A/N: Na początku chciałabym powiedzieć parę słów od siebie. Żeby o niczym nie zapomnieć, wypunktowałam je sobie:

1. Bardzo dziękuję za komentarze, favy i followy. To ogromna radość widzieć, że ktoś (ktokolwiek) czyta to, co się pisze i czemu poświęca się dużo czasu:) Jeszcze raz dziękuję:)

2. Przepraszam, że dodanie kolejnego rozdziału trwało tak długo... Spowodowane to jest brakiem czasu (znalazłam nową pracę) i lenistwem w betowaniu własnego tekstu. Tu pojawia się moje pytanie: czy ktoś byłby chętny podjąć się betowania kolejnych rozdziałów? Jeśli tak, bardzo proszę o kontakt:)

3. Jak została mi zwrócona uwaga, zapomniałam o dodaniu informacji, że autorka tego opowiadania pisząc je, wzorowała się na mandze Sex Pistols. To moje oczywiste zaniedbanie. Nieznajomość Sex Pistols nie utrudnia jednak czytania tego tekstu i mam nadzieję, że i tak będzie się czytelnikom podobało tak bardzo, jak mnie:)

4. Od tego rozdziału zaczyna się robić coraz goręcej, więc jednocześnie ostrzegam i zachęcam:)

Miłego czytania:):)

Słownik zmiennokształtnych:

Homoseksualizm: wbrew wierzeniom Naczelnych, homoseksualizm jest powszechną praktyką wśród wybranych gatunków w królestwie zwierząt, tak więc Zmiennokształtni nie uważają angażowanie się w takie związki za niezwykłe. Patrząc wstecz, wynalezienie Pasożytów (które pozwalają na stworzenie tymczasowej macicy) oraz pseudo penisa, co umożliwiło parom tej samej płci produkcję dzieci, ostatecznie okazało się być z korzyścią dla całej społeczności. Ta sytuacja dodatkowo upowszechniła homoseksualizm i biseksualizm wśród Zmiennokształtnych.
Ciąża: okres trwania ciąży u Zmiennokształtnych i Naczelnych jest różny. O ile gatunki Naczelnych potrzebują od 9 do 10 miesięcy od poczęcia do porodu, o tyle długość trwania ciąży u Zmiennokształtnych zależy od gatunku, do jakiego należą. Małe ssaki mogą potrzebować zaledwie 4 do 5 miesięcy, nim płód stanie się w pełni dojrzały, podczas gdy u większych gatunków zabiera to więcej czasu. Dziecko podczas okresu inkubacji i tuż po porodzie jest w swojej Prawdziwej Formie, choć jej postać nie zawsze jest oczywista. W zależności od gatunku, do jakiego należy dziecko, przyjęcie przez nie formy człowieka może zabrać od kilku tygodni do roku.
Zagrożone gatunki: płodność jest dla Zmiennokształtnych największym problemem. Kilka gatunków już wymarło w wyniku, bądź to bezpłodności bądź też niemożności poczęcia dziecka, które dziedziczyłoby geny rodzica należącego do rzadziej występującego gatunku. Ci, którzy znajdują się na liście zagrożonych gatunków traktowani są w wyjątkowy sposób, a także poddani są ciągłemu nadzorowi rządu i pewnych zainteresowanych grup.

Rozdział 3: Pierwsze wezwanie.

