OSTRZEŻENIE (a może zachęta?) w tym rozdziale pojawiają się sceny erotyczne. A w następnych dwóch będzie jeszcze goręcej (w końcu zbliża się Tydzień Gorączki, czyż nie?)
Z góry przepraszam za błędy, miłego czytania:)
Kobieta - odnosi się do tej strony w związku, która może zajść w ciążę/przyjmuje postawę uległą, nawet jeśli w sensie biologicznym jest mężczyzną. Nowoczesne pokolenie nie jest zadowolone z tak poniżającego tytułu, jednakże tradycjonaliści wciąż określają w ten sposób posłusznych sobie partnerów.
Tydzień Gorączki/Sezon Gorączki - zdarzający się dwukrotnie w każdym roku biologiczny stan, gdy zmiennokształtni osiągają szczyt swojej płodności; objawy obejmują nagły przypływ niekontrolowanych popędów seksualnych, które są trudne do zniesienia i powodują niemożność wykonywania codziennych czynności. Gdy zmiennokształtny jest w gorączce, nie jest w stanie myśleć racjonalnie. W tym czasie może nawet stracić kontrolę nad swoją Prawdziwą Formą. Podczas Sezonu Gorączki Zmiennokształtni wycofują się do Pokojów Gorączki na czas pełnego tygodnia, dopóki symptomy nie ustąpią w sposób naturalny. Każde państwo ma inny harmonogram Sezonów Gorączki, zbiegający się zazwyczaj ze zmianami w pogodzie i klimacie, przy czym to wiosna i jesień są pewnym i uniwersalnym czasem, gdy zmiennokształtni wykorzystują swoje urlopy z powodu Tygodnia Gorączki. Rząd nieustannie monitoruje te tak ważne daty i ich zmiany, informując o nich społeczność na kilka tygodni przed ich nadejściem, gdyż niezwykle ważnym jest, by Zmiennokształtni mieli możliwość przygotowania się do tego czasu.
Pokój Gorączki - dźwiękoszczelne pomieszczenia budowane z konieczności radzenia sobie z najgorszymi aspektami stanu Gorączki. Każda rodzina Zmiennokształtnych powinna mieć przynajmniej jedno takie pomieszczenie w swoim gospodarstwie domowym. Pokoje Gorączki są zazwyczaj umeblowane łóżkami lub kanapami oraz półkami zaopatrzonymi w zapasy żywności i narzędzia niezbędne do radzenia sobie z Gorączką. Drzwi do Pokoju Gorączki mają specjalne zamki, które można obsługiwać zarówno od środka, jak i z zewnątrz, co pozwala starszym członkom rodziny na obserwowanie młodszych w czasie gorączki.
Ofiarodawcy - Zmiennokształtni są zżytą społecznością, która ceni sobie wartości rodzinne, dlatego też zachęca się jej członków do rozmnażania się młodo i, w miarę swoich możliwości, stworzenia nawet większej społeczności. Praktyka Ofert Partnerskich i zatrudnianie przedstawicieli wyższych klas jako tymczasowych partnerów jest uważana za osiągnięcie. Arystokraci są najbardziej pożądanymi Ofiarodawcami, nawet pomimo ich wysokich stawek i niskiego wskaźnika powodzenia takiego przedsięwzięcia. Zatrudnienie żeńskiego Ofiarodawcy, w porównaniu do jej męskiego odpowiednika, jest dużo bardziej kosztowne, ponieważ wymaga się, by zatrudniająca ją rodzina, roztoczyła nad nią opiekę od poczęcia do porodu.
Rozdział 2
Ślady zębów
"Nie. Przeproszę." Kagami wygiął wargi i skrzyżował ramiona. Ból, który czuł w brzuchu zaczął się już rozpraszać. "Nawet jeśli tylko do czasu zakończenia Tygodnia Gorączki, jesteś moim partnerem. Mam prawo oznaczać cię moim zapachem, żeby inni samce wiedzieli, że należysz do mnie i nie mogli mi cię zabrać." Wpatrywał się w Kuroko z głodem i obcym rodzajem dzikości.
Tylko nie to... Nawet zawarczał na koniec swojej wypowiedzi, zupełnie jak jakieś dzikie zwierzę.
Kuroko westchnął z irytacją, masując przy tym skronie.
Jak ma to wytłumaczyć? Główny sprawca całej tej sytuacji nie czuł nawet cienia winy. Kuroko miał dziwne wrażenie, że Kagami nie rozumiał, dlaczego w ogóle został skarcony. Brzmiał tak, jakby była to najnaturalniejsza rzecz, którą możnaby zrobić. Czy Kuroko naprawdę był tym nierozsądnym, czy też był tutaj jedyną osobą ze zdrowym rozsądkiem? A racja. Miał niewiele zdrowego rozsądku zmiennokształtnych. To jednak nie usprawiedliwiało zachowania Kagamiego.
"Po pierwsze, Kagami-kun, nie jestem dziewczyną. Nie jestem też aż tak atrakcyjny, by dostawać propozycje tego typu od mężczyzn. Jestem dość pewny, że nikt nie ma zamiaru 'zabrać mnie', jak to elokwentnie ująłeś." Zaczął. "I po drugie, niegrzecznym jest 'oznaczanie' kogoś bez pozwolenia. Nawet ja wiem, że wśród zmiennokształtnych istnieje coś takiego jak obopólna zgoda."
Kagami wyburczał coś, co brzmiało jak "...pachniałeś tak cholernie dobrze... nic nie mogłem na to poradzić." Kontynuował przy tym wiercenie spojrzeniem dziury w Kuroko, uparty i natarczywy.
"W takim razie, jeśli spytam o twoje pozwolenie, będę mógł cię oznaczyć, tak? Dam sobie z tym radę." Zawarczał. Znowu. "No nie bądź taki, Kuroko! Pozwól mi cię oznaczyć, draniu!"
"... bardzo kulturalnie, Kagami-kun."
Dobry Boże, to nic nie da.
Umawianie się ze zmiennokształtnym było jedną z tych rzeczy, z którymi Kuroko nie miał bladego pojęcia, jak należy sobie radzić. I z randkowaniem ogólnie. Chociaż Kuroko był całkiem pewien, że to drugie byłoby o wiele łatwiejsze, gdyż 'normalna' osoba nie posiada zwiększonych instynktów dzikich zwierząt jak zmiennokształtni. A Kagami był Tygrysem: bestią o silnym instynkcie terytorialnym. Nawet jeśli Kuroko uważał tę sytuację za uciążliwą (i zawstydzającą – nie potrafił spojrzeć w oczy swoim kolegom z drużyny, którzy gapili się na niego i ciągle chichotali), dopuszczał do siebie myśl, że to mogła być jego wina, jako że pozwolił Kagamiemu na wszystko, co tylko chciał. Powinien był ustanowić jakieś granice.
Bolała go szyja. Ból spowodowany był ugryzieniami Kagamiego a siniaki nie zblakną jeszcze przez kilka dni.
Kuroko nie miał zbyt wiele bluzek z golfem w swojej szafie.
"Ach, młodość."
Koganei i Mitobe zaanonsowali swoje przybycie do szatni poprzez porozumiewawczy chichot i przepraszający uśmiech. 'Ten rumieniec nie uratuje sytuacji, uspokój się', Kuroko skarcił się w duchu. Denerwował się lekko, gdy jego starsi koledzy skierowali do swoich szafek, które, tak się złożyło, było blisko miejsca, gdzie stał Kuroko. Koganei wciąż szczerzył się tym swoim kocim uśmiechem, gdy wolnym krokiem podchodził do swojej szafki.
"Co jest, Kuroko? Kagami nie potrafi utrzymać rąk przy sobie?"
