Barricade podrzucił ją gdzieś pomiędzy jej domem, a jakimś sklepem, co sprawiło, że przynajmniej pół godziny spędziła na wracaniu do domu. Wszystko byłoby super, gdyby nie jego wymówka.
Był potrzebny gdzie indziej.
No i co? Mógł ją chociaż uprzedzić, a nie niemal wywalać z fotela.
Chociaż kiedy w końcu weszła na znajomy teren, znalazła na nim swoich rzekomych strażników i…niespodzianka.
Jazz'a. I zaraz tylko jak spojrzała na niego, wiedziała, że był wściekły.
W sumie, nie miała pojęcia, dlaczego i miała dziwne przeczucie, że gdyby wiedziała, nie zrozumiałaby.
Zaciskając palce na ostrzu, które podarował jej czarnowłosy, dziewczyna poprawiła plecak i podeszła do nich, obrzucając ich pytającym wzrokiem.
- No wreszcie – Sideswipe popatrzył na nią z wyrzutem – Gdzie ty do cholery byłaś?!
Blondynka zignorowała go i popatrzyła na blondyna obok, który krzyżował ręce i patrzył na nią ostro, jakby miał do niej za coś żal. I nie dziwiła mu się. Pewnie nieźle mu się oberwało.
Spuściła wzrok, zaciskając palce na rączce i przełknęła ślinę.
Wyminęła srebrnowłosego i biorąc głęboki, ale dyskretny wdech, podeszła do Sunstreaker'a i podniosła na niego spojrzenie, odważnie utrzymując ten okrutny kontakt.
- Przepraszam.
To było jedno słowo. Jedno.
Wywołało u Jazz'a i Sides'a zdziwienie, jednak nic u jej strażnika.
Spróbowała więc jeszcze raz i trzymając myśl o radzie Barricade'a, wypuściła powietrze z płuc z niemal świstem.
- Nie miałam prawa się tak do ciebie odezwać – teraz mówiła po raz pierwszy w jej życiu z serca do osoby z innego otoczenia i miała tylko nadzieje, że w końcu wydusi z siebie to, co zalegało jej w środku – I wiem, że mocno przesadziłam, zważając na to, że was nie znam.
Schyliła głowę.
- Więc…przepraszam za swoje akcje i zapewniam cię, że już więcej się to nie zdarzy.
Tutaj. Powiedziała to.
Teraz mogła z czystym sumieniem wejść do domu i zmierzyć się z konsekwencjami.
Nie patrząc na niego, odwróciła się. Ostrze schowała powoli do plecaka i miała zamiar zwrócić się ku mieszkaniu, kiedy zauważyła, jaka panowała cisza.
Z wahaniem i niepewnością, spojrzała więc na Sunny'ego.
Nie mogła odczytać jego twarzy. Próbowała. Nie udało jej się.
W końcu Sideswipe spojrzał na nią, jakby po głębokiej rozmowie z kimś w jego umyśle i ze zmarszczonym czołem, zwrócił się do niej.
- Myślę, że jesteś jedyną osobą, której mój brat wybaczył – stwierdził, ale jakby z niedowierzaniem, kiedy jej wzrok raptownie powrócił do twarzy jej drugiego strażnika z szokiem wypisanym w jej oczach.
Jakby wyczuwając jej pytanie, chłopak prychnął na jej reakcję.
- Wybaczam – potwierdził, po czym dodał – Człowieku.
Brooke nawet nie zdawała sobie z tego sprawy, kiedy na jej twarz wtargnął blady uśmiech, po czym odwróciła się i wbiegła do domu.
Zostawiając całą trójkę nadal bez odpowiedzi na pytania, które krążyły w ich głowach.
- Zignorowałaś mnie – stwierdziła surowo Emily, kiedy Brooke była już przy schodach, gotowa wejść na górę do swojego pokoju – Gdzie byłaś?
- Nigdzie – wzruszyła ramionami, jej sarkastyczny uśmiech powrócił na jej twarz jak zawsze, kiedy rozmawiała z jednym z Williams'ów – Dlaczego? Miałaś nadzieję, że już nie wrócę? – spytała z kpiącym błyskiem w oku.
