Jak znalazła się w takiej sytuacji, sama nie wiedziała. Mimo to, kiedy tak biegła, nie mogła się zmusić do myślenia nad odpowiedzią.

Więc zaczęło się tak. Chwilę po tej małej kłótni, jaką miała z Jasper'em, reszta Autobotów zjawiła się w połowie bezludnych mieście. I dokładnie kwadrans potem, Decepticony także się ujawnili.

A Brooke, chcąc nie chcąc, musiała się niestety słuchać w większej mierze Wszechiskry. Co…często skutkowało jakimiś obrażeniami, ale dziewczyna była pewna, że tak długo jak kieruje się także swoimi instynktami, była bezpieczna.

Chociaż nadal kwestionowała swoją zdolność do podejmowania decyzji, kiedy w końcu znalazła się przy wejściu jednego z wieżowców.

~Nie przesadzaj~ zaśmiała się Allisa, kiedy blondynka zaczęła wbiegać po schodach na górę ~To jest ważne, chcąc czy nie chcąc musisz to zrobić!~

Brooke mocno w to wątpiła.

Mimo to, kiedy dotarła na ostatnie piętro, wzięła głęboki wdech i zacisnęła zęby. Według All, właśnie tam znajdował się Jack. I według niej, musiała się z nim zmierzyć żeby później nie mieć kłopotów z Mega-baranem. Albo Mega-idiotą? Teraz Lennox nie była pewna.

- Brooke! – zawołał ktoś, sprawiając, że wyprostowała się i zmrużyła oczy, spoglądając na mężczyznę – Co ty tutaj robisz? – zapytał.

Dziewczyna spojrzała za okna, widząc kilka wybuchów, po czym spoglądając do niego jakby urosła mu kolejna głowa.

- Stęskniłam się za facetem, który sprawił, że moje życie to piekło – odparła swobodnie, jakby w tej chwili serce nie łomotało jej jak szalone – Nie można?

Jack przekrzywił głowę w bok.

- A gdzie Nathalie i Emily? – zapytał podejrzliwie.

- Mnie się pytasz? To twoje Wiedźmy – prychnęła z pogardą – Ważniejszym pytaniem jest, co ty tutaj robisz?

Williams nie odpowiedział, zamiast tego w sekundzie dopadł do broni leżącej na stole i wymierzył w siedemnastolatkę.

Brooke wolała nie myśleć jak blada się zrobiła, ani dlaczego w tamtej chwili jej krew jakby przestała przepływać przez jej ciało. Nie. W tamtym momencie, próbowała się nie załamać. I nie pytać się, dlaczego facet tak od tak sobie w nią celował.

- Nie twój interes, bachorze – syknął.

Blondynka uniosła ręce do góry, uważnie go obserwując.

Czego uczyli jej w wojsku na takie sytuację? Próbowała sobie przypomnieć, mając głos Epps'a w głowie. Jeśli nie miała broni, była bezbronna tak? Chyba…

Wytrzeszczyła lekko oczy.

Chyba, że gościu jest niekompetentny. Przecież wiedziała jak się innych rozbraja, prawda? Tyle razy uczestniczyła w tych treningach. Musiała wiedzieć jak to zrobić, inaczej było po niej.

„Jeśli nie możesz go obalić, rozprosz go."

- Dlaczego to robisz? – zapytała w końcu, sprawiając, że zmrużył oczy i odsunął się, kiedy zrobiła krok w przód – Dlaczego? Aż tak mnie nienawidzisz? Aż tak nienawidzisz mojego ojca?

Tamten zaśmiał się.

- Myślisz, że ten łamaga w ogóle się tobą przejmował? – pokręcił głową – Nie bądź głupia, nie chcieli cię. On nie ma nic wspólnego z tym, co się teraz dzieje.

Interesujące, pomyślała.

- Więc co? Postanowiłeś po prostu podbić świat? – zapytała, marszcząc czoło – Chcesz władzy? Oto chodzi?

Jack uniósł do góry brew.