"Kuroko, wygląda na to, że w końcu zacząłeś umawiać się z Kagamim."
Kuroko nie czuł się na siłach, by spytać, co ma znaczyć to "w końcu" w stwierdzeniu Midorimy.
"To nie do końca tak, że się spotykamy."
Kuroko uznał, że powinien powiedzieć prawdę.
"Ah, więc to tak...?"
Midorima jedną ręka poprawił okulary, w drugiej natomiast ściskał pluszową poduszkę w kształcie głowy Rilakkumy. Wyglądało to równie zabawnie i nie na miejscu, jak brzmi, zabawniej nawet niż zazwyczaj. "W takim razie jest twoim Partnerem Gorączki? W końcu niedługo nadejdzie ten czas."
"Dokładnie. To określenie jest odpowiedniejsze." Kuroko pociągnął łyk ze swojego waniliowego shake'a, bawiąc się przy tym kubkiem. Midorima patrzył na niego w ciszy z miną, jaką miał zawsze, gdy próbował dowiedzieć się, o czym myśli Kuroko. Czasami jego głębokie zainteresowanie myślami Kuroko bywało niepokojące. Sekundy mijały, a gdy upłynęło już pół minuty, Kuroko uniósł brew i rzucił drugiemu chłopcu pytające spojrzenie.
Midorima był w stanie to zinterpretować. "Proszę, nie przejmuj się mną. Jestem jedynie zaintrygowany, ponieważ nie pamiętam, byś wcześniej rościł sobie prawo do jakiegoś towarzysza." Odchrząknął. "Chociaż miałem pewne podejrzenia względem ciebie i Aomine."
Kuroko pokręcił lekko głową.
"Mnie i Aomine-kun nigdy nie łączyło nic takiego. Byliśmy po prostu dobrymi przyjaciółmi."
"Nawet pomimo waszej oczywistej bliskości w czasach Teikou?"
Kuroko spojrzał na zielonowłosego w sposób, który wywołał w wyższym niepokój. "Myślę, że doszło do nieporozumienia, Midorima-kun. Gwarantuje ci, że łączyła nas wyłącznie bliska przyjaźń."
Jadeitowe oczy Midorimy zwęziły się lekko. "... W takim razie nie ma sprawy. Nie będę krytykował twoich wyborów w kwestii towarzyszy, jednakże - " zamilkł na chwilę. "Uważam, że Akashi doceniłby, gdybyś poinformował go, co się zmieniło w twoim życiu. On nie wyobraża sobie bycia pomijanym, gdy coś się dzieje, szczególnie gdy dotyczy to jego podwładnych."
"Sądziłem, że era szogunatu skończyła się sto lat temu, Midorima-kun, ale wezmę twoje słowa pod uwagę."
Mimo wszystko, Akashi odznaczał się determinacją graniczącą z obsesją, by pozostawać w kontakcie ze swoimi byłymi kolegami z drużyny Teikou. Jakkolwiek dziwacznie i przerażająco by to nie wyglądało.
Jakaś postać przeszła obok Kuroko i zatrzymała się przy stoliku, który zajmował wraz z Midorimą. To, wyglądający na lekko zdyszanego, rozgrywający Shuutoku, Takao Kazunari.
"Shin-chan! Dzięki, że czekałeś - o, cześć, Kuroko. Co tam?"
"Dobry wieczór, Takao-kun." Kuroko przywitał się grzecznie.
"Spóźniłeś się, Takao."
Midorima skrzyżował ramiona i zmrużył oczy, poirytowany, a poduszka Rilakkumy leżała po jego prawej. Przesunął się, by zapewnić trochę miejsca nowo przybyłemu, by usiadł, z czego rozgrywający natychmiast skorzystał.
Takao klasnął w dłonie i wyszczerzył się przepraszająco. "Przepraszam, dzisiaj w szpitalu były tłumy - do punktu aptecznego była naprawdę, naprawdę wielka kolejka. Nie złość się, Shin-chan, czekałem dwie godziny, by dostać twoje leki!"
"Hmph."
Kuroko, gdy usłyszał tę nowinę, spojrzał na Midorime i Takao. "Przechodzisz leczenie, Midorima-kun? Nie wiedziałem, że byłeś chory."
"Oh nie, nie. Shin-chan nie jest chory," Takao odpowiedział za niego, machając przy tym rękami w geście zaprzeczenia. "To tylko tabletki na receptę i środki hormonalne do kuracji leczenia bezpłodności, którą przechodzimy z Shin-chanem."
"Zamknij się, Takao." Twarz Midorimy aż po koniuszki uszu była pokryta rumieńcem.
"Bezpłodność...? Aah."
Ciąża męska była możliwa dzięki użyciu Pasożytów - jednakże szanse powodzenia dla par homoseksualnych były niższe niż u heteroseksualnych, a ponadto miały efekty uboczne - Kuroko nie wiedział jednak, że istniało coś takiego jak leczenie bezpłodności. Mało tego, Midorima i Takao się spotykali. Oczywiście, Takao był jedyną osobą, która była w stanie na dłuższą metę wytrzymać słynne księżniczkowate usposobienie Midorimy. Kuroko nie miał pojęcia, jak Takao daje sobie z tym radę.
"Um, podejrzewam, że należą wam się gratulacje?" Zapytał grzecznie Tetsuya, nie będąc do końca pewnym, jak zareagować na tę nowinę.
"Boże, nie. A przynajmniej nie na razie. Nie planujemy robić żadnych dzieci przed zakończeniem szkoły! Shin-chan nalegał, by skorzystać z poradnictwa i leczenia wcześniej - histeryk - ma nadzieję, że zwiększy to nasze szanse, gdy się już zdecydujemy."
Szeroki uśmiech Takao promieniował dumą i szczęściem. Objął ramieniem szerokie barki swojego partnera. Z drugiej strony, Midorima nie wyglądał na zadowolonego z wyraźnego rozgadania Takao.
Zielonowłosy odchrząknął i poprawił swoje okulary.
"Człowiek strzela, Pan Bóg kule nosi. To najzupełniej oczywiste, że należy zrobić wszystko, co tylko jest w ludzkiej mocy, by osiągnąć najlepszy możliwy wynik - "
Takao zaśmiał się. "Cokolwiek powiesz, skarbie. Mądrala z ciebie." Złożył czuły pocałunek na szczęce Midorimy. Urocze.
"W takim razie gratuluję zaręczyn." Kuroko uśmiechnął się do nich.
Takao uśmiechnął się z przebiegłością. "Aww, dzięki, Kuroko! I tak skopiemy Seirin tyłek podczas następnego meczu, żebyśmy mogli opowiedzieć o tym naszemu przyszłemu dzieciakowi!"
"Seirin nie przegra z Shuutoku, Takao-kun. Dlatego też, jeśli możesz, wstrzymaj się na razie z takimi planami." Kuroko odruchowo odpowiedział na wyzwanie.
Kuroko słuchał, gdy Takao opowiadał o swoich i Midorimy planach wspólnego zamieszkania, gdy tylko skończą liceum. Wybierają się na różne tokijskie uniwersytety - Midorima celował w kierunek medyczny w Todai, ale Takao nie podjął jeszcze ostatecznej decyzji - i będą dzielić mieszkanie, co zmniejszy koszty utrzymania i da im więcej czasu na zbudowanie rodziny ("hej, zawsze mogę być tatą-kurą-domową, podczas gdy Shin-chan będzie ojcem-żywicielem-rodziny!" z entuzjazmem powiedział Takao).
Nie powiedzieli jeszcze oficjalnie swoim rodzinom, ale ponieważ Takao pochodził z rodziny Wasali, nie powinno być z tym problemu.
To było miłe, takie obserwowanie, jak bardzo szczęśliwy Midorima jest z Takao (nawet jeśli zielonowłosy zaprzeczyłby temu z całą mocą swojej dumy). I pomyśleć, że to on związał się z kimś na poważnie jako pierwszy spośród Generacji Cudów. Życie było zabawne i nieprzewidywalne. Kuroko starał się wyobrazić sobie Midorimę jako ojca i męża - na myśl przyszła mu wizja jak kupuje on różne rodzaje dziecięcych zabawek, które mogą być też lucky itemami, a nawet przynosi je ze sobą do pracy jako talizmany. Ten obraz był zabawny, choć jednocześnie dziwnie uroczy.
Nieco później, Kagami wysłał mu smsa, żeby szybko wracał, więc Kuroko przeprosił towarzystwo i zaczął się zbierać do wyjścia. Midorima zatrzymał go, nim odszedł i poprosił, by błękitnowłosy zachował to wszystko w sekrecie, gdyż nie chciał na razie, by wiedziało o tym zbyt wiele ludzi. Kuroko dał słowo, że zachowa milczenie i zobaczył, że jego były kolega z drużyny jest mu wdzięczny. Po tym Kuroko pożegnał się i odszedł, a jego myśli wypełnił Kagami.