Kobieta w mgnieniu oka zjawiła się naprzeciwko niej i strzeliła jej z otwartej dłoni w policzek, jednak tamta nawet nie drgnęła, sprawiając, że Emily zamarzła, spoglądając na nią nieco zdezorientowana.
- Co jest? – puściła jej oczko – Język ci ucięło, Emily? – spytała złośliwie.
Wściekły grymas pojawił się na jej twarzy.
- Panuj nad swoim tonem, Brooke – ostrzegła, ale tamta tylko wzruszyła ramionami, nie bardzo poruszona jej groźbą – Gdzie byłaś? Zniknęłaś na całą noc, nie myśl sobie, że tym razem ci odpuszczę.
- A co? Nie jesteś moją matka – stwierdziła ostro, schodząc ze stopnia, na którym wcześniej stała i mrużąc oczy – Nie wiszę ci wyjaśnień na temat tego gdzie spędzam noce.
- Jesteś niepełnoletnia – warknęła nagle, zaciskając dłoń w pięść – Potrzebujesz mojego pozwolenia na cokolwiek robisz.
- Och, poczekaj – dotknęła czubkiem palca brody, udając, że myśli – Nie, nie obchodzi mnie to. Nie możesz mną rządzić!
Jak na komendę, kiedy jej własny głos się podniósł, kobieta zrobiła to samo ze swoim, tyle, że ona nawet nie próbowała ukryć swojego – och jakże wielkiego – oburzenia.
- Jestem twoją matką! I tak długo jak żyjesz pod tym dachem, będziesz się mnie słuchać, młoda damo! – warknęła.
- Nie jesteś moją mamą – wycedziła przez zaciśnięte zęby.
- Przynajmniej teraz nie muszą na ciebie patrzeć – prychnęła z pogardą – Sam wstyd. Nic dziwnego, że cię nie chcieli!
To…to było nawet gorsze od tego uderzenia w twarz.
Boleć też bolało mocniej.
I najwyraźniej kobieta trafiła tam gdzie chciała, bo na jej twarzy wyrósł wredny, okrutny uśmieszek, zupełnie inny niż ten, który pokazuje wszystkim wokoło.
- Tak, Brooke. Nie chcieli cię – dodała dobitnie – Dlatego jesteś tutaj ze nami. Więc tak długo jak tu żyjesz, robisz to, co ci każe. To tyczy się też tego, gdzie i kiedy wychodzisz, zrozumiano? – syknęła.
Ale dziewczyna nie słuchała.
Nie chciała.
Zaczęło jej dzwonić w uszach przy części z jej biologicznymi rodzicami.
Znała prawda, była jej świadoma 24 godziny na dobę, ale słysząc to z jej ust, było jak picie jednej z najbardziej zabójczych trucizn.
I bolało. Cholernie.
Kręcąc głową zerwała się z miejsca i po raz kolejny wybiegła z tego przeklętego budynku, trzaskając za sobą drzwiami i nawet nie obracając się, kiedy Jazz razem z Sunny'm i Sides'em zaczęli za nią krzyczeć, żeby się zatrzymała. W sumie była zaskoczona, że jeszcze tam stali i rozmawiali.
Ale Lennox tylko wiedziała, że biegła.
Uciekała.
Nie była tylko do końca pewna przed czym.
Dwa nieodebrane połączenia od Jazz'a, pięć od Sideswipe'a oraz trzy wiadomości od Jasper'a, to aktualnie wyświetlało się na ekranie jej komórki, którą dziewczyna po kilku minutach postanowiła wyłączyć. Nie była głupia, pewnie chcieli ją namierzyć, sądząc po tym, że nawet William się pofatygował i zadzwonił.
Wszystko to zignorowała.
Siedziała z podkulonymi nogami, które objęła ramionami i próbowała uspokoić swój oddech, desperacko trzymając się tego, że nie mogła się rozpłakać na dobre. Kilka żałosnych skomleń opuściło jej gardło, ale nic poza tym.
Miała zamiar wrócić zaraz po tym jak się uspokoi. Problem jednak tkwił w tym, że nie bardzo wiedziała jak miała to zrobić.
