Blondynka przeszła szybko przez korytarz i niemal wpadła na drzwi, kiedy dotarła do swojego pokoju w motelu w którym zmuszona była razem z innymi uczniami zostać na noc z powodu jakiejś usterki w autobusie w którym przyjechali. Nacisnęła klamkę i weszła z westchnięciem do pomieszczenia, krzywiąc się od razu na jego poniszczony stan i na dwoje innych uczniów, którzy razem ze sobą rozmawiali. A już myślałam, że Bóg mnie kocha, pomyślała i podeszła do wolnego łóżka, kładąc na nim swoją torbę i wyciągając z niej parę słuchawek i MP3. Zanim jednak włączyła muzykę, usłyszała kobiecy głos.

- Hej! Jestem Mikaela, a ty? – przedstawiła się brunetka z uśmiechem na który miała ochotę wywrócić oczami.

- Brooke – odparła krótko, gotowa do włączenia jednego przycisku na swoim odtwarzaczu, kiedy kolejny głos sprawił, że tego nie zrobiła.

- Jesteś siostrą Nathalie Williams, co nie? – odezwał się brunet, a dziewczyna uniosła do góry brwi, kiedy zaczął gadać więcej i więcej, aż w końcu westchnęła.

- Nie znam Nathalie – odparła ze wzruszeniem ramionami, sprawiając, że chłopak przestał gadać i spojrzał na nią – Jest nieznaną dziewczyną, której nienawidzę. Po za tym, nie jest moją siostrą. Jest moją adopcyjną siostrą.

- Tak przy okazji, jestem Sam – posłał mi nerwowy uśmiech, a blondynka zmarszczyła czoło, czując, że imię i twarz nagle wydawały jej się znajome.

- Witwicky – powiedziała wolno, a jego twarz się rozpromieniła.

- Powiedziałaś moje nazwisko dobrze!

- Jestem wyjątkowa – wzruszyła ramionami, siadając na łóżko i zakładając słuchawki, po czym spojrzała na niego ostatni raz – Po za tym masz fajne auto. Wpada w oko.

Z tym zdaniem zamknęła oczy i zaczęła wsłuchiwać się w melodię przypadkowej piosenki.


- Hej, Brooke! – Sam zaczął nawoływać blondynkę, kiedy wyszli z autobusu następnego dnia – Poczekaj!

Dziewczyna wywróciła oczami i zatrzymała się niechętnie, wyjmując słuchawki z uszu i spoglądając zirytowana na chłopaka, który podszedł do niej razem ze swoją dziewczyną. Chwyciła mocniej torbę, kiedy usłyszała ryk silnika nie daleko niej i obróciła się, żeby zobaczyć lśniące Camaro.

- Podwieźć cię? – spytała z uśmiechem Mikaela, a blondynka uniosła do góry brew.

W całym jej życiu, nikt jeszcze nie zaoferował jen podwózki na poważnie. Nieco zaskoczona tą propozycją, ale także mocno zirytowana, potrząsnęła głową. Wolała iść do domu piechotą, musiała jakoś utrzymać kondycje. Po za tym, czego oni od niej chcieli? Zerknęła jeszcze raz na auto, zauważając, że zamigotało światłami, jakby zachęcająco…Zaraz, auto samo włączyło swoje lampy?

- Wolę nie – odpowiedziała krótko, po czym wskazała dłonią na Camaro – Mam zasadę, że jeśli coś zachowuję się jakby było opętane, to tego unikam. Sorki! – pomachała im i zaczęła iść chodnikiem w stronę swojego domu, zakładając słuchawki i ignorując podejrzliwe spojrzenia, które dostawała od Sam'a.

- Bee! Coś ty zrobił!? – spytała głośnym szeptem Banes, piorunując Carami wzorkiem i wsiadając na miejsce pasażera – Co jeśli by się o tobie dowiedziała?

- I'm sorry. So, sorry… - zagrało radio, a Sam poklepał go po kierownicy.

- Spokojnie, stary – odezwał się i oparł o siedzenie, kiedy auto odjechało spod szkoły – Nic nie szkodzi. Ale zastanawiałem się czy nie zaprosić jej na kolację.

- Dzisiaj? Tą u Will'a?

- Czemu nie? – spojrzał na swoją dziewczynę, która tylko wzruszyła ramionami – Wydaje się miła.

- Pozory mylą – stwierdziła Mikaela, ale skinęła głową na znak zgody – Tylko ich uprzedź. Autoboty też tam powinny być.

- Przecież mnie znasz.

- No właśnie.


- Brooke! Zejdź proszę na dół! – odezwała się Emily, adopcyjna matka Brooke, a nastolatka wywróciła oczami na jej ton głosu, oznaczający tylko kłopoty i niechętnie zwlekła się z łóżka, wychodząc z pokoju i mijając pokój Nathalie z którego wydobywały się chichoty innych, na które dziewczyna mruknęła coś pod nosem o byciu irytującym.

Minęła korytarz i zeszła po schodach dół, po czym weszła do salonu, krzyżując ręce na biuście i patrząc z jedną uniesioną brwią na kobietę, która chodziła w tą i z powrotem. Zatrzymała się, kiedy dziewczyna odchrząknęła teatralnie i wzorkiem pogoniła ją, żeby jak najszybciej powiedziała czego chciała i dała jej spokój, którego tak bardzo pragnęła.

