Brooke jeszcze godziny później nadal się nie otrząsnęła, nie powiedziała nawet jednego słowa, a wszystkich innych ignorowała.
I jedynie utrzymywała kontakt z Allisą, która czasami zadawała jej jakieś pytania lub opowiadała jakieś historie, zupełnie niezwiązane z tematem.
Aż w końcu, siedząc na jednym z łóżek w dziale medycznym, Lennox z mętnym wzrokiem, przełknęła ślinę.
- Jest potworem – powiedziała w końcu beznamiętnie do nikogo, kiedy Ratchet rozmawiający z William'em, Barricade'em i Prowl'em odwrócił się w jej stronę, marszcząc czoło – Zabił ich…chciał zabić mnie i… - ucięła, kiedy słowa nie chciały przejść jej przez gardło.
Prawie mu się udało, dodał jej umysł.
Całe to przedstawienie, piwnica, zajęcia, szkoła…
To był jedynie plan, według którego dziewczyna miała po prostu umrzeć z wykończenia, żeby mogli zwalić to wszystko na stres bez jakichkolwiek podejrzeń. I Jasper…Jasper także miał zginąć. Nie mieli się spotkać.
Nic, żadnego żalu. Pustka, nawet gniewu nie było na niej widać. Tylko akceptacja.
Zabili Jasper'a, zabili ją, zrobili to samo z Kinn'em i resztą.
Zostawili naczynie, gotowe do napełniania, żeby mogli znowu ich użyć.
- Co? – głuche pytanie Lennox'a, kiedy blondynka nie odezwała się już więcej przez dłuższą chwilę.
W końcu, w końcu, Brooke uniosła na niego wzrok, jej oczy bez wyrazu.
- To wszystko jego wina – odparła.
Zacisnęła oczy, zaciskając zęby.
- Obawiam się, że potrzebujemy więcej detali niż to – stwierdził zirytowany Ratchet, na co dziewczyna wzięła głęboki wdech – Więc przestań się użalać i…
Barricade prawie walnął się otwartą dłonią w twarz, kiedy jednak się powstrzymał, niemal sam podskakując, kiedy Brooke kopnęła w łóżko wielkości odpowiedniej dla człowieka, sprawiając, że odjechało i walnęło w ścianę, posyłając głuche echo po całym pomieszczeniu. Prowl milczał sam zaskoczony razem z William'em, kiedy Ratchet popatrzył na wywalony sprzęt.
Jedynym odgłosem było okropny charkot, kiedy Brooke próbowała się uspokoić.
Furia.
Teraz była wściekła.
- Użalać?! – to był chyba pierwszy raz, kiedy pozwoliła sobie na takie coś – TY…Ty! Jak…?!
Ale miał racje, pomyślała z palcem wymierzonym w jego stronę.
- Twoje oczy się świecą – zaobserwował ostrożnie Lennox.
Blondynka zacisnęła powieki, trzęsąc się.
Musiała wziąć się w garść. Pracował z Con'ami. On. Musiała coś zrobić, musiała dowiedzieć się, co tak naprawdę chcieli zrobić, musiała wiedzieć, dlaczego chcieli ich obu zabić.
Myśl, myśl, pomyślała, czego od nas chcą?
Musiała dostać się do Jasper'a, razem mogli to rozwiązać, prawda?
Prawda?
- Gdzie Jass? – zapytała, ale spotkała się z ciszą, na którą zmrużyła oczy – Gdzie jest ten idiota? – ponowiła pytanie.
Wszyscy spojrzeli się na Prowl'a, który w odpowiedzi tylko zmrużył zirytowany oczy.
- W bezpiecznym miejscu – odparł.
Więc ten skurczybyk już wie, pomyślała.
- To mnie do niego zabierzesz – zadecydowała, łapiąc go za ramię, kiedy białowłosy wywrócił mentalnie oczami.
