- Wiesz…nigdy nie uważałem cię za nocną dziewczynę – stwierdził Sideswipe, jadąc slalomem poprzez auta stojące mu na drodze, kiedy dziewczyna trzymała kierownice, sprawiając wrażenie kierowcy – Teraz pewnie będziemy mieli przechlapane z Sunny'm.
- Nie nazywaj mnie tak! – dobiegł głos Sunstreaker'a z radia.
Brooke odruchowo spojrzała w prawo, zauważając, że żółte lamborghini nieco przyśpieszyło.
- A to coś nowego dla was? – spytała z pokręceniem głowy – Z tego co wiem do najgrzeczniejszych nie należycie.
- Aw, skarbie, pochlebiasz nam – powiedział Sideswipe z wyraźnym zadowoleniem w głosie – Ale wiesz, dla ciebie mogę zawsze być niegrzeczny. Wtedy możesz…
- Ugh, oszczędź jej tego – odezwał się znowu Sunny zirytowany – Zaraz przesiądzie się do mnie, a tego naprawdę wolałbym uniknąć.
Dziewczyna wywróciła oczami.
Dlaczego pomyślała, że to był dobry pomysł?
- Nie powinieneś iść już spać? – zapytał w pewnym momencie Jazz, spoglądając na zegarek stojący na biurku taktyka, który czytał jeden z ostatnich raportów.
- Mógłbym wam się zapytać o to samo – stwierdził sucho, pisząc w notesie, który znalazł w jednym z szuflad – Godziny pracy dawno się skończyły – popatrzył znacząco na białowłosego, który nawet na niego nie spojrzał.
- Jesteśmy starsi – wzruszył ramionami.
- Ile masz lat? – prychnął – W naszych ziemskich znaczeniach?
Cóż, jedno pytanie zadane z czystej ciekawości jeszcze nikomu nie zaszkodziło, prawda?
- Około dwudziestki – odparł, w jego wizorze coś zabłysło – A ty? Siedemnaście?
- Jesteś tylko o rok starszy – stwierdził, ponawiając pisanie, słysząc w końcu w tle jakąś muzykę, nie dostrzegając, nawet, że tamten nagle przestał się uśmiechać.
- Jesteś młody – mruknął.
Jasper zaprzestał swojej czynności.
Nie był. A przynajmniej nigdy nie miał szansy. Nie z życiem do jakiego był zmuszony jeszcze kilka lat temu.
Zamiast tego milczał.
- Możesz zejść w końcu z mojego biurka? – spytał wyraźnie zirytowany Prowl, kiedy Jazz tylko się zaśmiał.
- Nope! – odparł radośnie, na co tamten mruknął coś pod nosem, raczej szybko się poddając, w czasie kiedy sabotażysta skierował się ponownie w stronę chłopaka – Więc? Jakie było twoje życie przed nami?
Lennox nie wiedział czy tamten miał to na myśli w żartach, ale mimo to wzdrygnął się na przelatujące wspomnienia.
Jakie było?
A jakie jest teraz?
Szczerze, do chwili kiedy tamten mu się o to nie zapytał, brązowooki nawet o tym nie pomyślał.
W końcu spuścił wzrok.
- Było… - zaciął się na chwilę, jakby bijąc się z myślami – Puste.
Monotonne, ułożone, samotne.
Nienawidził go.
- Interesujący zasób słów – mruknął Jazz, na co Jasper wywrócił oczami.
- Nie każdy ma takie wspaniałe życie jak ty – syknął ostro, po czym się skrzywił.
Dlaczego zawsze mówił coś nie tak?
- To…tutaj? – zapytał zdziwiony Sideswipe, kiedy zatrzymali się pod opuszczoną fabryką, na co dziewczyna parsknęła śmiechem – Tu zamierzasz spędzić noc?
- No, raczej – wysiadła z auta, opierając się o otwartą szybę – Dzięki za podwózkę.
- Ugh, będziemy mieli przez to kłopoty – mruknął zirytowany Sunstreaker poprzez radio czerwonego Lamborghini, ale dziewczyna tylko wywróciła oczami.
- Dramatyzujesz – machnęła na to dłonią – Ale gdyby ktoś się pytał, powiedźcie, że w razie czego Jasper wie, gdzie mnie znaleźć.
Z tym zdaniem odwróciła się, kierując się w stronę wejścia. W oddali mogła usłyszeć pisk opon, noszący się echem po pustych ulic.