- Dlaczego nie było cię wczoraj w domu? Martwiłam się – stwierdziła czarnowłosa, jej zielone oczy wbiły się w ciało Brooke i sprawił, że ta cofnęła się nieznacznie.

- Może dlatego, że nie było mnie w mieście – burknęła dziewczyna, wznosząc oczy do nieba i zaklinając jej krótką pamięć – Wycieczka szkolna – przypomniała się, a oczy kobiety trochę złagodniały.

- Dlaczego nie zadzwoniłaś? – spytała w końcu, kiedy Brooke westchnęła.

- Nie chciało mi się – stwierdziła ze wzruszeniem ramionami, a Emily wyglądała jakby miała za chwilę skoczyć jej do gardła i rozszarpać na strzępy, co nie bardzo zaimponowało blondynce, ale postanowiła się nie odzywać.

- Nie chciało ci się? – powtórzyła z niedowierzaniem, a dziewczyna pokiwała głową ze sztucznym uśmiechem.

- Nie jesteś głucha, nie zadawaj głupich pytań, bo dostaniesz głupie odpowiedzi – powiedziała, po czym odwróciła się na pięcie i podążyła w stronę wyjścia, wiedząc, że jej macocha będzie na nią znowu wrzeszczeć i przy okazji obudzi także swojego męża, który spał na kanapie obok.

- Brooke, wracaj tu natychmiast! – zawołała za nią czarnowłosa, ale dziewczyna była już dawno poza domem i szła w stronę…właściwie, nawet nie wiedziała gdzie szła, chciała się po prostu od niej uwolnić.


Mikaela usiadła razem z Sam'em u Lennox'ów i spojrzała z westchnięciem na William'a, który chodził w tą i z powrotem, marszcząc czoło. Kilka minut po tym, kiedy Witwicky przedstawił mu swoją propozycję, zaczął zadawać mu milion pytań na temat blond-włosej, jednak na większość odpowiedź padała „nie wiem".

- Więc chcesz zaprosić obcą dziewczynę o której nie wiesz praktycznie nic, na kolację u mnie, bo wydaje ci się miła? – spytał, kiedy się zatrzymał, Sam pokiwał głową, na co jego dziewczyna wywróciła oczami – Odbiło ci?

- Już dawno – mruknął przypominając sobie o odłamku i jak od niego zwariował na krótki czas – Och, no dalej Will. Brooke jest fajna.

- Rozmawiałeś z nią minutę – przypomniała mu Mikaela, po czym została przez niego skarcona wzorkiem – Może to Decepticon? Pamiętasz Alice?

- Ble, nie przypominaj mi – Sam się wzdrygnął – Brooke wydaje się samotna. Po za tym jej siostra to suka, tylko jej współczuć.

- Nie możesz zapraszać kogoś, tylko dlatego, że jej przybrana siostra jest ekhem – stwierdził William, siadając – Słuchaj, Sam. Wiem, że ją polubiłeś, ale jej nie znasz. Mikaela ma rację.

- To nie fair – stwierdził pod nosem, po czym odwrócił się w stronę telewizora, który aktualnie był włączony – Po za…

- Czekaj! – podniósł rękę Lennox, kiedy zadzwonił jego telefon – Hide? Co jest?

Rozmowa trwała z kilka sekund, po czym mężczyzna odłożył telefon i spojrzał na Sam'a z westchnięciem.

- Stało się coś? Kolejny Con? – spytał z niepokojem, a William pokiwał głową.

- Bumblebee wykrył sygnaturę Barricade'a w pobliżu twojego domu, Sam – Witwicky natychmiast spojrzał na niego przytomnie, wytrzeszczając oczy na minę przyjaciela.

- Ale moim rodzicom nic nie jest, prawda?

- Nah, nic, a nic – machnął ręką William – Ale z tego, co wiem, ta wasza Brooke tam mieszka.

Minęła chwila zanim obydwoje przetworzyli to co powiedział i wtedy i Mikaela i Sam poderwali się i spojrzeli na niego.

- Życie nas nienawidzi – stwierdziła pod nosem brunetka.


Dziewczyna odetchnęła głęboko, kiedy usłyszała, że zaczyna się jej ulubiona piosenka Jetta „I'd love to change the world" Matstubs Remix. Objęła się ramionami w tali, kiedy poczuła, że wiatr mocniej zawiał i sprawił, że jej włosy rozwiały się po wszystkich stronach, wchodząc jej co chwilę w oczy i zasłaniając widok przed nią. Niemal wpadła na starszą panią, która niosła zakupy i posłała jej wściekłe spojrzenie, na które blondynka wywróciła oczami. Przecież to nie jej wina, że matka natura jej nienawidzi, prawda? Westchnęła i pozwoliła, żeby uczucie w sercu – irytacja – całkowicie ją pochłonęło. Ostatnio miała ochotę po prostu wyjechać z miasta, albo nawet kraju i zamieszkać w górach z alpakami… Czekaj, skreśl to. Alpaki mieszkając na zboczach. Tak, więc wolałaby nawet zamieszkać z alpakami na zboczach, byleby uwolnić się od swojej macochy. Miała dość jej zasad, ciągłych rozkazów oraz tego, że oczekiwała od niej żeby była perfekcyjna pod dosłownie każdym względem. Zupełnie jakby miała się całkowicie przeistoczyć w Nathalie, czego nawet za własną wyspę by nie zrobiła. Ale jakby się zastanowić, to gdyby miała być swoją młodszą piętnastoletnią przybraną siostrą, to musiałaby palić, pić i brać narkotyki. Ale hej! Może według Emily i Jack'a Williams takie rzeczy zalicza się do bycie idealnym. Nigdy nie wiadomo, prawda?

