- Ta czapka ci pasuje – stwierdził po chwili Jasper w drodze do jej domu, kiedy dziewczyna wyjęła ją z plecaka i założyła, sprawiając, że chłopak praktycznie nie mógł zobaczyć jej twarzy zakrytej włosami.

- Mówiłeś – stwierdziła sucho – Cztery razy odkąd minęliśmy sklep – dodała, kiedy tamten wzruszył ramionami.

- Jestem… - urwał, spoglądając na coś przed nim, po czym pozwolił sobie na wymuszony uśmiech – Czyżby twoi przyjaciele postanowili cię odwiedzić? – spytał.

Jednak ze zmarszczonym czołem, Brooke stwierdziła, że to nie byli jej „przyjaciele" i kiedy chłopak wskazał na auto, zamarzła w miejscu.

Tam oto na drzwiach był fioletowy znaczek.

Ale nie Autobotów.

Decepticon'ów.

Wytrzeszczyła oczy, chwytając chłopaka za dłoń i w chwili, kiedy zobaczyła, że ktoś się w nich wpatruję, ciągnąc go rzuciła się biegiem w drugą stronę. Lennox popatrzył na nią zdezorientowany, zastanawiając się czy nie powinien zaprotestować, kiedy usłyszał pisk opon na asfalcie, sprawiający, że tylko przyśpieszył.

- Zgaduję, że to nie ci, co?! – krzyknął przez wiatr, na co potrząsnęła głową, szukając jakiegoś wyjścia z tamtej sytuacji.

Zamiast jednak tego znalazła się w ślepym zaułku.

- Świetnie – mruknęła, patrząc na drabinę, po czym na nią wskazała – W górę.

- Jesteś pewna? – spytał sceptycznie.

Wywróciła oczami.

- Nie. A teraz w górę – warknęła.

Ugh, dlaczego dzisiaj?, pomyślała zirytowana.


Brooke miała cały dzień zaplanowany, naprawdę.

Miała wrócić do swojego pokoju przez okno, zjeść obiad i skontaktować się znowu z Jasper'em.

Cholera, nawet zamierzała zacząć się przygotowywać na dodatkowe zajęcia, które niedługo miały wejść w jej życie.

Czego jednak nie planowała to siedzenie w jakiejś celi z metalu tylko dlatego, że jej – och jakże wspaniały – przyjaciel, postanowił zmienić jej strategię i zamiast ukryć się z nią, schował się w jednym z wiatraków na szczycie budynku. Co sprawiło, że blondynka nie mając więcej czasu, dała się złapać łażącemu trójkątowi, który brzmiał bardzo podobnie do dziewczyn w jej klasie.

Modliła się tylko, że ten kretyn skontaktuje się z tymi jej strażnikami, bo nie uśmiechało jej się siedzenie w ciemnym, lodowatym pomieszczeniu przez jeszcze kilka godzin.

- Jesteś okropnie cicha jak na człowieka – stwierdził po raz setny jeden z Decepticon'ów którzy jej pilnowali.

- A ty cholernie brzydki jak na robota, ale jakoś ci tego nie wypominam, co nie? – odgryzła się ostro.

Tamten spiorunował ją wzrokiem, ale więcej się nie odezwał.

Po prostu wszystko było świetnie, pomyślała.


- Interesujące – mruknął Starscream, patrząc na odczyty na jednym z datapadów, które miał na swoim biurku, jednak zignorował dziewczynę, która stała zirytowana obok.

Minęła kolejna godzina i nic. Brooke nie tyle co była wściekła, co zirytowana, głodna i spragniona, a siniaki które dostała od Skywarp'a, kiedy ją tu przyniósł dawały o sobie znać.

I ludzie dziwili się, że nikt nie lubił poniedziałków.

- To, że mam mózg czy to, że ty masz procesor? – spytała, obserwując jak Decepicon mruczy coś niezrozumiale pod nosem.

- Ugh, zamknij się robaku – warknął.

- Jeśli chciałeś spokoju, to porwałeś nie tą, co trzeba – wywróciła oczami, patrząc na niego znacząco, po czym skinęła na tabletopodobne coś w jego dłoni – Co to? Wykryłeś, że mam raka? – spytała.

Wgapiał się w nią przez chwilę zdezorientowany, po czym wywrócił oczami.