W tamtej chwili miała tylko nadzieje, że inni poddadzą się i zostawiają w spokoju. Wtedy przynajmniej miałaby szansę na powrót bez zadawania pytań.
Musiała przyznać, że w tamtej chwili naprawdę marzyła, żeby coś się stało, już nawet zostawanie z Panem Pączkiem byłoby bardziej interesujące i rozpraszające niż siedzenie pod jakimś przypadkowym drzewem, w miejscu, do którego normalnie się nie zbliżała, bo, po co?
Żałowała, że musiał…
Brooke podskoczyła, zirytowana rozglądając się, kiedy usłyszała klakson.
Wstała.
I niemal pacnęła się w twarz, kiedy zobaczyła tego samego znajomego mustanga, zastanawiając się, jakim cudem się tu znalazł, albo lepiej, co tu robił, kiedy miał być na tym ich statku?
- Co za niesprawiedliwy świat – mruknęła, szybko doskakując do wozu i zaglądając przez szybę, która została opuszczona, patrząc ostro na Barricade'a – Nie miałeś gdzieś być?
Ale on wzruszył ramionami.
- Ty mi powiedz. W mieście aż roi się od tych Auto-ścierw, więc Screamer wysłał mnie na zwiady – przejechał po niej wzrokiem – A ty? Miałaś być u siebie, Człowieku.
Wywróciła oczami, schylając wzrok.
Ufać im, że zostawią ją w spokoju…Pft! Niech ich cholera…
W oddali zdołała usłyszeć pisk, prawdopodobnie opon, które mocno wryły się w asfalt i mentalnie go przeklęła.
- Teraz w życiu mi nie odpuszczą – warknęła pod nosem, zapominając o fakcie, że zaledwie kilka minut temu była w rozsypce – Są po mnie – kiedy posłał jej niedowierzające spojrzenie, kontynuowała – Nie mam czasu na wyjaśnienia – syknęła.
- Szukają ciebie? – zapytał, na co dziewczyna, mimo, że co chwilę zerkała niepewnie na drogę, skinęła głową.
- Tak! – warknęła szybko – A ty ich do mnie sprowadziłeś!
Nie było innego wyjścia. Wiedziała, że Autoboty miały ten jeden atut, który pozwalał im na wykrywanie Decepticon'ów, którzy byli w pobliżu. Pamiętała wyraźnie, że ktoś o tym wspominał w jednej z rozmów, w które była wciągnięta.
- Wsiadaj – rozkazał, na co wytrzeszczyła oczy, ale jej wściekły grymas nadal nie opuścił jej twarzy – Wyraźnie nie masz ochoty na rozmowy, więc skorzystaj z okazji póki mam humor – drzwi pasażerskie otworzyły się, a dziewczyna, mimo, że nadal zdenerwowana, szybko wsiadła.
- Nie będziesz miał przez to kłopotów? – spytała ostro – Nie chciałam twojej pomocy – stwierdziła, kiedy zauważyła, że jakieś auta się do nich zbliżają.
- Mam dzień dobroci dla zwierząt – odparł, odpalając silnik i wystrzeliwując naprzód.
- Jakiś powód dla którego cię ścigają? – spytał w końcu poprzez radio i Brooke musiała przyznać, że było to dosyć przerażające, patrząc na to, że siedzenie obok niej było puste, a pojazd sam się prowadził.
Lennox wzruszyła ramionami, patrząc w lusterku na jadące za nimi dwa Lamborghini, Porsche i Topkick.
- Możliwe – przełknęła ślinę, spoglądając na licznik prędkości – Wybiegłam, nic im nie mówiąc, a później wyłączyłam telefon.
Przez chwile panowała cisza, po czym Barricade westchnął zirytowany.
- Pewnego dnia po prostu zrzucę cię z klifu – stwierdził.
- Hej, ale to nie przeze mnie cię teraz gonią – obruszyła się, spoglądając na radio z wyrzutem – Właściwie zastanawiam się, co ty im zrobiłeś, że ściągnęli Ironhide'a.