Dlaczego, och, dlaczego on był taki głupi? Dlaczego nagle zaczął pozwalać sobie na takie wpadki? Dlaczego?
Jednak zamiast oczekiwanej kary, usłyszał śmiech. Czysty, niegroźny, przyjacielski. Wytrzeszczył oczy, w końcu oglądając się za siebie i patrząc na sabotażystę, który z uśmiechem pokręcił głową.
- Wiem, wiem. Moja boskość jest jedyna w swoim rodzaju – puścił Prowl'owi oczko, w czasie kiedy zauważył, że szatyn zdziwiony się w niego wpatruje – Uh…teraz także pozbawiła cię mowy. Najwyraźniej.
Taktyk uniósł wzrok, marszcząc czoło, kiedy zauważył niemal błyszczące brązowe oczy, pochłonięte niedowierzaniem.
Jednak Jasper oczekiwał kary. Jeszcze lata temu zostałby zlany lub nie dostałby jedzenia przez kilka dni. A…a on się śmiał!?
Serio, co było z tymi…robotami? Bo normalni to oni na pewno nie byli, to mógł stwierdzić na pierwszy rzut oka.
- Jasper? – odezwał się w końcu Prowl cierpliwie, na co tamten wzdrygnął się jakby dostał w twarz – Chcesz się napić wody? – zapytał.
Tamten zamrugał kilkakrotnie oczami, nie rozumiejąc.
- Co? – Jazz popatrzył na niego zaniepokojony – Po co?
- Jesteś blady – odparł spokojnie.
- Nie jestem – zmarszczył zdezorientowany czoło, bo przecież nie mógł być, prawda?
Lennox nawet nie miał ataku paniki. Nie mógł się zrobić blady.
- Serio, stary. Wyglądasz jak kartka papieru – podsunął mu szybko własny kubek, który chłopak wziął, nadal nieco skołowany.
Może po prostu ta myśl go przerażała? To by wyjaśniało nagłe zmycie się kolorów z jego twarzy, nawet mimo tego, że sobie nawet nie zdawał z tego sprawy.
Cicho zaczął pić, ciesząc się, że chociaż się nie trząsł.
- Przepraszam – mruknął niechętnie, ku uniesionym brwiom ze strony sabotażysty – Nie powinienem tak zareagować. Przyjmę taką karę, jaką uznacie za stosowną.
Srebrnowłosy tym razem nie mógł wykrztusić z siebie słowa, z otwartą buzią, jakby oburzony starał się coś powiedzieć, jednak z gardła wychodziły mu tylko jakieś dziwne dźwięki.
- Czemu mielibyśmy się karać?! – w końcu wykrztusił – Primus, w życiu!
Jasper niewzruszony wzruszył ramionami, upijając więcej napoju.
Ale jednak Prowl zmrużył oczy, w jego zwykle stoickich, nic niewyrażających oczach i posturze coś jakby zabłysło.
- Jasper, często byłeś karany za takie coś? – zapytał wprost, ale tamten przełknął ślinę, patrząc w dół.
- Z kilka razy. Powiedzieli, że to brak szacunku i subordynacji – wymamrotał.
To tak jakby słowa po prostu spływały z jego ust, zanim w ogóle mógł zdać sobie sprawę z tego z kim rozmawia.
- Czy Dyrektor Galloway był jedną z tych osób?
Oczy Jasper'a się nagle rozszerzyły, cała mgła z nich zniknęła kiedy zorientował się, co dokładnie właśnie wyznał. Raptownie wstał, cofając się.
- Nie! Nie, zapomnij o tym! – jego głos drżał z nadmiaru emocji, które walczyły w jego ciele o dominację – Nic ci nie mówiłem!
- Uspokój się… - Prowl także wstał, ale ostrożniej i ze świadomością, że Jazz nieco się cofnął, wyczuwając, że tym razem powinien to zostawić w jego rękach.
- Nie! Powiesz mu! Nie możesz!
Panika. Czysta panika i strach, że tak się stanie. W głowie zaczęło mu nieco dzwonić, a oddech nieco przyśpieszył zanim nawet zdał sobie z tego sprawę.
- Nikomu niczego nie powiem – tamten wydawał się marszczyć czoło, starając się go uspokoić, kiedy tamten potrząsał nadal głową.
- Nie, nie, nie, nie – mamrotał – Nie, nie, nie. Nie pozwolę ci, nie możesz mu powiedzieć! – odsunął się po ścianie przy której przylegał – Nie możesz, on…on…Nie możesz!
