Brooke obudziła się tak jak zwykle o piątej trzydzieści. To był taki jej nawyk, który podziwiał szczególnie Epps. Tak, on nie był porannym ptaszkiem ani trochę. Za to ona? Była nim w stu procentach i była z tego dumna.
Szybko wstała i podeszła do okna, przecierając oczy i rozsuwając żaluzje, wpuszczając do pokoju trochę światła. Kiedy upewniła się, że otworzyła lekko okno, podbiegła do szafy i szybko wyjęła z niej parę legginsów i białą bluzkę, po czym udała się jak najprędzej do łazienki, którą miała wbudowaną – dzięki Bogu – w swój pokój. Weszła pod prysznic, kiedy zdjęła wszystkie ciuchy i oblała swoje siało zimną wodą, żeby jeszcze bardziej się rozbudzić. Po dziesięciu minutach, wyszła, ubrała się w przygotowane ubrania i upięła włosy w kucyk, kierując się znowu do sypialni po swój odtwarzacz MP3 i słuchawki.
Kiedy już je wzięła, zeszła na dół i zrobiła sobie kanapkę z serem i upiła ją wodą, zanim wyszła z budynku i rozejrzała się po pustych jeszcze ulicach. Uniosła do góry brew, kiedy zauważyła teraz znajome dwa Lamborghini zaparkowane na drugiej stronie ulicy. Modląc się, żeby jeszcze spali, Brooke westchnęła i spojrzała na zegarek. Piąta pięćdziesiąt. Czyli tak jak zawsze.
Kiedy blondynka wróciła z biegu, zatrzymała się zanim weszła do domu, widząc kogoś, kogo szczerze nienawidziła. Zerknęła ukradkiem na jego zabandażowany nadgarstek i prychnęła z pogardą.
- Czyżbyś wrócił do wiedźmy? – spytała, unosząc do góry brwi.
Nathalie i Trent schodzili się ze sobą i rozchodzili jakby to było ich nowe hobby i bynajmniej wydawało się Brooke żenujące do tego stopnia, że w końcu przestała przychodzić do salonu gdzie wszystkie rozmowy się zwykle odbywały i chowała się ze słuchawkami na uszach w pokoju.
- Uważaj, króliczku – ostrzegł DeMarco, podchodząc do niej – Chyba nie chcesz, żebym ci coś zrobił, co?
Gdyby Brooke nie była wychowana praktycznie przez żołnierza, zaśmiałaby mu się prosto w twarz i mocno w nią uderzyła. Jednak wiedziała ze startu, że kogoś rannego się nie atakuje. Nieważne jak wielka byłaby pokusa.,
- Cokolwiek – wymamrotała, nie chcąc wszcząć bójki w jego obecnym stanie.
- Te dwa to twoje? – spytał, wskazując palcem na Sideswipe'a i Sunstreaker'a, którzy nadal stali w tym samym miejscu, co poprzednio.
- Nie – odparła lakonicznie, gotowa wejść do domu, kiedy jednak jego głos zatrzymał ją w półmroku.
- Więc kogo? – zapytał – Należą do Nath?
- To prezent od pułkownika Lennox'a ze względu na to, że uczestniczyłam w wypadku samochodowym – skłamała w połowie, patrząc jak jego twarz robi się jakoś dziwnie blada, po czym kiedy znowu odzyskała kolory, dziewczyna wywróciła oczami – Co?
- Lennox – powtórzył głucho – W sensie, że jakiś twój krewny? Masz kogoś w wojsku?
- Wątpię, żeby twój mały móżdżek mógł wytrzymać taki nadmiar informacji – skwitowała, zerkając na czerwone auto, które jakby parsknęło, jednak tylko ona to zauważyła, sądząc po pytającym spojrzeniu na twarzy Trent'a – Och, na miłość Boską, DeMarco. Szukasz tu czegoś konkretnego?
Chłopak jakby się ocknął, bo spojrzał na nią i zmierzył ją krytycznym okiem od góry do dołu, aż wreszcie spoczął na jej oczach, które w tamtej chwili wydawały się świecić w blasku słońca.
- Miałem dzisiaj zaprosić Nathalie na randkę – oświadczył, a Brooke spojrzała na niego wzrokiem mówiącym „po cholerę mi to wiedzieć?" – No, wiesz. Umówiłbym się z tobą, ale nie jesteś w moim typie.
- Jakby mnie to obchodziło – mruknęła do siebie – Wiedźma jest w domu – poinformowała.
- Wiesz, może gdybyś była mniej dziwadłem – ciągnął jakby jej nie słyszał, a kiedy blondynka usłyszała znajome słowo, wzdrygnęła się delikatnie – Wtedy mogłoby coś pomiędzy nami być.
- Tak. Wielki betonowy mur – stwierdziła, zaciskając zęby.
- Króliczku…
- Wchodź do chaty w tej chwili, albo pożegnasz się z drugim nadgarstkiem – zagroziła, zaciskając pięści – Co wybierasz? – spytała niskim głosem, na którego dźwięk Trent cofnął się i szybko wbiegł na ganek, dzwoniąc dzwonkiem.
Kiedy niebieskooka upewniła się, że jest w środku, odetchnęła z ulgą, gotowa założyć już słuchawki, kiedy dłoń na jej ramieniu ją zatrzymała i sprawiła, że podskoczyła lekko, przyjmując pozycję obronną.
- Spokojnie – holoform Sideswipe'a uniósł w gorę ręce, w geście poddania – Kim jest tamten leszcz? – spytał, widocznie zezłoszczony z jego wizyty.
- Trent DeMarco, chłopak wiedźmy – wyjaśniła krótko, odwracając się w pełni do niego i od razu zauważając, że jego brat także uaktywnił swój holoform – Czemu?