Tamten jednak nie odpowiedział i dziewczyna zorientowała się, że pewnie skupiał się na planie, jak ich wszystkich zgubić.
Szczerze, chociaż nie powiedziała tego na głos, jazda z nim była nawet zabawna. Pomijając oczywiście fakt, że jeśli im się nie uda, będą po kolana w tym wielkim bagnie i żadne z nich nie miało pewnie pojęcia jak by mieli to wszystko wyjaśnić.
Zwłaszcza Brooke, zważając na to, że jechała z ich wrogiem.
Mogła sobie tylko wyobrazić pomysły, jakie latały im w procesorach, ale najtrafniejszym by było na pewno to, że mogła być przez niego porwana.
- Trzymaj się mocno, Insekcie – nakazał nagle, sprawiając, że blondynka popatrzyła na niego podejrzliwie – Wiem jak ich wyminąć – wyjaśnił krótko.
- Co ty…? – ucięła, ale przygotowała się w razie czego, spoglądając na samochody, które jechały teraz w nieco rozluźnionym konwoju.
I wtedy, kiedy już miała zapytać, co zamierza zrobić, w jednej sekundzie kierownica mocno skręciła w lewo, a ręczny został zarzucony gwałtownie w tył. Nie miała nawet czasu na krzyknięcie, kiedy mustang zrobił ostry skręt w kształcie „U", po czym z tą samą prędkością przemknął pomiędzy oszołomionymi ścigaczami, starając się zachować jak największy dystans.
Lennox z mocno wytrzeszczonymi oczami, trzymając się dłonią na desce rozdzielczej, wzięła głęboki wdech, po raz kolejny nie mogąc wykrztusić z siebie ani słowa i tylko zerkała, co kilka sekund patrząc z niedowierzaniem w lusterku na to, że cała czwórka w oddali zatrzymała się raptownie, ale nie podjęła po raz kolejny pościgu.
- Cóż, nie oczekiwałem, że to zadziała – stwierdził do siebie, na co Brooke zmrużyła oczy i spojrzała na niego ostro.
- Serio?
Wywróciła oczami, poprawiając się na miejscu w chwili, kiedy on włączył ponownie swój holoform.
- Na razie odpuścili – mruknął Barricade, tym razem jadąc odrobinę wolniej – Ale teraz, kiedy wiedzą, że jestem w mieście zaczną je ciągle patrolować – stwierdził niechętnie.
Blondynka zignorowała go i oparła głowę o fotel, zamykając oczy.
- …Słuchasz mnie w ogóle, Insekcie?
- Przestałam dziesięć minut temu – odparła swobodnie, otwierając oczy – Dlaczego? Nieprzyzwyczajony do ludzi, którzy cię ignorują?
- Nie – odpowiedział sucho i widząc, że teraz go słucha, ciągnął dalej – Muszę cię gdzieś podrzucić i znowu wrócić do bazy. Jakieś pomysły, Człowieku?
Wzruszyła natychmiastowo ramionami.
Nie bardzo. Jej ostatnia kryjówka została spalona, do domu nie mogła i nie chciała wrócić, a Jasper i reszta domagaliby się od niej odpowiedzi, a po za tym nie bardzo znała miasto, więc była na stracie.
- Gdziekolwiek będzie spoko – stwierdziła po chwili, po czym zmarszczyła czoło i wzięła głęboki wdech – Chociaż jest ten taki opuszczony magazyn koło wysypiska. Tam może być – odparła, na co mężczyzna skinął głową.
Miała tam kiedyś swoją własną oazę.
Uciekanie przed zbirami Trent'a miało kilka plusów. Nigdy nie wiedziała, na co się natknie, kiedy biegła.
Hmm, nie wiedziałam, że jesteśmy tak blisko, pomyślała, kiedy po kilku minutach zatrzymał się przed wielkim wejściem i otworzył drzwi.
Zrezygnowana, chwyciła plecak i wyszła.
- Zrób mi przysługę – zaczął, kiedy miała już zniknąć w środku – I trzymaj się z dala od kłopotów.
Dziewczyna zasalutowała mu i patrzyła jak odjeżdża przez kilka sekund, po czym z westchnięciem skierowała się do środka.
