Wszystko ją bolało.
Nawet te części ciała, które nie wiedziała, że mogą boleć.
Chociaż musiała przyznać, że teoretycznie była w lepszym stanie i ten ból mogła znieść. Był tak właściwie tylko, jako przypomnienie. Miała gorsze i w porównaniu z tamtymi, ten był jak użądlenie osy.
Otuliła się bardziej swoim nakryciem.
Było ciepło, bezpiecznie.
Nie chciała otwierać oczu, naprawdę.
~Cóż, powinnaś. Widok jest przepiękny~
Dziewczyna jęknęła, obracając się powoli na plecy i sycząc z bólu. Najwyraźniej w ciągu tego wszystkiego, Starscream jakiś cudem dorwał się jeszcze do jej tylnej części ciała, bo piekła jakby nie wiadomo, co się z nimi stało.
- Jaki szok. To żyję – zaśmiał się, na co Brooke wywróciła oczami, patrząc na niego spod łba – Przeżyjesz, Insekcie? – spytał w końcu.
Blondynka przymknęła oczy, zakrywając się kurtką.
- Wszystko mnie boli – stwierdziła z jękiem.
- Ból przychodzi z byciem rażonym prądem – stwierdził sucho, jakby powinna to wiedzieć – Miejmy nadzieję, że twoi przyjaciele nie postanowią zrobić ze mnie kupy złomu w momencie, kiedy przekroczę ich granicę – mruknął do siebie.
Już nią jesteś, stwierdziła w duchu, po czym dotarło do niej to, co powiedział.
- Zaraz, co? Co ty robisz? Zwariowałeś? – warknęła na niego, siadając i krzywiąc się nieznacznie, ale utrzymując wściekłą minę – Zabiją cię!
- Nie wiedziałem, że ci zależy, Insekcie – syknął na jej ton.
Blondynka wychyliła się i wyjrzała przez okno, patrząc na znajomą bazę.
Nie, no, świetnie.
Odbiło mu.
Teraz jej pozostało upewnienie się, że ten idiota nie umrze.
Jakieś pomysły, All?, pomyślała desperacko.
Och, nie zamierzała mu dać kopnąć w kalendarz. Gościu uratował jej już dwa razy życie, była mu coś winna. Nawet, jeśli oznaczało to robienie za żywą tarczę.
~Mówiłam ci. Porozmawiaj z Optimus'em~
Czuła jak mentalnie wzrusza ramionami.
Zacisnęła zęby.
Gdyby to było takie proste.
- Przedstaw się – rozkazał ktoś, na co niebieskooka podskoczyła.
- Barry Cade – odparł i dopiero teraz zauważyła, że miał na sobie okulary przeciwsłoneczne – Mam coś, czego szukacie – stwierdził.
Och, więc i tak by się nią posłużył.
Lennox nie wiedziała czy czuć się urażona czy wręcz przeciwnie.
Żołnierz zmrużył oczy, ale otworzył bramę. W tym samym momencie holoform zniknął, a blondynka szybko przesiadła się na miejsce pasażera.
Masz cholerne szczęście, że cię lubię, pomyślała zirytowana, kiedy się zatrzymali.
Drzwi otworzyły się.
Brooke dosłownie czuła jak wszyscy się na nich patrzą.
I jeszcze ta świadomość, że Barricade nawet nie oczekiwał od niej, że… Nie. Po prostu nie. Miała ochotę uderzyć go najmocniej jak mogła w twarz. I właściwie, zastanawiała się czy nie zrobić tego, kiedy znowu uruchomi swój holoform.
Ostrożnie wyszła, zamknęła drzwi, ale auto pozostało na swoim miejscu. Brooke zdała sobie sprawę, że stała blisko niego i jedną dłoń trzymała na jego masce.
- B…Brooke?! – krzyknął William, biegnąc w jej stronę, po czym skierował swój wzrok na mustanga – Kto…kto to jest?