- Jest podejrzany – stwierdził Sunstreaker za czerwonowłosego.
- Jest głupszy niż ty, wątpię żeby był jakimś zagrożeniem, Tosterze – odparowała, znudzona ich dziwnymi teoriami – Zluzuj.
- Nie testuj mnie, Insekcie – warknął na nią, w czasie, kiedy Sides prychnął śmiechem na jej odpowiedź.
- Okay, okay – wszedł pomiędzy nich, kiedy zaczęli małą wojnę na mordercze spojrzenia – Spokojnie. Nie ma potrzeby na…
- Zamknij się – przerwała mu ostro, a on spojrzał na nią z mieszanką zranienia i wyrzutu na twarzy – Idę do siebie. Zajmij się czymś pożytecznym, a nie graj opiekuńczego bodyguarda, kiedy obaj wiemy, że nie za bardzo ci to wychodzi – z tym zdaniem odwróciła się i weszła do mieszkania.
Nie mogła jednak zauważyć dwóch ciekawskich spojrzeń, które dostawała.
Brooke nie lubiła działać w grupie ani rozmawiać z innymi o swoich uczuciach. To była pierwsza rzecz, o której dowiedział się Epps i szczerze mówiąc, nie mógł jej się dziwić. Ale ona nie była bezsilna czy bezradna w wyrażaniu się. Może nie robiła tego poprzez słowa, ale zdecydowanie robiła to poprzez granie na gitarze. Łagodne dźwięki zawsze rozbrzmiewały w środku pokoju, kiedy Emily i Jack'a nie było w domu. Kiedy wszyscy byli w domu, Brooke przyspieszała rytm i grała głośniej, byleby podenerwować Nathalie.
Już podnosiła gitarę, kiedy drzwi od jej sypialni się otworzyły a w nich pojawiła się sama Nathalie z głupkowatym uśmiechem, na który dziewczyna mentalnie jęknęła.
- Ci dwaj to do ciebie, dziwolągu? – spytała, kiedy do pokoju weszło dwóch chłopaków, których niebieskooka od razu rozpoznała i wywróciła oczami, zaciskając żeby, kiedy zorientowała się, że będzie mieć teraz jeszcze więcej problemów.
- Może – odparła, a kiedy Nathalie nawet nie ruszyła się z miejsca, Brooke wstała, odkładając gitarę obok Sideswipe'a, który spojrzał na nią z zaciekawieniem – Coś jeszcze? – spytała uprzejmie, a czarnowłosa patrząc na nią, to na jej strażników, prychnęła.
- Tak, w sumie, to zastanawiałam się, jak to możliwe, że nawet będąc outsiderem, zdobyłaś jednych z najprzystojniejszych facetów na świecie? – blondynka miała ochotę warknąć na nią, kiedy usłyszała jak próbuje się podlizać jej towarzyszom.
- Nie wiem, Wiedźmo – wzruszyła ramionami z przesłodzonym głosem, który sekundę później stał się lodowaty – Może dlatego, że nie miziam się każdym facetem na ulicy i ludzie nie postrzegają mnie, jako prostytutkę.
- Pożałujesz tego – syknęła tym swoim jadowitym głosem, a Brooke popatrzyła na nią z politowaniem, mierząc wzorkiem od góry do dołu krytycznym okiem.
- Cokolwiek – wymamrotała, już gotowa zatrzasnąć drzwi przed jej nosem, kiedy piętnastolatka znowu się odezwała.
- Przynajmniej moi rodzice mnie chcieli~ - powiedziała śpiewnym głosem, sprawiając, że tym razem Brooke nie wytrzymała i z całą siłą jaką miała, zamknęła drzwi i zacisnęła pięść, biorąc głęboki wdech.
To nie miało znaczenia.
Nie. Miało.
To, dlaczego nagle poczuła jakby jej serce zatrzymało się w momencie, kiedy usłyszała te och, dobrze znane słowa? Niechciana. Niekochana… Życie byłoby o wiele prostsze, gdyby została w domu dziecka na dobre, a nie żyła z koszmarem nazywanym rodziną Williams.
- Yyy, Brooke? – Sideswipe niepewnie się odezwał, zwracając natychmiastowo jej uwagę, bo przez cala tą wymianę zdań, całkowicie zapomniała, że znajdował się z nią w pokoju i…
Czy to był Sunstreaker? Ten Toster? Czy życie naprawdę tak bardzo jej nienawidzi?
- Czego. Chcesz? – wycedziła, biorąc instrument z łóżka i mocno go chwytając, usiadła na krześle przy biurku, ostrożnie zerkając w jego stronę i niemal marszcząc czoło na jego pytające spojrzenie.
- Er… Ja… - odchrząknął teatralnie i spojrzał na swojego brata, który jednak nie odezwał się, żeby mu pomóc – Czy nie powinnaś mieć…no wiesz…
- Nie, nie jestem jasnowidzem, Sideswipe – powiedziała, mrużąc na niego oczy, kiedy ten niezręcznie schylił głowę – I nie czytam ci też w myślach.
- Chodzi o to, że no… - Brooke wywróciła oczami, przejeżdżając delikatnie palcami po strunach – Nie powinnaś mieć tu trochę…więcej rzeczy? – wskazał głową na cały jej pokój i dziewczyna, kiedy w końcu podniosła wzrok i rozejrzała się, stwierdziła, że może ma trochę racji, czego oczywiście mu nie przyznała, ale wzruszyła ramionami.
- Im mniej trzymam u siebie, tym mniej mam do stracenia – odparła swobodnie, jakby cytowała jakiś wiersz – Skąd to nagłe zainteresowanie?