- Wykazujesz dziwie mocne radiowanie z Wszechiskry, co powinno być niemożliwe. Zważając, że jesteś tylko nędznym robalem – wyjaśnił, na co wzruszyła ramionami, nie bardzo rozumiejąc, co to, ale akceptując odpowiedź.

- Więc, co?

- To, że żeby przyjrzeć się temu bliżej, muszę zapoznać się z twoim ciałem i…

- Woah, woah, gościu! – blondynka wstała z miejsca gdzie siedziała przez te kilka sekund i popatrzyła na niego jakby urosły mu dwie głowy – Nie zbliżasz się do mojego mózgu ANI mojego ciała! To molestacja seksualna!

Starscream tylko wywrócił oczami.

- Ludzie są tacy irytujący – stwierdził, kręcąc głową.

Tym razem jednak blondynka tego nie skomentowała, zamiast tego przełknęła ślinę, jej mózg gorączkowo starał się znaleźć jakiś punk zaczepienia, który wykorzystałaby, żeby jakoś tego uniknąć.

Nic jednak nie przyszło.

I miała wrażenie, że nigdy nie przyjdzie.


Więc…teoretycznie jestem uziemiona, stwierdziła w duchu, spoglądając na kraty i tego samego Con'a, który wcześniej jej pilnował.

To nie był na pewno pierwszy raz, kiedy czuła się bezsilna.

Pamiętała wyraźnie te momenty, kiedy Jack spijał się do takiego stopnia, że bez słowa szarpał ją za ramię i natychmiastowo zabierał do piwnicy lub kiedy nie udało jej się coś w szkole, a nie miała możliwości zapytania o pomoc i wtedy Emily na nią krzyczała.

I Boże, ta kobieta była gorsza od Starscream'a.

Równie dobrze kojarzyła fakt, że wbrew temu, co próbowała sobie w mówić, czasami słowa Nathalie były tak prawdziwe, że Brooke znajdywała się w sytuacji, gdzie chciała tylko zeskoczyć z mostu albo schować się i nigdy nie wychodzić.

Lennox zdawała sobie sprawę z kilku rzeczy i nauczyła się jednej czy dwóch w czasie jej pobytu u nich.

Prawda bolała. Mocno.

Do tego stopnia, że człowiek zamyka się i stara karmić samego siebie kłamstwami, w nadziei, że może to zakończy jego cierpienie.

Ale blondynka nie była głupia. Przyjęła wszystko na klatę.

Jednak kosztem swojego szczęścia.

Nagły dźwięk i warknięcie, totalnie wytrąciło ją z równowagi, kiedy zauważyła, że strażnicy się zmieniali.

Żaden z nich nie był jednak z tego zadowolony, sądząc po przekleństwach jakie wylatywały im z ust od czasu do czasu.

Ale Brooke milczała.

Przynajmniej zostawili ją na razie w spokoju.


W prostych słowach, Epps był wkurzony.

Sideswipe i Sunstreaker wymieniali się spojrzeniami, kiedy mężczyzna uderzył w ścianę, niemal sycząc z bólu, kiedy popatrzył na krew, która ciekła z rany na jego dłoni. Jednak nie uspokoił się. A Jasper nie próbował nawet mu pomóc, po prosty piorunował spojrzeniem każdego, kto do niego podchodził.

Tak było dopóki William nie wkroczył na scenę, patrząc na nich z poważną miną, jakby dowiedział się, że ktoś umarł.

- Nie możemy nic zrobić – stwierdził wtedy.

Gdyby to było możliwe, Epps uderzyłby kogoś.

Krzesłem.

W twarz.

Jednak tylko warknął coś pod nosem, patrząc na niego wściekły, na co Lennox pośpieszył z wyjaśnieniami.

- Nie wiemy gdzie jest Nemezis – stwierdził bezradnie, nienawidząc jak żałośnie w tamtej chwili wyglądał jego przyjaciel – Nie mamy pojęcia nawet kto ją porwał, Epps. Nic nie możemy zrobić w tej sytuacji.

- Więc będziemy siedzieć? – warknął zirytowany, Jasper prychnął – Tak po prostu?!

- Czego się spodziewałeś? – spytał chłopak, mężczyzna obrzucił go gniewnym spojrzeniem, jakby go za coś obwiniał.