- Nie mogę…
- Słuchaj mnie, teraz – warknęła, odwracając się i wskazując na swojego strażnika – Bierzemy jeszcze jego i jeśli chcesz żeby twój przyjaciel, och pożal się Boże, czy może ukochany Jazz żył to radzę ci się pośpieszyć. Pomyśl logicznie, jestem pewna, że Jasper powiedział wam, co nieco, o tym, co się dzieje.
Wydawał się piorunować wzrokiem aż skinął na czarnowłosego.
- Mam nadzieję, że wiesz, co robisz – odezwał się, kiedy zaczęli iść w stronę mustanga.
Brooke wywróciła oczami.
- Ty myślisz, że ktokolwiek wie, co robi kiedykolwiek? – zapytała.
Prowl popatrzył na nią, na co wywróciła oczami.
Tak, zdanie nie miało sensu. Nie, nie musiał jej o tym wspominać.
- Tu nie jest bezpiecznie – warknął na wstępie, kiedy Brooke wparowała do mieszkania, wymijając oszołomionego Jazz'a, kiedy tamten wpatrywał się w przybyszów – Mówiłem Ci, żebyś się nie wtrącała. To nie twoja sprawa.
Na to, Lennox zaśmiała się z przekąsem.
- Jest teraz – oznajmiła.
- Słuchaj, rozumiem to, że nie chcesz zostawić mnie samego z tym bagnem, ale Księżniczko naprawdę… - urwał na jej zimny wzrok, kiedy skrzyżowała ramiona pod biustem.
- Kinn załamał się przede mną – powiadomiła ostro.
Szatyn zamilczał, biorąc głęboki wdech. Popatrzył na trójkę, która teraz zgromadziła się obok nich, po czym znowu na nią.
- Nie pierwszy raz – mruknął.
- Pierwszy, kiedy zaczął wykrzykiwać, że jakiś Pan chce nas obu zabić.
Brązowooki zamrugał tym razem zaskoczony, po czym na jego twarzy wyrósł grymas.
- Nadal nie wyjaśnia, co to ma wspólnego z tobą – stwierdził nieco zdezorientowany, jakby fakt, że obaj byli chciani martwi mu nie wystarczał.
Blondynka odwróciła na chwilę głowę, jakby zastanawiając się, czy aby na pewno mu o tym powiedzieć.
Ale Jasper zasługiwał na prawdę. A ona musiała dowiedzieć się wszystkiego.
Jej niebieskie oczy, nadal błyszczące się żywym kolorem znalazły jego, nieco niespokojne, aż w końcu wypuściła powietrze z płuc.
- Jack… - przymknęła oczy – Jack jest Panem.
Jasper uśmiechnął się w jakiś dziwny złamany sposób, po czym się zaśmiał. Dźwięk na niemal skraju histerii, sprawił, że Jazz się skrzywił.
- Ta, ta jasne. A ja jestem miłym człowiekiem – zażartował, kiedy ona popatrzyła na niego ze współczuciem i wtedy, dopiero wtedy, Jass zacisnął zęby – Przestań. Nie może być.
- Jack zawsze był przezywany Willy, ze względu na swoje nazwisko – wyjaśniła – Kinn najwyraźniej dawno się o tym dowiedział. Był zdeterminowany żebym powstrzymała Pana przed zabiciem nas.
Szatyn przejechał dłonią przez twarz.
- Przyjechałaś tylko po to, żeby mi o tym powiedzieć? – spytał zgryźliwie – Zabierając ze sobą tą swoją szlachtę? – wskazał na trójkę.
Brooke pokręciła głową.
- Jack sprzymierzył się z Con'ami – powiedziała.
Prowl i Jazz zamrugali kilkakrotnie jakby nie wierzyli w to, co usłyszeli, a Barricade prychnął.
- Proszę cię, ten Insekt pewnie by zginął zanim by w ogóle otworzył tą swoją śmierdzącą gębę – prychnął z pogardą.