- Sam…
- Ach, Witwicky – skrzywiła się – Szczerze, chłopak powinien znaleźć sobie życie, a nie wtrącać się w moje. Popatrz tylko, utknąłeś z pomyłką – zaśmiała się szyderczo.
- Co?
- Nieważne – machnęła ręką, nie chcąc wchodzić w temat, jakim to ona była niepowodzeniem.
Wiedziała kim była.
Żałosna.
Podła.
Nieczuła.
Była nikim, a jednocześnie wszystkim naraz i czasami doprowadzało ją to do szaleństwa, bo nie było w tym nawet grama logiki.
- Więc…Czym się zajmujesz? – spytał jakby od niechcenia, ale blondynka wyraźnie mogła zobaczyć jego zaciekawione spojrzenie na gitarze, którą trzymała na kolanach – No, wiesz w wolnym czasie?
- Gram – odparła lakonicznie, nie skora do rozmowy.
Sunstreaker tylko wymamrotał coś o „upartych, przeklętych ludziach", w czasie, kiedy jego brat, opierając się o ścianę za jej łóżkiem, wydał z siebie jakiś dziwny dźwięk, zupełnie jakby o czymś myślał.
Ale zaraz, to on ma coś takiego jak mózg?, pomyślała z cichym prychnięciem.
Ta. Przecież to maszyna, pewnie ma procesor w głowie.
Nie.
Nie, nie był maszyną. Był żyjącą istotą. Jak każdy.
Brooke wywróciła oczami, na mały głosik w głowie, mówiący jej, że powinna zatrzymać tą myśl dla siebie. Inni mogliby to zobaczyć, jako słabość.
- A…jak to działa? – jedno głupie pytanie wystarczyło żeby blondynka uniosła do góry brwi, patrząc na niego jak na idiotę, którym według niej był.
- Szarpiesz lekko struny – oznajmiła w zamyśleniu, patrząc na gitarę – Trzymając niektóre z nich we właściwy sposób, żeby wydobyć z nich jakiś w miarę znośny dźwięk.
Rozmawiała z nim.
Cholera, miała się od nich trzymać z daleka.
Posunęła się za daleko.
Znowu.
- Och – Sideswipe spojrzał niezręcznie na Sunstreaker'a, który posłał mu pojrzenie mówiące „wkopałeś się, to teraz sam się wykop" – …Pokażesz nam?
Sunny wywrócił oczami, posyłając mu coś w rodzaju „nie wciągaj mnie w to", ale westchnął zrezygnowany, kiedy wyczuł jego desperację.
- Dlaczego miałabym ci cokolwiek pokazywać?
- Nam – poprawił delikatnie – I dlatego, że ładnie proszę?
- Nie – odpowiedziała ostro.
- Phlosę? – spróbował znowu, patrząc na nią oczami skopanego szczenięcia.
- N.I.E – wycedziła.
Nie złamie się, powiedziała sobie.
Nie zrobię tego, pomyślała zirytowana.
Ale popatrzyła na niego i już wiedziała, że nie da rady, że on nie odpuści i w momencie, kiedy już znowu otwierał usta, wywróciła oczami.
- Dobra. Tylko się zamknij – westchnęła – Jesteś już i tak wystarczająco irytujący, kiedy nawet nic nie mówisz – mruknęła do siebie cicho.
- Ale mnie kochasz~ - zaśpiewał z uśmiechem.
Sunstreaker prychnął.
Brooke popatrzyła na niego dziwnie.
- Jest tylko jedna osoba, którą kocham – wyszeptała do siebie – I jestem pewna jak diabli, że ty nią nie jesteś – westchnęła i przewertowała umysł w poszukiwaniu jakieś piosenki, która znała, aż w końcu znalazła znajome dwie zwrotki jej ulubionej.
So stand in the rain
Stand your ground
Stand up when it's all crashing down
You stand through the pain
You won't drown
And one day, what's lost can be found
You stand in the rain
Blondynka wywróciła oczami, kiedy Sideswipe spojrzał na nią z podziwem, którego szczerze nie rozumiała i zdała sobie sprawę, że nie chciała.
She won't make a sound
Alone in this fight with herself and
the fears whispering if she stands
she'll fall down
She wants to be found
The only way out is through
everything she's running from
wants to give up and lie down.
Brooke z zamkniętymi oczami, odłożyła instrument i podeszła do telewizora, który kupiła, kiedy miała piętnaście lat i włączyła go. To samo zrobiła z konsolą, biorąc do ręki jeden z padów i czekając, aż gra się załaduje.
- Sugeruję, żebyście wyszli – powiedziała cicho z prychnięciem – Chyba, że chcecie doświadczyć czegoś, przez co będziecie mieli koszmary – stwierdziła, patrząc na zegarek.
Dokładna godzina, kiedy zaczynały się kłótnie.
Kiedy Blondynka włączała muzykę, zamykała się w pokoju i starała się nie zwracać uwagi na krzyki, wyzwiska i tego, jaka to ona beznadziejna i niepotrzebna.
Ta godzina, kiedy Jack się upijał, a Emily starała się go uspokoić.
Typowa rodzinka z mrocznym sekretem.
I dokładnie w czasie, kiedy wypowiedziała te słowa, na dole rozległ się odgłos, na który Sunstreaker się skrzywił, a Sideswipe spojrzał ze zdziwieniem w stronę drzwi, niemal zbiegając na dół i patrząc, czy to nie czasem Cony.
- To tylko butelka – wyjaśniła, wybierając broń na ekranie – Nie martw się, nikt się nie pofatyguje na górę i mnie nie porwie. Za dużo roboty – powiedziała kpiąco, doskonale wiedząc, dlaczego wyglądał na takiego zaalarmowanego.
- To się…zdarza często? – zadał pytanie z taką łagodnością, że Brooke skrzywiła się znacznie, prychając.