- To nie tylko władza – stwierdził – Nie jakby cię to obchodziło. Nie bez powodu jesteś bezużyteczna, nie zrozumiałabyś niczego, co bym ci powiedział. Żałosne. Myślisz, że…

W tamtym momencie, dziewczyna rzuciła się na niego, a tamten niczego się nie spodziewając, obalił się razem z nią na ziemię. Broń wypadła mu z dłoni, a dziewczyna skończyła na pod swoim adopcyjnym opiekunem.

I wtedy dopiero czuła się sparaliżowana.

- Suka – syknął – Tak chcesz grać? Pokażę cię, to tu rządzi… - mruknął.

Dziewczyna zaczęła się szarpać dokładnie w momencie, kiedy jego dłoń dotknęła jej uda. Mimo, że mózg pracował jej wolniej niż wcześniej.

~Spokojnie…~ próbowała zainterweniować Allisa, ale dziewczyna nie mogła…jakby nie mogła jej usłyszeć, nawet mimo faktu, że siedziała jej w głowie. ~Musisz się uspokoić!~

Ale nie mogła.

Oddech jej przyśpieszył, łzy pojawiły jej się w oczach, nie mogła się wyrwać.

Dusiła się, szarpała, nie mogła uciec.

- Aw, nie martw się – zrobiło jej się niedobrze na dźwięk jego głosu przy jej uchu – To zaboli tylko trochę. Trochę bardzo.

Błagam, błagam, nie!, krzyczała w głowie, Wszechiskra mentalnie się skrzywiła.

To był zły, zły pomysł. Okropny. Dlaczego zawsze musiała grać bohaterkę? Nie była nią! Do cholery…nie była…

I wtedy poczuła jego dłoń w tym najbardziej niepożądanym miejscu.

Słabo jej się zrobiło, wrzasnęła, ale nikt nie przyszedł. Głowa latała jej na różne strony, na przemian ze szlochem, aż w końcu zauważyła broń. Nie mogła jej sięgnąć, ale…ale mogła spróbować. Iskierka nadziei pojawiła jej się w oku, kiedy ponownie zaczęła się szarpać, próbując zrzucić go z siebie.

Ale jego dłonie pozostawały na miejscu.

Miała ochotę zwymiotować, nie mogła się wydostać.

I wtedy, jakby Allisa postanowiła wyjść ze swojej własnej rozpaczy, dziewczynie udało się kopnąć przeciwnika w klatkę piersiową.

Dłonie zniknęły, kiedy jej ciało nadal się trzęsło i blondynka korzystając z okazji, rzuciła się na broń, ledwo utrzymując się na nogach.

- Ty mała zdziro… - uciął, patrząc na jej dłonie z cynicznym uśmieszkiem, podchodząc do niej pewnie małymi krokami – Nie ośmieszaj się. Nie masz jaj, żeby nacisnąć spust – stwierdził.

Dłonie. Blondynka wzdrygnęła się, oczy niewyobrażalnie jasne. Były bliżej i bliżej…

I wtedy wystrzeliła.


- Gdzie Brooke? – zapytał Jazz, rzucając czyjeś ramie na bok i Jasper pokręcił głową, nie znając odpowiedzi – Cade? Gdzie Brooke? – jego głos zrobił się głębszy, jakby sam nad sobą próbował panować.

Ale Barricade potrząsnął głową.

- Skąd mam to wiedzieć? – warknął zirytowany – Ty ją ostatnio miałeś.

Sabotażysta próbował nie pokazać jak to do niego dotarło. Bo tak, miał ją jako ostatni, mimo, że Barricade ostro oponował temu pomysłu.

Spojrzał z powrotem na bitwę, po czym na Jasper'a, kiedy dostrzegł Megatron'a na czubku jednego z wieżowców. Wziął głęboki wdech.

- Musimy ją znaleźć – mruknął jakby do siebie.

Tylko tym razem, nie zamierzał rzucać się na Megs'a sam. Oh, nie. Miał dość lektur od Prowl'a na ten temat, żeby znowu cierpieć z powodu bolących audio receptorów.

- Cóż, ktoś ją znaleźć musi – stwierdził, po czym popatrzył na Bumblebee'ego – Bee! – zawołał.

- Co ty robisz? – zapytał, marszcząc czoło Jass, ale tamten go zignorował – Hej!

- Poczekaj – syknął, po czym zwrócił się do żółtego Autobota – Przekaż Sides'owi i Sunny'emu, żeby znaleźli Brooke – polecił, tamten szybko skinął głową.