Zaśmiał się, rzucając spojrzenia to na jednego, to na drugiego. Wyszczerzył się mocniej, gdy dostrzegł ślady zębów, których kołnierz od bluzy Kuroko nie mógł kompletnie zakryć. Rzucił czerwonowłosemu psotne spojrzenie, skinął głową niczym pomarszczony mędrzec i mówił dalej,
"Hmm, hmmm, jak rozumiem, zbliżający się Tydzień Gorączki, wyzwala to wszystko, co nie? Uwalnia popędy i tak dalej. Jednak powinieneś słuchać się swojego towarzysza, Kagami. Spójrz tylko, Kuroko jest czerwony jak pomidor! Jak uroczo! Prawda, Mitobe?" Zaśmiał się radośnie. Mitobe tylko uśmiechnął się z sympatią.
Kuroko odmawiał uznania tej racji. Jego męska duma wciąż była nienaruszona, do cholery.
W krótkim czasie większość ich kolegów z drużyny stała się świadoma tego, co ich łączy - nawet pomimo tego, że tak naprawdę to się nie umawiali. Co ciekawe, nikt nie sprawiał wrażenia szczerze zaskoczonego. Kuroko to zauważył. Byli zdziwieni, to prawda, jednak oprzytomnieli z tej początkowej reakcji nieco zbyt szybko. Gratulowali im dobrodusznie, drocząc się przy tym i chichocząc (Kuroko mógłby przysiąc, że byli zupełnie jak przekupki na targu), tak, jakby wiedzieli od wieków i z grzeczności tylko udawali zaskoczenie. Brak odrzucenia był coraz bardziej niepokojący.
Podczas gdy Kuroko rozmyślał nad tą sytuacją, Kagami ze swojej strony reagował na swoich senpaiów z lekką przesadą.
"Koganei-senpai, Mitobe-senpai, odwalcie się od Kuroko," Warknął. Zamilkł na sekundę i dodał cicho, "...proszę."
Koganei mrugnął dwukrotnie.
"Człowieku, dla niego nie ma nadziei!" Wybuchnął śmiechem.
O Boże.
Nie mogli podsumować swojej rozmowy, ponieważ na Forum Szatni było co najmniej o dwie osoby za dużo jak na gust Kuroko (i ponieważ było to bardzo, bardzo zawstydzające), więc zdecydował się on odłożyć na razie temat Oznaczania. Poranny trening był pełny plotek, dokuczania i chichotów. Riko - w rzadkim porywie życzliwości - ulitowała się nad problemem Kuroko i łaskawie pożyczyła mu swoje kosmetyki. Nauczyła go też jak prawidłowo ukrywać ślady za pomocą podkładu, korektora i pudru.
Ciekawość spowodowała, że Kuroko wymsknęło się pytanie, skąd Riko wie o tym tak wiele? Trenerka zarumieniła się i spojrzała na Hyuugę, który wciąż ćwiczył z drugoklasistami, i tak właśnie Kuroko otrzymał swoją odpowiedź. Wow, kiedy to się stało? W takim razie wyjaśniło się, dlaczego Kapitan, nie zważając na konsekwencję, zawsze jako pierwszy ze śmiałością próbował zabójczej kuchni Riko. Hmmm. Kuroko zastanawiał się, czy ojciec Trenerki wie o tym związku? Lna wszelki wypadek lepiej siedzieć cicho w imię długowieczności Kapitana ich drużyny.
Patrząc wstecz, Kuroko nigdy nie był zbyt zainteresowany romansami. To, że Momoi była nim zainteresowana, było raczej oczywiste, jednak Kuroko uważał, że niegrzecznym byłoby odpowiadanie na to, kiedy nie czuł wobec niej niczego głębszego. Prawdopodobnie to był powód, dla którego nie zauważył wcześniej, że jego senpaie byli zainteresowani sobą nawzajem.
Jego uwaga zmieniła swój przedmiot, gdy nauczyciel wszedł do klasy. Gdy rozpoczęła się pierwsza lekcja, Kuroko oczyścił swój umysł. Przyszły tydzień był tygodniem egzaminacyjnym. Mózg Kuroko nagle przestał działać.
Mniej niż dwa tygodnie do przerażającego Tygodnia Gorączki.
Dobra, pieprzyć to. Nawet dość dosłownie, jak mógłby dodać.
Poczuł, jak w jego brzuchu budzi się dreszcz, więc, by rozproszyć myśli, z furią - a także z nieco zbyt dużym skupieniem - zaczął robić notatki z zagadnień do egzaminu. W tym czasie Kagami chrapał na swojej ławce do czasu, gdy został obudzony przez nauczyciela za pomocą karnej linijki.
Kuroko był tak skupiony, że kiedy kilka godzin później dźwięk dzwonka, obwieszczającego przerwę na lunch, wypełnił budynek, wystraszył się go.
Zazwyczaj spędzał przerwę na lunch z Kagamim. Czasami byli z nimi też inni pierwszoklasiści z drużyny. Teraz jednak nie chciał być sam na sam z Kagamim. Kiedykolwiek zostawali tylko we dwóch, Kagami posuwał się względem niego coraz dalej. Kiedy Kuroko zaczął mu na to pozwalać, były to przeważnie niewinne rzeczy. Dotyk, trzymanie się za ręce, obejmowanie się - te sytuacje nie miały żadnych seksualnych odniesień i równie dobrze mogły być odbierane jako zupełnie platoniczne. Coś, co można by robić z przyjaciółmi albo rodziną.
Jednak ugryzienia, siniaki i pieszczoty... Nie miał żadnego doświadczenia w randkowaniu, więc tego nie rozumiał. Musiał jednak przyznać, że przerażało go to. Nawet jeśli nie było tego po nim widać. Nie było to nieprzyjemne, ale jednak. Tylko tyle i już cały się trząsł. Jak ma sobie poradzić z czymś więcej? Czymś więcej niż ślady po ugryzieniach?
"Kuroko, chodźmy coś zjeść." Kagami odwrócił się i spojrzał na niego.
Kuroko nie mógł odmówić nie podając powodu.
Kiedy szli przez szkolne korytarze, by pójść do stołówki, Kuroko zasugerował zaproszenie do wspólnego zjedzenia lunchu pierwszoklasistów z ich drużyny. Kagami najwyraźniej nie miał nic przeciwko - błękitnowłosy poczuł ulgę. Jednak wyglądało na to, że ta trójka po prostu zniknęła ze swoich klas. Zazwyczaj, kiedy nikt ich nie szukał, po prostu pojawiali się, jakby znikąd. Czując coraz większą desperację, Kuroko podążył za Kagamim, by kupić lunch tylko dla nich dwóch. Po tym udali się do swojego stałego miejsca na dachu.
Kagami pożerał górę chlebków yakisoba, podczas gdy Kuroko miał słodką bułeczkę z kremowym nadzieniem i kartonik mleka. Gdy jedli, Kagami, który usiadł bardzo blisko, rzucił mu kolejne ze swoich długich spojrzeń. Usiedli po tej stronie dachu, która była zacieniona i oddalona od miejsc, gdzie byli inni uczniowie. Kuroko uświadomił sobie, że Kagami prawdopodobnie doprowadził do tej sytuacji specjalnie. To podejrzenie spowodowało, że jego żołądek się zacisnął.
"Zakryłeś je, co?" Kagami brzmiał na wkurzonego, kiedy uważnie przyglądał się jego odsłoniętej szyi, obecnie starannie zakrytej z pomocą Riko i jej znajomości makijażu.
Kuroko, nim mógł odpowiedzieć, musiał pogryźć i przełknąć swoje jedzenie.
"Trenerka była tak miła, że pożyczyła mi swoje kosmetyki." Odpowiedział, nie patrząc w żadne konkretne miejsce.
"... Lubię je na tobie. Lubię patrzeć na moje znaki, ozdabiające twoją bladą szyję."
Jakby podkreślając te słowa, uniósł dłoń, by przeciągając zimnym palcem po miejscu, gdzie znajdowała się tętnica szyjna. W powolnym rytmie przesuwał nim w tę i z powrotem.
Kuroko zadrżał.
Walczył z samym sobą o zachowanie kontroli, ale przegrał sromotnie. Gorąco uderzyło zdradziecko na jego policzki. "Kagami-kun, proszę, to niestosowne." Miał nadzieję, że przynajmniej jego głos się nie załamie.
Zimny palec zatrzymał się na swojej trasie.