Wyszło na to, że Brooke zastała swoje legowisko w perfekcyjnym stanie. Dokładnie tym samym, w którym je zostawiła i szczerze się z tego cieszyła. Znalazła nawet stare radio, kilka płyt, koc i poduszki, więc nie miała się, co martwić. Mogła tam zostać na noc lub dwie.
Problemem był jednak jej telefon.
Włączyć go czy nie włączyć? Takie pytanie pływało w jej głowie, kiedy rozważała wszystkie plusy i minusy. Wiedziała z doświadczenia, że jak tylko połączy się z Internetem, zaczną znowu poszukiwania.
Przynajmniej Epps, bo zgadywała, że już wiedział.
Ale nie miała, naprawdę ochoty na radzenie sobie z tym całym bałaganem.
- Nieźle się urządziłaś – powiedział ktoś, sprawiając, że dziewczyna podskoczyła i wytrzeszczyła oczy, rozglądając się – Co miałaś z WF? Nowi mówią, że zniknęłaś w sekundzie, kiedy wybiegłaś z domu.
- Jasper – imię wypłynęło z jej ust zanim się powstrzymała, na co szatyn posłał jej szeroki uśmiech i zeskoczył z auta, na którym stał – Jak mnie znalazłeś?
Tamten wzruszył ramionami.
- Zapominasz, że znam wszystkie twoje kryjówki – przypomniał, podchodząc do niej i spoglądając na jej posłanie – Co tym razem powiedziała?
Brooke musiałaby być głupia, myśląc, że Lennox się nie pokapował w minucie, kiedy do niego zadzwonili.
Pokręciła głową i machnęła lekceważąco dłonią.
- To, co zwykle – prychnęła – Przypomniała mi o moim miejscu.
- W innych słowach, obraziła cię po raz setny – przetłumaczył Jass, siadając obok niej i rzucił jej na kolana jabłko – Mówiłem ci tyle razy, idź z tym na policję – westchnął, ale ona tylko potrzasnęła po raz kolejny głową.
- Wiesz, że by mi nie uwierzyli – stwierdziła – Williams'owie mają w garści całe miasto – powiedziała z pogardą.
Chłopak wzruszył ramionami.
- A co z Lennox'ami? – spytał po chwili.
- Co z nimi? – zapytała dziwnie na niego patrząc, kiedy on wywrócił oczami i położył się na kocu.
- Ten jeden to z wojska, nie? – przypomniał – Dlaczego nie wykorzystać tej sytuacji i wyrwać się z tego piekła? Chyba, że wolisz zapylać na dodatkowe zajęcia z gry na dzwonkach do szóstej, też może być – stwierdził, kiedy tamta nagryzła jabłko.
- Nie zamierzam ich wykorzystywać – obruszyła się, mrużąc oczy – Nie potrzebuje niczyjej pomocy, Jasper.
- Cokolwiek mówisz, Księżniczko – chłopak dramatycznie westchnął – Na końcu i tak wszystko wychodzi na moje, wiesz o tym.
Blondynka parsknęła śmiechem i wywróciła znowu oczami.
- Co sprowadza mnie do pytania – dziewczyna popatrzyła na niego poważnie – Gdzie byłeś przez te kilka miesięcy?
Ale szatyn wzruszył ramionami, wgapiając się w szczelinę w budynku nad nim.
Zrezygnowana, zajęła się jedzeniem swojego drugiego śniadania.
Przynajmniej nie musiała się przed nim tłumaczyć.
- Nie zamierzasz tam dzisiaj wracać – to nie było nawet pytanie, jednak dziewczyna skinęła głową, bazgrając coś w zeszycie – Hah, jestem jasnowidzem.
Brooke wywróciła oczami na jego przechwalanki.
- Po prostu mnie znasz – sprostowała chłodno.
Jasper westchnął.
- Psujesz mi zabawę – stwierdził, jednak blondynka tylko wywróciła oczami, nie odpowiadając – Uh huh, co tam masz? – zapytał, zaglądając jej przez ramię, ale niebieskooka tylko odepchnęła go ramieniem.