- Barricade – warknął Ironhide, pojawiając się ze swoimi działkami – Odsuń się od niego, młoda.
Ale blondynka potrząsnęła głową, cofając się jeszcze bardziej, jakby chcąc zakryć go przed zagrożeniem.
Pułkownik zmarszczył czoło, wyciągając dłonie do przodu i posuwając się bliżej niej.
- Brooke? Musisz się od niego odsunąć, dobrze? On jest niebezpieczny.
Dziewczyna syknęła na niego, mężczyzna popatrzył na nią zdziwiony. Lennox przejechała wzrokiem po głównej piątce, która mierzyła w nich wielkimi i dziewczyna miała na myśli ogromnymi działkami oraz dziwnie wyglądającymi mieczami. Jazz, Ironhide, Sideswipe i Sunstreaker, nawet Ratchet.
Brakowało Prime'a.
- Opuście broń – warknęła, kiedy popatrzyli na nią niedowierzająco – Teraz!
- On jest niebezpieczny – naciskał pułkownik.
- Och, naprawdę? Nie zauważyłam – stwierdziła, klepiąc auto – Bo jak na razie to WY we mnie celujecie, kiedy on pozostaje bezbronny.
- Jesteś ranna? – spytał ktoś, Brooke nie zwracała uwagi kto.
- Gdzie Optimus?
- Bro…
- Gdzie Optimus!?
Zamarzli w bezruchu.
Brooke nie krzyczała. Nie bez powodu. Każdy to wiedział.
Jednak stała tam, własnym ciałem próbując zasłonić Decepticon'a.
- Panienka Lennox, wierzę, że mnie szukałaś, zgadza się?
Co mam mu powiedzieć?, syknęła w myślach.
~Prawdę~
- Powiedz im, żeby opuścili broń – poleciła ostro, a kiedy otworzył usta żeby zaprotestować, pokręciła głową – Nie obchodzi mnie, co o nim myślą. Uratował mi życie, więc albo mnie posłuchacie, alko skończy się nie tylko na siniakach – syknęła.
Ironhide popatrzył na swojego dowódcę z oburzeniem, kiedy tamten najwyraźniej coś powiedział do nich poprzez link komunikacyjny.
Odetchnęła cicho z ulgą, kiedy wszystkie bronie zostały schowane.
Wtedy Optimus zwrócił się do niej i ukląkł.
- Tak lepiej? – spytał, na co pokiwała głowa, a on wskazał na jej wybawcę – Może Barricade się przetransformuje? – zaproponował – Łatwiej moglibyśmy się komunikować, nie uważasz?
Blondynka zmrużyła oczy.
- W sekundzie, kiedy to zrobi, Hide odstrzeli mu łeb – stwierdziła sucho – Nie zamierzam ryzykować.
- Jeśli dam ci moje słowo, że tak się nie stanie, wyjaśnisz nam całą sprawę razem z nim? – zapytał po chwili, na co Brooke przytaknęła, oglądając go z każdej strony jakby doszukując się podstępu – Bardzo dobrze w takim razie, daję ci słowo, że żaden z nas nie skrzywdzi twojego przyjaciela i damy wam szansę na wytłumaczenie całej tej sytuacji.
Lennox kiwnęła głową, po czym oparła się o otwarte okno, patrząc na radio.
- Nie zabijaj nikogo, okay?
Tamten prychnął.
- Żadnych obietnic, Człowieku.
Wywróciła oczami, odsuwając się.
~Widzisz, mówiłam ci~ - odezwała się Wszechiskra z widoczną wesołością w głosie, na którą Brooke miała ochotę wywrócić oczami, bo przecież nadal mu nie ufali i zamierzali zabić, kiedy nie będzie patrzeć ~Nie! Optimus taki nie jest! ~ - zaprzeczyła szybko.
Och, pewnie. Będę wierzyć All, bo tak wychodzę najlepiej, mruknęła do siebie, marszcząc czoło, czekaj…powiedziałaś, że on taki nie jest, a co z resztą?