- Od siedemnastu lat – odparła lakonicznie – Ich córeczka jest taka sama, ale w weekendy.
- I to ci nie przeszkadza?
Przeszkadza, chciała powiedzieć.
Każdego dnia, chciałabym się spakować i uciec, pomyślała.
Niemal zawsze myślę o tym, jakby to było jakby zamiast tego mieszkała w domu dziecka.
Ale zamiast tego, Brooke wzrusza ramionami, jakby ją to w ogóle nie obchodziło.
To nie tak, że mógłby coś z tym zrobić.
Brooke była sama, żadnych krewnych o których wiedziała, żadnych bliskich przyjaciół, przynajmniej nie teraz. Nie miała szansy się z stąd wyrwać.
Z oczami skupionymi na grze, dziewczyna zacisnęła palce na kontrolerze i mruknęła.
- Da się przyzwyczaić.
Bo da.
Wystarczy tylko chcieć.
Następnego dnia, blondynka podskoczyła w łóżku i z niego spadła, kiedy obudził ją jakiś głośny dźwięk za oknem. Kiedy na chwilę się skupiła, zmarszczyła czoło i stwierdziła, że ten dźwięk był podobny do ryku silnika.
Więc wywróciła oczami, zirytowana i podniosła się z ziemi, przejeżdżając dłonią przez włosy i patrząc wściekle na czerwone Lamborghini. Sekundę późnej, Brooke usłyszała ciche pik i spojrzała na swój telefon. Chwyciła go. Odblokowała i jęknęła do siebie.
„Hej! Jest impreza nad jeziorem. Przyjedziesz?"
- Mikaela
- Nie obchodzi mnie jakaś durna impreza – syknęła na czerwone Lamborghini, które była pewna, że doskonale ją słyszało i na nią czekało – Mam ją gdzieś. Głupia, cholerna impreza nad jeziorem. Nie mam na to gówno czasu! – warknęła na komórkę, jakby rozmawiała z brunetką i dokładnie w tej samej chwili, znowu rozległo się po pokoju ciche pik.
„Nie musisz przychodzić, jeśli nie chcesz. Zrozumiemy"
- Mikaela
- …Czy wszechświat uważa, że to zabawne? – spytała, patrząc w sufit – Czy ja się jasno, cholera jasna nie wyraziłam? Nie chcę mieć…
Odebrała połączenie, kiedy jej komórka zadzwoniła, uzyskując od niej skowyt.
- Nawet nie myśl nad dokończeniem tego zdania – odezwał się Epps, a zaskoczona jego nagłą wypowiedzią dziewczyna, spojrzała z wyrzutem na Sideswipe'a.
- …Mieć w nimi nic wspólnego – warknęła do siebie – Skąd…?
- Sides – mruknął zadowolony, a po drugiej stronie dziewczyna wyraźnie usłyszała śmiech, wnioskując z niego, że impreza już się zaczęła – Brooke, wiesz, że nie możesz się teraz ode mnie uwolnić.
Niech cię cholera, Panie Pączku, zaklęła w środku.
- Epps, nie…
- Broooookkeeee~ - zaskomlił żałośnie.
- Nie.
- Ale Broookkeeee, Will chce cię poznać~ - zaśpiewał.
- Epps, nie bądź dzieckiem – warknęła.
- Ale Brooookeeee, on tak bardzo chce! A…
- Jezusie, zamknij się. Dobra, jadę – Robert zaśmiał się, zadowolony z siebie – Zarozumiały półgłówek – dodała.
- Słyszałem!
- Bo miałeś – prychnęła, rozłączając się.
„Będę za piętnaście minut"
- Brooke.
- A jak zdobyliście mój numer? – spytała znowu sufit – Wiesz, Boże nie pomagasz.
Odpowiedziała jej cisza.
Sideswipe zdążył ją wkurzyć, nawet dobrze nie otworzył ust. Znała ten wzrok. Ten wredny, tryumfujący uśmiech, który widziała tyle razy w szkole. Sama myśl o tym, o czym jej przypomniał, sprawiał, że miała ochotę zwymiotować.
Żałosne, wyszeptał jej umysł, kiedy wsiadła do auta, totalnie ignorując swojego strażnika.
- Sam jesteś żałosny – syknęła bezgłośnie z prychnięciem.
- Co? – spytał zdezorientowany Sideswipe.
- Jedź. – rozkazała – Chce mieć to za sobą. Głupi ludzie – dodała ciszej.
Sides nic nie powiedział, tylko zaczął jechać.
Brooke stanęła niezręcznie trzymając piłkę, która wpadła jej w ręce zaraz jak weszła na plaże i zmarszczyła czoło. Podniosła wzrok z przedmiotu i spotkała wzrok uśmiechniętej Mikaeli, która wystawiła zachęcająco dłonie. Blondynka przekrzywiła głową, po czym spojrzała na Robert'a, którego dostrzegła koło Will'a. Ten uśmiechnął się do niej przepraszająco i zwrócił się do brunetki.
- Brooke, nie bardzo wie, jak się gra w siatkówkę – wyjaśnił na jej pytający wzrok.
Oczy wszystkich zwróciły się ku niej, a ona patrząc na swojego byłego trenera, wywróciła oczami, rzucając z precyzją piłkę do dziewczyny, która w ostatniej chwili ją przechwyciła.
- Mów za siebie – syknęła – Wiem jak się gra w siatkówkę. Mimo wszystko uczestniczę na lekcjach wychowania fizycznego – zaznaczyła.
- Hej, to nie tak, że mogę o tym wiedzieć! – podniósł w górę ręce – Jestem tylko prostym człowiekiem!