"Hej," Kagami otworzył drzwi, gdy Kuroko zadzwonił dzwonkiem i zaczekał krótką chwilę. "Masz ołówek?"
"Mam, Kagami-kun. Midorima-kun przesyła pozdrowienia." Kuroko powiedział po prostu, gdy Kagami wprowadzał go do genkan znajdującego się za drzwiami. „Ah, poczekaj sekundę."
Kuroko zacisnął dłonie na pasku swojej torby na ramię, by ją zdjąć, gdy poczuł lekkie puknięcie w ramię i został delikatnie pociągnięty do tyłu. Kagami niespodziewanie obdarzył go pocałunkiem, przez sekundę przygryzając wargę niższego, nim się odsunął. Czerwonowłosy wyszczerzył się z satysfakcją na puste spojrzenie Kuroko, którego blade policzki ozdobione zostały przez różowe wypieki.
"Kagami i jego zwyczaje reemigranta z Ameryki," burknął Kuroko pod nosem. Po prostu nie potrafił się przyzwyczaić do niespodziewanych dotyków i pocałunków, które dawał mu Kagami w najbardziej nieoczekiwanych momentach. Miał dokuczliwe podejrzenie, że Kagami robi to celowo, tylko po to, by wywołać w nim reakcje, które nie pasują do błękitnowłosego.
A teraz Kagami go obwąchiwał, ocierając się nosem od czubka głowy Kuroko w dół, do miejsca za jego uchem. Trwało to dobre pół minuty.
"Pachniesz jak ten drań Midorima," Czerwonowłosy zmarszczył z niezadowolenia nos, gdy się odsunął. "Musimy to zmienić."
Chwycił dłoń Kuroko i delikatnie pociągnął go za sobą - z powodu braku wymówek, Kuroko zdecydował się nie przeciwstawiać. Kagami podprowadził go do kanapy, usiadł i pociągnął drobniejszego chłopca, by zajął miejsce przed nim, po czym zamknął go w swoich ramionach. Kuroko domyślał się, że tak to się skończy. W pewnym sensie przyzwyczaił się do nawyku czerwonowłosego, by tulić się, gdy tylko była na to szansa. Kuroko uznał, że mogą sobie pozwolić na chwilę wytchnienia; należała im się krótka przerwa, nim znów zaczną się uczyć.
„Kagami-kun, jest coś, o co chciałbym spytać." Powiedział Kuroko, gdy czerwonowłosy znów zaczął go obwąchiwać, wyraźnie czerpiąc z tego przyjemność.
"Hmmm?" Wymruczał Kagami, zanurzając nos w we włosach na czubku głowy Kuroko i wdychając głęboko ich zapach.
"Chodzi o obchodzenie się z Zatrzymaną Gorączką. Mógłbyś opowiedzieć mi o tym więcej?"
Kagami chrząknął w potwierdzeniu i zmarszczył brwi, wyglądał tak, jakby myślał albo starał się coś sobie przypomnieć. Wydał miękki dźwięk, rozmyślając, jego oczy lekko się rozszerzyły, gdy sobie przypomniał. "Czytałem o tym może... dwa dni temu? Książki są w moim pokoju, więc dam ci je później - teraz przedstawię ci skróconą wersję. Najważniejsze informacje i takie tam." Zdecydował po czym odpowiedział szerokim uśmiechem na spojrzenie błękitnowłosego.
Kuroko czekał na wyjaśnienia.
"Normalnie objawy zaczynają się na dzień lub dwa przed rozpoczęciem właściwego Tygodnia Gorączki - to indywidualna sprawa, niektórzy dostają ich wcześniej, inni później. Nigdy nie jest to zbyt odległe od terminu. Góra dwa dni przed lub po nim. Rząd zazwyczaj nie myli dat - moja przeważnie zaczyna się dokładnie w terminie, więc prawdopodobnie wejdę w Gorączkę w niedzielny wieczór albo w poniedziałek rano. Nie wiem, jak u ciebie, ale wygląda na to, że twoja zacznie się wcześniej, bo to typowe dla przypadków Zatrzymanej Gorączki."
Kuroko przez chwilę przetrawiał tę informację i rozmyślał nad nią. "Wcześnie... To będzie kłopotliwe. Co, jeśli wciąż będę w szkole? Ja... trochę się martwię."
"Będzie dobrze. Mam Plastry, możesz ich użyć, gdy do tego dojdzie!" Kagami zamachał rękami i zaśmiał się.
Kuroko przechylił głowę. "Plastry...?"
"A, tak, nie znasz tego typu rzeczy. Uh, Plastry Blokujące Hormony. Używa się ich, by opóźnić Objawy Gorączki, bo źle by było, gdyby ktoś niespodziewanie zaczął Gorączkę pośrodku niczego albo gdy nie ma wyboru i musi być gdzieś indziej, nie? Działają tylko wtedy, gdy użyje się ich odpowiednio wcześnie, bo po dwóch dniach twoje hormony będą za bardzo szaleć, by można je było kontrolować. Wciąż mi trochę zostało, później ci je dam."
"Ah i uuu... co jeszcze? Hmmm. A, właśnie, ja też powinienem użyć Plastrów. Muszę opóźnić moją Gorączkę, żebym mógł pomóc ci przejść twój pierwszy dzień."
"Mój... pierwszy dzień? Pierwszy dzień Gorączki?"
"Tak. Pierwsza Gorączka zawsze dezorientuje początkujących. Moi rodzice musieli zamknąć mnie w Pokoju Gorączki i włączyć kamery bezpieczeństwa, by mnie obserwować. To cholernie zawstydzające - w każdym razie, nie jesteś przyzwyczajony do bycia w gorączce, więc to będzie dla ciebie naprawdę kłopotliwe, a w takim wypadku muszę być w pełni przytomny, by móc ci asystować. Będę nosił Plastry kilka dni przed terminem mojej Gorączki. To mi kupi dzień, maksymalnie dwa."
"Ro-rozumiem." Powiedział cicho Kuroko, a jego głos był stłumiony.
"Hej, hej," Kagami najwyraźniej coś sobie uświadomił, uniósł dłoń, by objąć nią twarz Kuroko i przyjrzał mu się z bliska. Ich czoła niemal się zetknęły. "Nie martw się tak bardzo. Jestem tutaj, wiesz? Pomogę ci we wszystkim, w czym tylko będę mógł. Przejdziemy przez to razem. Wszystko będzie dobrze." Zapewnił go z czułością, przesuwając palcami wzdłuż jego szczęki. Oczy czerwonowłosego błyszczały szczerą troską.
Kuroko, wdzięczny za wsparcie, uśmiechnął się słabo.
"Tak. Wierzę w ciebie, Kagami-kun."
Ręka czerwonowłosego zatrzymała się, a on sam z niewiadomego powodu zarumienił się.
"Cholera - jesteś zbyt uroczy."
Ręka przesunęła się na tył głowy Kuroko a Kagami pochylił się, niwelując przestrzeń między nimi za pomocą pocałunku. Kuroko zamknął oczy, gdy wargi czerwonowłosego poruszyły się na jego własnych. Kagami leniwie przeciągnął językiem po jego dolnej wardze. Kuroko lekko rozdzielił wargi, pozwalając Kagamiemu wślizgnąć się do środka swoich ust. Pocałunek był głęboki, ale nie było w nim pośpiechu, Kuroko mógł poczuć palce Kagamiego zaplątane w jego włosach i przechylające jego głowę, by pogłębić pocałunek.
Kagami lizał jego podniebienie i wnętrze policzków. Kuroko czuł, że przełyka zmieszaną ślinę swoją i czerwonowłosego. Bezwiednie uniósł dłoń, by zacisnąć ją na ramieniu Kagamiego. Tkanina koszulki Tygrysa zmarszczyła się wokół zaciśniętej pięści niższego. Sytuacja szybko stała się zbyt ciężka i intensywna, by mogli kontynuować. Kuroko musiał użyć całej swojej siły woli, by uchronić się przed utratą zmysłów.
"Kagami-kun, proszę – proszę, zaczekaj," wyszeptał błekitnowłosy, kiedy się rozdzielili. Odepchnął lekko ramię Kagamiego, nim czerwonowłosy zdążył zareagować. Wyższy chłopiec miał oszołomiony wyraz twarzy i gapił się na usta Kuroko - zaczerwienione, opuchnięte i mokre od pocałunków – kiedy ten mówił. Kagami wyglądał tak, jakby miał za chwilę znów się w nich zanurzyć.
"Proszę, opowiesz mi coś więcej?" Kuroko przynaglił, nie będąc jeszcze gotowym na zmianę tematu.
Jednakże nie wyglądało na to, by Kagami był gotów na zmianę obiektu swojego zainteresowania.
"Huh...? Oh. Uh, racja. Cholera. Przepraszam, wrócę do tematu." Z trudnością dobierał słowa. Z wielką niechęcią zabrał dłoń z tyłu głowy Kuroko. Błękitnowłosy zaczekał, aż Kagami weźmie kilka głębokich oddechów. Tygrys prawdopodobnie zbierał całą swoją siłę, by skupić swoją uwagę ponownie na rozmowie.
Kagami odchrząknął. "Tak więc, w następną sobotę pojedziemy do Kanagawy. Mamy tam duży dom w bardziej prywatnej okolicy z przyzwoitym Pokojem Gorączki. Prawdopodobnie jest on teraz nieco zakurzony, więc będę musiał zamówić serwis sprzątający. Ponadto powinniśmy zaopatrzyć się w jedzenie. Pójdziemy do sklepu po artykuły spożywcze, kiedy będziemy na miejscu."
Kuroko spuścił oczy i wbił spojrzenie w stół pełen zeszytów i notatek. Poczuł w piersi ukłucie winy. "Kagami-kun, źle się czuję z tym, że to ty wszystko przygotowujesz. Uważam, że powinienem zrobić coś, by ci to wynagrodzić."
"Huh? Nie musisz tego robić. I tak planowałem pojechać tam na czas Tygodnia Gorączki. Poza tym w tym mieszkaniu nie ma Pokoju Gorączki, więc sąsiedzi by narzekali."
"... planowałeś poprosić kogoś innego, by został twoim Partnerem Gorączki?"
Gdy tylko Kuroko zadał to pytanie, zacisnął usta i zesztywniał. Nie wiedział, dlaczego o to zapytał - wymsknęło mu się, nim to przemyślał. Mały wir mdłości zagnieździł się w jego brzuchu i Tetsuya uświadomił sobie, że tak naprawdę nie chce znać odpowiedzi. Osobliwe było samo to, że w ogóle zadał takie pytanie.
Kagami wyglądał, jakby walczył sam ze sobą. W zamyśleniu wbił oczy w sufit, "Ah, cóż, huh, jakby się tak zastanowić, to wcale o tym nie myślałem? Wróciłem do Japonii dopiero rok temu, więc tak szczerze, to nie mam tu zbyt wielu znajomych. Plus, byłem zajęty - te wszystkie turnieje koszykówki i treningi Seirin. Szczerze mówiąc, myślałem, że tym razem ten czas spędzę samotnie." Podrapał tył swojej głowy.
Kuroko był więcej niż nieco zaniepokojony faktem, że ta odpowiedź obudziła w nim uczucie ulgi.
"A ty? Myślałeś, by poprosić kogoś innego?" Ton Kagamiego nagle przeszedł gwałtowną zmianę. Gdy niski warkot przetoczył się przez jego gardło, wyraźnie dało się w nim wyczuć znamiona gniewu. Kuroko mógł zobaczyć jego aurę, która zaczynała przybierać formę groźnego tygrysa, a w jego zapachu pojawiło się coś palącego. Powiedzieć, że znajdowanie się w jego pobliżu było przytłaczające, było sporym niedomówieniem.
"Proszę, uspokój się, Kagami-kun. Też się nad tym nie zastanawiałem. Nie szukałem partnera, by zaradzić coś na mój stan. Bardziej myślałem nad sposobami medycznego leczenia i konsultacjami." Ze spokojem poinformował go Kuroko.
Tygrys ustąpił miejsca Kagamiemu. "Oh," odpowiedział powoli, kiedy pozbył się gniewu. "Dobrze. Myślałem - myślałem, że poszedłbyś do Aomine albo Kise. Albo coś w tym stylu." Zmarszczył nos w głupim wyrazie i odwrócił wzrok.
Kuroko poczuł znajome uczucie deja vu.
"Aomine-kun? Nie. Jeśli mam być szczery, uważam, że jest troszkę zbyt... hałaśliwy. Ponadto on woli dziewczyny. Myślę też, że Kise-kun będzie zbyt zajęty wybieraniem spośród mnóstwa potencjalnych partnerów."
Pamiętał, że za każdym razem, gdy na horyzoncie majaczył Sezon Gorączki, ten czas zawsze był ciężki dla blondyna. Dziewczęta i chłopcy podążali za nim dzień po dniu. Aomine mógł po prostu nastraszyć tego typu ludzi, ale Kise musiał dbać o pozory ze względu na swoją karierę modela. Z jego wyjątkowym DNA to było do przewidzenia. Typowy chaos dwa razy do roku. "Huh, cóż. Jesteś teraz mój. Oni mogą się po prostu odpieprzyć." Zadrwił Kagami, wyciągając dłoń, by przyciągnąć głowę Kuroko do swojej piersi.
Błękitnowłosy chciał odciąć się, że byli tylko tymczasowymi towarzyszami na czas Tygodnia Gorączki, ale się rozmyślił.
"Musimy wrócić do nauki, Kagami-kun. Jutrzejszymi przedmiotami na egzaminie będą matematyka i historia, pamiętasz?" Przypomniał czerwonowłosemu.
Kagami zajęczał boleśnie, a głowa opadła mu do tyłu.
"Już, już, Kagami-kun." Kuroko tłumaczył cierpliwie. "Nie wierzę, że chcesz powtarzać rok, a może chcesz? Jeśli tak, w przyszłym roku nie będziemy chodzić do tej samej klasy." W jakiś sposób te słowa sprawiły, że Kagami szarpnął głową. Mamrotał pod nosem przekleństwa i angielskie wulgaryzmy, ale z rezygnacją zastosował się do słów Kuroko.
Wbrew życzeniom Kagamiego, kontynuowali uczenie się, aż nie wybiła północ. Błękitnowłosy zabrał ze sobą wystarczającą ilość ubrań, by zostać na kolejną noc. Do pokoju Kagamiego poszli, gdy tylko skończyli sprzątać. Teraz, gdy Kuroko zostawał na noc, spał on w łóżku Kagamiego zamiast na dodatkowym futonie. Błękitnowłosy zaczął przyzwyczajać się do ciepła ciała Tygrysa grzejącego go w nocy, a równy rytm oddechu innej osoby stał się dla niego czymś w rodzaju kołysanki.
Wzięli prysznic (nie, nie wzięli go razem, Kuroko wiedział, że byłoby to zbyt ryzykowne - mimo to nic nie mógł poradzić na rumieniec, który pojawiał się na samo wspomnienie) i wyszorowali zęby przed położeniem się do łóżka. Kagami trącił Kuroko, by zajął miejsce na stronie od ściany. Kuroko powiercił się lekko, by zająć wygodną pozycję. Poczuł ruch kołdry, gdy Kagami go nią okrywał. Czerwonowłosy patrzył na niego w ciszy, Kuroko odwzajemnił spojrzenie i pozostawali w tej pozycji przez kilka krótkich sekund, nim czerwonowłosy pochylił się i pocałował go w czoło.
Łóżko skrzypnęło, gdy Kagami ułożył się obok niego, mimochodem kładąc ramię wokół biodra Kuroko, gdy się przybliżał.
"Dobranoc, Kagami-kun." Wyszeptał Kuroko, patrząc czerwonowłosemu w oczy.
Zobaczył uśmiech formujący się na twarzy Kagamiego.
"Dobranoc, Kuroko."