"Nie podoba ci się?"
Kuroko mógł poczuć, że gorący oddech Kagamiego jest coraz bliżej, przypływ ciepła muskający jego prawy policzek. Wciąż patrzył prosto przed siebie, choć nic nie mógł poradzić na to, że zaczął się trząść pod ciężarem arystokratycznych feromonów Kagamiego, które zaczęły sączyć się z czerwonowłosego. Upojne uczucie otumanienia, które powodował ten zapach, wessało do ścieku trochę jego rozsądku. Kuroko musiał ciężko pracować, by pozostać logicznym i opanowanym, skoro chciał wyjaśnić tą kwestię.
"To nie... tu nie chodzi o lubienie czy nie lubienie, Kagami-kun." Próbował znaleźć właściwe słowa' "Proszę, nie rób takich rzeczy."
Kagami nie wyglądał na ani trochę zadowolonego. Aura wokół niego zaczęła zmieniać się na gorsze, stając się ciemną i ciężką. Spomiędzy jego warg wyślizgnął się warkot. Kuroko mógł dostrzec czarne prążki zaczynające pojawiać się na twarzy Kagamiego, szczególnie widoczne wokół jego oczu i na górnej części twarzy. Jego paznokcie zaostrzyły się. Kuroko walczył z chęcią skrycia się przed tym pokazem siły. Nic nie mógł poradzić na drobne dreszcze, które wstrząsały całym jego ciałem.
"Za dwa tygodnie," Zaczął Kagami z gniewem. "Będziemy uprawiać seks. Nie - to nie do końca prawda. Staniemy się partnerami. Na tydzień, zamknięci w pokoju, bóg wie gdzie, tylko nas dwoje. Wiesz, co to znaczy?"
Kuroko wolałby nie wiedzieć.
Nie miał jednak zamiaru poddać się tak łatwo.
"Kagami-kun, ja..."
Usłyszał głębokie westchnienie.
Kagami niespodziewanie ustąpił.
Tygrysie prążki już nie zdobiły jego lekko opalonej skóry, jego pazury wróciły do zwykłej długości. Wrócił do swojej wcześniejszej pozycji, pocierając przy tym nerwowo tył swojej głowy. Kuroko w końcu na niego spojrzał, a jego mina wyrażała dezorientację, którą czuł. Na twarzy czerwonowłosego po raz pierwszy odmalowało się poczucie winy. Kuroko był zaskoczony tym jego uporem.
"Słuchaj, nie chcę cię zranić ani wystraszyć, ale ciężko mi się przy tobie kontrolować. Jesteś po prostu - twój zapach - doprowadzają mnie do szaleństwa!" Nie patrzył już na Kuroko, a jego policzki pokryły się rumieńcem gniewu. Po chwili odwrócił się do błękitnowłosego, wpatrując się w niego jak rozdrażnione dziecko.
"Stałem się chciwy, jasne? Nigdy nic nie powiedziałeś, kiedy cię dotykałem albo przytulałem - przy okazji, nigdy nie będę miał dość twojego dotyku - to dla mnie jak narkotyk. Zacząłem chcieć więcej. Po prostu nie sądziłem, że... tak bardzo tego nie lubisz. Wyglądałeś tak, jakbyś nie miał nic przeciwko. Czasem myślałem nawet, że to lubisz. Mogłeś coś po prostu powiedzieć. Chciałem po prostu... nie chciałem żeby ktokolwiek patrzył na ciebie w ten sam sposób, co ja. Chciałem tylko żeby dostali wiadomość, że mają się od ciebie odpieprzyć. Tylko tyle!"
Brzmiał na sfrustrowanego. Ale nie był wściekły. Na szczęście, to nie było nic destruktywnego.
"Słuchasz? Wiesz, o co mi chodzi?"
Kuroko nie wiedział.
Mógł zobaczyć różnice w ich wychowaniu. Tetsuya, który, pomimo bycia zmiennokształtnym, dorastał pod skrzydłami rodziców należących do Naczelnych i z ich sztywnymi wartościami moralnymi, którymi się kierowali, i Kagami, który nie tylko był czystej krwi zmiennokształtnym, należącym do społeczności zachęcającej do postępowania tak, jak ma się tylko ochotę, ale na dodatek znajdującym się na szczycie łańcucha pokarmowego. Zamożny, pożądany Arystokrata, który przywykł do szczególnego stylu życia, nie znającego granic i limitów zwyczajnych ludzi, takich jak Kuroko, któremu zdrowy rozsądek został wpojony przez rodziców i inne otoczenie.
Kagami pewnie jest przyzwyczajony do ludzi, którzy od czasów jego młodości, błagali o jego uwagę, różnych kochanków, ofiarujących mu z własnej woli samych siebie, a którzy z rozkoszą nosili jego znaki na całym ciele. Nie mógł zrozumieć, dlaczego Kuroko miałby być zakłopotany przez tak śmiały, publiczny pokaz uczuć. Prawdopodobnie myślał, że w ten sposób uszczęśliwi Kuroko.
Tak naprawdę to tylko go to wkurzało. Samolubny, bogaty gnojek.
Równie silnie jak irytację jego postawą, Kuroko, jako starszy z ich dwojga, czuł potrzebę wyjaśnienia tego nieporozumienia.
"Kagami-kun, jestem świadom tego, co ma mieć miejsce w ciągu najbliższych dwóch tygodni." Przerwał, by wziąć głęboki, uspokajający wdech. "Chodzi o to, że powinieneś mieć świadomość mojego braku doświadczenia w sprawach... cielesnych. Nigdy dotąd z nikim się nie spotykałem, nie miałem też okazji by uczestniczyć w miłosnych przygodach. Wiem, że jesteś dużo bardziej doświadczony niż ja, Kagami-kun. Mam jednak nadzieję,"
Odetchnął powoli. Teraz uspokoił się dużo szybciej.
"Mam nadzieję, że zniesiesz jakoś moje niedoświadczenie i nie będziesz się spieszył. Liczę, że zrozumiesz. I... tak właściwie to nie jest tak, że tego nie lubię. Nie nienawidzę tego, co co robisz, co robisz ze mną." Pod koniec się zarumienił, mając nadzieję, że Kagami nie zauważy szkarłatu rozlewającego się na jego policzkach. "Chciałbym jednak, żebyś nie zapominał o sytuacji, w jakiej jesteśmy. Mimo wszystko wciąż chodzimy do szkoły."
Chyba śnił, bo wyglądało na to, że Kagami wysłuchał go z uwagą.
"Po-podobało ci się? Naprawdę?"
Kuroko miał szczerą nadzieję, że nie była to jedyna część jego wypowiedzi, która dotarła do Kagamiego. W przeciwnym wypadku wkurzy się jeszcze bardziej niż teraz.
Uniósł obie dłonie tak, że pomiędzy nimi znalazła się twarz Kagamiego, a następnie z mocą przybliżył je do siebie, zaciskając je na policzkach Kagamiego z pojedynczym plaśnięciem. Kagami miał oszołomiony wyraz twarzy. Wyglądał, jakby nie wiedział, co się właśnie stało.
"Ale," Powiedział Kuroko surowo, oczy ostrzegawczo zwężone. "Bezwarunkowo nie lubię tego, że zapominasz zapytać o moje zdanie, gdy robisz coś nieodpowiedniego. Wolałbym, aby nasze prywatne sprawy pozostały za zamkniętymi drzwiami, Kagami-kun. Nie jestem na tyle otwarty, by pozwalać innym na to, by wiedzieli o tym, co jest wyłącznie moją prywatną sprawą."
Gdy skończył, odetchnął zimnym powietrzem i podjął na nowo.
"Co myślę o tych ugryzieniach, Kagami-kun. Lub oznaczeniach. Jakkolwiek chcesz je nazywać. Są niedopuszczalne, ponieważ, aby je zakryć przed wścibskimi spojrzeniami innych, musiałem się naprawdę napracować. Potrzebowałem do tego nawet pomocy kogoś obcego. Poza tym mamy umowę, prawda? Zaakceptowałem twoją ofertę. Nie mam zamiaru akceptować żadnej innej, nawet jeśli pojawi się jako jakaś niesamowita szansa, w co szczerze wątpię, i wystawić cię. Jeśli wciąż tak bardzo obstajesz przy robieniu tego, proszę weź pod uwagę miejsce, gdzie je zostawisz. Preferowałbym, by było to gdzieś, gdzie mogę je z łatwością ukryć."