- Masz coś nie tak z procesorem? – warknął Cade, spoglądając na niego – Wysyłasz frontliner'ów na misje poszukiwawczą? Są potrzebni tutaj!

- Zdaje sobie z tego sprawę – wywrócił oczami za wizorem – Ale my potrzebujemy jej. Chyba nie chcesz narazić się Primus'owi, co?

- Ona nie koleguje się z Primus'em – syknął zirytowany – Tylko z okropnie radosną Wszechiskrą. Mam gdzieś, co masz do powiedzenia, idę po nią…

- Może ty masz coś nie tak z procesorem? – popchnął go – Rozumiem, serio. Ale bliźniacy są najlepszym wyborem, ich jest dwóch…

- Sugerujesz, że sam nie mogę jej ochronić? – powiedział z jadem, podchodząc do niego, kiedy sabotażysta zacisnął pięści.

- Nie! – odparł jakby oburzony – Ale ciebie potrzebuje tutaj!

Jasper tylko westchnął do siebie, masując skronie.

Nie mieli na to czasu, naprawdę. Bójki mogli sobie zostawić na później, kiedy wszystko było po wszystkim, a nie w czasie, kiedy koło nich wszystko wybuchało. I jeśli chłopak się nie mylił, to Mega-baran zamierzał porwać jego przyjaciółkę ze względu na te odczyty, o których podsłuchał od Optimus'a. A oni? Oni się cholernie kłócili!

- Zamknijcie się! – krzyknął w końcu, z efektem ich przymykając – Cade, weź się w garść. Jazz, ty też! Boże, jesteście jak dzieci!

Srebrny robot popatrzył na niego, po czym wywrócił oczami, Barricade tylko niezadowolony coś burknął.

- To on zaczął – powiedzieli chórem, piorunując się wzrokiem.

- Jestem kuszony zamienić was w tostery – mruknął pod nosem – Albo się weźmiecie w garść, albo ktoś ucierpi. Mam dość waszej dziecinady, a to wy powinniście mieć z milion lat, nie na odwrót.

Jazz skrzyżował ręce, Barricade wywrócił oczami.

- Rozejm?

- Tymczasowy.


Brooke wytrzeszczyła oczy, patrząc przerażona na martwe ciało leżące dokładnie przed nią we własnej kałuży krwi. Potrząsnęła głową, broń upadła na ziemię, kiedy dziewczyna zerwała się z miejsca, niemal potykając się na schodach w dół.

Kiedy w końcu dotarła na zewnątrz, cała się trzęsła, mimo próby ochłonięcia.

~Musisz go powstrzymać~ powiedziała Allisa, przerywając jej, kiedy oparła się o drzwi, zamykając drzwi. ~Musisz Brooke, teraz nie ma odwrotu.~

Blondynka wypuściła z siebie skowyt, przejeżdżając dłonią przez włosy.

Nie mogę…, pomyślała zrozpaczona.

Wszechiskra mentalnie potrząsnęła głową.

~Możesz. Dlatego cię wybrałam~

Dziewczyna wzdrygnęła się, czując na sobie dotyk Jack'a jeszcze raz i osunęła się lekko po ścianie, czując łzy w oczach.

Zabiła go.

Boże, on nie żyje…

- Nie zmuszaj mnie…Błagam, ja nie…

~Dasz radę~ powiedziała spokojnie ~Nie ma innej opcji.~

Brooke wypuściła zbolały syk i skinęła głową, prostując się i zmuszając przemęczone kończyny do współpracy.

- Kiedy to się skończy – powiedziała trzęsącym się jeszcze głosem – Robie sobie pieprzone wakacje. A spróbuj mnie powstrzymać – mruknęła, przeszukując wzrokiem okolicę.

Zgoda. Miała pokonać Megatron'a? Świetnie! To miała zamiast zrobić to ze stylem i klasą, a nie byle jak.

Podbiegła do motoru, który akurat zaparkowany był blisko niej i usiadła, schylając się i patrząc czy nie ma czasem kluczyków.

- Cóż, zapłacę pewnie za to grzywnę – mruknęła, majstrując z kabelkami z niemałym trudem – Jestem pewna, że jest przeciw temu jakieś prawo…

~Co zamierzasz zrobić?~

Dziewczyna uśmiechnęła się do siebie.