~ Och ~ - Allisa wydawała się nieco zgaszona, po czym jej radość znowu powróciła ~ Słuchają się Optimus'a ~
- Jakoś mnie to nie pociesza – mruknęła bezgłośnie.
Barricade już w swojej prawdziwej formie, popatrzył na nią dziwnie, na co machnęła lekceważąco dłonią, kierując się do lidera Autobotów.
Zanim jednak ten otworzył usta, William i Epps znowu się wtrącili.
- Teraz możesz od niego odejść – stwierdził Epps, jakby nie rozumiał, dlaczego nadal nam stoi – Nie skrzywdzi cię.
Lennox wyciągał do niej ręce, piorunując wzrokiem Con'a, na co dziewczyna mruknęła coś pod nosem, cofając się i tym razem opierając się o jego nogę.
- Słuchajcie mnie, ty mali kretyni – wysyczała – Jestem głodna, pić mi się chce jakbym spędziła tydzień na pustyni, na szczycie tego cierpię w miejscach, o których wy nie macie nawet pojęcia, więc przestańcie być dupkami, dobra? Mam szczerze gdzieś, co wy wszyscy myślicie. Zależy mi wyłącznie na bezpieczeństwie tego oto tutaj pana – stuknęła w jego zbroję – I nie ruszam się, dopóki nie zostanie ono zapewnione – warknęła.
W czasie, kiedy wszyscy wydawali się być oszołomieni jej wybuchem, Prime skinął ze zrozumieniem głową.
- Zakładam, że nie zamierzasz odstąpić od niego w najbliższym czasie? – blondynka stanowczo skinęła głową, na co Optimus popatrzył na czarno-białego robota – Jesteś tej samej decyzji?
Tamten parsknął.
- W czasie, kiedy wiem, że nawet gdybym próbował, Insekt by mnie nie zostawił, zgadzam się z jej decyzją. Twoi ludzie tylko czekają, żeby odstrzelić mi głowę – stwierdził sucho – Po za tym przywiozłem ją tutaj, bo potrzebuje opieki medycznej, a nawet Cony wiedzą, że twój medyk jest jednym z najlepszych – ostatnie słowa jakby Trudo przechodziły mu przez gardło, ale niebieskooka stwierdziła, że nawet nieźle mu szło.
Do momentu, kiedy zdała sobie sprawę, co powiedział.
- Zaraz, czekaj. Mogłeś mnie odwieźć do szpitala i oszczędzić sobie kłopotu – stwierdziła zdezorientowana.
- Nieważne jak kusząca była propozycja wyrzucenia cię tam i tak byłbym na czarnej liście Megatron'a – stwierdził, spoglądając na nią ze skrzyżowanymi ramionami – Ta opcja wydawała się po prostu łagodniejszą śmiercią.
Nie odezwała się, wiedząc, że kryje się za tym coś w rodzaju logiki.
Prime skinął głową.
- W takim razie obaj udacie się do działu medycznego – powiadomił, ale zanim się odwrócił, popatrzył na nich poważnie – Zdajesz sobie sprawę, że jesteś odpowiedzialna za niego, dopóki nie przyjdziemy z odpowiednim rozwiązaniem, prawda panno Lennox?
Ukryta groźba za jego przypomnieniem brzmiała: „On zabije, ty zabijesz".
Brooke poklepała go w nogę, unosząc ręce do góry, na co Barricade podał jej dłoń, na którą się wspięła i posadził ze skrzywieniem na swoje ramię. Nie zwracając uwagi na to, że Sideswipe się spiął, a Ironhide zmrużył oczy, Lennox pokiwała głową.
- Wiem – odparła – Inaczej nie nadstawiałabym za niego głowy. Nie jestem takim typem człowieka – stwierdziła.