Jej myśli podryfowały trochę indziej i w umyśle wyskoczył jej obrazek Sam'a i jego dziewczyny. Nawet teraz nie mogła skojarzyć dlaczego go znała. Oczywiście, znała go ze szkoły, w końcu chodzą do tej samej, ale było coś innego. Czuła, że był związany z jakimś wydarzeniem, tylko nie pamiętała dokładnie z jakim. Za to Mikaela była dosyć popularna dwa lata temu w szkole. Chodziła z Trent'em DeMarco, osobą, która jej nienawidzi i z którą chodzi aktualnie Nathalie. Nadal nie wiedziała jak to możliwe, w końcu on miał osiemnaście lat, a ona była młodsza od niego o trzy lata. W każdym razie Mikaela Banes była znana pośród jej klasy i szkoły dzięki właśnie temu tyranowi. Szarooka mimo, że wydawała się miła i uprzejma, potrafiła pokazać pazurki i to w pewnym stopniu imponowało Brooke do tego stopnia, że próbowała być z nią w miarę…uprzejma. Co nie zdarzało się często, zwykle jest mocno zdystansowana do innych.

Kilka minut później Brooke dalej szła spokojnie ulicą, kiedy usłyszała pisk opon zaraz za nią. Z wywróceniem oczu wyjęła słuchawki z uszu i podążyła wzorkiem za dźwiękiem, który był coraz to bliżej niej. Zauważyła policyjny wóz, który jechał z maksymalną szybkością za żółtym Camaro za pasami, na których stał mały chłopiec. Zaraz, Camaro?, pomyślała blondynka i spojrzała na człowieka na pasach. Skarciła się szybko za swoje zasady i biegiem rzuciła się do niego, chcąc wyprzedzić czarne auto.

Szybko wbiegła na miejsce chłopca, którego wołała matka i zaklęła pod nosem.

3 sekundy.

Brooke odepchnęła go na bok, wprost na krzycząco kobietę, która objęła go w ramiona i spojrzała z przerażeniem na dziewczynę.

2 sekundy.

Blondynka zacisnęła oczy i przygotowała się na uderzenie.

1 sekunda.

To zaboli, stwierdziła w duchu i wzięła głęboki wdech.

Kiedy jednak zamiast samochodu, uderzyła w nią fala zimnego powietrza, więc blondynka z wahaniem otworzyła oczy i zorientowała się, że wóz przejechał obok niej, zgrabnie ją wymijając. Kiedy się oddalał, Brooke zauważyła dwie rzeczy, które sprawiłby, że normalna osoba trafiłaby do szpitala psychiatrycznego, jakby zaczęła o tym gadać.

Dokładnie w minucie, kiedy Brooke podniosła się z westchnieniem z ziemi, jej telefon zaczął dzwonić. Z wahaniem odebrała połączenie i jęknęła mentalnie, kiedy usłyszała znajomy głos i paplaninę.


- Hej Brooke! – przywitał się radośnie Sam, na co Mikaela wywróciła oczami, a William westchnął i usiadł w fotelu, patrząc na Ironhide'a, który rozmawiał z Optimus'em i Ratchet'em.

- Czego chcesz Witwicky? I skąd masz mój numer? – odezwał się zirytowany głos na głośniku, sprawiając, że wszyscy spojrzeli na bruneta z zaciekawieniem.

- Poprosiłem twoją siostrę, żeby mi go dała – zmyślił na szybko, po drugiej stronie można było usłyszeć westchnięcie i jeszcze jeden głos w tle.

- Nie jest moją siostrą – powiedziała i spauzowała – Proszę pani, spokojnie nic mi jest! Rany – mruknęła do siebie, a Mikaela zmarszczyła czoło.

- Brooke stało się coś? – spytał.

- Wątpię, żeby to był policyjny wóz, prze pani – odezwała się ignorując Sam'a i mówiąc dalej, co sprawiło, że William natychmiast uniósł głowę – Motto policji to „by służyć i bronić", nie „by karać i niewolić". Nie musi mi pani dziękować. Tak? Dobrze. Nie szkodzi. Muszę iść. Miłego dnia, psze pani.

- Brooke! – krzyknął, żeby zwrócić na siebie uwagę Samuel.

- Tak, Sam? – odezwała się po krótkiej chwili.

- Czy ty powiedziałaś, że tamto auto miało napis „by karać i niewolić"? – zaniepokoił się natychmiastowo, posyłając pytające spojrzenie swojej dziewczynie, po czym Lennox'owi.