- Zamierzam się z nim przywitać – po czym mroczniej – Bardzo efektownie zresztą.

Wszechiskra w tamtym momencie nie była pewna czy aby na pewno chciała znać cały plan. Zwłaszcza, kiedy dziewczyna wystrzeliła w przód.


- Jak to jej nie ma? – syknął na bliźniaków, na co Sideswipe uniósł do góry ręce w geście obrony – Jeden człowiek nie może zniknąć!
- Hej! Chcesz się wyżywać, to nie na nas – warknął Sunstreaker, rozglądając się dookoła – Nie ma jej, nawet skanery jej nie wykrywały.

Barricade wziął głęboki wdech, patrząc zirytowany na dwójkę, kiedy Jazz po prostu przymknął oczy i pokręcił głową.

- Nie możecie… - uciął nagle – Uważać! – zawołał do nich, zauważając zmierzający w ich stronę pocisk, szybko chwytając Jasper'a, który nadal był na ziemi i szybko uskoczył mu z drogi, piorunując wzrokiem Megatron'a niedaleko nich.

- Nic wam nie jest? – zapytał podbiegając do nich Lennox, na co wszyscy skinęli głowami – Gdzie Brooke?

Barricade wydostał z siebie niezadowolony dźwięk, patrząc na niego wrogo.

Jazz westchnął ciężko.

- Nie mamy bladego pojęcia – przyznał w końcu, na co mężczyzna zamrugał, gestem pokazując Epps'owi niedaleko żeby do nich podszedł – W jednej chwili była koło nas, a później zniknęła.

- Co jest? – spytał Epps, patrząc na nich podejrzliwie – Will?

Tamten ze zmarszczonym czołem westchnął.

- Brooke tutaj nie ma – mruknął.

Ciemnoskóry przez chwilę się w nich wpatrywał, po czym przymknął oczy.

- Znowu? – wymamrotał zirytowany – Czy tak trudno jest pilnować jednej blondynki?

- Hej! – odezwał się Sunstreaker – To nie tak łatwo sobie po prostu patrzeć na człowieka i jednocześnie strzelać! Trochę wyrozumienia – syknął.

Epps machnął na niego dłonią, spoglądając na Cade'a.

- Powinieneś ją chronić – wypomniał mu ostro.

Były Decepticon prychnął.

- Nie była wtedy ze mną – odparł, próbując nie skupiać się na ciążącym mu w iskrze uczuciu, że coś złego się stało – Nie zrzucaj na mnie winy – dodał, spoglądając na Jazz'a obok.

- Jazz? – ciemnoskóry zrezygnowany opuścił ręce, broń nadal w dłoni.

- Na chwilę spuściłem ją z oczu – mruknął niewyraźnie.

Zanim jednak Robert odpowiedział, Jasper z niezadowoloną miną spiorunował ich wszystkich wzrokiem.

- Jakbyście zapomnieli – zaczął niemiłym tonem głosu – tutaj toczy się walka, a jeśli chodzi o Brooke – popatrzył na coś za nimi – To aktualnie robi coś cholernie nieodpowiedzialnego za wami – wskazał palcem.

Sideswipe wytrzeszczył oczy, po czym podniósł do góry dłonie jakby miał zaraz zostać o coś oskarżony.

- To nie ja jej dawałem pomysły!

Jazz popatrzył na niego razem Barricade'em z niedowierzaniem.


Jeśli teraz umrę, pomyślała, widząc wzniesienie z rozwalonej ściany budynku, chcę mieć na nagrobku: „Umarłam z powodu wiecznie szczęśliwej pięciolatki, która kazała mi mniszyć jakiegoś debila z kosmosu."

Allisa wywróciła mentalnie oczami.

~To nie ja ci każe robić coś tak…niebezpiecznego~ odezwała się jakby oburzona.

To ty zatwierdziłaś mój plan, odparła w myślach, nawet ci się podobał.

~Szczegóły~

Dziewczyna wywróciła oczami.