Ale, mimo, że tamta trójka była najwidoczniej niewierząca, Jasper zmrużył oczy.
- Po co miałby to zrobić?
- Czekaj, ty jej wierzysz? – Jazz popatrzył na niego zdziwiony – To nie ma sensu!
Lennox wywrócił oczami, po czym spojrzał znacząco na dziewczynę.
- Chce nas martwych – stwierdziła – I mam pojęcia, dlaczego Ciebie wybrał sobie na cel pierwszego, ale mój pech związany jest z moją rodziną. A co do ciebie? – wzruszyła ramionami.
Brązowooki zmarszczył czoło.
- Twoja rodzina?
Dziewczyna nerwowo tym razem zmieniła pozycję.
- To powiedział Kinn. A przynajmniej tak to zrozumiałam – wyjaśniła krótko.
Jasper przez chwilę się w nią wpatrywał, aż w końcu zmarszczył czoło.
- Możesz pokazać mi to zdjęcie? – zapytał, na co posłała mu pytające spojrzenie – To, które ze sobą nosisz. Wiem, że je masz.
Dziewczyna pokręciła głową.
- Jest w moim pokoju.
Sfrustrowany, Jasper wywrócił oczami.
- Wiec musimy po nie pójść – zadecydował, kierując się do drzwi, kiedy Brooke pobiegła za nim.
- Ale zaraz, po licho ci to? – spytała ostro i wtedy zamrugała, kiedy nie odpowiedział, ręce swobodnie zwisały po bokach, kiedy zrozumiała – Myślisz…myślisz, że są częścią tego bagna?
Jasper zamknął oczy.
- Moi rodzice? – syknęła, chwytając go za ramię o odwracając ostro.
- Masz inne wytłumaczenie? – zapytał zirytowany.
- Moi rodzice nie byli w to zamieszani.
Wiedziała, że nie byli.
Wiedziała. Żadnego powodu, dlaczego, po prostu była tego świadoma i nic więcej. Nawet on nie mógł jej przekonać, że się myliła.
- Nie znasz ich! – warknął – Nigdy nie poznasz, Brooke!
Tak szybko jak słowa wyszły z jego ust, od razu ich pożałował, kiedy zobaczył błysk zdrady w jej oczach.
Na jej twarzy pojawił się ten okropny uśmieszek.
- Ta, nie chcieli mnie – wzruszyła ramionami – Jestem pomyłką, dawno to ustaliliśmy, nie pamiętasz?
Jasper popatrzył na nią ostro.
- Wiesz, że nie…
- Mamy ważniejsze sprawy od tego. Jak ratowanie twojego życia – przypomniała, idąc w stronę wyjścia – Chodzi o coś innego niż ten durny eksperyment.
- I jak możesz być tego taka pewna, huh? – Jasper skrzyżował ramiona.
Blondynka odwróciła się i popatrzyła na niego.
- Po prostu wiem – wzruszyła ramionami, wychodząc.
Jazz zwrócił się do Prowl'a, który z Barricade'em dosyć nieprzekonani spoglądali za dziewczyną.
- Czy tylko ja uważam, że ona coś nie tak z głową? – zapytał Cade.
Lennox wywrócił oczami.
Dlaczego to wszystko działo się akurat teraz?
- To-To jest pogwałcenie naszych praw! – warknęła Emily, kiedy Brooke przeszła obojętnie koło niej, kierując się do góry i równocześnie wzrokiem szukając czy czasem nie było gdzieś Jack'a – Dzwonię na policję! – oznajmiła drżącym głosem.
Lennox wywróciła oczami, kiedy Jasper się odezwał.
- Przecież już tutaj są – stwierdził, wskazując na obydwóch oficerów, kiedy Jazz prychnął na jej minę.