Kuroko mógł dostrzec iskry w jego oczach.
"Dajesz słowo?"
Kuroko skinął głową.
"W takim razie mogę cię oznaczyć? Mamy umowę?"
"... niedopuszczalne miejsca są poza dyskusją." Powtórzył.
Kagami tsyknał. Mimo to wyszczerzył się radośnie.
Kuroko westchnął i zabrał ręce. Zastanawiał się, czy tak właśnie wygląda posiadanie młodszego rodzeństwa.
Po lekcjach i zakończeniu popołudniowego treningu, kontynuowali tę dyskusję w prywatnej przestrzeni mieszkania Kagamiego. Kagami wziął sobie do serca konstruktywną krytykę Kuroko, ale stanowczo odmawiał odpuszczenia sobie tematu znakowania. Kuroko z automatu wykluczył obszar wokół szyi i obojczyków. Istniało zbyt duże ryzyko, że zostaną odsłonięte, przez przypadek czy nie. Nie miało znaczenia jak długo Kagami próbował przekonać Kuroko, że był to jego ulubiony obszar - ta kwestia nie podlegała dyskusji. Kiedy Kagami zasugerował wewnętrzną stronę uda i pośladki Kuroko, po raz kolejny miał okazję na romantyczne spotkanie z Ignite Punch Kuroko.
"...dobra! Twoje ramiona? Barki?" Kagami nie chciał się poddać, a jego oczy były przepełnione emocjami.
"Będą widoczne w czasie treningu."
"Cholera. Dobra! Twój brzuch. Talia."
"Mam łaskotki."
"Hmm, zapamiętane."
Kagami z jakiegoś powodu wyglądał na zadowolonego.
"Łydki?"
"Podczas treningów nosimy krótkie spodenki."
"Dobra. Pierś. Sutki!"
"... masz ochotę na kolejną porcję, Kagami-kun?" Arystokrata skrzywił się wyraźnie.
" - wszędzie jest zakazane! Czy ty w ogóle byłeś poważny, kiedy mówiłeś, że pozwolisz mi się oznaczyć?" Kuroko rzucił mu zirytowane spojrzenie. "Dobra! A może twoje plecy? I tak są zawsze zakryte, prawda?"
"Ah." Kuroko przechylił głowę w jedną stronę, nie potrafił znaleźć żadnej luki w tym stwierdzeniu. Rzadko odkrywał swoje plecy, wyłącznie podczas przebierania się na ćwiczenia i w czasie kąpieli.
"To prawda."
Wyszczerz Kagamiego był tak szeroki, że niemal oślepiający. Role Światła i Cienia, które wypełniali, powinny być rozumiane metaforycznie, a nie dosłownie. Cóż, Kuroko podejrzewał, że wszystko dobrze się skończyło. W końcu udało im się znaleźć płaszczyznę porozumienia, która zadowoliła Kagamiego.
Z przyzwyczajenia, Kuroko spojrzał na zegar wyświetlający się na dekoderze telewizyjnym. 21. Powiedział rodzicom, że jak zwykle będzie u Kagamiego, ale nie wspominał, że zostanie na obiad. Dyskusja zbytnio się przeciągnęła. Wykonał ruch, by podnieść swoją szkolną torbę, która leżała na podłodze koło jego stóp, ale nim ją dosięgnął, Kagami złapał go za nadgarstek. Błękitnowłosy pojrzał pytająco na czerwonowłosego.
Głupkowaty uśmiech został zastąpiony przez twarde, poważne spojrzenie.
"Nie idź do domu," Powiedział Kagami. "zostań na noc. Zostań ze mną."
"Kagami-kun, przecież powiedziałem, że żadnego nocowania dopóki..."
"Powiedziałeś, że nie możemy podczas tygodnia egzaminacyjnego. To jeszcze nie jest tydzień egzaminacyjny."
Kuroko to wiedział. Ale i tak próbował się kłócić.
Kagami był przerażająco cicho. "Mówiłem ci... Chciałbym cię dotknąć. Jeśli mi pozwolisz. Tylko tyle." Przerwał, by przemyśleć swoje następne słowa, z uwagą wybierał słowa. "Chciałbym też.. odpowiednio cię oznaczyć. Teraz, gdy wszystko ustaliliśmy. Czy... masz coś przeciwko?"
Tak wiele pragnień.
Kuroko nie był pewien, czy jego ciało zniesie całokształt żądzy Kagamiego, zwłaszcza teraz, gdy doświadczył jej próbki. Zostało mniej niż dwa tygodnie do Tygodnia Gorączki. Jeżeli Kuroko nie jest w stanie poradzić sobie z tym, jak zniesie czyste, pierwotne pragnienia Kagamiego podczas Gorączki? Nawet jeśli wziąć pod uwagę, że Kagami obiecał, że załatwi to bezboleśnie, by pomóc mu z jego szczególnym stanem. Niepewność wciąż była gdzieś z tyłu jego umysłu. Strach przed nieznanym.
To wszystko było po to, by przyzwyczaić go do dotyku, przypomniał sam sobie. To dla jego dobra Kagami to robił.
Da sobie radę.
"Kuroko?" Kagami zwrócił się do niego ponownie, wyglądając przy tym na lekko przygnębionego. "Więc... chcesz czy...?"
Kuroko odchrząknął. "Tak, chcę, Kagami-kun."
Jak tylko Kagami uzyskał pewność, trzymając Kuroko za rękę, poprowadził go do swojego pokoju, delikatnie holując go za sobą.
Kuroko wielokrotnie zostawał na noc i tyle samo razy widział tą sypialnię, ale dzisiaj było jakoś inaczej. Kagami nie wykonał żadnego ruchu, by rozłożyć na podłodze futon, który wyciągał zawsze, gdy Kuroko u niego nocował. Zamiast tego poprowadził Kuroko w stronę swojego łóżka. Łóżka Kagamiego. Usiadł ciężko na materacu, podczas gdy Kuroko wciąż stał. Kagami nadal trzymał jego dłoń.
Czerwonowłosy uniósł spojrzenie na Kuroko i skinął na niego ręką, by usiadł obok. Nie znajdując lepszego rozwiązania, Kuroko zajął miejsce.
Obaj siedzieli spokojnie obok siebie. Kagami zaczął bawić się rekami Kuroko, przykładając opuszki swoich palców do zrogowaciałych dłoni mniejszego chłopca. Kagami wpatrywał się w nie, obracając nimi pod różnymi kątami. "Twoje ręce są szorstkie." Stwierdził, pocierając palcami wzdłuż nierównej powierzchni dłoni Kuroko.
"Twoje też," odpowiedział Kuroko. Szorstkie dłonie, z mnóstwem malutkich, stwardniałych guzków będących rezultatem tysięcy godzin poświęconych na treningi Koszykówki. Dowód ich pasji. Kagami zachichotał, jakby zgadzał się z niewypowiedzianymi przemyśleniami Kuroko.
"Kocham je. Te dłonie tworzą takie niesamowite podania. Podania przeznaczone dla mnie." Spojrzenie, które Kagami na niego skierował, było delikatne i kochające. Pochylił się.
I dotknął ustami bladej powierzchni dłoni Kuroko.
Oddech błękitnowłosego nagle zatrzymał się w jego płucach.
Wyższy chłopak spojrzał na niego z żarem kłębiącym się w oczach, pełnych determinacji, mocno kontrastujących z tym, jak delikatny był jego głos, gdy zadał pytanie.
"... mogę?"
Kuroko nie odmówił.