- Och, zamknij się – syknął.

Szatyn wywrócił oczami, powracając do swojej poprzedniej pozycji.

Czuł się po prostu świetnie.

Dowiedział się, że kosmici istnieją, toczy się wojna, Brooke nie ma szansy na przeżycie, a na szczycie, że ludzie którzy mieli ją chronić, zawiedli na całej linii.

- Hej, hej! – pułkownik uniósł do góry ręce, na co się na niego popatrzyli – Spokój, dobra? Nie pomożemy jej kłócąc się – stwierdził, po czym zerknął na ciemnoskórego, który wywrócił oczami – Słuchaj, stary, wiem, że sprawa nie wygląda najlepiej, ale odzyskamy ją.

Jednak tamten go nie słuchał.

Po prostu pokręcił głową, odchodząc.

Kiedy niebieskooki popatrzył na Jasper'a, tamten odwrócił wzrok.

Zrezygnowany, oddalił się w poszukiwaniu Optimus'a.


Epps przejechał wzrokiem po grupce ludzi, którzy przed nim stali, jednak jego wzrok pozostał na jednej z dwóch dziewczyn, które dostały się na trening. Zmrużył oczy, spoglądając na nią, kiedy tamta uniosła do góry brew. Niemal wyzywająco, jednak nie odezwała się nawet słowem.

Zmierzył ją od góry do dołu. Była najniższą z nich wszystkich, miała blond włosy, spięte w kucyk i elektryczno niebieskie oczy, wyrażające zupełnie nic. W przeciwieństwie do reszty, nie okazała nawet zdenerwowania, kiedy przejechała wzrokiem po dwóch żołnierzach po jego lewej.

- Okay! – zawołał, wskazując na puste miejsce, odrywając wzrok od dziewczyny – Zobaczmy, co macie. Kto pierwszy? – spytał.

Nikt się nie zgłosił, zamiast wszystko, co usłyszał to szmer i wtedy blondynka uniosła dłoń, występując z szeregu.

- Ja – odezwała się, jej głos był nie tyle melodyjny, co miał w sobie ten dystans, zupełnie jakby bała się, że jak powie coś jeszcze, coś jej się stanie.

- Na środek – polecił, po czym kiwnął głową na Fig'a, który skinął i przeszedł, stając przed blondynką.

Robert popatrzył na nią. Przyjęła pozycję, ale mógł widocznie zobaczyć, że była niedopracowana i zupełnie…dziwna? To było słowo? I wtedy mężczyzna zaatakował. Epps kątem oka obserwował, wiedząc, że ktoś taki jak ona nie da mu rady.

Ale wytrzeszczył oczy.

Bo dokładnie w minucie kiedy jego pięść była przed jej twarzą, dziewczyna złapała ją, wykręciła mu rękę do tyłu i łokciem walnęła w plecy, sprawiając, że Fig upadł z jękiem.

I to wszystko stało się tak szybko, że nawet ta grupka, która ich obserwowała, zaniemówiła.

Ciemnoskóry ocknął się i skinął na drugiego żołnierza.

Graham nie zaatakował pięścią, jednak próbował ją zmylić. Niebieskooka uśmiechnęła się sprytnie i w momencie, kiedy ten uderzył noga, ona zrobiła dokładnie to samo, jednak kucając i kierując uderzenie w jego odsłonie udo. Ten syknął, spoglądając na nią, kiedy także spotkał się z asfaltem.

Epps zagwizdał z podziwem, podchodząc do niej.

- Jak się nazywasz? – spytał.

Blondynka wzruszyła ramionami.

- Brooke – uśmiechnęła się, po czym się wyszczerzyła – Brooke Lennox, sir.


- I nie mamy bladego pojęcia, gdzie może być ich baza? – spytał po raz dziesiętny William, siadając w fotelu, kiedy Prime pokręcił głową.

- W czasie kiedy mamy swoje przypuszczenia, pułkowniku, nie wiemy niczego na sto procent – przyznał z westchnięciem – Możemy tylko czekać.

- Ale ty nie rozumiesz! – stwierdził głośno, po czym się skrzywił – Nie możemy czekać! Bóg wie, co teraz mogą z nią zrobić!

Optimus jednak potrząsnął głową po raz kolejny.