Jeśli dobrze sobie to obmyśliła, rzuciłaby swoim pojazdem z Megatron'a, a później już by ją Wszechiskra poinstruowała, co miała dokładnie robić. Kłopot był tylko w tym, że nie wiedziała czy taki upadek by przeżyła.

Zanim jednak się wycofała, wjeżdżała już na rozwalony kawałek budynku i sekundę później była już w powietrzu.

- To za zadzieranie z moją rodziną, skurczybyku – syknęła do siebie, w locie schodząc z pojazdu i popychając go do przodu – Cholera, dobra jestem – mruknęła z podziwem, kiedy motor uderzył tyrana w twarz, sprawiając, że potknął się.

I wtedy przypomniała sobie, że spadała.

Nie, no świetnie, skrzywiła się mentalnie, po czym popatrzyła w dół, och, hello kochany, odezwała się w myślach, widząc pod sobą innego Con'a. Wzięła głęboki wdech, nieco przestraszona, po czym wyciągnęła ręce.

- Uff – syknęła z bólu, chwytając się i gwałtownie zatrzymując na ramieniu wroga, kiedy ten się do niej odwrócił – Cześć?

Boże, te oczy są mega czerwone, stwierdziła, puszczając się i zjeżdżając z po jego plecach. Niestety, albo stety, gościowi się to nie spodobało i dziewczyna została zrzucona boleśnie na ziemię. Przez chwilę nawet usłyszała jak coś jej się w kościach przestawia, ale uznała to za majaki, kaszląc.

Wbrew pozorom, upadek z tej wysokości bolał.

Okropnie.

- Ach, a kogo my tu mamy? – Och, nie, rozpoznałaby ten głos wszędzie – Czy to nie jest pupilek Auto-ścierw? – zaśmiał się kpiąco, podnosząc blondynkę, kiedy tamta spojrzała na niego nieprzyjemnie.

- Nie – kaszel – jestem ich pupilkiem – warknęła.

Dotyk.

Dziewczyna teraz naprawdę wolała być na ziemi niż w czyjś dłoniach. Zmusiła się do nie zareagowania i skupiła na zadaniu.

- Lordzie Megatron? – odezwał się i chyba tylko głuchy nie wyczułby sarkazmu pod wypowiedzianym tytułem – To ten człowiek, o którym ci mówiłem…

Ew, w rzeczywistości wygląda nawet gorzej, stwierdziła w duchu, wstając i podtrzymując się palców Seeker'a, który ją trzymał.

- Ugh, nędzna ludzka istota – popatrzył na mnie z pogardą – Powiedz mi, Człowieku. Jakim cudem wytwarzasz sygnaturę energii Wszechiskra, hmm?

Dziewczyna wzdrygnęła się na falę strachu, kiedy się do niej zbliżył.

- Ja jestem za to ciekawa, jakim cudem metalowy gościu jak ty może wytwarzać taki smród – odparła z obrzydzeniem.

Uh, niedobrze, mruknęła, kiedy została strącona po raz kolejny na dół.

- Cholera – mruknęła na falę bólu.

~Spokojnie, już niedługo~ zapewniła cicho, po czym głośniej ~Nie mogę się doczekać, kiedy zobaczę ich miny! ~ i kolejny chichot.

Cieszę się, że mój ból sprawia ci radość, odezwała się, z jękiem wstając.

- Znowu oni – mruknął zirytowany – Gdzie ten żałosny robak, co się z nami sprzymierzył? – zapytał.

- Straciliśmy jego sygnał z ziemską godzinę wcześniej – odpowiedział Starscream.

Dziewczyna wzdrygnęła się.

~Nie myśl o tym. Skup się~

Brooke wzięła głęboki wdech, na powrót z grymasem na twarzy.

- Hej! – zawołała z ziemi, sprawiając, że znudzony Megatron się na nią spojrzał – Tak ty, Brzydalu!

- Jak ty mnie nazwałeś, Insekcie? – warknął.

Ops, chyba znalazłam drugiego Sunny'ego.

- Brzydal! Brzydal! – zaśmiała się kpiąco – I ty nazywasz się liderem? – prychnęła.

~To…jest jeden z najlepszych pomysłów, na jakie mogłaś wpaść~ odezwała się okropnie radośnie.

Dziewczyna wywróciła mentalnie oczami.