Blondynka już nie słuchała, biegiem rzuciła się do pokoju, kiedy zobaczyła, że drzwi zostały otwarte, chociaż mogła przysiąc, że kiedy odchodziła były zamknięte. Usłyszała jakieś szeleszczenie i wtedy zacisnęła zęby, wściekła.
- Ty mała małpo! – warknęła, kiedy Nathalie zaskoczona odwróciła się z jej gitarą w ręku – Jak śmiesz? – i wtedy instrument z trzaskiem został rzucony na ziemię, sprawiając, że w kilku miejscach został uszkodzony na jej oczach.
- To twoja wina! – syknęła ostro.
Brooke zmrużyła oczy, kiedy zobaczyła inną rzecz w jej dłoni.
- Oddawaj – wycedziła, podchodząc bliżej i wystawiając dłoń – Teraz – dodała, kiedy czarnowłosa prychnęła.
- Chyba w twoich snach – odparła z uśmieszkiem, trzymając zdjęcie, jakby zamierzała je zedrzeć – Ciekawe, co by się stało, jakby zrobiła…-AUĆ! – pisnęła, kiedy blondynka się na nią rzuciła, wyrywając ostrożnie fotografię i szybko chowając ją w kieszeni, kiedy popatrzyła na zielonooką złowieszczo.
- Masz za swoje, Wiedźmo – wygryzła, wstając i krzywiąc się, kiedy się otrzepywała – Ugh, teraz będę śmierdzieć tymi zapachami przez tygodnie.
- Ty wredna pomyłko – syknęła, wstając i nieco chwiejąc się na swoich obcasach i dziewczyna musiała przyznać, że ja na piętnastolatkę, Nathalie naprawdę potrafiła na nich łazić – Jeszcze się zemszczę! Zepsułaś mi sweter, który był za dwie stówy!
Brooke wywróciła oczami, wskazując na drzwi.
- Wypad – syknęła.
- Chyba cię coś…
- WYPAD! – warknęła znowu, tym razem głośniej – Albo twój sweterek będzie twoim ostatnim zmartwieniem – dodała.
Nathalie zmrużyła oczy, wychodząc i rzucając jej jeszcze jadowite spojrzenie.
Wtedy blondynka spojrzała na gitarę, wzdychając i czując jak gniew z niej uchodzi, a zastępuje go smutek. Kolejny instrument do kosza.
- Masz? – zapytał, kiedy skinęła głową, podając mu zdjęcie, którego przyjrzał się dopiero, kiedy upewnił się, że nikt nie patrzył – To na pewno oni?
Dziewczyna wywróciła oczami.
- Tak – odparła – Oni.
Jass wypuścił sfrustrowany powietrze, kopiąc w śmietnik na chodniku.
- Nie znam ich – warknął do siebie.
- Mówiłam – wzruszyła ramionami, zakładając ramiona pod biustem i biorąc głęboki wdech – Chodzi o coś innego – stwierdziła od tak sobie.
Jasper zmrużył oczy, rzucając jej wściekłe spojrzenie.
- To dla ciebie żart? – zapytał ostro.
Wtedy Barricade na nich spojrzał, niemal tak samo zaskoczony jak Jazz, kiedy tamci mierzyli się spojrzeniami. Brooke obojętnym, a szatyn wściekłym. Zupełnie jakby dziewczyny nie ruszało to, że ktoś chciał jej martwej.
~Musisz ich znaleźć~ odezwała się Wszechiskra, sprawiając, że blondynka mentalnie wywróciła oczami.
Nie mam bladego pojęcia, gdzie są, odezwała się, nie wiem nawet, czego ode mnie chcą i dlaczego akurat mnie.
Allisa przez chwilę była cicho, Lennox wykorzystała tą chwilę, żeby wyjąć komórkę i sprawdzić, która godzina.
- Widzisz żebym się śmiała? – spytała zimno, obojętnie na jego zmrużone oczy.
~Nienawidził ich~ odparła w końcu ~Twój opiekun. Gardził nimi, chciał ich śmierci. Waszej także~
Tyle to ja sama wiem, pomyślała.