- Nic, czym musisz sobie zaprzątać ta pustą łepetynę – odparowała, po czym zamknęła zeszyt, chowając go w plecaku i wyjęła swoją komórkę i popatrzyła na nią przez chwilę, po czym przytrzymała przycisk i po chwili ekran się zaświecił.
- Wiesz, że nie dadzą ci spokoju, nie? – Jasper obserwował ją, kiedy prychnęła i się zaśmiała – Jak na osobę, która – popatrzył na zegarek w jego własnej komórce – uciekała przed nimi przez trzy godziny, gładko to przyjmujesz – stwierdził sucho.
- Och, po prostu zadzwonię i powiem im, że nic mi nie jest – wzruszyła ramionami, przeglądając ile połączeń i wiadomości ją ominęło – Chociaż w połowie oczekiwałam, że przestaną się mną przejmować po pół godzinie od mojego zniknięcia.
Chłopak tego nie skomentował i znowu położył się na kocu.
- Po za tym robi się ciemno – kontynuowała – Połowa z nich pewnie siedzi przed telewizorami i zżera popcorn.
Szatyn wydał z siebie zamyślonym dźwięk.
- Prawda – odparł – Mają grać Gwiezdne Wojny – potwierdził jakby to wyjaśniało wszystkie problemy na świecie.
I tak jak oczekiwała, urządzenie zaczęło grać znajomą piosenkę „Stand In the Rain" w momencie, kiedy wyszła z pola wiadomości. Posłała zwycięski uśmiech w stronę Lennox'a, który wywrócił oczami i nacisnęła zieloną słuchawkę, nie patrząc kompletnie na to, kto do niej dzwonił.
- Brooke Lennox, z kim mam przyjemność mówić? – spytała wyuczonym, formalnym głosem, który wbiła jej do głowy Emily od wczesnych lat.
- Och, dzięki Bogu, nic ci nie jest?
Dziewczyna uniosła do góry brwi zaskoczona, ale nie pokazała tego, kiedy odparła ze swobodą, zupełnie jakby pytał jej się o pogodę.
- Uh, nie – zaśmiała się – Dlaczego?
Brawo, Brooke. Graj głupią, pochwaliła się z sarkazmem w głowie, kiedy Jasper prychnął pod nosem.
- No… - William wydawał się zagubiony – Hide mówił, że byłaś z Barricade'em. Byliśmy pewni, że cię porwał – poinformował ją, już lekko mniej zaniepokojony, teraz, kiedy mógł z nią normalnie porozmawiać.
Jednak blondynka westchnęła.
Oczywiście, że ją widzieli.
- Jesteś pewien, że to byłam ja? – spytała, ale takim tonem jakby rozmawiała z dzieckiem, które deklarowało, że widziało w nocy potwora – Spędziłam połowę dnia z dala od Pana Pączka. Dałabym wam znać gdyby nagle się zjawił.
Okay, więc może trochę nagięła prawdę, ale nie zamierzała go wkopać. Wyglądało na to, że Autoboty chciały go rozwalić i bez tego.
- Och, to znaczy Ironhide tak mówił – powiedział, nieco strącony z pantałyku – Wszystko by się zgadzało.
Uh, nie, pomyślała, nie wszystko.
Ale wzruszyła ramionami.
- Cóż, powiedz mu, żeby się przeszedł do Medyka, bo najwyraźniej ma coś z oczami – skwitowała ostrzej niż zamierzała, ale to tylko zapewniało jej bezpieczny grunt pod nogami.
- Ech, może faktycznie – mruknął niepewnie i dziewczyna mentalnie pogratulowała sobie za swoją grę aktorską – W końcu ma swoje lata.
Nadal wyczuwała, że był podejrzliwy, ale zostawiła to tak jak było.
- Jesteś pewna, że nic ci nie jest? – zapytał po chwili ponownie.
Brooke zmarszczyła czoło.
Powiedziała, że jej nic nie jest, nie?
Szczerze, czasami nie wiedziała, co im tak naprawdę łaziło po głowie.
Nie potrzebowała ich troski.
- Może ty też powinieneś się do niego przejść – zaproponowała – Już mówiłam.