Optimus najwyraźniej przyjął jej odpowiedź, bo wstał i kiwnął na Jazz'a, który z blasterem w ręku, podszedł do nich i pokazał drogę. Decepticon spojrzał na dziewczynę, jakby pytając się o zgodę, na co skinęła głową.
Miała tylko nadzieję, że robiła dobrze.
Milczenie był okropne.
Osoba taka jak Brooke, która nienawidziła ciszy czuła się jakby była wchłaniana w próżnie bez wyjścia.
Potrzebowała jakiegoś rozproszenia. Czegokolwiek.
Zerknęła na Ratchet'a, który wydawał się ją skanować, zważając na dziwne uczucie, które przechodziło raz po jakiś czas przez jej ciało, a Barricade wydawał się nie tutaj. Szczerze go nie winiła. W końcu Jazz teoretycznie stał przed nim i mierzył w jego iskrę bronią.
- Co się stało z Jass'em? – spytała po chwili, zwracając uwagę sabotażysty, który nawet nie spojrzał w jej stronę.
- Nic mu nie jest – stwierdził – N.E.S.T zaoferowało mu schronienie na niewyjaśniony okres czasu – dodał, widząc jej podejrzliwy wzrok.
Och.
Nie sądziła, że zgodziłby się na takie coś.
W końcu wiązało się to ze strażnikiem, a Brooke wiedziała bardzo dobrze, że chłopak nie lubił mieć za wielu ograniczeń.
- Kto robi za jego ochroniarza? – spytała, modląc się żeby nie był to Ironhide lub ktoś jeszcze bardziej obcy i straszny.
Tym razem Jazz zwrócił głowę w jej stronę.
- Ja – mruknął, jakby niechętnie.
Lennox niemal zadławiła się powietrzem.
Nie, no świetnie.
Zastanawiała się czy jego bariery się wreszcie roztrzaskały na wieść, że jej nie było, a gościu, o którym po raz pierwszy nic nie wiedział miał śledzić każdy jego ruch.
Kto wie, może nawet spanikował?
Brooke wiedziała, że stres mógł dopaść nawet osobę tak opanowaną jak on.
Sęk w tym, że Jasper nienawidził słabości.
- Jakieś…kłopoty?
Zorientowała się, że dopyta go sama o szczegóły później, w końcu i tak nie miała nic więcej do roboty przez najbliższe kilka godzin.
- Młody miał atak paniki – powiedział w końcu, po czym prychnął – Ale zaprzeczył tak szybko, jak się skończył – widać było, że wcale mu się nie podobało.
Brooke powstrzymała się od zmarszczenia czoła.
Jasper.
Ten Jasper.
Ugh, mogła sobie tylko wyobrazić jak upokorzony się czuł.
- Domyśliłam się – mruknęła – Gdzie to się stało?
Tamten wydawał się zaskoczony takim pytaniem, ale wzruszył ramionami.
- U mnie – na jej pytający wzrok, dodał – W N.E.S.T jeśli mamy holoform, dostajemy pokój na jego potrzeby. Z uwagi na niektóre sytuacje strażnik i podopieczny/podopieczna dzielą kwaterę.
- To, dlaczego ja nie dzielę jej z Czerwonym Idiotą i Tosterem? – spytała podejrzliwie.
Kątem oka zauważyła, że Barricade uśmiecha się rozbawiony jej komentarzem.
- Mieszkasz z rodzicami – stwierdził.
Na to, dziewczyna prychnęła.
- Też mi rodzice. Opiekunowie – powiedziała z pogardą.
- Małe, wiecznie roznoszące bakterie insekty – dorzucił z obrzydzeniem Con, zerkając na dziewczynę, która uniosła do góry brwi – Po tej wpadce z telefonem znienawidziłem wasz gatunek jeszcze bardziej.
Brooke wzruszyła ramionami.
- Może teraz Jass będzie mieć z kim gadać o sposobach jak się ich pozbyć – stwierdziła w końcu – Och i tak przy okazji – zaczęła, kiedy Jazz wrócił do celowania w niego blasterem – Posłuchałam wtedy twojej rady.