- Nie mamy wystarczająco dużo informacji na ten temat – stwierdził najłagodniej jak umiał, szczerze żałując, że tylko to mógł mu powiedzieć – Jest to żałosna sytuacja, ale obawiam się, że możemy tylko czekać na cud.

- Cholernie wielki – wymamrotał niewyraźnie, chowając głowę w dłoniach.

Zawiedli.

Brooke nie była tutaj, została porwana, a oni mogli tylko czekać.

Kompletnie nic, co mogli zrobić się nie liczyło.

Nie wiedzieli gdzie była, z kim była, co się z nią działo, czy jest ranna.

Byli w jednym wielkim zaułku, jakby utknęli na jednym poziomie w grze, która była niemożliwa do przejścia i mogli tylko czekać.

Czekać.

William prychnął.

Wątpił, żeby mogli zrobić nawet to.

Nie z wściekłym Epps'em i kolejnym cywilem, który dowiedział się o Autobotach.


Blondynka westchnęła po raz setny, patrząc na sufit i próbując skupić się na pozostaniu przytomną, kiedy w jej celi po raz kolejny rozległ się jakiś wrzask i kilka przekleństw. Ktoś nawet obił się o metal, który musiał być blisko niej, bo poczuła jak się trzęście. Jednak w następnej minucie, wszystko ucichło.

Brooke wywróciła oczami.

Teraz była to norma.

~Ależ ty optymistyczna~

Dziewczyna podskoczyła przerażona, kiedy w jej głowie rozległ się jakiś głos, nienależący ani do jej głosu rozsądku, ani do głosu, który miał w zwyczaju przedrzeźniać ją.

~Nie martw się~ - zaćwierkał radośnie - ~Pozbyłam się go~

Och, to by wyjaśniało, dlaczego tak długo nie miała żadnego ataku paniki.

Ale…

Co…kim to coś było?

~Woah, nie jestem czymś!~ - oburzyło się - ~Jestem Wszechiskrą!~

Och, to…

Zaraz, co?

- Żarty sobie stroisz? – syknęła, na co strażnik się na nią dziwnie spojrzał, sprawiając, że zmrużyła oczy – Co się gapisz?! – warknęła.

Ten wywrócił oczami, ale przestał się w nią wgapiać.

Dziewczyna prychnęła, krzyżując ramiona.

~Och nie bądź taka przewrażliwiona~ - zaśmiała się - ~Wszystko będzie okay ~

Brooke szczerze w to wątpiła.

Miała w głowie kolejny, irytujący głosik.

Jak to wszystko miało być okay?

~ Wiesz, może gdybyś powiedziała prawdę Autobotom… ~

Lennox wywróciła oczami.

Jasne, powiedzieć im prawdę.

Żeby zabili Barricade'a i uznali ją za zdrajcę? Taa, bo to było wspaniałym planem na jej dalsze życie.

~ Optimus taki nie jest! ~ - zaprzeczyła oburzona - ~Jestem pewna, że z chęcią cię wysłucha! ~

Ale dziewczyna prychnęła, jakby tym rozbawiona, kręcąc głową.

~Dlaczego mi nie wierzysz?~

Blondynka zaśmiałaby się gdyby nie fakt, że znowu by się na nią dziwnie patrzyli. Jakimś dziwnym trafem odczuwała dokładnie to, co rzekoma Wszechiskra, w tym jej frustrację, jak i małą złość.

~Będziesz mnie ignorować?~

Brooke uśmiechnęła się do siebie.

Yup, to było przezabawne.


Epps miał zamiar pójść do łóżka, kiedy usłyszał jakieś kłótnie na końcu korytarza. W pierwszej chwili miał zamiar je zignorować, w końcu jego uczniowie lubili wdawać się w bójki, a później zwykle się godzili.

Tym razem jednak zatrzymał się na chwilę.

- …przynamniej nie nakładam na twarz tony tej tapety, co tak skromnie nazwałaś makijażem – prychnęła Brooke, zakładając ramiona pod biustem.

- Patrz na to, co mówisz, suko – warknęła ostro brunetka i jeśli Robert się nie mylił, jej imię brzmiało Clarisse – Teraz, mamy do pogadania…

- Hej! – zawołał, sprawiając, że brunetka podskoczyła i spojrzała przerażona na mężczyznę, szybko go rozpoznając – Co to ma znaczyć? – zmrużył oczy.