Nim Kuroko położył się spać, nastawił budzik w zegarze stojącym koło łóżka. Przytulali się, dzieląc między sobą jeden koc, gdy włączył się jego alarm - Kagami jęknął głośno i wymamrotał angielskie przekleństwo, poderwał się, łóżko zaskrzypiało w odpowiedzi. Uderzył w wyłącznik z głośnym łomotem. Głowa Kuroko wciąż była ciężka od snu. Chłopak potarł oczy, by pozbyć się skorup, które zgromadziły się w ich kącikach.
"... jeszcze pięć minut..." Usłyszał burknięcie Kagamiego, który opadł twarzą na materac, chwycił Kuroko i próbował wciągnąć drobniejszego z powrotem do łóżka.
"Kagami-kun, już ranek. Proszę, obudź się. Mamy szkołę." Kuroko był zbyt ospały by odepchnąć czerwonowłosego, zamiast tego decydując się na potrząśnięcie jego ramieniem.
Kagami znów jęknął głośno i niechętnie otworzył oczy, które przysłonięte były lekko opuchniętymi i ciężkimi od snu powiekami. "Kagami-kun," Kuroko trącił go jeszcze raz. Z ostatnim jękiem, Kagami skopał z siebie kołdrę i uderzył dłońmi w swoje policzki - prawdopodobnie by zapobiec uśnięciu. Dwie minuty później wytoczył się z pokoju a Kuroko wstał z łóżka i skierował do swojej torby, by wyciągnąć z niej mundurek i bieliznę. Zazwyczaj to Kagami brał rano prysznic jako pierwszy.
Po śniadaniu okazało się, że Kagamiemu zostało mnóstwo resztek z obiadu i zapakował je im do pudełek na lunch. Przygotował dla Kuroko pudełko normalnego rozmiaru, podczas gdy sam zadowolił się dużym, czteropiętrowym termosem. W czasie drogi do szkoły, Kuroko i Kagami powtarzali materiał do egzaminu z matematyki - Kuroko recytował pytania, podczas gdy Kagami starał się zapamiętać wzory. Odpowiadał dobrze w sześciu przypadkach na dziesięć, co było czymś, z czego Kuroko był dumny - cała ta nauka w końcu się opłaciła. Nie chciał przegrać z magicznymi mocami ołówka Midorimy, traktując przedmiot wyłącznie jako ostatnią deskę ratunku.
Przybyli do swojej klasy wcześnie, więc Kuroko wykorzystał ten czas na rozwiązanie kilku zadań. Kagami obserwował go, gdy drobniejszy chłopiec pisał wzory i obliczenia, by na końcu otrzymać wartość X. Skończyło się na tym, że Kuroko niemal siłą zmusił czerwonowłosego, by dołączył do niego i we dwójkę przebrnęli jeszcze przez kilka zadań nim zadzwonił pierwszy dzwonek. Nauczyciel matematyki, pan Tanaka, wszedł do klasy i poprosił, by oczyścili swoje ławki ze wszystkiego z wyjątkiem ołówków i gumek. „Kartki z pytaniami i arkusze odpowiedzi zostały rozdane zgodnie z zasadami" - oznajmił pięć minut później nauczyciel, co stanowiło sygnał do rozpoczęcia egzaminu.
Kuroko uważał, że poszło mu całkiem nieźle - natomiast Kagami, gdy skończył się czas, wyglądał tak, jakby ziemia połknęła go, a później z powrotem wypluła. Kuroko zastanawiał się, jak czerwonowłosy będzie wyglądał na koniec tygodnia i rozważał, czy powinien robić zdjęcia ku pamięci, czy też nie.
Gdy Kuroko sprawdzał swój telefon podczas przerwy na lunch po egzaminie z matematyki, zauważył, że dostał wiadomość od Kise.
"Niezwykłe," skomentował, wgryzając się w parówkę w kształcie ośmiornicy, którą Kagami przygotował rano, i czytając wiadomość w telefonie, który trzymał jedną ręką.
Kagami przekopywał się przez swój duży, czteropiętrowy termos jak głodny tygrys – policzki tradycyjnie pełne jedzenia - gdy mamrotanie Kuroko przyciągnęło jego uwagę.
"Huh? O co chodzi?" Jego usta były w połowie wypełnione jedzeniem i gdy się odezwał, kilka kawałków wypadło mu z buzi. Elokwentny jak zawsze.
Kuroko pogryzł parówkę i przełknął, nim się odezwał. "Kise-kun wysłał mi wiadomość z prośbą o przysługę, co jest dla niego nietypowe. Pisze, że to bardzo ważne." Odpowiedział Kagamiemu, przechylając przy tym głowę. "Pyta, czy mam czas, by spotkać się z nim później, najprawdopodobniej po szkole."
Nim Kagami wyemitował swoją tygrysią aurę w nawrocie irracjonalnej furii, Kuroko dodał. "Pisze też, żebym, jeśli mogę, przyprowadził cię ze sobą, Kagami-kun. Wygląda na to, że ta przysługa może wymagać twojej asysty." Kagami uniósł krzaczastą brew, a Kuroko wzruszył tylko ramionami.
"Będziemy kontynuować tą rozmowę później, Kagami-kun, a w międzyczasie..." Zamknął telefon i włożył go z powrotem do kieszenie spodni. Kagami zapchał sobie usta, obserwując, jak Kuroko wyciąga plik notatek i zestaw małych karteczek. Dla Kagamiego wyglądało to tak, jakby wyciągnął je znikąd. To tak, jakby Kuroko był ninją – nawet jeśli trzymał je po prostu w wewnętrznej kieszeni Gakuranu. Błękitnowłosy położył pokrywę na puste już pudełko na lunch, skrzyżowane pałeczki położył na jego pokrywie, a następnie rozłożył sobie notatki na kolanach, karteczki trzymając w dłoni.