Zakręciło mu się w głowie, a z niego wydobył się głos podobny do skomlenia psa, które tylko czekało na uderzenie.
- Hej… - ktoś położył mu dłonie na ramionach – Nikomu nic nie powiemy. Spokojnie…
Znowu ten głos, ten spokojny, wyrachowany głos, który sprawiał, że robiło mu się zarazem sennie jak i niedobrze.
Dlaczego źle się czuł? Dlaczego wszystko było zamazane?
Pa…panikował? Dlaczego? Co znowu powiedział?
- …Spokojnie. Wdech i wydech…tak. Dobrze. Jeszcze raz. Shh, jesteś bezpieczny…
Dlaczego tamten głos był dla niego miły? Dlaczego nie był wściekły?
Ktoś go objął.
Dotarło do niego, że siedział skulony na ziemi. Ciepło go otoczyło.
- Jazz, podaj mi tamtą wodę – rozkazał ktoś.
Zaraz, Jazz? Czy to nie był czasem jego strażnik?
Dostał coś do ręki, po czym jakaś druga dłoń pomogła mu znaleźć drogę do ust. W końcu zaczął mrugać, skołowany orientując się, że miał przed nosem picie.
Wtedy zauważył, że ktoś przed nim klękał, tak samo jak zauważył, że ktoś siedział także koło niego, obejmując go za ramiona. W końcu jego wizja przeczyściła się do momentu aż zobaczył zatroskane spojrzenie sabotażysty we własnej osobie.
I zdaje się, że była to ostatnia rzecz jaką zobaczył, bo w następnej chwili elektryczny niebieski zastąpiła błoga ciemność.
Dwie godziny przed występem, Brooke stała z wściekłą Emily, która posyłała jej niebezpieczne spojrzenia. Zaraz obok nich można było dostrzec, że Jack sam nie był zadowolony obecną sytuacją.
W pewnej chwili jednak dziewczyna usłyszała znajomy pisk opon. Z uśmiechem odwróciła się, zauważając, że Jasper wyglądał jednak nieco bladziej niż zwykle, a znajomy błysk w jego oku jakby przygasł. Oddaliła się szybko od swoich opiekunów, podchodząc do niego, kiedy tamten posłał jej czarujący uśmiech.
- Tęskniłaś za mną, Księżniczko? – zapytał, rozkładając ramiona i pozwalając jej się w niego wtulić.
- W życiu – parsknęła, odsuwając się i zauważyła, że nie tylko on przyjechał – Co Jazz i…i ten gościu to robi? – zapytała zdezorientowana, wskazując na białowłosego.
Jasper wzniósł oczy ku niebu, wzdychając zirytowany.
- To moje niańki – mruknął niechętnie, a na jej pytający wzrok, wzruszył ramionami – Nic, o co musisz się martwić, Brooke – puścił jej oczko, po czym objął w talii, pochylając się tak, że mógł mówić jej do ucha – Nic ci się nie stało?
Blondynka pokręciła głową, kątem oka dostrzegając, że Emily szepce coś do Jack'a, kiwając na nią głową.
- Możemy porozmawiać w środku? – zapytała cicho.
Szatyn popatrzył na nią poważnie, po czym kiwnął głową, odwracając się i wymownie patrząc na dwójkę.
- Zaraz wrócimy – obiecał, po czym nie czekając na odpowiedź, pozwolił się prowadzić do środka budynku.
- Więc…nic, a nic się nie stało? – zapytał zdziwiony – Żadnego lania?
Brooke westchnęła.
- Nie. Ale nie dziwię się, zważając na to, że nie było mnie w domu dosyć długo – wzruszyła ramionami – praktycznie wróciłam, akurat jak wychodzili.
Jasper długo mierzył ją wzrokiem, jakby zastanawiając się czy aby na pewno mówi prawdę, aż w końcu sam westchnął.
- Jasne – pokręcił głową.
Bez komentarza?, pomyślała, marszcząc czoło.
- Co dokładnie się stało? – spytała w końcu, obserwując jak natychmiastowo się spina, jakby zadała pytanie o jego przeszłość, co mniej więcej zrobiła – Brak sarkazmu, tego światła w…
- Dobrze wiesz, że daleko mi od światła – przerwał jej cicho, niemal niepewnie, oczekując dalszego ciągu.
- Jasper… - westchnęła z pokręceniem głowy – Co się stało?