Usłyszała nerwowy uśmiech.
- Racja – mogła praktycznie zobaczyć, że się uśmiecha – Musiałem być pewny.
Taa, racja, pomyślała z pokręceniem głowy.
- Nic mi nie jest – powtórzyła twardo – Powtórz to reszcie, bo nie mam zamiaru się im tłumaczyć – nakazała po chwili wahania.
- Hah, okay. Tak zrobię – William odparł z jakimś dziwnym uśmiechem w głosie, na który dziewczyna wywróciła oczami – Do zobaczenia, Brooke.
Z tym połączenie się zakończyło.
Dobra, dwa kłopoty z jej głowy za jedynym razem.
Wszystko szło świetnie.
- Nadal upierasz się, że im nie zależy? – spytał złośliwie.
Brooke łypnęła na niego wściekle, po czym rzuciła w niego telefonem.
- Auć! Nie bij leżącego!
Lennox wywróciła oczami.
- Myślisz, że skłamała? – spytał Sideswipe ze swojego miejsca, na co Lennox wzruszył ramionami, opierając się o Ironhide'a – Znaczy się, po co miałaby to robić?
Jednak mężczyzna tylko westchnął.
Jazz i Sunstreaker na siebie spojrzeli, a Ironhide mruknął coś niewyraźnie pod nosem.
- Nie obchodzi mnie, co młoda mówi – stwierdził szorstko – Była z nim, widziałem to na własne oczy – rozejrzał się po obecnych – Opcje są dwie: Albo ją zastraszył albo pracuje dla Con'ów jako szpieg – postawił twardo.
William popatrzył na niego z niedowierzaniem, Sunstreaker uniósł do góry brwi znudzony, a Jazz i Sideswipe potrzasnęli głowami. Ten pierwszy skrzyżował ramiona i spojrzał na niego, wywracając oczami.
- Albo Brooke doskonale wie, co robi – podsunął, zwracając na siebie uwagę – Och, błagam was. Na pewno mówimy o tej samej dziewczynie, która miała odwagę przeciwstawić się Ratch'owi?
Uzyskał tylko lekko zmieszane spojrzenie od Ironhide.
- Ale…dlaczego miałaby nas okłamać? – odezwał się Sideswipe, ale sabotażysta tylko wzruszył ramionami.
- Skąd mam wiedzieć? Nie siedzę w jej głowie – stwierdził zgryźliwie – Miała powód, to na pewno.
- Więc, co? Po prostu pozwolimy jej tak za każdym razem uciekać? – Sunstreaker prychnął – Równie dobrze możemy przestać ją chronić.
- Och, zamknij się – syknął Sides, uderzając go w ramię.
- On ma rację – włączył się pułkownik, na co blondyn skinął z wdzięcznością głową, piorunując wzrokiem brata – Po co by to w ogóle robimy? Nie zrozum mnie źle, Jazz, ale Brooke za każdym razem ucieka – zaznaczył.
Srebrnowłosy otworzył usta żeby odpowiedzieć, jednak w tym samym momencie, podszedł do nich Epps, sprawiając, że wszyscy zamilkli.
Mężczyzna popatrzył na nich z uniesionymi brwiami i pytający wzrokiem.
- Jakiś problem? – zapytał, spoglądając na strażników jego przyjaciółki, ale Autoboty tylko wzruszyły ramionami, pozostawiając część z wyjaśnianiem dowódcy.
Lennox westchnął.
- Brooke znowu uciekła – poinformował, na co ciemnoskóry uśmiechnął się do nich ze współczuciem.
- Nie pierwszy, nie ostatni raz – stwierdził, ale Will pokręcił głową.
- Okłamała nas – dodał.
Żołnierz zmarszczył czoło, rozglądając się po nich, ale każdy miał ten sam niezdecydowany wyraz twarzy, jakby nie wiedzieli zupełnie, co z tym faktem zrobić. Spojrzał na swojego przyjaciela zaciekawiony.
- Na temat Barricade – ciągnął tamten – Ironhide twierdzi, że z nim jechała, kiedy wyminął ich na drodze.