„Zróbmy szybką powtórkę, Kagami-kun," Powiedział. „Proszę, dokończ szybko swój lunch."

Kagami jęknął, choć dźwięk ten został stłumiony przez żucie.

Gdy przerwa na lunch się skończyła, wrócili do klasy. Kuroko nie miał dużych problemów z historią, gdyż przedmiot ten opierał się przede wszystkim na zapamiętywaniu. Był w stanie dość szybko wypełnić arkusz odpowiedzi i skończyć. Tego samego nie można było powiedzieć o Kagamim, który wraz z końcem dnia w szkole coraz bardziej i bardziej przypominał czerwonowłose zombie – obserwowanie tego było bardzo zabawne. Po pierwszym dniu egzaminów mieli pozwolenie na wcześniejsze opuszczenie szkoły. Kuroko i Kagami szli w kierunku szkolnej bramy, gdy telefon błękitnowłosego zawibrował a ekran rozświetlił się informacją o nowej wiadomości w skrzynce przychodzącej. Kise prosił o spotkanie na placu w sąsiedztwie Seirin. Kuroko powiedział o tym Kagamiemu, na co ten surowo zadeklarował, że pójdzie razem z nim, stwierdzając przy tym, że nie ma takiej opcji, żeby zostawił go samego z Kise. Kuroko westchnął i zaakceptował tą deklarację przybycia. Miał tylko nadzieję, że cała sprawa nie zakończy się niepotrzebną wrogością.

Plac był oddalony zaledwie o dziesięć minut drogi spacerem od ich szkoły i znajdował się w odosobnionym zakątku okolicy, a otoczony był przez stalową siatkę. Gdy Kuroko i Kagami przybyli na miejsce, nie było tam jeszcze nikogo. Podczas gdy Kagami sprawdzał puste boisko, Kuroko odłączył się i okrążał teren, szukając jakiegokolwiek śladu Kise. Może jeszcze nie przyszedł, stwierdził w duchu, lecz po chwili dojrzał głowę ze złotymi włosami chowającą się w cieniu za sześciennym budynkiem toalety, w dalekim końcu placu.

„Kise-kun?" Zawołał, podchodząc bliżej.

Głowa blondyna drgnęła i poruszyła się, ostrożne spojrzenie skierowało się na Kuroko, nim złote oczy rozszerzyły się w geście rozpoznania.