~Byli przyjaciółmi~ Allisa dodała nieco ciszej, poważna nuta ozdobiła jej głos, kiedy Brooke nagle pobladła ~Jack Williams miał byś twoim ojcem chrzestnym. Ale…coś się stało. Pokłócili się. Razem z ojcem Jasper'a i twoim. Wtedy zniknęli. Nikt nie wiedział gdzie, Jack i Emily Williams przygarnęli cię cztery miesiące później, nie posiadam informacji, dlaczego~
Ręce opadły swobodnie po jej bokach, kiedy Brooke chwyciła się płotu za nią.
Przyjaciele…?, pomyślała głucho.
To, dlatego się nienawidzili, dlatego nienawidził mnie. To…to była zemsta, prawda? Za cokolwiek się pokłócili. To ja po prostu za nich dwóch cierpiałam, tak?
I wtedy nazwa wpadła jej do głowy.
- Mission City – wyrzuciła z siebie, zanim zdezorientowany Jasper rzucił jej skołowane spojrzenie – Jedziemy do Mission City! – rzuciła, dobiegając do otwartych drzwi Barricade'a, po czym spoglądając na nich wyczekująco.
- Mission…City? – wydusił Jazz.
Prowl spojrzał na nią pytająco.
- Megatron i Jack. Tam są – poinformowała pośpiesznie.
Jasper wywrócił oczami, stając obok Porsche.
- Zaraz po tym całym bagnie, pogadamy sobie – mruknął.
- No, dalej! Na co czekacie? – spytała, sama wsiadając.
Chwilę później, Barricade z piskiem opon odjechał z chodnika.
- Teraz, co? – zapytał cicho Cade w swojej drugiej formie, kiedy wszyscy znaleźli się w jednym z opuszczonych budynków – Insekcie? – zapytał, kiedy Brooke próbowała się skupić na myśleniu.
- Czekaj – mruknęła niewyraźnie.
All?
~Są tutaj~ odpowiedziała ~Aw, nawet nie wiedzą, że tutaj jesteśmy!~
Znowu ta radość. Dziewczyna zirytowana wywróciła oczami.
- Są tutaj – powtórzyła na głos, mrugając i patrząc na Prowl'a – Powiadomiłeś Dużego? – zapytała, na co kiwnął głową – Dobrze – mruknęła, siadając na wraku samochodu za nią i biorąc głęboki wdech.
Jasper jednak zmarszczył czoło, rozglądając się, aż w końcu popatrzył na blondynkę.
- Skąd o tym wiedziałaś? – zapytał po chwili, na co wzruszyła ramionami.
- Po prostu wiem – wzruszyła ramionami – Nazwij to przeczuciem.
- Kręcisz – stwierdził sucho – I to kręcisz od czasu, kiedy ten tutaj – wskazał na Barricade'a – Uratował cię z Nemezis.
Znudzona, popatrzyła na niego.
- Naprawdę? – uniosła do góry brew.
Wpatrywał się w nią przez dłuższy czas i wtedy podszedł do niej.
- Kłamiesz – stwierdził w końcu.
Brooke uniosła głowę.
- Tak?
Jasper zmrużył oczy. Ona zrobiła to samo. Nie zwracali nawet uwagi na tych, co ich obserwowali.
- Tak – potwierdził z sykiem – Myślisz, że mi się to podoba? To mi się życie sypie, nie tobie. Wpakowałaś się w to bagno i nawet nie mówisz prawdy. Co jeszcze? Zakumplowałaś się z Wiedźmą?
Stres. Brooke od początku winiła stres za całą tą podejrzliwość.
Ale wiedziała lepiej.
Zawsze zresztą.