Gdy Kagami dotknął skraju jego Gakuranu, Kuroko zastosował się do tej niewypowiedzianej wskazówki. Odpiął guziki od swojego mundurka i zdjął go w mniej niż minutę. Złożył go starannie i schował do swojej szkolnej torby, a wtedy Kagami posunął się jeszcze dalej i pociągnął za jego koszulkę. Kuroko pozwolił, by Kagami pomógł mu w ściągnięciu jej przez głowę. Zadrżał lekko, gdy tak duża powierzchnia jego skóry została wystawiona na chłodne, nocne powietrze. Odruchowo potarł przedramiona, by wetrzeć w nie nieco ciepła.
Nic nie zauważył przez dłuższą chwilę, dopóki nie złapał Kagamiego na gapieniu się.
Poczuł nagły napływ ciepła unoszący się w stronę głowy, świadomość własnego ciała sprawiła, że przybliżył ramiona do torsu, w daremnej próbie zakrycia samego siebie lub uczynienia się mniejszym. Nagle poczuł zawstydzenie, choć przecież wcześniej wielokrotnie widzieli się nago. Dlaczego tej nocy było to inne? ...to nie miało sensu. Kuroko nie potrafił zmusić się, by odpowiedzieć na spojrzenie Kagamiego, który nie odrywał od niego wzroku.
"Pro-proszę przestań się tak gapić," Kuroko pomyślał, że to niesprawiedliwe, że tylko on jest rozebrany. To musiał być powód jego nieśmiałości. "Wciąż masz na sobie ubrania."
Kagami wyglądał na wyrwanego z oszołomienia bliskiemu transowi. "Hę? A tak. Racja." Z łatwością ściągnął swoją koszulkę.
Kuroko nie poczuł się przez to ani trochę lepiej.
Tak naprawdę ten gest odniósł zupełnie odwrotny skutek.
Zupełnie zapomniał jak zadziwiająca i nieprawdopodobna jest budowa ciała Kagamiego. Pełna długich, twardych mięśni bez grama tłuszczu, które wyglądały jak wyrzeźbione z czystego marmuru. Przyciemnione światło w pokoju zdawało się tańczyć na jego ciele, akcentując przy tym każdą zakrzywioną linię i każdą dolinę wydrążoną w jego torsie. Ciało Kagamiego, choć nie było jeszcze w pełni dojrzałe, to już było bliskie perfekcji. Nawet wśród Arystokracji, Kuroko nie widział jeszcze tak zachwycającej budowy ciała.
Chichot.
"Co takiego widzisz? Gapisz się." Droczył się czerwonowłosy.
"...zwracam tylko przysługę." Odparował Kuroko, choć jego twarz zaczerwieniła się zdradziecko.
"Heh. Cokolwiek pozwoli ci w nocy spać spokojnie, skarbie." Na reakcję Kuroko, Kagami wydał z siebie zadowolone szczeknięcie. "Przy okazji, powinniśmy zdjąć też spodnie. Zrobią się zbyt ciasne."
Kuroko uniósł brew. "Co zrobi się zbyt ciasne?"
Kagami tylko na niego spojrzał.
Kuroko nagle uświadomił sobie, co to znaczy. "Oh. Ro-rozumiem."
Kagami zaśmiał się. Bardzo głośno.
"Przepraszam, przepraszam! Hahaha!" Kagami chwycił się za boki, nie przestając się śmiać. "Nie miałem pojęcia jaki... jaki jesteś niewinny! Człowieku, co ja mam z tobą zrobić?"
"Proszę, wybacz mi moje niedoświadczenie, które uważasz za tak zabawne." Kuroko obrzucił go wściekłym spojrzeniem.
"Nie, to nie tak." Śmiech Kagamiego zamarł. Sięgnął, by objąć dłonią szczękę Kuroko, jego kciuk potarł jego policzek w przepraszającym geście. "Pewnie cię przestraszyłem, co?"
Kuroko przybliżył się do dotyku.
"Przestraszyłeś."
Zauważył, że szczęka Kagamiego się zacisnęła.
"Więcej tego nie zrobię."
Ton jego mruknięcia był napięty i srogi.
"Wiem, Kagami-kun."
"Rozpieszczasz mnie, wiesz?"
"... Tak."
"... ... No chodź."
Złapał Kuroko za ramię i przyciągnął do siebie. Ich dwójka wylądowała na łóżku, Kuroko rozłożony na Kagamim. Zaskoczyło go to. Ręka Kagamiego spoczęła na tyle jego głowy i zaczęła leniwie ją głaskać. Spojrzał w górę i odkrył, że Kagami się w niego wpatruje. Oczekiwał, że czerwonowłosy zacznie robić coś innego, ale nic się nie stało.
„Kagami-kun?" Chciał spytać.
„Nic nie będziemy robić. Zostańmy po prostu tak, jak teraz. Nie ma pośpiechu." Mógł poczuć drżenie ciała Kagamiego, kiedy ten mówił, ręka wyższego była owinięta wokół bioder Kuroko. Ich ciała były rozpalone, skóra przy skórze. To było kolosalnie różne od tego, gdy przytulali się w ubraniach. To było znacznie cieplejsze i dużo bardziej zawstydzające. Jednak było również alarmująco przyjemne.
Kagami zmienił pozycję Kuroko w bardziej komfortową, układając go na łóżku królewskiej wielkości od strony ściany. Wpatrywali się nawzajem w swoje oczy. Kagami podparł się na łokciu, by zachować równowagę, gdy zawisł nad Kuroko, obserwując go. Pościel mocno pachniała Kagamim. Zapach ukołysał Kuroko w przyjemny stan odprężenia. Delikatny dotyk Kagamiego na jego głowie był bardzo miły. To było uspokajające.
„Idź spać, Kuroko. To był długi dzień."
Kuroko wpatrywał się w Kagamiego jeszcze przez kilka minut, po czym skorzystał z oferty i, gdy tylko zamknął oczy, zapadł w sen.
Następnego dnia Kuroko obudził się z imponującą fryzurą, w zamian otrzymując dziwne spojrzenie Kagamiego („Nie kręcisz się tak bardzo, więc dlaczego twoje włosy są tak epickie o poranku?"). Razem zjedli śniadanie. Kuchnia Kagamiego była równie bez skazy, jak zwykle.
Gdy nadszedł czas, by pójść do szkoły, Kagami pożyczył mu swoją najmniejszą koszulkę, która i tak była dużo za duża na Kuroko, i wyszli razem z domu. Kiedy weszli do szatni przed porannym treningiem, wyglądało na to, że wszyscy zauważyli, że Kuroko nosi koszulkę Kagamiego i pachnie nim jeszcze bardziej niż wczoraj, co sprawiło Kagamiemu dużą przyjemność. Zbyt zmęczony pytającymi spojrzeniami i dziewczęcymi plotkami, Kuroko pozostawił swoich kolegów sam na sam z ich wybujałą wyobraźnią.
Koniec tygodnia zdawał się zbliżać szybciej, kiedy wszyscy stresowali się egzaminami.
Reszta szkolnych dni minęła monotonnie. Kagami zostawił go w spokoju, przynajmniej do chwili nadejścia weekendu – Kuroko nie musiał tym razem nawet pytać – ale ich dwójka wciąż spędzała razem większość czasu w szkole, w klubie i po lekcjach. Ich sesje wspólnej nauki nabrały intensywności, więc i tak nie byli w stanie zostać tylko we dwójkę, zawsze byli ludzie, którzy towarzyszyli im aż do wieczora. Kuroko nie mógł spędzać też tak wiele nocy u Kagamiego, więc gdy tylko robiło się późno, wracał do domu, a Kagami upierał się, by odprowadzać go chociaż kawałek.
W piątkową noc, Kagami odprowadził go aż do stacji kolejowej, tak, jak robił to od pewnego czasu. Było późno, około 22, a ulice były puste. Kagami wziął dłoń Kuroko w swoją i schował ich splątane palce do kieszeni swojej kurtki. Gdy dotarli przed stację, wydarzyło się coś, co do tej pory się nie zdarzyło.
Kagami pochylił się i pocałował Kuroko.