Brązowooki otworzył usta, ale zanim jakikolwiek wydobył się z nich dźwięk, ktoś wtargnął do pokoju. Brooke niemal na nich warknęła, kiedy zorientowała się, że był to Jazz z nieznajomym białowłosym.
- Czego? – syknęła – Jesteśmy zajęci.
Chłopak z wizorem wydawał się skołowany.
- Uh… - przyszła inteligentna odpowiedź.
Blondynka wywróciła oczami, wracając wzrokiem do Jasper'a.
- Nie możesz ciągle tego ukrywać – stwierdziła – Wiesz, gdzie mnie to zaprowadziło.
Lennox zamknął oczy, pozwalając jej odejść kiedy przecisnęła się pomiędzy Jazz'a i białowłosego. Sfrustrowany wypuścił powietrze z płuc, zanim brutalnie przepchnął się przez dwójkę.
- Dlaczego makijaż? – spytała niezręcznie, wiercąc się na krześle, kiedy Pani Locks siedziała z surowym wyrazem twarzy na biurku przed nią – Nie lubię tego…czegoś. Cała twarz mi się po tym klei – marudziła pod nosem.
- Zawsze możesz mieć lekki make-up – odezwał się ktoś za nią, na co podskoczyła, wytrzeszczając oczy, kiedy zobaczyła Sarah – Jestem w tym ekspertką, też nienawidzę za dużej ilości tego świństwa – wskazała na zestaw leżący obok dziewczyny.
Co…?, pomyślała zaskoczona.
Nie powinna czasem być wściekła?
~ Sarah to taka dobra istota ~ Allisa zaczęła ją przechwalać, kiedy Brooke tylko mrugała zaskoczona powiekami ~ Musisz się z tym zgodzić, Brooke. Sarah w życiu nigdy by cię nie skrzywdziła. Nie taka jest natura Matki ~
Blondynka poprawiła się w swoim miejscu.
- Dlaczego tutaj jesteś? – spytała cicho.
Kobieta zaśmiała się.
- Myślałaś, że zostawimy cię przez jeden mały wybryk? – zapytała z łagodnym uśmiechem, siadając obok i przygotowując jakieś rzeczy o których istnieniu Brooke nie miała pojęcia jeszcze minuty temu – W życiu nigdy! Po za tym, nie tylko ja i Will przyjechaliśmy.
Niebieskooka spojrzała pytająco na Locks, która mimo swojego chmurnego humoru uśmiechnęła się do siebie.
I wtedy coś kliknęło.
- Boty – mruknęła w realizacji.
- I nie tylko – Sarah posłała jej szeroki uśmiech – Epps razem ze specjalnym gościem siedzą już w auli.
Lennox zmarszczyła na chwilę czoło.
Wiesz, kto to?, zapytała w głowie, tylko po to, żeby usłyszeć chichot Allisy.
~Och, oczywiście~ zaśmiała się ~ Czekałam na to tygodnie ~
Dziewczyna wydobyła z siebie dźwięk podobny do „hmm" i oparła plecy o krzesło wzdychając.
Ashley, Adela…, wyliczała w głowie Brooke, nerwowo poprawiając sobie bluzkę, Chloe, Jenny, Robbie, Jamie…
~ Tylko pogarszasz sobie psychikę tym wyliczaniem ~ stwierdziła Wszechiskra, kiedy dziewczyna wykalkulowała, że za chwilę będzie jej ostatni występ, zważają na to, że na ogólnym przedstawieniu była ukryta pod kapturem z zaledwie kilkoma linijkami tekstu.
- Wiem – syknęła cicho, biorąc głęboki wdech – Po prostu…
Występowała od małego, dlaczego nagle czuła się jakby zaraz miała zemdleć? To nie było aż takie straszne, prawda? Wyjść, zagrać i zaśpiewać, nic wielkiego.
To dlaczego dłonie zaczęły jej się trząść.
- Nie dam rady – jęknęła, cofając się – Nie przed nimi.
A co jeśli Nathalie się pojawi? Co jeśli Jack nie będzie mieć humoru? Jeśli Emily powie, że zrobiła wszystko źle?
Sapnęła i usiadła na kanapie.
- Nienawidzę tego – mruknęła, zamykając oczy i pochylając głowę.
Musiała dać radę. Mogła dać. Nie była już marionetką.
- Nie masz czym się martwić, Księżniczko – odezwał się nagle Jasper, wchodząc zza zasłony i kucając naprzeciwko niej, kiedy popatrzyła na niego bezradnie – Wszystko pójdzie ładnie i gładko, jak zawsze.