- Jaskiniowcem – mruknęła do siebie, po czym rozejrzała się po miejscu.
William siedział na kocu obok Epps'a. Sunstreaker opalał się oddalony od nich o jakiś dobry metr, co dziewczyna stwierdziła, że było do przewidzenia. Sideswipe usiadł koło niego, Mikaela i Sam grali w siatkówkę z Bumblebee'm, a ona stała i patrzyła się na to wszystko. To było dziwne, kiedy miała jakiś jeden dzień bez problemów.
A jednak była tutaj. Z ludźmi, którzy myśleli, że chcą się z nią zaprzyjaźnić.
Żałosne i naiwne.
Każdy wie, że nie byłaby dobrym przyjacielem.
Każdy prócz tej jednej, specjalnej osoby, której aktualnie nie było w mieście.
- Yo, będziesz tam tak stać? – zawołał Epps, klepiąc miejsce koło siebie – Brooke, Lennox nie gryzie - zapewnił.
Blondynka zmrużyła oczy, dobrze wiedząc, o co mu chodzi.
Jednak, kiedy ciemnowłosy posłał jej miły uśmiech, całkowicie niewinny i niepachnący zagrożeniem, niebieskooka skinęła delikatnie głową, utrzymując kamienną minę.
Spokojnie, mówiła do siebie w głowie, tylko kilka godzin i wrócisz do domu.
Mało oni wszyscy wiedzieli, ale Brooke uciekała przed ludźmi zanim się do nich przywiązała. To, dlatego, tak bardzo przeszkadzały jej próby zaprzyjaźnienia się z nią Sam'a i jego dziewczyny. To… było złe. Nie takie, jakie powinno być.
Doszła do nich i zakryła swoją twarz włosami, kiedy usiadła koło mężczyzny, który, mimo, że wyglądał na dobrego, przerażał ją.
Tak, bała się go.
Bała się tego, kim jest, jaki jest i tego, że tak bardzo przypomniał jej figurę ojca, którego nigdy nie miała i to sprawiało, że Brooke chciała trzymać się od niego z daleka.
Dystans był dobry, bezpieczny.
Zauważyła, że Sides się na nią patrzy, więc rzuciła mu mordercze spojrzenie, na które pobladł lekko i odwrócił szybko głowę, uzyskując prychnięcie ze strony swojego bliźniaka.
- Więc, Brooke – zaczął William, a dziewczyna z nawyku, spojrzała na niego i skupiła się na tym, co ma do powiedzenia – Jaki jest twój ulubiony przedmiot w szkole?
Oszołomiona, zaniemówiła.
Zadał pytanie, którego nie spodziewała się po nikim w życiu. Nikogo nie obchodziło, czym się interesowała, co lubiła, jak jej szło w szkole. No, może poza Robert'em. Ten był zainteresowany każdym drobnym szczegółem jej życia.
Spojrzała na niego dziwnie, jakby palnął jakieś głupstwo, ale on patrzył przed siebie, więc zerknęła na Robert'a, który posłał jej zachęcające spojrzenie. Patrzyła na niego chwilę, niepewna, ale po tym parsknęła śmiechem.
- WF i plastyka – odparła krótko.
Will zrobił „hmm" i znowu skierował na nią wzrok.
- A co dokładnie w nich lubisz?
Brooke zmarszczyła czoło.
- Lubię biegać i rysować – odpowiedziała.
- Musiałbyś widzieć ją w akcji – zaśmiał się Robert – Powaliła dwóch z naszych zaraz na pierwszej lekcji – stwierdził.
Blondynka wzruszyła ramionami, jakby to było nic, bo przecież to nic nie znaczyło.
Nie miało znaczenia czy pokonała ich dwóch czy trzech lub nawet czterech, bo i tak zostało to zapomniane przez resztę.
Lubiła judo, lubiła biegać, lubiła szkicować.
Ale nikogo nie obchodziło dlaczego. Ludzie patrzyli na nią jak na zwykłego człowieka, który miał jakieś pasje i je odkrywał i rozwijał. Nauczyciele ją chwalili, ale uczniowie nienawidzili. Nie wiedziała, dlaczego, ale tak już było, więc postanowiła tego nie kwestionować.
- Może w takim razie mały sparring? – spytał, a Brooke popatrzyła na niego przerażona, jakby powiedział coś okropnego – Chciałbym zobaczyć na własne oczy jak dobra jesteś. Epps opowiada o tobie jakbyś była chodzącym ideałem.
Warknęła pod nosem i rzuciła Robertowi wściekłe spojrzenie.
Nie była idealna.
Nie była perfekcyjna.
Nigdy przenigdy nie będzie.
- Ona ma tak zawsze – ciemnoskóry westchnął – Nie lubi słów: Idealna, perfekcyjna.
- Naprawdę? Nie dziwię się – powiedział wstając – Wiele ludzi uważa, że żeby coś osiągnąć trzeba być we wszystkim najlepszym.
- Nikt nie jest idealny – wycedziła zła, ale William tylko spojrzał na nią wyczekująco, wyciągając dłoń, na którą spojrzała pytająco – C…?
- Sparring? – podsunął – Zobaczymy, kto jest lepszy.
Brooke przejechała dłonią po twarzy.
Czy oni biorą ją za jakąś dziewczynę z super mocami? Przecież nie miała szans z doświadczonym żołnierzem. Co innego Epps, on był łatwy do rozproszenia, albo inni z jej dawnej grupy, ale on?
…Czekaj, chwilę. Czy on mnie bierze na poważnie?, pomyślała.
- Nie, nie – wyciągnęła przed siebie dłonie – Nie, ja nie… - nie dokończyła, bo pułkownik pociągnął ją za rękę do góry, posyłając uśmiech.