To było krótki i niewinny romans, wargi dotykające warg przez kilka przelotnych sekund. Lecz i tak był to pierwszy pocałunek Kuroko. Wyraźny rumieniec na jego twarzy nie miał nic wspólnego z zimnym nocnym powietrzem, a Kagami z pewnością nie przegapił niczego. Gnojek wyszczerzył się po wilczemu (tygrysiemu?) i pochylił się, by pocałować go ponownie, szepcząc przy tym, że powinni spotkać się w weekend – tylko ich dwójka. Drugi pocałunek miał w sobie więcej siły, Kagami potarł językiem o dolną wargę Kuroko. Jednak niższy chłopiec był zbyt oszołomiony i zesztywniały, by na to zareagować.
Implikacje, które niosło za sobą to zaproszenie, nie zostały przez niego przeoczone. Wiedział, że Kagami nie zostawiłby go w spokoju na zbyt długo.
A Kuroko nie był pewien, czy naprawdę jest temu przeciwny.
Następnego dnia zapakował do swojej torby trochę ubrań i zeszytów. Powiedział rodzicom, że zostanie u Kagamiego by się uczyć ('różnych rzeczy' Kuroko dodał w myślach) i przypomniał mamie, by wyprowadzała Nigou, a następnie wyszedł z domu. Pięć minut później jego telefon zapiszczał. Sms, który dostał od Kagamiego informował go, że ten ugotował dla nich lunch i przygotował kolejny ze swoich domowych shake'ów waniliowych.
Kuroko zastanawiał się, czy posiłek był częścią przemyślanego i pracochłonnego planu, by dostać się do jego spodni.
Po jego przyjściu, zjedli razem lunch, żartując i rozmawiając przy tym o koszykówce i ich drużynie. Kagami przez cały ten czas nie odrywał od niego wzroku. Kuroko zauważył, że ten drugi uwielbia na niego patrzeć – rzadko patrzył gdzie indziej, kiedy Kuroko był w zasięgu jego wzroku. Bycie Plebejuszem będącym pod nieustanną obserwacją mięsożernego Arystokratycznego Tygrysa, wciąż było nieco przytłaczające, ale Kuroko zaczynał się powoli przyzwyczajać.
Po lunchu, Kagami zaciągnął go na kanapę. Kiedy tylko usiedli, posadził sobie Kuroko na kolanach i zamknął w klatce stworzonej ze swoich długich ramion. Kuroko westchnął i przypomniał mu, że są tutaj po to, by się przede wszystkim uczyć. Kagami wyszczerzył się, gdy usłyszał sposób, w jaki Kuroko ujął tę sytuację. Wyglądał na uszczęśliwionego. To wszystko osiągnęło właśnie zupełnie nowy rodzaj szaleństwa, jeśli wziąć pod uwagę, że oto Bakagami, który był kompletnie i kompletnie beznadziejny w nauce, zaczął się nią cieszyć, tylko dlatego, że może wtedy mieć przy sobie Kuroko. Pochlebne, ale szalone.
Spędzili pięć następnych godzin na rozwiązywaniu problemów matematycznych i testowaniu pamięci Kagamiego w zakresie historii Japonii i znaków Kanji. Co dwie godziny robili sobie krótkie przerwy, by później kontynuować, do czasu, gdy nadeszła pora obiadu. Obiad był równie wspaniały, jak lunch.
Kuroko miał na twarzy, zazwyczaj niewyrażającej żadnych emocji, wyraz czystej rozkoszy. Kagami skończył właśnie swoją górę ryżu.
„To było naprawdę pyszne. Dziękuję za posiłek, Kagami-kun." Odłożył pałeczki, złożył ręce w geście wdzięczności i podziękował gospodarzowi.
„Cieszę się, że ci smakowało." Powiedział Kagami. „Kąpiel jest gotowa. Chcesz skorzystać?"
Kuroko odmówił grzecznie „Nie chciałbym się narzucać. Skorzystaj pierwszy, Kagami-kun."
Mimo wszystko był gościem. Takie zachowanie było właściwe.
„Lub. Możemy wykąpać się razem."
Kuroko niemal zadławił się swoją zieloną herbatą.
Kagami szczerzył się szeroko. „Wanna jest wystarczająco duża. I tak bierzemy wspólne prysznice w klubie, a nawet byliśmy razem w gorących źródłach. To nic wielkiego."
Kagami odepchnął od siebie pokusę odcięcia się, że Kagami, nosząc wtedy kąpielówki, oszukiwał.
O boże. Jak on się wpakował w taką sytuację.
Na pewno się rumienił, bo głupi wyszczerz tygrysiego gnojka tylko się powiększył. To, jak spokojnie się zachowywał, irytowało Kuroko. „Kagami-kun, jesteś takim manipulantem!" Wykrztusił jadowicie.
Chichot. "Więc dołączysz co mnie?"
Przyzwyczajenie się, Kuroko skandował w duchu, to było jak mantra w fortecy jego umysłu. To wszystko po to, by przyzwyczaił się do dotyku. To po to, by pomóc mu z Zatrzymaną Gorączką. Wiedział, że to się stanie, jeszcze przed swoim przybyciem do domu Kagamiego, dlatego przygotował się na taką możliwość.
„Tak."
kuroko powiedział Kagamiemu, by poszedł pierwszy, ponieważ chciał najpierw pozmywać naczynia, a później do niego dołączy. Kagami pozwolił sobie na niski warkot, by pokazać swoje niezadowolenie, ale nie kłócił się. Kuroko mimo wszystko potrzebował kilka minut, by się przygotować. Zmywanie naczyń w wolnym tempie pomogło mu jakoś ukoić nerwy, ale nie trwało zbyt długo. Nie mógł pozwolić na to, by Kagami czekał, skoro dał mu słowo – Kuroko zachichotał do samego siebie. Mógł odmówić i odejść, miał do tego mnóstwo okazji, ale nie zrobił tego. Serio zastanawiał się, dlaczego został i zaakceptował propozycję czerwonowłosego, skoro nie czuł się z tym w pełni komfortowo?
Ponieważ przypadek Zatrzymanej Gorączki mógł skończyć się śmiertelnie podczas Pierwszej Gorączki? Ponieważ Kagami był jego najbliższym przyjacielem? Jego zaufanym Światłem na boisku?
Chciałby znać powód, dla którego nie wziął swojej torby i po prostu nie wyszedł. Nie mógł jednak zaprzeczyć, że ponieważ chodziło właśnie o Kagamiego, zdecydował się nie porzucić misji, inaczej szukałby rozwiązania dla swojej kondycji znacznie wcześniej.
… To była niepokojąca myśl.
Gdy tylko skończył z naczyniami, Kuroko udał się do łazienki. Zdjął sweter i jeansy, a następnie zsunął z siebie bokserki i skarpetki, składając wszystko dokładnie przed odłożeniem na półkę. Stanął na macie antypoślizgowej przed drzwiami z dymnego szkła, które prowadziły do pomieszczenia z prysznicem i wanną. Wziął kilka głębokich oddechów. Zbierając całą swoją odwagę, Kuroko sięgnął po klamkę i otworzył drzwi.
Kiedy wszedł, Kagami moczył się już w wannie. Czerwonowłosy przywitał go z zaskoczeniem wymalowanym na twarzy. Tak, jakby się nie spodziewał, że Kuroko przyjdzie.
Kuroko prychnął. Może i był mniejszy i był Plebejuszem, ale nie był tchórzem.
Cisza trwała już zbyt długo, więc Kuroko poszedł jeszcze o krok dalej i zdecydował się wziąć prysznic. Kiedy rozprowadzał delikatnie pachnące mydło po swoim ciele, czuł przez cały ten czas na swoich plecach tęskne spojrzenie Kagamiego. Nie widział miny czerwonowłosego, ponieważ był do niego odwrócony tyłem. Mógł jednak wyczuć jego intensywność przez piżmowy zapach rozchodzący się w powietrzu w tej niewielkiej przestrzeni, która nie należała do błękitnowłosego.
Skończył dość szybko. Spłukał mydło ze swojego ciała i włosów, a następnie odwrócił się, by stawić czoła wannie i zmieszanej minie Kagamiego. Wytrzymał nagłą chęć zadrżenia pod wpływem sposobu, w jaki Kagami na niego patrzył, mierząc go spojrzeniem od stóp do głów i nieświadomie oblizując usta.