Świadome umieszczanie się na linii niebezpieczeństwa jest jednym z moich najlepszych planów?, zapytała z niedowierzaniem.

~Oczywiście! Takie są najzabawniejsze!~

Po raz kolejny, Brooke kwestionowała jej zdrowie psychiczne.

- Ty mały, nędzny… - zaczął.

- Lordzie Megatron, byłoby to nie mądre… - zaczął w tym samym czasie Starscream, stając przede mną, kiedy tamten spiorunował go wzrokiem – zabić Człowieka. Pomyśl ile możemy się od niego dowiedzieć.

- No wypraszam sobie, nie jestem facetem – mruknęła zirytowana, krzyżując ramiona.

Seeker spojrzał na nią wrogo.

- Siedź cicho! – syknął.

- Starscream… - warknął ostrzegawczo.

I wtedy, ktoś zaliczył kolizję z obydwoma Decepticon'ami, sprawiając, że nadal nieco ogłuszona od poprzednich upadków, wywróciła się z sykiem. Zamrugała zaskoczona, widząc czerwono-niebieską smugę i srebrny cień, kiedy się odwróciła.

Optimus…, pomyślała, spoglądając szybko na drugiego Bota, Jazz?

Byli szaleni czy jak, że się tak na nich rzucili?

~Nie mniej niż my~ odezwała się szczęśliwa z chichotem.

Nawet bardziej, mruknęła.

Rozejrzała się, widząc jeszcze kilka Autobotów dalej, walczących z Con'ami, ale nigdzie nie mogła dostrzec Epps'a, Lennox'a lub nawet Jasper'a. Nie mówiąc już o jej strażniku. Ten to jakby się pod ziemie zapadł.

- Wiej stąd! – zawołał do niej sabotażysta, na co pokręciła głową, cofając się, kiedy popatrzył na nią błagająco, w czasie, kiedy unikał ataku Starscream'a – Na co czekasz? Wiej!

Ale dziewczyna nie mogła.

Miała zdanie.

I cholera niech by ją wzięła, ale zamierzała je wykonać. Tego ją uczono, po to tutaj była. Gdyby chciała być znowu tchórzem i zwiać, zrobiłaby to dawno temu. Zostawiłaby ich tam na pastwę losu i tyle by ją widzieli.

Widząc, że Optimus miał mały sparring z Megs'em, dziewczyna rzuciła się biegiem w tamtą stronę, Wszechiskra w jej głowie jakby napędzała ją swoją własną pewnością siebie, kiedy przeskakiwała przez ruiny.

- Brooke! – warknął, po czym syknął, odpychając Starscream'a tak, że poleciał do tyłu, po czym rzucił się za blondynką.


Nie wiedziała, co dokładnie się działo.

Tylko, że Megatron w pewnej chwili upadł, a ona stanęła jak wryta, nie wiedząc, co dokładnie miała zrobić.

I wtedy Prime na nią spojrzał.

Czuła się okropnie.

Nie chciała tam być.

Nie chciała być częścią całej tej debilnej wojny, uczestniczyć w niej czy nawet jej zakończyć. Chciała być…

Właśnie, czego ona chciała?

~Podejdź do niego~ poleciła z chichotem.

W tamtej chwili dziewczyna marszczyła czoło, idąc w stronę jego ciała, kiedy Optimus posłusznie się odsunął. Dlaczego? Nie wiedziała.

Megatron popatrzył na nią nagle, oczy jakby się wytrzeszczyły, a jego mechanizmy niemal piszczały lub uginały się, raz po raz iskrząc się od uszkodzeń, jakie zostały mu zadane. W końcu dotarła do niego.

~Dotknij go~

Ignorując jak to zabrzmiało, wyjęła dłoń, jednak w tym samym momencie, kiedy Starscream z Jazz'em przenieśli swoją walkę do nich. Jeden z nich musiał ją jakoś uderzyć, po została rzucona na większego Decepticon'a i przypadkowo dotknęła jego klatki piersiowej.

Dziewczyna wytrzeszczyła elektryczno-niebieskie oczy, mrugając zaskoczona i popatrzyła na miejsce gdzie spoczywała.

Nie znowu, pomyślała zirytowana.

Błysk.

I nagle wszystko zrobiło się białe.