- Przestań się na mnie wyżywać – syknęła tym samym tonem – Jakbyś zapomniał, Jack jest w to wplatany…
- A skąd wiedziałaś, że tutaj będą? – przerwał jej, zaciskając dłonie w pięści – Nigdy mnie nie okłamałaś, nie zaczynaj teraz, Księżniczko.
Blondynka wpatrywała się w niego przez dłuższą chwilę, po czym przejechała wzrokiem po pozostałej trójce.
~Powiedz im~ zadecydowała w końcu Wszechiskra, po czym zachichotała ~Chcę zobaczyć ich miny~
Niebieskooka skinęła lekko głową.
- Przez rok, może dwa… miałam małe problemy – stwierdziła w końcu, krzyżując ramiona pod biustem – Miałam ciągłą świadomość, że nie byłam tu chciana, że nie byłam wystarczająco dobra, że nie byłam idealna. Był taki głos, w mojej głowie, który mówił mi dokładnie to samo.
- Jest coś jeszcze o czym nie wiedziałem? – mruknął Jasper, ale uspokoił się trochę, cofając się o krok.
- Aż do czasu, kiedy znalazłam się na Nemezis.
Barricade uniósł do góry hełm, nagle zaintrygowany.
- Głos zniknął i zamiast niego, pojawił się ten irytujący, wiecznie radosny i szczęśliwy głosik jakby pięciolatki – pokręciła głową – Wtedy oznajmiła mi, że nazywa się Wszechiskra.
Jazz wytrzeszczył lekko oczy, Prowl zamrugał, a Barricade prychnął.
Więc ta istotka, która uratowała mu życie, tak naprawdę cały czas była z jego podopieczną. Nie, no. Świetnie. Co jeszcze?
- Wszechiskra? – powtórzył zdezorientowany Jasper, mrugając.
- Od tamtego momentu, nie zostawia mnie w spokoju. Z wyjątkiem tych kilku dni, kiedy zniknęła nie wiadomo gdzie. Stała się takim…uh…mentalnym wsparciem.
Puste spojrzenia zostały rzucone w jej stronę, kiedy ona wywróciła oczami.
- To wszystko? – zapytał Lennox – Kompletnie? Stąd wiedziałaś, co, gdzie i jak? Bo jakaś pięciolatka ci powiedziała? – prychnął – Rany, i to ja mam problemy.
Niebieskooka parsknęła.
- Spodziewałeś się czegoś innego? Proszę cię – prychnęła, kręcąc głową i podchodząc do niego tak blisko, że niemal stykali się ciałami – Kim myślisz, że jestem?
- Jakbyś sama nie zadawała sobie tego pytania – odparł ostro.
- Słuchaj, kapuje. Masz ciężki tydzień – popchnęła go – Życie ci się rozlatuje, ktoś chce cię zabić, a ty tylko próbujesz dowiedzieć się, czym i kim naprawdę jesteś, ale to wszystko, nie jest powodem, żeby się na mnie wyżywać, kapujesz? – warknęła, jej oczy zabłysły po raz któryś z rzędu – JA też mam problemy, Jasper. JA też jestem celem. Weź. Się. W. Garść – wycedziła z każdym słowem, popychając go o krok do tyłu.
- Myślisz, że nie próbuje? – wysyczał.
- Nie. Myślę, że po prostu nie chcesz się tym razem pozbierać.
Brązowooki wytrzeszczył lekko oczy, starając się nie pokazać jak bardzo go to zdanie trafiło w środku.
- Nic nie wiesz.
Brooke cofnęła się lekko.
- Ona nie wróci – powiedziała, wzdychając lekko pod nosem.
Jasper odwrócił wzrok.
- Wiem – odparł sucho.
- Więc przestań na nią czekać – dorzuciła i biorąc głęboki wdech, wyjrzała za okno, zauważając błysk na jednym z dachów.
Lennox prychnął.
- Nie czekam – zaprzeczył.
I zastanawiał się, czy ona sama zdaje sobie sprawę, że tkwi w tej samej sytuacji.
