązkami nauczyciela tylko dzięki temu, że dysponował pożyczonym zmieniaczem czasu. Nie tylko dla niego ten rok był ciężki. Od dłuższego czasu Durmstrang miał kłopoty z Ministerstwem; w pewnym sensie Karkarow zniknął w najmniej dogodnym ku temu momencie. Gdyby nie profesor Anna Berezowa, która wzięła na siebie wszystkie obowiązki związane z zarządzaniem Instytutem, szkoła mogłaby stracić część swojej niezależności i przywilejów, niedostępnych mniej prestiżowym jednostkom. Na szczęście tak się nie stało i wyglądało na to, że w przyszłym roku szkolnym wszystko wróci do normy.

Jeszcze raz rozejrzał się po gabinecie, pogrążonym w ciszy spokojnego, letniego popołudnia. Wkrótce, gdy profesor Berezowa oficjalnie obejmie stanowisko dyrektorki, co było już raczej pewne, to miejsce zupełnie zmieni swoje oblicze. Taka była kolej rzeczy.

We wrześniu portret Igora Karkarowa zostanie zawieszony w holu, obok obrazów wszystkich innych dyrektorów. Jednak prócz tego pozostanie po nim jeszcze coś, czego nie miał w dorobku żaden z jego poprzedników.

Żaglowiec.

Tylko tutaj, w Durmstrangu, Karkarow miał szansę na to, by zapamiętano go za to, czego dokonał, a nie wyłącznie jako Śmierciożercę i tchórza, który uciekł, obawiając się zemsty dawnego Pana.