Były chwile kiedy Brooke nie chciała po prostu przebywać w towarzystwie Jasper'a. Ale tym razem, wiedząc, że przecież na każdym spektaklu on ją wspierał i wszystko wychodziło perfekcyjnie, czuła się naprawdę uspokojona, że tu będzie.
- Co jak pomylę słowa? – zapytała, oczy niewyobrażalnie duże – Jeśli się potknę? Przecież….przecież oni mnie zabiją jak coś pójdzie nie tak…
Williams'owie ostro wyrazili się, że to jedno z najważniejszych przedstawień w jej roli, nie wliczając występu na lodzie i kilku na boisku i olimpiadach. Jeśli zawiedzie…
- Masz –wsadził jej na palec sygnet, sprawiając, że popatrzyła w dół – Mój talizman na szczęście – puścił jej oczko.
- Ale…to twojego ojca – powiedziała, spoglądając na niego dziwnie.
Nie mówił poważnie, prawda? To była najważniejsza rzecz jaką przy sobie zostawił i cenił ją sobie nad życie, przecież sam jej mówił.
- Tak – westchnął na chwilę jego oczy przyciemniło coś w rodzaju mgły aż w końcu popatrzył na nią tak jak to robił dawniej – Ale w tej chwili ty potrzebujesz go bardziej niż ja.
W końcu usłyszała swoje imię. Wzięła głęboki wdech i skinęła głową do chłopaka, idąc w stronę kurtyny, kiedy tamten pomachał jej z tym swoim znajomym uśmieszkiem, sam znikając za zasłonami.
- To oficjalnie ostatni występ! – obwieściła Pani Locks stając koło dziewczyny, która trzymała gitarę i patrzyła tylko w dół – Brooke Lennox zaśpiewa Second Chance, zespołu Shinedown, ale zanim to nastąpi, ma dla was kilka słów – uśmiechnęła się zachęcająco w jej stronę, odchodząc na bok.
Bawiąc się nieco pierścieniem na palcu, dziewczyna wzięła głęboki wdech.
- Wielu z was może zna, może był – zaczęła unosząc nieco wzrok – ofiarą wypierania na kimś nadmiernej presji. Być może zna kogoś kto za bycie „nie wystarczająco dobrym" zostawał bity, poniżany. Kogoś kto z tego powodu postanowił… - wzięła głęboki wdech, wyczuwając czystą ciszę wokoło niej – postanowił, że może faktycznie lepiej by było gdyby został dobrą, grzeczną marionetką w czyjś dłoniach – popatrzyła na Emily i Jack'a widząc, że patrzą na nią groźnie – Sęk w tym, że przedstawienie miało wam pokazać, że bycie najlepszym nie jest wszystkim, że wywieranie rodziców na ich własne dzieci presji, że muszą robić wszystko idealnie jest złe.
Przymknęła na chwilę oczy, po czym zacisnęła dłonie na mikrofonie.
- Bo w pewnym momencie, te dzieci mogą się złamać – jej głos stał się twardy – Mam nadzieję, że ci co powinni to zrozumieć, zrozumieli. Chociaż nie ukrywajmy – uśmiechnęła się sztucznie do swoich opiekunów – Niektórzy ludzie po prostu nie mogą się zmienić.
Jack i Emily wstali.
Brooke zignorowała zimny dreszcz, kiedy zauważyła, że idą za kulisy, zamiast tego odsunęła się trochę i chwyciła za gitarę, która cały czas była zawieszona na jej ramieniu, delikatnie przejeżdżając po strunach.
My eyes are open wide
And by the way, I made it
Through the day
I watched the world outside
By the way, I'm leaving out
Today
Cały ten czas nawet nie raczyła spojrzeć na widownie, wiedząc, że nie o to w tym chodzi. Mimo to, kątem oka zauważyła, że Jasper uśmiecha się do siebie.
I just saw Hayley's comet
She waved
Said, "Why you always running in place?"
Even the man in the moon disappeared
Somewhere in the stratosphere
Tell my mother, Tell my father
I've done the best I can
To make them realize
This is my life
I hope they understand
I'm not angry, I'm just saying...
Sometimes goodbye is a second chance
Please don't cry one tear for me
I'm not afraid of what I have to say
This is my one and only voice
So listen close, it's only for today.