Clarisse patrzyła to na niego, to na blondynkę, ale nie wydusiła z siebie nawet jednego słowa pod jego czujnym okiem. Zrezygnowany, skierował się do dziewczyny obok, która piorunowała ją wzrokiem.

- Brooke?

- Sir – odparła chłodno, kiwając na powitanie głową.

Epps oparł się pokusie, żeby westchnąć.

- Co tu się dzieje?

Niebieskooka z niemal błyszczącymi oczami w lekkim półmroku, popatrzyła na niego poważnie, po czym wskazała na dziewczynę obok.

- Clarisse nie trawi mojej osobowości – wyjaśniła krótko – Więc próbowała mnie zastraszyć i zmusić, żebym opuściła…

- Nic nie zrobiłam! – wykrzyknęła, na co ciemnoskóry popatrzył na nią ostro.

- Sugerowałbym, żebyś zniżyła swój głos – ostrzegł, na co tamta popatrzyła zawstydzona na ziemię, widocznie nie spodziewając się nagany – Niektórzy próbują tutaj spać – przypomniał.

- Przepraszam, sir – wymamrotała, rzucając gniewne spojrzenie w stronę Lennox, która wywróciła tylko oczami – Mogę iść do swojego pokoju? – zapytała po chwili, kiedy nic więcej nie odpowiedział.

- Możesz iść – machnął na nią dłonią, kiedy zaczęła się oddalać, po czym popatrzył na Brooke, która kręciła tylko głową – Jak często się to zdarza?

Jakby zaskoczona, że o niej pamiętał, wytrzeszczyła oczy.

Zamrugała kilkakrotnie i nieco skuliła się w sobie.

- Czasami – odparła cicho, zupełnie innym tonem niż tym, którym posługiwała się sekundy temu z Clarisse jako świadkiem.

- Dlaczego mi tego nie zgłosiłaś? – spytał cierpliwie, niemal zaskakując samego siebie, jednak Brooke milczała przez niemal cały ten czas, obserwując wszystkie jego ruchy, jakby w obawie, że może jej się od niego oberwać – Brooke?

- Sir?

Był nie tyle, co zaskoczony, co nieco przerażony strachem w jej głosie, ale zmusił się żeby to zignorować, w końcu miała do tego prawo.

- Dlaczego?

Spuściła głowę.

- Szukanie pomocy jest oznaką słabości – stwierdziła, niemal zdezorientowana – Jeśli nie mogę sobie sama z nią poradzić, to nie jestem warta tego treningu – dodała nieco śmielej, ale tym razem z nutką niepewności, jak dziecko które recytowało wierz i doszukiwało się jego znaczenia.

Mężczyzna zmarszczył czoło.

- Kto ci tak powiedział? – oburzył się.

Ale ona wzruszyła ramionami.

- Emily powiedziała, że bycie perfekcyjnym jest wszystkim – stwierdziła ze wzruszeniem ramionami – Więc jeśli nie potrafię…

- Kim jest Emily? – spytał, unosząc dłoń i jej przerywając, jakby sam się w tym wszystkim pogubił, sprawiając, że dziewczyna uciekła skołowana – Nie, wiesz co, nie mów mi – pokręcił głową.

Blondynka posłusznie zamilkła, kiedy do niej podszedł, kładąc ręce na jej ramionach i udało jej się nie wzdrygnąć na jego dotyk, zaciekawiona, co ma jej do powiedzenia.

- Jesteś tutaj na miesiąc lub dwa – stwierdził twardo, patrząc jej w oczy, jakby chcąc się upewnić, że dziewczyna go słucha – Więc przyzwyczaj się proszę do tego, że nie masz być idealna.

- Ale… - zaczęła, na co potrząsnął głową.

- Nie – uciął krótko – Nie masz być idealna, Brooke. Masz dawać z siebie wszystko, ale nie oczekuję od ciebie perfekcji – powiadomił ją, niemal z tą samą łagodnością z którą zwracał się do własnych dzieci.

- Dlaczego? – przechyliła głowę.

Epps westchnął.

- Bo nikt nie jest idealny – stwierdził.

Brooke spuściła wzrok.

- Masz ochotę na gorącą czekoladę? – spytał nagle, chcąc jakoś ją rozproszyć, na co popatrzyła na niego zdziwiona.