Barricade wywrócił oczami.
- Dobrze wiedzieć, że chociaż ktoś mnie słucha, Insekcie – powiedział sarkastycznie, na co prychnęła, po czym zmrużył oczy.
- No. Przeprosiłam – powiedziała dumnie, po czym zmarszczyła czoło – Chociaż czułam się dziwnie.
- Ale na pewno lepiej – odparł, kręcąc głową.
Brooke uśmiechnęła się.
- Och, Candy robi się miękki – zaćwierkała.
Czarno biały robot spiorunował ją wzrokiem, na co ta się zaśmiała.
- Ugh, masz szczęście, że nie mam ochoty zabrudzić sobie swojego lakieru. W innym razie byłabyś już rozmazana na ścianie – syknął zirytowany, ale ku zaskoczeniu Ratchet'a, dziewczyna prychnęła.
- Jasne, jasne, Candy – machnęła na niego dłonią lekceważąco – Gdybyś chciał mnie zabić, zrobiłbyś to tydzień temu.
Barricade wydawał się być zrezygnowany, bo zaprzestał rozmowy, kiedy medyk popatrzył na nią ostro.
- Spotykałaś się z nim tydzień? – zapytał – Rozum ci odjęło? – warknął.
- Hej, jeśli wolałbyś żebym zakumplowała się z tobą, mogłeś powiedzieć. Nie rób się zazdrosny – powiedziała sarkastycznie – Po za tym, on wydaje się być jednym, co go obchodziło czy żyję czy nie – odburknęła.
Jego wzrok lekko złagodniał, kiedy skrzyżowała ręce.
- Nie mieliśmy sposobu na uratowanie cię – stwierdził Jazz, jakby urażony – Bez żadnego planu, wszyscy ryzykowalibyśmy życiem.
- Och, serio? – pokręciła głową – Bo Barricade także. Ja mogę nie wiedzieć, jakie są konsekwencję zdrady, ale nie mam wątpliwości, że gościu będzie mieć przerąbane jak Starscream dowie się, że jego cenna zdobycz zwiała z jego towarzyszem broni.
Sabotażysta widocznie zamilkł, a Medyk odchrząknął, zwracając na siebie uwagę, kiedy Barricade wpatrywał się w nią dziwnie.
- Jesteś mocno poobijana – zaczął, patrząc na datapad – To jest główną przyczyną twojego bólu. Nie jestem pewien jak to możliwe, ale porażenie prądem, które wykorzystano na twoim ciele sprawiło tylko, że twoje mięśnie zostały lekko osłabione.
~Jestem jak taka tarcza ~ wyjaśniła Allisa ~ Mogę wchłonąć energię elektryczną tak, żeby jej moc nie wyrządziła większej szkody ~
- Wiem – stwierdziła – A po za tym jestem nieco odwodniona i głodna. Candy dał mi trochę jedzenia jak mnie zabrał, ale wiesz…
- Ach, tak? – popatrzył na niego ze zmrużonymi oczami – Ciekawe.
Brooke uniosła do góry brew, Barricade spiorunował go wzrokiem, a Ratchet pokręcił głową.
- Fajne przezwisko – zaśmiał się Jazz – Candy.
Gdyby spojrzenie mogło zabijać, Lennox dawno byłaby martwa.
Jasper niemal upadł na ziemię, kiedy Brooke rzuciła się na niego z godzinę później po tym jak zostali wykurzeni z działu medycznego.
Po chwili szoku i oszołomienia, chłopak odwzajemnił uścisk, chowając głowę w jej włosach, które dziewczyna była w stanie umyć jeszcze u Ratchet'a, który był w stanie zapewnić jej czyste ubrania i prysznic.
- Nie żebym narzekał – odchrząknął, kiedy oddaliła się – Ale jakim cudem?