„Kurokocchi! Czekałem na ciebie!" Wykrzyknął z wesołym uśmiechem, wychodząc z cienia z szeroko rozłożonymi ramionami. Podszedł bliżej i wkroczył w przestrzeń osobistą Kuroko, obejmując go mocno.

Błękitnowłosy pozwolił sobie na bycie obejmowanym przez blondyna, przyzwyczajony do nadmiernie przyjacielskich zachowań swojego dawnego kolegi z drużyny.

„Minęło trochę czasu od Turnieju, tęskniłem za tobą! Co porabiałeś -"

Kuroko nie spodziewał się jednak, że Kise będzie go w tym czasie obwąchiwał.

„Oh... oh wow. Wow. Kurokocchi, co to jest...?" Kuroko słyszał jego bezmyślne mamrotanie. Uścisk rozluźnił się, lecz Kise, wciąż zaciskając dłonie na ramionach Kuroko, postąpił dwa kroki do tyłu, z nieznanych powodów próbując przyjrzeć się mu uważniej. Obrzucił Kuroko długim, badawczym spojrzeniem od czubka głowy do palców u stóp.

Kuroko, nie rozumiejąc tej sytuacji, przekrzywił głowę. „O co chodzi, Kise-kun?"

Kise nie odpowiedział od razu. Zamiast tego znów się przybliżył i zaczął obwąchiwać Kuroko z bardzo bliskiej odległości – skupił się na obszarze wokół uszu – biorąc głębokie wdechy. Zamknął oczy, wyraźnie się tym rozkoszując. „Pachniesz jak Kagami," Powiedział. „Jednak jest coś jeszcze... obcy zapach... pachnie wspaniale. O mój boże. Taki kuszący i smakowity..." Jęknął nisko, zaciskając mocniej uchwyt wokół Kuroko. Kise zachowywał się bardzo dziwnie, wyglądało na to, że zagubił się w nagłej potrzebie wąchania drobniejszego chłopca.

Było to raczej dziwne i nieprzyjemne, nawet jeśli mówimy tu o Kise.

„Ummm, Kise-kun?"

Kise był zbyt zajęty wdychaniem powietrza wokół Kuroko, by odpowiedzieć. Tak właściwie nie robił niczego niewłaściwego. Nic ponad wrodzonym nawykiem wąchania. Był wilkiem i rzeczy takie, jak wąchanie bliskich mu ludzi, były częścią jego natury. Jednak Kuroko był naprawdę zdezorientowany. Kise nigdy dotąd nie zachowywał się tak niezwykle... jakby był zaślepiony. Zazwyczaj, za każdym razem, gdy się spotykali, brał szybki niuch lub dwa, coś jak powitanie. A teraz brał enty niuch.

Kuroko spróbowałby wyrwania się i odejścia w tej chwili, gdyby nie to, że Kise mocno go ściskał. Zamiast tego, błękitnowłosy zaczął zastanawiać się nad tym, czy powinien uderzyć Kise, by móc uciec od dziwnego obwąchiwania.

„Kise-kun, czy mógłbyś mnie puścić? Ramona zaczynają mnie boleć..." Uznał, że na razie grzecznie poprosi.

„Hmmm? Przepraszam, Kurokocchi. Jeszcze tylko chwilę... To tylko... taki piękny... zapach." Twarz Kise była zaczerwieniona a on sam miał rozmarzone, niemal szalone spojrzenie. Wcale nie wyglądał, jakby miał zamiar przestać. To wszystko zaczynało być wkurzające i zaczynało przekraczać granice.

Cóż, w takim razie odpowiedzią będzie przemoc. Jaka szkoda. Może Kuroko będzie mógł zamiast łokcia użyć nogi.

Jednakże, nim błękitnowłosy mógł wykonać swój plan ucieczki, niespodziewanie jego ramię zostało wyszarpnięte z uścisku Kise za pomocą brutalnej siły. Kuroko obserwował jak blondyn leci do tyłu i upada ciężko na ziemię, lądując na tyłku z głuchym odgłosem. Tetsuya mógł tylko patrzeć z oszołomieniem i otwartymi ustami na rozwój sytuacji.

Zabrało mu sekundę, nim postać rozwścieczonego Kagamiego wkroczyła w pole jego widzenia. Oczy tygrysa były dzikie, jego pięści było mocno zaciśnięte, twarz wykrzywiała mu furia a jego tygrysia dusza wydobyła się na zewnątrz. Zbliżał się do leżącego blondyna z krwistoczerwoną aurą sączącą się z jego zwierzęcej formy.

„Skurwiel! Warzyłeś się tknąć mojego towarzysza! Zapierdolę cię!" Czerwonowłosy szczeknął chrypliwie, jego źrenice zwęziły się w wąskie szczeliny a paznokcie zaostrzyły się na końcach, gdy wyprostował palce. Jego czerwone oczy błyszczały złotem.

Kuroko otrząsnął się z szoku, rozumiejąc natychmiast rozmiar niebezpieczeństwa, jakie niosła ta sytuacja. Rzucił szybkie spojrzenie na Kise, który, obcesowo przyparty do muru i wzięty z zaskoczenia, patrzył na Kagamiego w szoku i oniemieniu. Następnie spojrzał na Kagamiego – jego szpony i kły wydostały się na zewnątrz – wyglądającego na gotowego, by zatopić pazury w Kise. Blondyn znajdował się w oczywistej niedogodności, w zasadzce, która go dezorientowała.

„Rozerwę cię na strzępy! Szykuj się, dupku!" Warknął Kagami z wściekłością, a jego głos wypełniony był gardłowym, zwierzęcym pomrukiem.

Kuroko nie sądził, że Kise przegrałby, gdyby wybuchła między nimi walka, ale bójka między dwoma arystokratycznymi koszykarzami poza boiskiem mogła okazać się wysoce nieprzyjemną, krwawą i wpędziłaby ich obu w kłopoty. Mogli zostać wyrzuceni z klubu, albo nawet gorzej.

„Kagami-kun, zaczekaj!" Kuroko krzyknął, gdy biegł w kierunku tygrysa, wyciągając ręce, by złapać ramię czerwonowłosego. „To nieporozumienie. Kise-kun nic nie zrobił." Perswadował z pośpiechem. „Tylko mnie obwąchiwał, to wszystko. Nic więcej się nie zdarzyło. Proszę, uspokój się, Kagami-kun. Proszę." Dodał surowo – brzmiało to jak rozkaz. Zmusił Kagamiego, by spojrzał mu w oczy i objął dłonią twarz czerwonowłosego. Tak, jak podejrzewał, blade cętki formowały się już na twarzy chłopaka.

Tygrys spojrzał na niego, jego oczy były dzikie i płonące wściekłością – jednak Kuroko był natarczywy i odmawiał puszczenia go – stali tak przez chwilę, nim nierówny oddech Kagamiego nie ucichł, oczy nie wróciły do normalności a szpony cofnęły się. Patrzyli sobie w oczy, dopóki czerwonowłosy nie ochłonął dostatecznie.

„Lepiej?" Zapytał Kuroko. Kagami tylko na niego patrzył.