„Byłbyś był tak miły i się przesunął? Chciałbym dołączyć." Głos Kuroko był zaskakująco spokojny, kiedy się pochylił i zacisnął dłonie na krawędzi gładkiej, białej powierzchni wanny.
Kagami wyraźnie przełknął i się poruszył, a jego pozycja powiedziała Kuroko, że ma usiąść pomiędzy jego nogami. Ojej, przelotnie spojrzał na Pana Spektakularnego pozornie falującego pod poruszoną powierzchnią wody. To było niemalże śmieszne. Uważając, by się nie poślizgnąć na śliskiej powierzchni, Kuroko wszedł do wanny. Letnia woda poruszyła się, gdy dodał swoją wagę, rozpryskując się głośno, kiedy wylała się na podłogę pokrytą płytkami.
Kuroko wyśrodkował swoje ciało, by się wpasować w wolne miejsce. Wygiął plecy w łuk i objął swoje zgięte kolana. Jego kończyny zderzyły się z członkami Kagamiego, ale wanna faktycznie była wystarczająco duża dla ich dwójki. Temperatura wody była chłodniejsza niż oczekiwał, ponieważ dołączył później. Wciąż jednak była wystarczająco ciepła, by było to przyjemne. Zaczął się rozluźniać. Nabrał wodę w dłonie i opryskał sobie twarz.
Nagle usłyszał westchnienie dobiegające zza jego pleców.
„Człowieku." Wymamrotał Kagami.
Kuroko przekręcił głowę, by spojrzeć ponad ramieniem. Głowa Kagamiego była odwrócona, oczy zakrywał dłonią.
„Nie sądziłem… Nie mówiłem serio. Boże, Kuroko. Zaskoczyłeś mnie. Myślałem, że nie przyjdziesz. Myślałem, że…" Czerwone oczy podejrzały spomiędzy przerw między palcami. „Przepraszam. Nie chciałem żebyś to robił." To właśnie mu się wymsknęło.
Cóż, to było obraźliwe.
Kuroko zirytował się. Przez kilka ostatnich dni starał się, by przygotować się do tego nerwowo. A Kagami po prostu stroił sobie żarty.
„… Jestem urażony, że sądziłeś, że nie byłem poważny w kwestii naszej umowy, Kagami-kun." powiedział z kamienną miną, uwalniając nieco z jego rosnącego gniewu.
„Jeśli mi wybaczysz, myślę, że już skończyłem." Podparł się, by wyjść z wanny, gdy Kagami zatrzymał go w panice.
„N – nie, do cholery! Nie idź!"
Silne pociągniecie na jego przedramieniu i Kuroko poślizgnął się. Upadł do tyłu, prosto na twarde ciało Kagamiego. Uderzył głową o mięśnie na jego piersi.
„Cholera! Przepraszam! Przepraszam, wszystko w porządku? Kuroko, wszystko w porządku?"
Kuroko zamrugał, pozbywając się gwiazd, które pojawiły się pod jego powiekami i zauważył twarz Kagamiego, zasłaniającą mu wszystko inne. Czuł ramiona owinięte wokół swojego ciała i twarz Kagamiego wykrzywioną żałośnie ponad nim, z punku widzenia Kuroko jego twarz zakrywał cień.
„Wybaczysz mi? Ty – ty zawsze masz tą pokerową minę. Nic nie mogę na to poradzić, że chcę się z tobą droczyć." Widział, że usta Kagamiego drżały, kiedy mówił. Ten ruch z nieznanych powodów zafascynował go.
„Przyznaję, że lubię patrzeć na te reakcje, które pokazujesz tylko wtedy, kiedy cię zawstydzam. Ponieważ pokazujesz je tylko mnie. Tak więc – cholera, przepraszam, Kuroko. Przepraszam, nie jestem najlepszy w tym… wszystkim. Próbowałem. Nie mogę spać, kiedy jesteś w moim łóżku, ale tak bardzo się staram. Żeby się powstrzymać. Nie chcę cię przestraszyć." Kagami opuścił głowę i Kuroko mógł poczuć na szyi jego oddech.
„To nie tak, że cię lekceważę, jasne? Po prostu szczerze mnie zaskoczyłeś."
Jego oddech był ciężki i nieregularny, niski warkot wyrwał się spomiędzy jego ostrych kłów. Kuroko spojrzał na otwarte usta Kagamiego. Na odsłoniętej skórze czerwonowłosego zaczęły pojawiać się cętki. Kuroko mógł dostrzec maleńskie skurcze mokrego ciała, ciepło promieniowało z Kagamiego Taigi. Pazury czerwonowłosego wysunęły się, jego uścisk na skórze Kuroko zaczął stawać się niemal bolesny.
„Kiedy wszedłeś tutaj, nago, pomyślałem, że oszalałem – nie potrafię myśleć w tej chwili, kiedy stoisz przede mną taki odsłonięty. Nie wypuszczę cię z takim gównianym…" Trząsł się, pomruk drżał wewnątrz jego piersi.
„Kagami-kun, uspokój się." Kuroko uniósł dłoń, by wstępnie potrzeć czerwone włosy w kilku uspokajających pociągnięciach. „Nie odchodzę. Nie musisz trzymać mnie tak mocno."
Złapanie tchu i uścisk się rozluźnił.
„O cholera, przepraszam… Kuroko, ja…"
„W porządku. Nie skrzywdziłeś mnie. Uspokój się."
Cętki znikały stopniowo, podczas gdy Kuroko wciąż głaskał włosy Kagamiego. Jego ciało było przekrzywione, żeby mógł patrzeć na Kagamiego, który wciąż trzymał głowę w zagłębieniu ramienia Kuroko. Trwali w tej pozycji przez chwilę, plecy Kuroko były oparte o pierś Kagamiego, podczas gdy ramiona czerwonowłosego były luźno owinięte wokół pasa drobniejszego. Oddech Kagamiego łaskotał go trochę w szyję, ale dało się wytrzymać.
Pozwolił chwili trwać, dopóki oddech Kagamiego nie wrócił do stałego rytmu.
Kagami zabrał głowę spod jego palców i zaczęli się w siebie wpatrywać.
„… oznaczenia…" Spojrzenie Kagamiego obsunęło się na jego szyję. „Zbladły."
„Minęło już trochę czasu."
Kagami uniósł dłoń do jego szyi i dotknął jej z delikatnością. „Mogę…?"
„Moja szyja jest zakazana, Kagami-kun." Przypomniał mu Kuroko. „Mamy umowę."
Kagami zamilkł, wpatrując się w jego szyję tęsknie. W każdej chwili, przeznaczeni sobie kochankowie, wyznają sobie nawzajem nieśmiertelne uczucie i uciekną, trzymając się za ręce w stronę zachodzącego słońca. Kagami i szyja Kuroko. Kuroko zdecydował, że nie stanie się to, jeśli on ma tu coś do powiedzenia.
„Nie mamy treningów w czasie tygodnia egzaminacyjnego."
Głos Kagamiego wyrwał go z uścisku jego galopującej wyobraźni.
Kuroko zmarszczył lekko brwi. „To prawda. Nie mamy."
„Mogę oznaczyć twoje ramiona?"
Ah. Tak podejrzewał, że to jakoś wypłynie.
Kuroko westchnął.
„W tej sytuacji… myślę, że to dozwolone." Cała twarz Kagamiego rozjaśniła się jak u dziecka, które dostało nową zabawkę. Jakim cudem udało mu się znowu przekonać Kuroko do zmiany zdania? Kuroko nie wiedział.
„Możesz się odwrócić?"
Kuroko zawahał się, ale zrobił tak, jak został poproszony, bez większego wybrzydzania. Szybko pożałował swojej decyzji, gdyż ta nowa pozycja wymagała od niego otoczenia Kagamiego nogami w pasie, co było okropnie zawstydzające. Nie potrafił spojrzeć czerwonowłosemu w oczy. Kagami pozwolił mu oprzeć ręce o swoje szerokie ramiona, by mógł się ustabilizować, przyglądając się z silnym zadowoleniem z siebie zawstydzeniu Kuroko, które wynikało z tego, jak sugestywna była ta pozycja.