- Taa, zrobił niezły skręt – przyznał szczerze czerwonowłosy.
- Barri…Zaraz, to nie ten gościu, co ją potrącił? – spytał dla upewnienia się, na co skinęli głowami – I kryła go?
- Tak – potwierdził – Wszystko byłoby spoko, ale Epps zrozum. Brooke zgodziła się na ochronę, ale cały czas albo nas okłamuje, albo unika, albo ucieka. To nie ma sensu – stwierdził bezradnie, kładąc dłonie na biodrach.
Robert wywrócił oczami.
- Zamierzacie się od niej odciąć, bo dziewczyna ma problemy w domu? – spytał jakby nie mógł w to uwierzyć.
- Co?! Nie to powiedziałem! – stwierdził defensywnie, na co Epps rzucił mu spojrzenie typu „serio?".
- Dobrze wiecie, że Brooke nie ma najlepiej – zaznaczył, patrząc na nich znacząco – A to, że ucieka? Ma to w naturze. Naprawdę macie zamiar się poddać tylko dlatego, że dzieciak znika?
- Epps…
- Nie – przerwał twardo, mierząc ich nieprzyjemnym spojrzeniem – Dobrze, skłamała o Cade'dzie. Może miała powód? Nie wiecie nawet, dlaczego o to zrobiła.
- To, co my mamy zrobić? – spytał sfrustrowany Sunstreaker – Pozwolić jej się bawić w niańkę dla Con'a?
Ciemnoskóry po raz kolejny wywrócił oczami.
- Nie zranił jest, co nie? – uzyskał potwierdzenia – Więc, może skoro nic nam o nim nie powiedziała, to może w jakiś sposób się zaprzyjaźnili?
Tym razem wszyscy bez wyjątku popatrzyli na niego jakby oszalał.
- Epps, wiesz, kim są i mimo to upierasz się, że ona,…że ona i on…?
Wzruszył ramionami.
- Macie inne pomysły? – zapytał zirytowany – Rany, zachowujecie się jak grupa jakiś dzieciaków. Zapytajcie ją o niego, albo go schwytajcie. Sposobów jest wiele, musicie tylko zdecydować, który jest dla nich obu najlepszy.
- Prędzej umrę niż pozwolę mu na krzywdzenie niewinnych – wywarczał Ironhide, jego silnik ryknął, zaskakując William'a, który się o niego opierał, sprawiając, że podskoczył, patrząc na niego z wyrzutem.
- Tylko pamiętajcie, że nie wiecie, co ją z nim łączy – przypomniał już się odwracając – Jeśli ją skrzywdzicie, odpowiecie za to – zagroził, oddalając się.
Lennox westchnął.
- Dlaczego życie jest takie skomplikowane? – zapytał, kręcąc głową.
Na to, nikt nie miał odpowiedzi.
A/N: Hejo Więc…macie jedenastkę, która moim zdaniem mogła być kompletnie lepsza gdyby nie fakt, że byłam ostatnio mocno zestresowana. Ale…
Brooke: Przejdź do sedna, proszę.
Me: Ależ ty miła *mutters* Brooke i Pan Pączek są na etapie „Jesteśmy wrogami, ale to nie znaczy, że cię zabiję". Rozumiecie przekaz, nie?
Brooke: Sedno.
Me: Ach, tak, okay. Więc…możecie być zaznajomieni z moim drugim opowiadaniem „The Lightning". Ktoś, coś? Chodzi mi o to, że nie mogę zająć się pisaniem drugiej części dopóki nie zajmę się tym opowiadaniem, ale przydałoby mi się kilka pomysłów na One-Shoty.
Brooke: Żeby ta niedorajda nie zapomniała, co i jak.
Me: Tak, dziękuję, Brooke *sarcasm* Więc jeśli mieliście jakieś pomysły, albo napisałam coś, a wy chcieliście zobaczyć, co innego, to proszę podzielcie się nimi. Naprawdę mi to pomoże.
Brooke: Jest też możliwość na One-Shoty z tego opowiadania. Wystarczy podsunąć tylko pomysł.
Me: Tak, więc dziękuję za uwagę i do napisania ;)
XXFaith