Brooke śpiewała, chociaż nerwy miała w strzępach, a jej własne dłonie niemal odmawiały posłuszeństwa za każdym razem, kiedy grała kolejny wers. Mimo to, trwała dalej i nawet pomimo rosnącej powoli guli w gardle dalej udawało jej się wydobyć odpowiednie dźwięki.
Here's my chance
This is my chance
Tell my mother, tell my father
I've done the best I can
To make them realize
This is my life
I hope they understand
I'm not angry, I'm just saying...
Sometimes goodbye is a second chance
Dziewczyna wzięła głęboki wdech.
Sometimes goodbye
Is a second chance
Przez chwilę panowała cisza, aż nagle cała sala eksplodowała nosząc echem odgłosy oklasków i gwizdów. Brooke ukłoniła się nisko, czując, że pani Locks kładzie dłoń na jej ramieniu.
- Dziękuję wszystkim za przyjście i do następnego razu! – zawołała, po czym widząc, że wszyscy zaczęli wychodzić, popatrzyła na dziewczynę – Brawo Brooke, dałaś z siebie wszystko, byłaś wspaniała – pochwaliła.
Blondynka wypuściła powietrze, które nie miała pojęcia, że wstrzymywała i posłała jej słaby uśmiech, słysząc jak w głowie Allisa także jej gratuluje, tyle, że z większą ilością pisków szczęścia.
- BROOKE LENNOX! - warknęła Emily, wchodząc na scenę w momencie, kiedy w teatrze zrobiło się prawie pusto i sprawiając, że dziewczyna przełknęła przerażona ślinę i cofnęła, niewyobrażalnie blada, kiedy jej oczy zabłysły.
- Emily…ja… - urwała, kiedy w następnej chwili po pomieszczeniu rozległ się donośny „plask".
- Idziemy do domu – rozkazała już się kierując w stronę wyjścia, kiedy oszołomiona Mary zaczęła wybudzać się z transu i mierzyć kobietę ostrym spojrzeniem – Brooke! Teraz.
Ale dziewczyna trzymała się za czerwony policzek, gotowa na uderzenie o podłogę w każdej chwili, patrząc w dół, ciesząc się, że gitara była przywiązana niemal do jej nie mogła spaść, kiedy ta wzdrygnęła się.
- Powiedziałam – wysyczała – że idziemy… - dobiegła do niej, zamachując się po raz kolejny – do domu – warknęła.
Ale w następnej chwili, ktoś złapał jej dłoń.
- Po moim trupie – wysyczał czarnowłosy – Jesteś naprawdę stuknięta jeśli myślisz, że pozwolę ci się do niej po raz kolejny zbliżyć.
Emily zbladła, wyglądając niemal jak Brooke, kiedy spojrzała w iskrzące się czerwone oczy i niezwłocznie się cofnęła.
- Czekaj tylko aż powiem mojemu mężowi, ty arogancki śmieciu – pogroziła, udając niewzruszoną.
I szczerze, reszty rozmowy dziewczyna nie słyszała.
Barricade. Barricade tu był.
Obronił ją.
Jej strażnik.
Ale…ale przecież mówili, że…że mu się nie uda. A…a William nie mówił dokładnie w jakim był stanie kiedy się przebudził. A mimo to nawet z tej odległości mogła dostrzec kilka bandaży i zadrapań na jego twarzy, kiedy patrzył z pogardą na jej opiekunkę.
Czyli tak pewnie wyglądał w swojej drugiej formie, pomyślała, fala winy przeleciała jej przez serce, kiedy zdała sobie sprawę, że to nadal była jej sprawka, ze tak wyglądał.
W końcu się ocknęła, patrząc jak Ironhide chwyta Emily za ramię, odciągając.
- Stop! – warknęła, wychodząc na przód, sprawiając, że wszyscy zwrócili się w jej stronę – Zostaw ją w spokoju!
Jasper zamrugał kilkakrotnie oczami zdziwiony.
- Brooke…
- Zostawcie ją – syknęła ponownie.
~ Co ty robisz? ~ zapytała zdezorientowana Wszechiskra ~ Zabierają ją na komisariat ~
Tamta pokręciła głową.
- Brooke, moje dziecko… - zdawała się mówić Emily, ale dziewczyna prychnęła w odpowiedzi.
- Przymknij się, a wy – wskazała na każdego po kolei – Nie wtrącajcie się.
Z tym zdaniem, odwróciła się i szybko zwróciła ku wyjściu, Emily szybko podążyła za nią, skołowana tak samo jak wściekła.