- Pan Pączek mnie kocha! – powiedziała sarkastycznie, a na jego uniesioną brew dodała – Barricade. Znalazł mnie i tutaj przywiózł.
Jasper patrzył na nią, zlustrował od góry do dołu, po czym skinął sam do siebie głową, zdając sobie sprawę, że nic jej nie było, po czym zwrócił się do robota, którego wcześniej zobaczył, ale nie zwracał uwagi.
- Dzięki – powiedział sucho, na co tamten tylko prychnął ze skrzyżowanymi ramionami, jakby nie bardzo go to interesowało – Jest jednym z tych złych gości, prawda? Decepti-coś czy jakoś, nie?
Blondynka wywróciła oczami, ale zawahała się.
Odwróciła się do niego, mrużąc oczy.
- Zamierzasz wrócić do Con'ów? – spytała nagle, na co tamten wydawał się westchnąć.
- Po co? Żeby zginąć? – zapytał zirytowany.
Brooke zmarszczyła czoło.
- Więc nie jesteś już jednym z nich? – dopytywała.
Hah, dobre pytanie, pomyślał kwaśno.
Spojrzał na nią, widząc jakąś dziwną nadzieje i determinację, ale nie przejmował się rozszyfrowaniem żadnej z tych emocji.
Nie zamierzał wrócić, za bardzo lubił swoje życie.
Ale nie miał także zamiaru zostawać jednym z tych Auto-ścierw.
Zostawiało go to na razie z jedną opcją.
- Nie – potwierdził – Jestem Neutralny – dodał, widząc jej kolejne pytanie.
Jasper uniósł do góry brew, krzyżując ramiona na klatce piersiowej.
- Kim jest…ten Neutralny?
- Bot, który nie należy do żadnej ze stron. Nie Autobot, nie Decepticon – wyjaśnił krótko i oschle.
Blondynka wzruszyła ramionami.
- Mnie tam pasuje – stwierdziła – A tym tam nie – skinęła głową na Ironhide z resztą w tle, którzy widocznie wpatrywali się w teraz Neutralnego.
Lennox westchnął.
- Zgaduję, że robisz w takim razie za jego tarczę? – spytał, bawiąc się jakąś kartą, która dziwnie wyglądała jak dla dziewczyny.
- Nie – prychnęła, tym razem obaj spojrzeli na nią sceptycznie – Robię za negocjatora. Po za tym, jestem gdzieś taka – wskazała dwoma palcami dla lepszego efektu – W porównaniu z nim. Jak już on powinien robić za mojego strażnika i wtedy obie strony byłby zadowolone.
Na to zapadła cisza.
Barricade jakby wytrzeszczył w realizacji oczy.
Jasper po prostu wpatrywał się w nią z niedowierzaniem.
- To…nie jest taki zły pomysł – stwierdził w końcu chłopak, na co uniosła do góry brew, nie rozumiejąc – Pomyśl o tym. Zależy ci na jego bezpieczeństwie, a jemu na swoim życiu. Po za tym znając ciebie i tak nie zamierzałaś odstąpić od niego nawet na krok, prawda?
- Ale…już mam strażnika. Nawet dwóch – powiedziała w końcu, na co tamten pacnął się w głowę – Ach, okay, rozumiem – zwróciła się do mustanga – Wytrzymasz ze mną na takim układzie? – spytała ze złośliwym uśmieszkiem.
Tamten prychnął.
- Mam inne wyjście, Insekcie?
Ona tylko wzruszyła ramionami.
- Nie, ale fajnie mieć złudne wrażenie wolnej woli – stwierdziła, po czym popatrzyła na szatyna i na jego kartę – Słyszałam, że miałeś mały wypadek u Jazz'a.
Na to, tamten się skrzywił.
- Możemy pogadać o tym później – stwierdził, blondynka dobrze wiedziała, że to był jego sposób na uniknięcie odpowiedzi, kiedy skinął na robota – Ten gościu potrzebuje ci bardziej niż ja teraz – odparł.