- Taaak? – Brooke prychnęła – Po za tym, nie miało kierowcy. Co sprawia, że się zastanawiam – zaczęła sucho – Dlaczego w jednym dniu spotkałam dwa samochody, które wydają się mieć własny mózg? Najpierw Camaro, a teraz to? Musisz lepiej wybierać sobie przyjaciół, wiesz?

- Przynajmniej jakiś ma – odezwał się Ironhide.

- Jakim cudem jest na ten temat spokojna? – zapytał szeptem William i spojrzał na Optimus'a i Ratchet'a, którzy wymienili zaniepokojone spojrzenia.

- Skąd pomysł, że mają mózg? – Ironhide posłał mu mordercze spojrzenie.

- Sam, jakiś dla którego zawracasz mi głowę?

- Zaproś ją! – podsunął szybko William, a Sam popatrzył na niego z uniesionymi do góry brwiami.

- Chciałabyś przyjść na kolację do jednego z…

- Kiedy, o której, kto ma tam być i jak się nazywa? – przerwała mu od razu, a Sam wzruszył ramionami, kiedy wszyscy spojrzeli na niego.

- William Lennox i jego rodzina oraz kilku…

- Powiedziałeś Lennox? – odezwała się ze zdziwieniem i usłyszał, że dziewczyna zatrzymuje się i przekłada telefon z jednej do drugiej ręki, sądząc po szmerze jaki usłyszał po kilku chwilach.

- Znasz go? – posłał pytające spojrzenie Lennox'owi, który zmarszczył brwi.

- O której? – odezwała się w końcu.

- Jeśli nie masz nic przeciwko, wysłałbym mojego przyjaciela i on przywiózłby cię teraz.

- Masz na myśli to opętane Camaro? – westchnęła – Spoko, czemu nie?

- Nie jest opętane!

- Spokojnie nikomu nie powiem. Po za tym, to całkiem fajna sprawa. Hej, właśnie przypomniałam sobie, dlaczego jesteśmy taki znajomy. Uczestniczyłeś w Mission City.

- Skąd ty…?

- Na razie, Sammy! – rozłączyła się, a Samuel spojrzał po wszystkich.

- Mogę tylko powiedzieć, że mamy przerąbane – stwierdził, a wszyscy westchnęli.


- Kiedy myślałam, że podjedzie po mnie opętane Camaro, Boże – powiedziała Brooke, patrząc w górę i mrużąc oczy, kiedy poraziło ją światło – Nie myślałam na serio.

Westchnęła i weszła do auta, stojącego na chodniku, po czym wzdrygnęła się, kiedy drzwi same się zatrzasnęły, a pasy owinęły. Czego nie rozumiała, to tego, że właściwie Camaro nie próbowało być dyskretne. Na logikę, było opętane, chyba nie chciało zwracać na siebie uwagi, prawda?

Blondynka wywróciła oczami, opierając się o zagłówek i zakładając słuchawki, po czym włączyła jeden ze swoich ulubionych kawałków i zamknęła oczy.


Brooke wyszła z samochodu u z wahaniem podążyła w stronę wielkiego domu, na którego widok lekko się skrzywiła. Potrząsnęła jednak głową i stojąc przy drzwiach, zapukała w nie i oparła się o futrynę, chowając ręce w kieszeniach. Usłyszała kobiecy głos i po chwili drzwi otworzyły się a w nich wyłoniła się jakaś blond-włosa kobieta z ciepłym uśmiechem na twarzy i blado niebieskimi oczami, które miały w sobie coś matczynego. I faktycznie, kiedy dziewczyna wyjęła słuchawki z uszu, usłyszała dziecięcy głos.

- Ech… Dobry? – odezwała się blondynka nieco niezręcznie – Sam…

- Ach, tak – kobieta ocknęła się, a Brooke uśmiechnęła się wdzięcznie – Wejdź, proszę.

Niebieskooka weszła do domu i podążyła za starszą kobietą, jednak zatrzymała się na chwilę i spojrzała na rodzinne zdjęcia, przełykając ślinę. Kilka z nich przedstawiało tylko całą trójkę, mężczyznę, dziecko, kobietę, ale niektóre fotografie były nieco dziwne. Na jednej był tylko czarny Topkick, a na drugiej cała grupa wojskowych. Dziewczyna przeklęła pod nosem. Wiedziałam, że nie powinnam była tutaj przychodzić, pomyślała z potrząśnięciem głowy i niemal podskoczyła, kiedy ktoś odchrząknął.

- William Lennox – blondynka zesztywniała słysząc jego nazwisko i spojrzała na niego podejrzliwie, po czym chwyciła jego rękę i nią potrząsnęła, unikając jego wzroku.

- Brooke – przedstawiła się krótko i spojrzała za jego ramię, po czym znowu na czarnowłosego – Jakiś powód dla którego Witwicky mnie tutaj zaprosił, prze pana? – spytała, ale mężczyzna potrząsnął z uśmiechem głową, chociaż jego wzrok na chwilę wydawał się nieufny, co sprawiło, że Brooke zmrużyła znowu oczy.