- Brooke, jemu się nie odmawia – stwierdził, wsadzając do buzi chipsa – Pokaż mu, kto tu rządzi.
- Ale…
- Brooke, z nami nie musisz być taka zdystansowana – westchnął – Mówiłem ci to wtedy, powiem teraz: Nikt z nas nie jest perfekcyjny.
Ale co jeśli…
Nie.
Przecież powiedział, że nikt nie jest perfekcyjny.
Wystarczy, że spróbuje.
Nie musi być w tym doskonała.
…Tak?
Nie wiedziała jak to się stało.
Naprawdę nie miała pojęcia, co i jak i kiedy, ale stało się jakoś tak, że William leżał przed nią w piasku, dysząc, wyraźnie pokonany. Brooke tylko omiotła go wzrokiem, kiedy usłyszała aż za dobrze znajomy głos.
- Hej, króliczku!
Jebać cię, Wszechświecie, pomyślała.
Blondynka podniosła wzrok na Trent'a i skrzywiła się od razu. Heh, nie było z nim Nathalie czyli zostawił ją w tyle, pomyślała. Nie była zaskoczona. Jej adopcyjna siostra była naprawdę wrażliwa, kiedy chodziło o jej skórę. Chodzenie w słońcu, to było dla niej jak kara.
- DeMarco – przywitała się chłodno, odchodząc od zdezorientowanego William'a i stając przed tyranem – Brzydki jak zawsze – stwierdziła ze złośliwym uśmieszkiem.
- Króliczku, nie patrz się tak, bo jeszcze uznam, że mnie sprawdzasz – posłał jej zboczony uśmiech, na który ona odpowiedziała obrzydzonym spojrzeniem.
- Gościu, jesteś mniejszy niż poprzedni chłopak Wiedźmy – prychnęła z rozbawieniem.
Jego twarz zrobiła się czerwona, a Sam i Mikaela wybuchli śmiechem.
- Ty, Lennox, nie bądź taka mądra – odezwał się chłopak z tyłu niego, sprawiając, że dziewczyna spojrzała na niego z szeroko otwartymi oczami, po czym usłyszała kilka sapnięć i westchniecie, które najprawdopodobniej pochodziło od Epps'a.
- Przymknij się – warknęła.
- Uuu, ostra – zagwizdał jeden z jego paczki.
Brooke zamknęła oczy.
Wiedzieli.
Nie było już odwrotu.
Czyli mogła przynajmniej już nie udawać i faktycznie kogoś zbić, nie?
Epps wiedział, oczywiście, że wiedział. Miał jej akta już na początku, ale nigdy się nie odezwał. Nigdy nie powiedział, że ma przyjaciela o takim samym nazwisku, ale wiedział. Kim była, jaka była, co potrafiła zrobić, do czego ona była zdolna.
Ale czy kogoś innego powinno to interesować? Nie.
To było durne nazwisko. Zupełnie bez znaczenia.
Mimo to, chciała utrzymać je w tajemnicy.
Dlaczego?
Sama chciałabym to wiedzieć, pomyślała.
- Hej, DeMarco – mruknęła do niego, mierząc szybko wzrokiem, po czym uśmiechnęła się szeroko, kiedy chłopak się do niej zwrócił, każąc wzrokiem swoich towarzyszom się cofnąć, co według niej było dużym błędem – Chyba masz coś na spodniach.
- Huh, co…AGH! – dziewczyna używając nogi, sypnęła mu piaskiem w oczy, posyłając go do tyłu, po czym zrobiła to samo z resztą.
- Już dla mnie padasz? – spytała z prychnięciem.
Żałosne.
Niby taki tyran, a taki słabeusz.
- Suka – mruknął jeden z nich, zanim razem z dwójką zostawił w tyle swojego szefa i uciekł w siną dal.
- Idiota – odmruknęła, patrząc jak biegnie – Czego chcesz, Trent? Miałeś być z Wiedźmą, a jesteś tutaj.
- Okazało się, że Nathalie jest znowu pijana – powiedział cicho, sprawiając, że Brooke spojrzała na niego dziwnie, jakby nie do końca przetwarzając tego, co powiedział.
- Ale… jest środek tygodnia – powiedziała zdezorientowana.
- I co? – chłopak wstał, a dziewczyna się cofnęła o krok, nadal zdziwiona.
Coś było nie tak.
Mocno nie tak.
- Nie twój interes, a teraz won mi stąd – syknęła ostrzegawczo, kiedy szatyn uniósł w geście poddania ręce – Teraz.
- Jezu, Lennox, spokojnie – zaczął się oddalać.
Dziewczyna zmrużyła oczy, wpatrując się w miejsce gdzie stał.
Nathalie i jej rodzice… oni mieli poukładany tydzień. Zawsze Jack upijał się w nocy w tygodniu, z kolei Wiedźma dopiero w weekendy, żeby nie zaszkodzić swojej reputacji w mieście. Jeśli teraz było inaczej, a jest jeszcze jasno… Brooke się wzdrygnęła, woląc w ogóle o tym nie myśleć.
Ta myśl ją przerażała. Mocno. Jak jeszcze nigdy.
Kiedy poczuła rękę na ramieniu, odskoczyła, patrząc z wrogością na Epps'a. To była jego wina, gdyby tutaj nie przyszła…
No, właśnie. Gdyby tutaj nie przyszła, byłaby w domu. Z Williams'ami i Bóg jeden wie, co by się wtedy stało. Mogło skończyć się nie tylko na kilku przekleństwach, ale na rękoczynach.
- Nie dotykaj mnie – powiedziała ostro, ciemnoskóry od razu się cofnął, zabierając dłoń i patrząc na nią przepraszająco, po czym dziewczyna rozejrzała się, widząc, że wszyscy się na nią patrząc – Co?