Brooke wpatrywała się w niego niepewnie przez chwilę, jakby doszukując się czegoś, po czym skinęła, podchodząc do Barricade i wspinając się na jego wyciągniętą już dłoń.
Kiedy była już na jego ramieniu, Jasper westchnął, spoglądając na nią jakoś szczerze, chociaż z tym znajomym błyskiem w oku.
- Hej, Księżniczko – zawołał, kiedy zaczęli iść w stronę Optimus'a – Dobrze mieć się z powrotem – przyznał.
Ona tylko wywróciła oczami, zwracając się w stronę oryginalnego kierunku.
Jasper prychnął pod nosem, również się odwracając.
- Dlaczego ci tak na tym zależy? – zapytał zirytowany Epps, okładając Barricade'a wściekłym spojrzeniem, jakby był winien zabicia jego psa – Jest Con'em. Nie zależy mu na twoim życiu.
Brooke mogła się z tym zgodzić tylko w połowie, ale była pewna, że i sam Pan Pączek i Robert zaprzeczyliby, gdyby oponowała dalej.
Zwróciła się, więc do Optimus'a.
- Och, daj spokój – westchnęła, układając się tak, że siedziała po turecku, a rękoma dziko gestykulowała – Ja lubię jego, on lubi mnie..
- Ty nikogo nie lubisz – wtrącił po raz kolejny ciemnoskóry, na co William się zaśmiał.
- Może jego lubię? – pokręciła głową, zwracając się z błagalnymi oczami do lidera – Uratował mi już dwa razy życie, nic nie zatrzymuje go przed kolejnym razem.
- Brooke w czasie, kiedy rozumiem twoją zawziętość, nie mogę pozwolić mu na bycie twoim strażnikiem nie mając do niego większego zaufania – westchnął zrezygnowany Prime, ale dziewczyna energicznie potrząsnęła głową.
- Ja mam! – powiedziała głośno – Ufam mu, okay? – żadne z nich, po za Jasper'em nie wiedziało jak trudno jej było to zrobić, więc szybko skarciła się za tą niepotrzebną informację – Nie lepiej będzie, jeśli moim strażnikiem będzie ktoś, komu ufam?
- Więc jesteś nieufna w stosunku do Sideswipe'a i Sunstreaker'a? – spytał nieco zaskoczony, na co Lennox skinęła niechętnie głową.
To na nic, pomyślała.
~Mów dalej~ - zachęciła ją w głowie - ~ Mów z serca, tak jak myślisz, Brooke ~
Optimus otworzył usta żeby coś powiedzieć, Epps wpatrywał się w nią, a Lennox westchnął. Decepticon, który ją trzymał był zaskakująco cichy.
- Słuchaj – zdała sobie sprawę, że w jakimś momencie wstała i błądziła wzrokiem po wyciągniętych przed siebie dłoniach – Wiem…wiem jak trudno powierzyć komuś tak ważne zadanie – mimo, że nie wiem, co jest w tym ważnego, pomyślała – Ale… - głos jej się nieco załamał.
Teraz dopiero zdała sobie sprawę, że po prostu nie chciała żeby odszedł.
Nie chciała żeby…żeby zniknął.
I nieważne jak się czuła, nie zamierzała się tak po prostu poddać. Nie tak jak jej biologiczni rodzice poddali się, kiedy poszło o nią.
Jasper powiedział, że potrzebowała przyjaciela.
Kogoś, kto nie był nim.
Może Cade nie był zupełnie odpowiednim materiałem na kogoś takiego, ale po tym, co się stało, zdała sobie sprawę, że jeśli miała zaufać komuś, jeśli chodziło o jej życie, to on jest tym jedynym.
Nie przyjaciel.
Opiekun.