- Nie, Sam chciał być tylko miły – powiedział w końcu, a niebieskooka wywróciła oczami i skinęła na zdjęcie z grupa żołnierzy, na chwilę go dezorientując.

- Prawdopodobnie dlatego wysłał po mnie opętane Camaro, wprost na kolację u wojskowej rodziny zaraz po tym jak zobaczyłam wóz policyjny bez kierowcy – stwierdziła z małym uśmiechem, który natychmiast zastąpił grymas – Niech mnie pan nie bierze za głupią, dobrze?

Z tym zdaniem weszła szybko do salonu, karcąc się w głowie, kiedy zobaczyła przynajmniej z dziesięć osób.

- Och, Brooke! – zawołał Witwicky, a dziewczyna uniosła z politowaniem brew, sprawiając, że chłopak od razu spoważniał i usiadł na swoje miejsce, schylając głowę.

- Gadaj czego ode mnie chcesz, żebym mogła wrócić, Samuel – użyła jego pełnego imienia, na które się skrzywił.

- Musisz być taka ostra? Chciałem być koleżeński – stwierdził urażony.

- Jest duża różnica pomiędzy byciem koleżeńskim, a byciem podejrzliwym – wskazała dłonią na siebie – A ty jesteś podejrzliwy, nie oszukujmy się, dobrze?

Zapadła cisza, na którą Brooke westchnęła i przejechała dłonią przez włosy, kiedy Mikaela posłała jej zdziwione spojrzenie.

- Brooke…

- Bez obrazy, Banes – przerwała jej zanim mogła coś dodać – Ale nie interesuje mnie to, co ty masz do powiedzenia.

- Ty… - odezwał się mężczyzna z zarostem, za nim drugi mężczyzna uderzył go gazetą w głowę, sprawiając, że blondynka się skrzywiła.

- Słuchaj, Witwicky. Nie obchodzi mnie to, że masz jakieś tam Camaro z innego świata. Cholera, nie obchodziłoby by mnie to nawet gdybyś miał dwie głowy i dziwkę na tylnym siedzeniu.

- Myślisz, że zaprosiłem cię tylko dlatego, że moje auto zachowywało się jak z innego świata – stwierdził powoli.

- Po części. Ta jedna cześć ciebie, bardzo malutka chce mnie poznać, sęk w tym, że ja nie chcę. Więc… - machnęła ręką na wszystkich – Mam podpisać jakieś papiery i mogę iść, czy zamkniecie mnie w jakimś więzieniu bo wiem za dużo?

- Zależy – stwierdził William, wchodząc z blondynką do pomieszczenia – Utrzymasz to w tajemnicy? – spytał i spojrzał na mężczyznę w uniformie, na co dziewczyn wywróciła oczami i westchnęła z pokręceniem głową.

- Tak – zdecydowana odpowiedź sprawiła, że Mikaela się wzdrygnęła, przykuwając jej uwagę – Wiem, co się stało w Mission City – stwierdziła z grymasem – I nie chce tego mieć w swoim życiu. To wasza wojna, nie moja.

W pewnym sensie Brooke blefowała. Nie wiedziała co, dokładnie zdarzyło się w Mission City, ale wiedziała, że nie był to atak terrorystyczny. Może i była blondynką, ale nie aż taką, żeby uwierzyć w takie banalne kłamstwa. Po za tym, już dawno wiedziała, że poza ludźmi żyły inne istoty żywe. To była tylko kwestia czasu, aż w końcu by ich spotkała.

- Nie zmusimy cię być brała w niej udział – odezwał się mężczyzna, na którego wcześniej patrzył William – Ale było byłby niemądrze gdyby na twoją decyzję wypływały osobiste emocje, panno…?

- Brooke wystarczy – odparła ostro, po czym dodała: - sir. Nie kieruję się emocjami. Są słabością. W prostych słowach, nie mam ochoty na przebywanie z… - spojrzała na niego przez chwilę, mrużąc oczy – istotami, których nie znam.

- Hej, znasz nas ze szkoły – stwierdził Sam, a dziewczyna wywróciła oczami.

- Z widzenia – potwierdziła – Nie osobiście. Nie wiem czy wiesz, ale w szkole mam tytuł „ducha". Nie zabawiam się z innymi, tak jak ty i twoja dziewczyna – rzuciła w stronę brunetki, która posłała jej pytające spojrzenie.

Nikt jednak nic nie odpowiedział na jej komentarz, bo kobieta, która wcześniej ją wpuściła, zawołała ich do jadalni, mówiąc, że jedzenie jest już na stole.


Brooke jęknęła mentalnie, kiedy jej telefon zadzwonił. Spojrzała przepraszająco na panią Lennox, gotowa wstać, ale ona tylko skinęła dłonią, żeby siedziała. Blondynka uśmiechnęła się mimo woli, ale jej uśmiech zniknął, kiedy zobaczyła wyświetlacz swojej komórki. Ignorując pytające spojrzenie Sam'a i Mikaeli, odebrała z westchnięciem i wywróceniem oczu, kiedy usłyszała od razu piskliwy głos swojej opiekunki.