- Nazywasz się Lennox? – Mikaela stała razem z Sam'em, patrząc na nią jakby z urażeniem, że im nie powiedziała, ale szczerze?
Blondynka miała to szczerze gdzieś.
- Nie twoja sprawa – syknęła, zaciskając pięści.
- Ale…
- Zajmij się lepiej swoim perfekcyjnym życiem, zamiast ingerować w moje – rzuciła, odchodząc od Epps'a i kierując się po torbę, która zostawiła na kocu.
Jednak William miał inne plany i zamiast ją przepuścić, chwycił za ramię, skutecznie zatrzymując.
- Tak, czy nie?
Brooke studiowała go przez chwilę, ciekawa czy jeśli powie nie, to jej się oberwie.
Ale zdecydowała, że nie było już potrzeby kłamać jak i nie było potrzeby odpowiadać na zadane pytanie, skoro i tak wszyscy słyszeli Trent'a. Wszyscy, nawet Sideswipe i ten Toster. Widziała kątem oka ich zaciekawienie, ale widziała także w oczach czerwonowłosego, że wystarczyło słowo i zawiesie ją z powrotem do domu.
Ha! Dom?
Dla niej czyste piekło.
Więc, zamiast wyszarpywać swojego ramienia, blondynka delikatnie dotknęła ręką jego dłoni, wyraźny znak, żeby ją puścił
Kiedy już się tak stało, podniosła elektryczno niebieskie oczy, pełne nienawiści i spojrzała prosto w jego, pełne jakiegoś dziwnego wyrzutu.
- Po co pytasz, kiedy znasz odpowiedź?
Bezcelowe.
Głupie.
Żałosne.
Brooke utrzymała jego wzrok jeszcze chwilę, po czym pokręciła z zawodem głową.
Czego oczekiwała? Że coś zrobi?
Marne szanse, przecież tak jak powiedziała, to nie miało znaczenia.
Nigdy nie miało, nigdy nie będzie mieć.
Rzuciła jedno spojrzenie w stronę tego czerwonego idioty, który od razu załapał wskazówkę i odpalił silnik Lamborghini, po czym zaczęła kierować się w stronę auta, kurczowo trzymając torbę.
Było fajnie.
Przez chwile, ale było.
Ale teraz nastąpił koniec.
Wsiadła do samochodu i oparła głowę o fotel.
Była o wiele za trzeźwa na takie rzeczy.
Huh, trzeźwa. Jaka ironia.
- Włączysz jakąś muzykę? – spytała nagle.
W odpowiedzi, radio włączyło się, grając jakąś piosenkę, której jeszcze nie znała.
I powoli, dziewczyna pozwoliła sobie na małe rozluźnienie.
- Wiesz… - zaczął Sideswipe, kiedy stanęli przy jej domu – Nie musisz iść.
Brooke zmarszczyła czoło, nie bardzo rozumiejąc czy dobrze słyszy, czy tylko jej się zdaje. Odruchowo zerknęła przez szybę, patrząc na żółte Lamborghini, które zachęcając ryknęło swoim silnikiem.
- Ale… - zaczęła zdezorientowana – Skoro nie muszę iść tam, to gdzie pójdę?
- Z nami, oczywiście – zaśmiał się na jej pytanie, po czym szybko uspokoił – Mieliśmy właściwie pójść z Sunny'm zobaczyć kilka salonów gier – dodał, widząc jej minę
- …Jesteś pewny? – spytała, nadal się wahając.
Szczerze, to nie chciała tam wchodzić. Ale nie chciała też iść z nimi, bojąc się, że w jakiś sposób się do nich przywiąże. Z jednej strony, jeśli z nimi wyjedzie na ten jeden dzień zobaczyć gry, to przynajmniej nie będzie musiała martwić się o pijanych Williams'ów. Z drugiej jednak… musiałaby wytrzymać z Tosterem, a oboje się nie lubili.
- Sunny da radę – zapewnił, jakby czytając jej w myślach – No, chyba, że…
- Nie, dobra – zapewniła szybko – Jeśli jesteś pewny…
- Jestem – wtrącił.
- …to chętnie bym się wami wybrała. Oczywiście, jeśli jemu to nie przeszkadza – skinęła głową na Sunstreaker'a.
Sideswipe popatrzył na nią dziwnie.
Zależało jej na jego zdaniu?
To… było coś nowego.
- Nah, jeśli go nie dotkniesz ani nic do niego nie powiesz, jakoś przeżyje – uśmiechnął się szeroko – Po za tym, będziesz głównie ze mną.
Jakby to miało mnie pocieszyć, pomyślała z wywróceniem oczu.
Brooke stanęła niezręcznie, patrząc na obu braci. Odwróciła wzrok tylko wtedy, kiedy usłyszała, że jej telefon dzwoni. Z westchnieniem, wyjęła go z torby i nie patrząc, kto jest na wyświetlaczu, odebrała połączenie.
- Brooke Lennox, słucham? – odezwała się grzecznie, ostrożnie patrząc na ludzi wokół niej, nie wiedząc czy zaraz nie będzie musiała uciekać prze kimś znajomym.
- Dlaczego nie ma cię w domu?
Blondynka zesztywniała, zaciskając mocno palce na telefonie i biorąc jeden głęboki wdech, po czym przełykając ślinę, odpowiedziała:
- Jestem ze znajomymi w parku – skłamała szybko i dotarło do niej w ostatniej chwili, że Sideswipe przestał grać i spojrzał na nią ze zmrużonymi oczami, posyłając jej pytające spojrzenie, na którego wywróciła mentalnie oczami, po czym odeszła kilka kroków od niego, tak, żeby nie słyszał jej rozmowy.