Wtedy Kuroko poczuł na sobie jego dłonie, Kagami przyciągnął go do siebie i objął z gwałtownym szarpnięciem, otaczając niższego chłopca tygrysim zapachem i ciepłem. Taiga patrzył na niego, jego oczy skakały po nim, jakby czegoś szukając. Jego druga dłoń zaciskała się na szczęce Kuroko, obracając jego twarzą w prawo i lewo, nim nie popchnęła jej lekko do tyłu, by odsłonić jego szyję.

Kuroko czuł się przez to rozdrażniony, bowiem w świecie zwierząt odsłonięcie gardła bez walki było znakiem uległości.

„Nic się nie stało, Kagami-kun. Proszę, przestań." Kuroko zapewnił go ze zmęczeniem, gdy Kagami uparcie kontynuował swoją inspekcję. „Kise-kun tylko wąchał. W końcu jest z psowatych."

„Dotykał cię." Warknął Kagami.

„Kise-kun to tylko Kise-kun, Kagami-kun. Jesteś świadomy jego zwyczaju, by dawać przyjacielskie uściski, czyż nie? Zawsze taki był, nawet w gimnazjum."

Usta Kagamiego zamknęły się i otworzyły kilkukrotnie, zupełnie jak u ryby, nim nie skończyło się to kwaśną miną.

„Nie lubię, kiedy cię dotyka." Powiedział, a na jego policzkach rozlał się rumieniec. „Tylko ja mogę cię dotykać."

„... to było zawstydzające, Kagami-kun. Wierzę, że przyjaciele są upoważnieni, by mnie trochę dotykać. Przytulanie męskiego przyjaciela ciężko określić jako nieprzyzwoite. Byłeś niegrzeczny i brutalny, Kagami-kun. Proszę, przeproś należycie Kise-kun." Kuroko oparł się chęci zrobienia facepalma. Kagami potrafił być czasami taki dziecinny i nieracjonalnie zapalczywy.

Kagami wyglądał tak, jakby został spoliczkowany. „Ja – on – on dotykał cię zdecydowanie za długo! Wyglądałeś jakbyś nie był z tego zadowolony! Dlaczego to ja mam przepraszać?"

Kuroko nie mógł zaprzeczyć temu stwierdzeniu. Nie mógł jednak też usprawiedliwiać zachowania Kagamiego.

„To prawda, ale to do mnie należy radzenie sobie z takimi sytuacjami. A może uważasz, że nie potrafię zatroszczyć się o siebie i poradzić sobie z moimi własnymi problemami? Wolałbym nie uciekać się do przemocy za każdym razem, gdy pojawi się jakiś problem i mam nadzieję, że to rozumiesz. Naprawdę wolałbym żebyś nie robił niczego lekkomyślnego w związku z moim własnym zachowaniem, zwłaszcza w tych okolicznościach. To jest po prostu nieracjonalne." Powiedział spokojnie. „Rozumiesz mnie, Kagami-kun?"

Czerwonowłosy odwrócił spojrzenie, twarz miał zaczerwienioną z uporu. Wciąż się dąsał.

„Nie chcę tego, ale niech ci będzie. Łapię. Przeproszę."

Kuroko uśmiechnął się, unosząc dłoń, by delikatnie pogłaskać głowę Kagamiego. „Grzeczny chłopiec z ciebie, Kagami-kun."

„Więc... skończyliście już z tym kazaniem?"

Obaj odwrócili głowy w kierunku Kise. Blondyn był z powrotem na nogach i stał kilka kroków od nich, drapiąc się po nosie. Kuroko poczuł falę gorąca rozlewającą się po jego policzkach, świadomy, że przez cały ten czas ignorowali Kise, a on sam wciąż znajduje się w ciasnych objęciach Taigi. Poczuł jak jego myśli zostają zdominowane przez uczucie zawstydzenia. Szybko odepchnął czerwonowłosego, by wyrwać się z uścisku. Kise wyglądał na zaskoczonego, gdy zobaczył zarumienioną twarz Kuroko – początkowe zaskoczenie szybko przekształciło się w chichot.

„Aaah, przepraszam, przepraszam, naprawdę nie chciałem nikogo obrazić. Przepraszam, Kagamicchi, nie wiedziałem, że wziąłeś sobie naszego Kurokocchiego na towarzysza – choć to prawda, że mocno tobą pachniał. Myślałem, że to dlatego, że wasza dwójka zawsze jest blisko siebie w szkole i klubie. Najwyższy czas, co?". Wyszczerzył się w kierunku Kuroko, puszczając oczko i znacząco poruszając brwiami.

Kuroko naprawdę nie chciał pytać, co to niby znaczy.

„Ah, ja uh, też przepraszam." Powiedział niezręcznie Kagami, drapiąc się w tył głowy. „Sądziłem, że atakowałeś Kuroko i dałem się ponieść. Przepraszam za uh, twój tyłek. I za bycie brutalnym." Dokończył niezręcznie.

„Cóż, ja też nie jestem tak zupełnie niewinny," Powiedział Kise, krzywiąc się przepraszająco. Jego oczy patrzyły dziwnie na pustą przestrzeń placu. „Byłem naprawdę oszołomiony zapachem, który wydzielał Kurokocchi... Szczerz mówiąc, zapomniałem się na chwilę. Myślę, że to dobrze, że mnie powstrzymałeś. Nie wiem, co mogłoby się stać, gdybyś tego nie zrobił."

Kuroko uniósł brew. „Mój... zapach?"

„Taaa, wydzielasz naprawdę, naprawdę smakowity i pociągający zapach, Kuroko. Nie zauważyłeś? Trochę kamufluje go zapach Kagamiego, ale potrafię je rozdzielić, jeśli znajduję się dostatecznie blisko." Kise wyglądał na zaskoczonego. „Jakby się tak zastanowić, do tej pory nie miałeś takiego przyjemnego zapachu. Nie, jestem pewny, że pamiętałbym, gdybyś miał." Kise skrzyżował ramiona i pochylił głowę, zamyślony.

„Wygląda to tak, jakbyś ukrywał te nęcące feromony gdzieś za tym uroczym małym tyłeczkiem... gdybym wiedział, napadłbym cię, nim zrobiłby to Kagamicchi. - to był tylko żarcik, Kagami. Serio, przestań patrzeć na mnie w taki sposób!" Wilk skulił się, jego twarz szybko pobladła. Kuroko widział wyimaginowany ogon podwinięty między jego zgiętymi nogami.

I pomyśleć, że Kise był Arystokratą z egzotycznej rasy. Kuroko uważał, że ta sytuacja była po prostu niedorzeczna.

Oparł się chęci, by westchnąć. Czuł, że ostatnio robi to zbyt często.

Odwrócił się w kierunku czerwonowłosego. „Kagami-kun, proszę, zachowuj się i spróbuj nie reagować w tak przesadny sposób, gdy jestem z przyjaciółmi. Jesteś nieracjonalny." Szczęka Kagamiego opadła, jego usta były rozdziawione. „I Kise-kun, proszę, skończ z tym niepotrzebnym wąchaniem. To jest naprawdę wkurzające i przerażające." Kuroko skierował się w stronę blondyna, który wyglądał, jakby zaraz miał wylać z siebie krokodyle łzy.

„To okrutne, Kurokocchi!" Kuroko nie trudził się reagowaniem na typowe dla Kise zachowywanie się jak wilk w owczej w skórze. Kagami tylko burknął coś pod nosem.