- Emily, nie chcę być nie miła, ale możesz trochę ciszej? – odezwała się, krzywiąc niemiłosiernie i opierając o krzesło – Co z nią?...To nie moja wina…Mogła się nie upijać…Chcesz powiedzieć, że powinno mnie to obchodzić, bo…? Wiesz, dobrze, że nie obchodzi mnie ani twoje zdanie, ani zdanie Nathalie czy Jack'a… Jest w szpitalu?...Dobrze jej tak...Sorki, ale nie zamierzam udawać, że niewiadomo jak ją kocham, bo nawet jej nie lubię…. Emily, nie mam czasu na twoją histerię… Gdzie jestem?... Nie wiem, pewnie na Marsie, otoczona o wiele milszymi osobami niż twoja córeczka. Narka!

Brooke schowała telefon do torby i wróciła do jedzenia, po czym chwyciła szklankę, jednak w połowie drogi do jej ust, zatrzymała się i spojrzała niepewnie na grupę przy stole, która wpatrywała się w nią pytająco.

- Kto to był? – spytał William, chociaż można było wyczuć w jego głosie zdezorientowanie – Jeśli nie obrazisz się, że pytam – dodał szybko widząc jej wzrok.

- Nathalie wylądowała w szpitalu, a moja opiekunka wpadła w histerie – wyjaśniła ze wzruszeniem ramion.

- Brooke – dziewczyna skierowała wzrok na Optimus'a – Dlaczego nie mieszkasz ze swoimi biologicznymi stworzycielami?

Blondynka spuściła wzrok, przełykając ślinę i lekko się spinając, po czym wzruszyła ramionami.

- Spytam jak ich poznam. Sama jestem ciekawa – zaśmiała się.

- Panno Williams, przepraszam…

- Nie nazywam się Williams – przerwała mu prawie natychmiast, na co tym razem wszyscy posłali jej zmieszane spojrzenia – Co jest oczywiście bez znaczenia, ale nie chcę mieć nic wspólnego z tamtą rodziną.

- Oczywiście, przepraszam – posłał jej przepraszające spojrzenie, na które ona miała ochotę wywrócić oczami.

- Więc, Człowieku – Ironhide spojrzał na nią surowo – Jak się nazywasz?

- Brooke – odparowała równie ostro.

- Żadnego nazwiska? Każdy ma nazwisko.

- A ty masz? – uniosła do góry brew, na co Lennox się zaśmiał – Nie jest wam potrzebne. Po za tym… - spojrzała na Sam'a i Mikaelę – Jeśli wam tak na nim zależy, zapytajcie w szkole nauczycieli.

- Dlaczego Nathalie jest w szpitalu? – spytał Ratchet, mrużąc na nią oczy z zaciekawienia, na co ona machnęła dłonią z wywróceniem oczu.

- Przez to, co zwykle, Doktorze – preferowała nie zwracać się do niego po imieniu – Wzięła narkotyki i popiła dużą ilością whiskey. Złe połączenie dla piętnastolatki – dodała pod nosem i podniosła od razu wzrok, kiedy William zachłysnął się wodą, którą zaczął pić.

- Twoja siostra ma piętnaście lat i bierze narkotyki?! – wykrztusił zaskoczony, posyłając zmartwione spojrzenie Sarze, która w odpowiedzi wytrzeszczyła oczy.

- Oraz pije, pali… - spauzowała na chwilę - …nie wiem czy już uprawiała seks, ale gdyby tak było połowa miasta by już wiedziała, więc w razie czego szybko się dowiecie – wzruszyła ramionami, uśmiechając się na ich zszokowane i oburzone reakcje. Och, jak ona uwielbiała zaskakiwać innych.

- Co na to twoi stworzyciele, Człowieku? – spytał Ironhide, a Brooke prychnęła pod nosem i pokręciła głową.

- Och, uważając, że jest perfekcyjna – stwierdziła w końcu i spojrzała na Lennox'ów z westchnieniem, kiedy pozostali cicho – I znowu poprawka: są moimi opiekunami, a Nathalie nie jest moją siostrą.

- Wracając do poprzedniego tematu, panno Brooke – przerwał ciszę Optimus, jego oczy miały coś w sobie, co sprawiło, że po raz pierwszy dziewczyna nie spuściła wzorku lub nie spojrzała w innym kierunku – Byłoby niemądrze gdybyś została bez ochrony. Barricade…

- Huh – mruknęła do siebie, sprawiając, że przerwał patrząc na nią zmieszany – Nie wiedziałam, że tak się nazywał. Stawiałam na Pana Pączka lub Badcop.

Tym razem Sam i Mikaela zakrztusili się swoimi napojami.

- …Barricade może spróbować zaatakować i narazić ciebie i twoją rodzinę na niebezpieczeństwo – dokończył po chwili wahania.

- Jest szansa, że się ich pozbędę? – spytała z nadzieją w głosie, uśmiechając się jak kot Cheshire – Świat mnie kocha – mruknęła ciszej pod nosem.

- Zamierzasz się z tego…cieszyć? – spytał zmieszany Ratchet, a Brooke odetchnęła.

- Czemu nie, Doktorku? – spytała, a Ironhide posłał jej spojrzenie, które umarłego by przestraszyło – To nie tak, że mi w ogóle na nich zależy. Co do mnie, mam gdzieś jeśli po mnie wróci.