- Ja…rozumiem – wykrztusiła – Że zabij, mordował, torturował… - ucięła, szukając słów, świadoma, że Wszechiskra próbuje jej mentalnie pomóc - …że żaden z was nie chcę go tutaj… Ale to wy musicie zrozumieć także mnie – w końcu uniosła wzrok, wbijając go w oczy Optimus'a, który uważnie jej słuchał – Tu nie chodzi o was, ale o mój komfort, moje bezpieczeństwo, moje życie…
~Idzie ci świetnie~
Nie czuję się świetnie, pomyślała.
To było dziwne.
Mówić w ten sposób, ale brnęła dalej.
- Chcę jego – postawiła stanowczo, cofając się w głąb dłoni, na której stała – Nie pozwolę wam go zabić, uwięzić czy Bóg wie, co jeszcze. Uratował mi życie, w czasie, kiedy wy staliście i czekaliście na to, co się ze mną stanie. Nawet ci moi samozwańczy strażnicy, którym tak ufacie.
Nastała cisza.
Epps i Lennox mieli już zaprotestować, kiedy Prime uciszył ich gestem ręki.
Wtedy skierował się do całej trójki.
- Możecie zostawić nas na chwilę? – zapytał – Chciałbym porozmawiać z Brooke sam na sam.
Mimo, że dziewczyna niemal się spięła na wzmiankę o samotności, skinęła głową na Barricade'a, który postawił ją na jego biurku, patrząc na niego, kiedy ten skinął głową na drzwi.
Kiedy zniknęli, Optimus zwrócił się do dziewczyny.
- Winisz nas za to, co się stało?
To nie był fakt, że samo pytanie brzmiało dziwnie, ale świadomość jak jego głos brzmiał, kiedy je wypowiedział, który sprawił, że dziewczyna potrzasnęła energicznie głową, cofając się jakby ją poparzył.
- Nie! – wymsknęło jej się, zanim zdołała się powstrzymać.
Optimus czekał, widocznie wiedząc, że ma coś jeszcze do powiedzenia.
Jednak Brooke zastanawiała się, dlaczego miała ochotę wszystko mu powiedzieć, każdy sekret wydać, powierzyć mu to wszystko.
To uczucie samozadowolenia Allisy także jej nie pomagało.
- Ja…ja biorę całą winę za to, że zostałam porwana – wyznała z ciężkim sercem – Gdybym wtedy się nie uniosła, gdym została w domu, nic takiego by się nie stało. Nie winię was, kiedy wiem, że sama to sobie zrobiłam.
- Jednak masz żal do nas, że to nie my cię znaleźliśmy – stwierdził bardziej niż zapytał, jednak dziewczyna wydała z siebie dźwięk dezaprobaty.
- To nie tak – warknęła sfrustrowana, zirytowana jednocześnie, że tamten po prostu słuchał – Ja…ja…
- Być może powiedziałaś tak, bo nie chciałaś żebyśmy go obwiniali? – spytał łagodnie, na co popatrzyła na niego bezradnie – Przyznam, że nieco to skomplikowana logika.
- Nie chcę żeby przeze mnie coś mu się stało – stwierdziła.
Optimus westchnął, kucając tak, że był na jej poziomie i mógł jej spokojnie spojrzeć w oczy.
- Brooke, jesteś pewna, że Barricade nie stanowi dla ciebie żadnego zagrożenia?
Dziewczyna wzięła głęboki wdech.
Nie, nigdy nie sądziła, że kiedyś będzie…będzie w takiej pozycji.
Że będzie świadoma tej odpowiedzialności.
Ale wiedziała.
Nie miała pojęcia czy był to skutek tego, że Wszechiskra była w jej głowie, ale zdała sobie sprawę, że z czystym sumieniem i szczerością, jakiej jeszcze nikt u niej nie słyszał, odpowiedziała:
- Powierzyłabym mu swoje życie.
I mogła tylko polegać na tej iskierce w jej sercu, że go nie rozbije.
A/N: I regret nothin'.
XXShanter