- Nie kłam. Nie masz przyjaciół – prychnął Jack.
Lennox zamknęła oczy.
Był trzeźwy.
Przynajmniej częściowo.
- Powiedziałam znajomych – poprawiła.
- Ta jasne – Brooke mogła totalnie wyczuć sarkazm w jego głosie i irytację, jednak w tamtej chwili rozmyślała tylko o tym, że jak wróci, będzie miała przechlapane – Jeśli za godzinę się nie pojawisz…
Rozłączyła się.
Nie miała nawet siły wysłuchiwać kolejnych gróźb.
Co oczywiście skończy się dla niej tragicznie, ale cóż.
Takie życie.
Z westchnieniem, pokręciła głowa, poprawiając lekko włosy, po czym odwróciła się i wróciła na swoje stare miejsce, gdzie oglądała jak Sides ścigał się jakimiś autami. Jedynie…tym razem siedzenie było puste, a ona zorientowała się, że ktoś nagle popchnął ją i usadził na fotelu. Oczy jej się trochę wytrzeszczyły, a serce zaczęło walić, kiedy dotarł do niej ten jego złośliwy chichot.
- Jesteś spięta, kochanie – stwierdził, opierając się o przeciwległy automat na którym aktualnie rozgrywał swój wyścig Sunstreaker – Spróbuj. Co ci szkodzi?
- Nie chcę – powiedziała, sprawiając, że Sunny parsknął.
- Człowieku, on nie bierze „nie", jako odpowiedź – stwierdził.
Brooke wywróciła oczami i poczuła, że chłopak kładzie jej dłonie na kierownicy. Z grymasem szybko je zabrała, uzyskując od niego westchnienie i wtedy chytro się uśmiechnął.
- Mam pomysł – stwierdził.
Lennox popatrzyła na jego brata, który pokręcił z politowaniem głową.
- Jesteś szalony – powiedziała z drżącym wydechem, kiedy została posadzona za kółkiem czerwonego Lamborghini – Odbiło ci – stwierdziła, ale nie odważyła się odwrócić głowy, kiedy usłyszała jego śmiech z miejsca pasażera.
- Nah, nie wiesz nic o szaleństwie – uniósł wyzywająco brwi – Boisz się? Cykor cię obleciał, Brooke?
Testował ją. Ona o tym wiedziała, on o tym wiedział, cholera. Nawet Sunstreaker po jej drugiej stronie to wiedział, a i tak się nie odzywał.
Umiała dobrze prowadzić auto. Epps ją nauczył, jak wielu innych rzeczy, ale prowadzić pieprzone Lamborghini? Nie dość jeszcze, że było tak w rzeczywistości z kosmosu. O nie. To jej wcale, a wcale nie pomagało. Nie, ona stanowczo odmawiało. Nie zasługiwała na takie coś, po za tym? Co jeśli wjedzie na…
…piasek?
Dziewczyna kilka razy zamrugała, kiedy zobaczyła, że byli na pustej drodze, całkowicie prostej i bez żadnych zaludnionych domów. Nic, pustka.
- Och, no dalej, Lennox – kusił Sides z uśmiechem – Nie chcesz tego poczuć? Hmm?
- C-co? – wykrztusiła na jego ton głosu.
Czy…Czy on ją teraz uwodził? Co to ma być? Ona, jako Ewa, a on, jako szatan, a jego alternatywna forma, jako zakazany owoc?
No, w sumie jak się tak zastanowić, to…
- No, wiesz – wzruszył ramionami jakby to było nic – Ten dźwięk silnika, drżenie siedzenia i to mruczenie. Och, nie zapominajmy o tym, że to w prawdzie…
Brooke zareagowała instynktownie, wytrzeszczając oczy, kiedy auto wystrzeliło o kilka centymetrów do przodu, sprawiając, że nie tylko Sides się zaśmiał, ale jego brat również. Chociaż śmiech Sunny'ego był bardziej kpiący…
- Nienawidzę was wszystkich – wymamrotała do siebie, ściskając mocno kierownice i zaciskając usta w cienką linię.
- Nasza Brooke chyba ma dziewiczy umysł, Sunny – stwierdził ze śmiechem, patrząc na jej lekko czerwoną twarz.
No bez jaj, prychnęła wewnętrznie, jestem dziewicą.
- Nikt nie jest idealny – wyszeptała, sprawiając, że jego śmiech uciął się nagle i w następnej chwili, Brooke wciskała gaz do dechy, samochód wystrzelił prosto, a holoform Sunstreaker'a mógł tylko patrzeć na nią tępo.
- Więc… jednak umiesz prowadzić – stwierdził lekko oniemiały Sides, ale Brooke tylko prychnęła.
- Oczywiście – mruknęła markotnie.
- Epps?
Blondynka uśmiechnęła się do siebie delikatnie, niemal niezauważalnie.
- Epps – potwierdziła.
Serio. Ten facet, on był dla niej wszystkim.
Ale przecież mu tego nie powie, prawda?
Okazywanie uczuć?
Było żałosne, bezcelowe, dla nikogo się nie liczyło.
…a przynajmniej tak powiedział jej Jasper.
Rybkakoi: No, staram się jak mogę :D Och, na serio? Myślałam, że trochę z nią przesadziłam. Tajemnicza jest i to bardzo. To był główny cel jej egzystencji. I tak, czas wolny mi się przyda. Cieszę się, że komuś się podoba to, co piszę. Na serio. Co do The Lightning i Brooke, to nawet ciekawe zajęcie. Muszę się rozdzielać na wszystkie strony, żeby jakoś aktualizować każde opowiadanie.
Artemida: Kocham. Sides i Sunny to moje dwie perełki, ale to opowiadanie nie będzie głównie o nich. Niestety.