- Chcesz umrzeć? – Sarah zwróciła się do dziewczyny ze smutkiem wypisanym na twarzy, bo szczerze mimo ostrego charakteru, była bardzo miła i ją polubiła.

- Nie bardzo – stwierdziła, krzywiąc się na to jak kobieta ją zrozumiała – Ale za tydzień jest koniec szkoły i nie zamierzam pozwolić komuś to zrujnować. Zwłaszcza opętanym autom, pani… - Brooke się zacięła i wywróciła na swoje zachowanie oczami – Sarah.

Jeśli ktoś zauważył jej wahanie, to nikt nic nie powiedział.

- Nie przyjmiesz więc naszej ochrony? – spytał Prime, a dziewczyna potrząsnęła głową.

- Nie – odpowiedziała zdecydowana, a William westchnął zrezygnowany – Nie chcę mieć z wami nic wspólnego – stwierdziła, po czym dodała do siebie najciszej jak mogła, w nadziei, że nikt jej nie usłyszy – Zrobię wam tym wielką przysługę.

Na jej nieszczęście, Optimus mając super słuch, wychwycił jej słowa i spojrzał na swoich towarzyszy, którzy natychmiastowo spojrzeli na dziewczynę. Było w niej zdecydowanie więcej niż na pierwszy rzut oka.


Brooke wsadziła słuchawki do małej czarnej torebki, razem z urządzeniem i spojrzała na swój strój. Jej macocha praktycznie zmusiła jej do ubrania się w miarę odświętnie. Udało jej się jedynie zmusić ją do założenia białej koszuli, bo nie było mowy, że Brooke pozwoliła jej ubrać się w jakąś obcisłą spódniczkę.

Minął tydzień od czasu, kiedy poznała Lennox'ów i… Opętane Auta, bo tak je nazwała. Trzymali się od niej z daleka, jednak Pan Pączek codziennie penetrował jej okolicę i to ją lekko irytowało. Bo dlaczego nie mógł jej zostawić w spokoju? No, dalej, przecież była dobra przez całe życie…skreśl to, była dobra i grzeczna do piątego roku życia, ale kto by to liczył? To nie był powód do nękania jej. Najgorsze było to, że nie mogła zgłosić go na policję, bo sam nią był. Jakby to wyglądało? Nazwać funkcjonariusza stalkerem? Ta, bo ktoś faktycznie by w to uwierzył.

Brooke spojrzała z westchnieniem na papier w dłoni i schowała go do torebki, odchodząc od tłumów rodzin i od Nathalie i jej opiekunów. Z wywróceniem oczu, przeszła obok Sam'a i jego przyjaciół (w tym Opętanych Aut ) i doszła do parkingu, stając przed Camaro i czerwono-niebieskim Semi. Chwilę później usłyszała gwizdnięcie, więc odwróciła się z westchnięciem i skrzywiła, kiedy zobaczyła Trent'a.

- Hej, króliczku! – zaśmiał się razem ze swoimi kolegami, a do Brooke dotarło, że teraz nie miała wątpliwości, dlaczego Banes go rzuciła dla Witwicky'egp – Szukasz kogoś?

- Nawet jeśli, to nie ciebie – parsknęła śmiechem, kiedy jeden z jego kolegów potknął się i niemal upadł przed tyranem – Co jest? Czyżby moja uroda tak cię oślepiała?

- Uroda? Chyba mówiłaś o mnie kochanie – podszedł do srebrnego Pontiac'a – Nowe…Twoje? – uśmiechnął się szyderczo i przejechał dłonią po masce.

- Nie zrobiłeś tego – wywarczała i zobaczyła idących w ich stronę Sam'a, jego dziewczynę i jego rodzinę.

- Och, wierz mi, kotku – przejechał jeszcze raz, tym razem na końcu klepiąc auto – Zrobiłem.

Brooke mruknęła coś pod nosem o upartych i niedoświadczonych idiotach i z całej siły podeszła do niego i chwyciła jego nadgarstek, po czym jednym, szybkim i bolesnym skręceniem, złamała go, sprawiając, że chłopak zawył z bólu i spojrzał na nią, po czym na swoich kolegów.

- Brać ją! – warknął na kolanach, trzymając bolące miejsce.

Brooke zaklęła i chwyciła rękę blondyna, który do niej podbiegł i stanęła do niego tyłem, po czym pociągnęła jego ramię i sprawiła, że przeleciał przez jej ramię, lądując twardo na betonie, a dziewczyna usłyszała kilka trzasków. Sekundę później kolejny się na nią rzucił, tylko tym razem zaszedł ją od tyłu i mogła usłyszeć stłumiony krzyk William'a. Zanim zaczęła się zastanawiać, co on tam robił, chwyciła ręce, które objęły ją za szyję i ugryzła je. Napastnik warknął na nią i puścił ją, chuchając na zaczerwienione miejsce, a blondynka posłała mu zadowolony z siebie uśmiech, na co syknął i znowu się na nią rzucił, znowu ją uwięził. Tym razem uderzyła go łokciem w żebra, znowu się od niego odsuwając i kopiąc go z pół obrotu w twarz, zwalając go tym uderzeniem z nóg. Uniosła do góry brwi, kiedy ten jęknął, razem z innymi, których wcześniej powaliła. Kiedy William podbiegł do niej, dziewczyna odwróciła się w stronę Trent'a i podniosła go za brzeg koszuli do góry, popychając na żółte Camaro.