Kagamiś naprawdę mocno się gapił. Jego ręce były mocno zaciśnięte w pasie Kuroko, podczas gdy spojrzeniem wpijał się zachłannie w obraz przed sobą. Jedyny komfort, który mógł doświadczyć Kuroko, wynikał z faktu, że dolne połowy ich ciał wciąż były schowane pod powierzchnią wody. Kuroko nie był pewien, jak długo będzie w stanie wstrzymywać się pod głodnym spojrzeniem Arystokraty.
"Nie zrobię niczego, czego nie będziesz chciał." Kagami zapewnił go, jakby w odpowiedzi na jego niewypowiedziane zmartwienie. "Mogę cię pocałować?"
Kuroko otworzył usta w zaskoczeniu.
"Do tej pory nigdy nie pytałeś o pozwolenie..." Burknął.
Kagami zaśmiał się. "Czy to znaczy tak?"
"... zamknij się i zrób to."
Ze zwierzęcym warkotem, Kagami zlikwidował przerwę między nimi i zrobił to, całując Kuroko tak, jakby chciał go pożreć. Kuroko zaparło dech w reakcji na tą niespodziewana dzikość i dziwne, choć wspaniałe uczucie uwolnienia fali ciepła z otchłani jego brzucha. Kagami lizał i przygryzał, ssał jego dolną wargę, dopóki usta Kuroko nie stały się czerwone i wilgotne, piekące z bólu i słodkiego posmaku rozkoszy.
"Otwórz usta." Usłyszał zdyszany szept czerwonowłosego.
Kuroko, którego umiejętność logicznego myślenia powoli spływała do ścieku, rozdzielił usłużnie wargi i pozwolił wślizgnąć się językowi Kagamiego do środka, posmakować go, pozreć go. Zaczął jęczeć miękko, kiedy ich języki znalazły się nawzajem i potarły, nitka śliny, której nie był w stanie przełknąć, wymknęła się z jego ust i spłynęła na jego brodę.
Jedna ręka Kagamiego błądziła po jego torsie, podczas gdy druga wciąż zaciskał na biodrze błękitnowłosego. Kuroko mógł poczuć falę ciepła spływającą w dół jego ciała, gromadzącą się w dole jego brzucha. Kuroko uświadomił sobie, co się dzieje pod falującą powierzchnią wody, gdy Kagami oderwał się od jego ust i zsunął wargi wzdłuż jego szyi, szczypiąc i gryząc jego ramiona.
Zaczynał robić się twardy. Kuroko poczuł znajome napięcie w kroczu i poczuł, że część ciepła uderza znów w jego twarz.
"Kuroko."
Z trudem złapał powietrze, gdy Kagami go ugryzł, a następnie zassał miejsce, w którym przed chwilą zatopił zęby. Jego ręka sięgnęła piersi Kuroko, palce potarły różowy guziczek, który tam znalazły. Kuroko poczuł ostry dreszcz wspinający się po jego kręgosłupie.
"Nie dam rady się powstrzymać. Mogę?"
Niespodziewanie, Pan Spektakularny również stał. Ich twardości ocierały się o siebie pod letnim płynem.
Ręka Kagamiego zanurzyła się w wodzie, zawisając niepewnie nad stwardniałymi kawałkami ciała. Brak tarcia zaczynał stawać się dla Kuroko bolesny, a Kuroko był zbyt oszołomiony przez to uczucie, by odmówić tej kuszącej propozycji.
"Pro-proszę." Wydyszał, dławiąc się słowami. Nierówny oddech Kagamiego przyśpieszył. "Proszę zrób to."
Poczuł dłoń obejmujących ich obu. Kiedy Kagami zaczął ruszać dłonią, było to tempo frustrująco zbyt powolne. Kuroko szarpnął biodrami by dostać więcej tarcia, głęboki jęk wyrwał się na zewnątrz, kiedy usta Kagamiego znów znalazły się na jego.
To była upajająca mieszanka ciepła i zapachów łączących się w koktajl niebiańskich doznań. Usłyszał samego siebie, wydającego z siebie nieprzyzwoite jęki i kwilenia, jakich się po sobie nie spodziewał, i Kagamiego, którego nierówne wdechy i wydechy brzmiały dla jego uszu jak uwodzicielska pieśń. Jego penis zadrżał, gdy Kagami zaczął pieścić jego ucho, znajdując przy tym miejsce, które obudziło w nim dreszcze.
"Podoba ci się?" Słyszał oddech Kagamiego, ciężki z pożądania.
Kuroko zobaczył samego siebie, wieszającego się na Kagamim, z ramionami owiniętymi mocno wokół jego szyi. Rytm zaczął stawać się coraz szybszy, mocniejszy i dzikszy, i Kuroko poczuł, że zaczyna się sięgać wyższego poziomu. Był bardzo blisko i wiedział o tym. Wiedział też, że Kagami również jest blisko. Przygryzł wargę i rozlał się, przełykając głębokie oddechy.
Gdy otworzył oczy, zobaczył oczy Kagamiego błyszczące na złoto. Jego źrenice skurczyły się do pionowych szparek, gdy czerwonowłosy znów zażądał jego ust, warcząc w jego gardło.
Jego zęby zaostrzyły się w wyszczerbione kły. Ugryzł usta Kuroko do krwi i wyssał ją. Na jego lekko opalonej skórze zamigotały zwierzęce cętki, gdy doszedł, głęboki warkot wyrwał się z jego tchawicy.
Dźwięk ich nierównych oddechów wypełniał powietrze, gdy wtulali się w siebie po wszystkim. Kuroko nigdy nie czuł się tak słaby.
"Przepraszam," Wymamrotał Kagami, zlizując krew sączącą się po brodzie Kuroko. Dolna warga błękitnowłosego już nie krwawiła.
Kuroko wydał wymijający dźwięk. Był zbyt zużyty, by narzekać. Położył głowę na ramieniu Kagamiego, leżał bezwładnie, ręce zwisały mu po bokach. Czerwonowłosy otulił go delikatnie ramionami, przyciągając bliżej siebie. To było tak miłe i ciepłe, że Kuroko poczuł się senny.
"Podobało ci się?"
Kuroko zarumienił się. Jego pierwszy raz z inną osobą spędzony na... jakkolwiek się to nazywa.
"Tak."
Pierś Kagamiego zadrżała.
"Następnym razem pokażę ci więcej."
Kuroko przekręcił głowę, by spojrzeć na drugiego chłopca. "... jest coś więcej niż to?"
Kagami wyglądał, jakby walczył sam ze sobą. "Więc... jest oral. I penetracja... i inne rzeczy."
Oczy mniejszego chłopca rozszerzyły się.
"Ummm, kto będzie... no wiesz?"
"Mój, w ciebie." Ścisnął pośladki Kuroko, by pokazać, co ma na myśli.
"... chcesz mnie zabić?"
Kagami wybuchnął śmiechem.
Po tej pierwszej wspólnej chwili, nie mieli więcej szans na wygłupy, ponieważ egzaminy, które były bardzo ważne, czaiły się tuż za rogiem. Kuroko był zdeterminowany, by pomóc Kagamiemu w ich zdaniu, podczas gdy czerwonowłosy marzył jedynie o tym, by wtulić się w błękitnowłosego i przespać całą sobotę. Kuroko budził go za pomocą uderzenia linijką za każdym razem, gdy zauważał, że Kagami śpi na biurku i moczy śliną zeszyty.
Pomimo wielu dni wysiłku, język japoński Kagamiego wciąż był niezbyt dobry - wręcz niebezpiecznie niezadowalający. Prawdopodobnie przy pierwszej możliwej okazji, znów będą zmuszeni pożyczyć od Midorimy jego magiczny ołówek. Kuroko ignorował protesty Kagamiego. Desperackie czasy wymagają desperackich rozwiązań.
Tydzień do Tygodnia Gorączki.