- Gorąca…czekolada? – spytała cicho, jakby niedowierzając.

To tylko sprawiło, że w środku zmarszczył czoło, ale na zewnątrz oferował jej uśmiech.

- Tak, co prawda mamy tego mało, wiesz, zasady naszego medyka – urwał, patrząc jak jej oczy się zaświeciły – Nigdy nie miałaś gorącej czekolady? – zapytał nieco skołowany, na co potrząsnęła głową – Cóż, może czas to zmienić? – zaproponował.

W głowie pogratulował sobie na widok wielkiego rozmarzonego wzroku, jaki uzyskał od blondynki, zanim pociągnął ją w stronę stołówki.


~Nie zamierzasz iść spać?~

Brooke wywróciła oczami, kręcąc głową i obserwując jak strażnicy po raz kolejny zmienili się i teraz zamiast gościa, który zwykle jej pilnował, pojawił się jakiś inny, bardziej…cichy.

~Ludzie potrzebują przynajmniej ośmiu godzin snu~

Lennox prychnęła rozbawiona.

Przez kolejne godziny nikt nie przyszedł.

Nawet Decepticony dały jej spokój na ten czas.

Ale to okropne uczucie pustki nadal wypełniało jej duszę, nawet jeśli wiedziała, że to nie była ich wina. To był w końcu jej pomysł żeby się wtedy wspiąć na ten budynek zamiast schować się w środku. Była pewna, że takim sposobem uniknęłaby porwania.

Nie była jednak pewna, co do kwestii obrażeń.

Skywarp to jeden cholerny ninja.

Nigdy nie wiesz, kiedy się pojawi, a kiedy już to zrobi, kończy się z na siniakach.

Serio, życie jej nienawidziło.

Ale myśląc o tym w optymistycznej wersji, Brooke nie musiała znosić Jack'a i Emily, ani ciągłego gadulstwa Wiedźmy.

W sumie, musiała przyznać, że nawet brakowało jej Czerwonego Idioty i Tostera.

No…tego drugiego trochę mniej, ale Sideswipe wydawał się być kimś, kto zawsze znajdywał jakiś sposób, żeby złe zdarzenie zmienić w dobre. Niby to zwykłym żartem, czy może komentarzem, ale jakimś cudem jej to pomagało.

I Jazz…On był jednym z pierwszych do których lubienia się, Lennox przyznała się niemal na początku.

Musiał się nieźle wkurzyć, kiedy zniknęła.

A przynajmniej taką miała nadzieję.

Bo tak naprawdę nie była przecież tego taka pewna, co nie?

Nikt nie wiedział, co im siedziało w głowach, dopóki się nie wypowiedzą.

~Jednak ci zależy!~

Osobiście, blondynka nie widziała, co w tym oświadczeniu było taka dobrą wieścią, ale spoglądając na swojego dzisiejszego strażnika celi, westchnęła.

- Może masz rację – wyszeptała.


Jasper wywrócił oczami, opierając się o ścianę, kiedy reszta dyskutowała.

W pomieszczeniu był taki hałas, że sam ledwo słyszał swoje myśli, a co dopiero jakieś słowo z tego, co mówili.

W końcu jednak ktoś ich uciszył.

Lennox powstrzymał się przed komentarzem.

- …czyli nic – Jazz dokończył, jednak chłopakowi jakoś umknęła reszta jego wypowiedzi – Hej, młody! – zawołał w końcu, na co Jasper wyraźnie niezadowolony uniósł do góry brew – Masz jakieś pomysły?

Dlaczego myśleli, że skoro oni byli w ślepym zaułku, on nie był, nie miał pojęcia.

Zamiast tego znudzony przejechał po wszystkich wzrokiem, niemal wywracając po raz kolejny oczami na ich miny.

W końcu westchnął.

- Nie macie u nich jakiegoś szpiega? – spytał w końcu zirytowany – Nic, kompletnie?

- Nie – stwierdził sucho William, jakby sam fakt, że jakiś chłopak mu to wypominał był czymś okropnym.

- No, to jesteście udupieni – stwierdził, kręcąc głową, a kiedy uzyskał oburzone spojrzenia, prychnął – Oczekujecie ode mnie jakiegoś lekarstwa czy coś? Brooke da sobie radę sama – odparł w końcu.