- Brooke? – usłyszała niepewny głos Lennox'a, który zignorowała.

- Zobaczę cię jeszcze przy którymś z tych aut, to pozbędziesz się przyrodzenia w minucie, kiedy na chociaż jedno spojrzysz, kapujesz? – wysyczała mu w twarz, a on szybko pokiwał głową z przerażeniem w oczach – A teraz jazda mi stąd! – kopnęła go w nogę, żeby się pośpieszył i razem ze swoimi kolegami uciekł.

- Woah – wydusił z siebie Samuel, patrząc na nią z podziwem, kiedy przestał się śmiać.

- Nie mówiłaś, że tak dobrze walczysz – stwierdziła Mikaela, również łapiąc porządny haust powietrza.

- I nie miałam zamiaru – zaznaczyła szorstko – Miałam wojskowy trening, a później treningi Judo – wzruszyła ramionami.

- Stłukłaś Trent'a, bo dotknął Ja… wozu Jazz'a? – spytał William, podchodząc do Pontiac'a, którego tak walczenie broniła dziewczyna – Szacun, dziewczyno.

- Dzięki – mruknęła z wywróceniem oczu i odwróciła się od nich, a kiedy Sam otworzył usta w geście protestu, westchnęła – Mówiłam, że nie chce mieć z wami nic wspólnego, Witwicky i nie żartowałam – powiedziała ostro, ale jej oczy lekko złagodniały, kiedy zobaczyła jego rodzinę.

- Sammy! – wykrzyknęła kobieta, ale Brooke już dalej nie słuchała.

Zanim ktokolwiek cokolwiek powiedział, rzuciła się biegiem w stronę domu. Nie słyszała nawet kiedy William zaczął ją nawoływać.


Brooke biegła tak szybko i tak długo, że w końcu musiała się zatrzymać i złapać porządny haust powietrza, kiedy jej obraz zaczął się mazać, a ona sama niemal upadła na ziemię. Kiedy jej oddech wrócił do normy i podniosła wzrok, zaklęła głośno i usłyszała znajomy pisk opon, na który jeszcze bardziej się skrzywiła. Spojrzała na znajomego chłopca, który stanął sparaliżowany i na kobietę, która w jednej chwili krzyknęła na niego, żeby wynosił się z ulicy. Napierając jeszcze raz powietrza, dziewczyna rzuciła się na pasy i w jednej chwili wypchnęła chłopczyka na drugą stronę ulicy i dotarło do niej, że miała tylko pięć sekund do końca.

5…

Zamknęła oczy.

4…

Cholerny Witwicky, pomyślała.

3…2…

Miałam dosyć fajne życie, stwierdziła i zacisnęła mocniej powieki, kiedy poczuła chłód i ogarniająca ją panikę i wtedy westchnęła.

1…

To będzie boleć jak skurwysyn jeśli przeżyję, pomyślała.

0…

Słyszała jakby w oddali krzyki, kiedy uderzenie do niej dotarło i poleciała do przodu o kilka metrów. Czuła jakby miała całą klatkę piersiową w ogniu, a jej wnętrzności jakby chciały wypłynąć i się jej pokazać. Brooke zmrużyła oczy i spojrzała na chłopca, który zaczął płakać i na nią wskazywać. Wywróciła oczami i poczuła, że odpływa. Kobieta do niej podbiegła i zaczęła się o coś pytać, jednak blondynka niczego nie słyszała. Po chwili poczuła, że jej świadomość wyślizguje się jej tak jak woda przez palce, nawet mimo tego, że tak desperacko chciała być przytomna. Została przewrócona na plecy, jedna z jej dłoni na jej brzuchu, a druga leżała bezwładnie prosto na asfalcie. Piekący ból w jej całym ciele stał się nie do zniesienia i niebieskooka przestała walczyć.

Kiedy nadeszła ciemność, Brooke przyjęła ją z wdzięcznością i nieświadomie się uśmiechnęła, zanim całkowicie odpłynęła na tamten świat.


ME: Hejo! Zanim ktokolwiek powie, że jestem okrutna za to, że przeze mnie wpadła pod Barricade'a, zrozumcie, że nie robiłam tego dla własnej przyjemność.
BROOKE: Akurat! Zrobiłaś to specjalnie, bo byłam dla nich niemiła!
ME: *wywraca oczami* Nie jestem aż taka podła.
BROOKE: Dwa razy próbowałaś mnie zabić.
ME: Moja wina, że Cade miał kaprys i nie chciał cię zabić za pierwszym razem? W każdym razie. Pierwszy rozdział już za nami, a ja zamieram się za The Lighning.
ZARYA & ZIVA: WRESZCIE!
ME:Och, zamknijcie się, bo każe Sunny'emu wrzucić was do morza.
BROOKE: Ona nie żartuje.
ME: Anyway, do napisania ;)