- Nie, kiedy jest z Decepticon'ami – stwierdził ostro Ironhide, reszta się z nim zgodziła.

- Jesteś tego taki pewien? – spytał w końcu – Dawała sobie radę długo przed wami. Może być marnym człowiekiem w ich oczach, ale jest w stanie wymyślić strategię, która utrzyma ją przy życiu na tyle, żebyście wy, ptasie móżdżki, mogli do niej dotrzeć – powiedział po chwili.

William mruknął coś pod nosem, Epps wywrócił oczami.

- Nie mamy szansy na odzyskanie jej – przypomniał.

Jasper wzruszył ramionami.

- W takim razie, Brooke wie to samo – mruknął do siebie, chociaż wszyscy go słyszeli – Jestem pewien, że coś wymyśli.

Ale spotkał się z niepewnymi spojrzeniami i wiedział, że próbował przekonać nie tylko ich, ale także siebie.


Brooke spędziła przynajmniej pół godziny na piorunowaniu wzrokiem Starscream'a, kiedy tamten wparował i zabrał ją z jej celi do jakiegoś innego pomieszczenia. Takiego z bardzo ostrymi narzędziami na stole na których widok dziewczyna wytrzeszczyła oczy.

- Weź się uspokój – warknął zirytowany – Nie użyję tego na tobie – stwierdził.

Niebieskooka uniosła do góry brew, jakby wyzywając go, żeby powiedział coś jeszcze, jednak tamten tylko wywrócił oczami, przyciągając drugi stół, tym razem jednak z jakimś innym urządzeniem, które Brooke rozpoznała dopiero po kilku minutach.

- Oszalałeś?! – wrzasnęła na niego, sprawiając, że ten nie oczekując tego niemal poskoczył – Pogięło cię?! Rąbnięty jesteś?! Ty w ogóle masz jeszcze ten procesor czy w czasie lunchu ci go ktoś wyrwał, co?!

- Ugh, ucisz się, robaku – mruknął, ignorując ją w czasie, kiedy pisał coś na datapadzie.

- Po cholerę ci człowiek jak zamierzasz go prądem kopnąć?! – warknęła, prawie, że zgrzytając zębami z wściekłości – Martwa ci się nie przydam, Screamer – stwierdziła.

- Możliwe – wzruszył ramionami, przygotowując urządzenie – Ale to jedyny sposób na wydobycie z ciebie lepszych odczytów.

Blondynka z szeroko otwartymi oczami wpatrywała się w niego.

Okay, mogła to teraz przyznać.

Była przerażona.

Cholernie.

Zupełnie jak w domu, kiedy Jack się spijał. I to było najgorsze. To debilne uczucie bezsilności i bezradności. Nie mogła zrobić niczego więcej jak krzyknąć, ale jakimś cudem się powstrzymała.

To nie był czas na słabości.

Przynajmniej nie przez następne pięć minut.

- Chcesz mnie zabić? – zapytała zgryźliwie – Bo dostałeś jakieś głupie odczyty?

Nic jej nie pomagało.

Nawet jej humor wydawał się stracić na efektywności.

- Och, nie dramatyzuj – nawet, gdy nie pokazał tego na twarzy, w jego głosie można było wyczuć rozbawienie – Nie zginiesz…jeszcze – zaśmiał się szyderczo na jej minę, kontynuując to, co robił.

Raz.

Jeden raz chciała żeby faktycznie Autoboty wiedziały gdzie była i akurat, kiedy ich potrzebowała ich nie było.

~Jasper miał rację, prawda?~

Brooke wywrócił oczami.

On zawsze miał rację.

~Jeśli cię to pocieszy, nie będziesz w tym sama~

Lennox z całej woli chciała uderzyć ją w twarz za tą radość w głosie i tym razem żałowała, że ta cała Wszechiskra nie miała fizycznej postaci.

Oberwałaby.

Stołem.

W twarz.

~To…nie było miłe~

Nie miało być, pomyślała z pokręceniem głowy, po czym popatrzyła na Starscream'a, zaciskając mocno oczy.


Minutę później w pomieszczeniu słychać było tylko krzyki.

Przynajmniej dopóki Brooke nie zemdlała.

Wtedy wszystko ucichło.


A/N: ...Nie planowałam tego.
Naprawdę.
XXFaith