„Myślę, że dyskusję na temat mojego niezwykłego zapachu możemy przełożyć na inny dzień. Kise-kun, skontaktowałeś się ze mną, ponieważ twierdziłeś, że to pilna sprawa." Przypomniał spokojnie pozostałej dwójce, krzyżując przy tym ramiona na piersi. Czerwonowłosy i blondyn wyglądali tak, jakby ich olśniło. Kise sprawiał przy tym wrażenie zdumionego, że udało mu się zapomnieć o czymś tak ważnym.

„Tak, jak prosiłeś, przyszedłem tutaj z Kagamim-kun. Czy mógłbyś nam wyjaśnić, w czym potrzebujesz pomocy? Muszę ci jednakże przypomnieć, że jesteśmy w trakcie egzaminów semestralnych, a zatem rozmawiając tutaj, tracimy nasz cenny czas na naukę. Jeśli byłbyś tak miły, proszę, postaraj się streścić." Kuroko oświadczył stanowczo, przybierając pozę „żadnych-głupot".

Mimo wszystko miał przygotowane notatki i próbne egzaminy, które chciał przerobić z czerwonowłosym podczas ich wspólnej nauki po szkole.

„Ah, tak, przepraszam za to, Kurokocchi, Kagamicchi. Dziękuję, że przyszliście tu dla mnie." Kise, pocierając czubek nosa, wyglądał na winnego.

Kuroko skinął głową i czekał.

Kise wiercił się, jego oczy skierowane były gdzie indziej, gdy przemówił. „Więc, hmmm. Taak, nie wiem, jak mam to powiedzieć..." Odchrząknął. „Potrzebuję pewnego specyficznego przedmiotu. Ciężko go dostać i jest drogi, ale nie mogę go kupić, używając mojego nazwiska. Chodzi o to, że potrzebuję kogoś, kto go dla mnie zdobędzie." Kise sprawiał wrażenie, jakby rozwijał właśnie niesamowite zainteresowanie w zabłąkanym liściu szybującym przed nim.

Kuroko przemyślał tą prośbę.

„Czy mogę zapytać, co to za przedmiot? Czy to... nielegalne?" Sposób, w jaki opadła szczęka Kise i w jak frenetyczny sposób machał rękami, niemal przekonało Kuroko, że rzeczony przedmiot może rzeczywiście być nielegalny w Japonii.

„Nie! Boże, nie! To jest naprawdę legalne, przysięgam!" Kise był spłoszony, jego twarz była lekko zarumieniona z wysiłku. „Chodzi o to, że... jestem pod stałą obserwacją, jasne? Nie mogę więc kupować specyficznych rzeczy bez wiedzy trzeciej strony, albo gorzej, organizacji..." Jego głos stawał się coraz cichszy, gdy kończył swoją wypowiedź. Kise bawił się bezmyślnie palcami i spuścił wzrok.

„Organizacji?"

„To międzynarodowa organizacja, która pomaga chronić Zagrożone Gatunki." Niespodziewanie, wszystko wyjaśnił Kagami. „Słyszałem, że robią takie świństwa, jak śledzenie cię w domu, sprawdzanie historii operacji bankowej, drzewa genealogicznego, sytuacji finansowej, nawet wcześniejszych i obecnych partnerów. W skrócie, lubią wtykać nos w nie swoje sprawy."

Ah, teraz rozumiał. Kise był jednym z kilku Japońskich Wilków. Z takim drzewem genealogicznym, nie było nic dziwnego, że był poddany uważnej obserwacji.

„Zapomniałeś wspomnieć, że lubią się też bawić w swatki. Tak, jakbym nie miał innego wyboru, tylko płodzić dzieci, które chcą, żebyśmy robili." Dodał Kise, szyderczo i pogardliwie. To był pierwszy raz poza boiskiem, kiedy Kuroko widział, jak wilk wyślizguje się z blondyna, emanując przy tym gorączkową pogardą.

„Nie rozumieją, że wilki łączą się w pary na całe życie – nie rozmnażamy się jak zwykłe psy."

Kuroko zastanawiał się, czy Kise ma kogoś konkretnego na myśli, kiedy wypowiadał to oświadczenie.

„Ten przedmiot... czy on ma coś wspólnego z twoim towarzyszem?" W tym momencie to było jedynie przypuszczenie.

I wtedy kolory zniknęły z twarzy Kise.

„Ja – skąd ty – jesteś tak przenikliwy, jak zawsze, Kurokocchi. Nie powinienem nawet próbować ukrywać tego przed tobą." Blondyn westchnął z rezygnacją.

„Taaa, widzisz, odkąd skończyłem szesnaście lat, organizacja namawia mnie do rozmnożenia się tak szybko, jak to tylko możliwe. Wysyłają listy i Ofert Towarzyskie do mojego mieszkania niemal codziennie i opowiadają mi o tych wszystkich rzeczach, które mi zapewnią, jeśli się zgodzę, jak pieniądze, różne przysługi, przedmioty materialne i tym podobne gówno. Szczerze mówiąc, wykańcza mnie to." Kise uniósł dłoń i potarł kółka na skroni.

Kuroko poczuł litość, gdy Kise wyglądał na tak zużytego i zmęczonego, sprawiając wrażenie starszego niż w rzeczywistości.

„Od roku widuję się z kimś. Niedawno zgodził się spędzić ze mną ten Sezon Gorączki. Wierzę, że jesteśmy sobie przeznaczeni i nie mogę pozwolić – nie mogę pozwolić, by ta debilna organizacja wszystko zniszczyła." Kise przygryzł dolną wargę, mocno marszcząc brwi.

„Dodatkowo, mój partner niedługo się wyprowadza – mam tylko tą jedną szansę – i przyznaję, że jestem teraz naprawdę zdesperowany."

Cień okrył jego twarz, przysłaniając zazwyczaj jasne oblicze.

„Kise-kun..." Kuroko był w stanie powiedzieć tylko tyle, patrząc przy tym na blondyna ze współczuciem.

„Przepraszam, że jestem samolubny, ale kiedy usłyszałem od Midorimacchiego, że wasza dwójka jest razem, pomyślałem, że mogę poprosić was, żebyście kupili to dla mnie pod swoimi nazwiskami. Mam na myśli, że oni nie będą nic podejrzewać, jeśli para tej samej płci, jak wy, kupi przedmiot, który potrzebuję." Kise spojrzał na Kuroko, a jego wzrok był pełen nadziei.

Midorima miał za długi język. Kuroko poczuł niezadowolenie. Może on też powinien 'przypadkiem' wygadać się o zaręczynach Midorimy i Takao – sama myśl o tym w pewien sposób usatysfakcjonowała Kuroko.

„Mówiłeś, że wcześniej nie wiedziałeś, że Kuroko jest moim towarzyszem." Kagami uniósł brew.

„Przepraszam, skłamałem! Byłeś naprawdę straszny, Kagamicchi... a nie lubię przemocy poza boiskiem!" Blondyn klasnął w dłonie i skłonił głowę w geście przeprosin. Kagami wyglądał na wkurzonego, ale nie kontynuował tego tematu.

„Tak właściwie to co to za przedmiot?" Zapytał Kuroko. Nie umknęło jego uwadze, że blondyn był dziwnie tajemniczy w tej sprawie.

„To Pasożyt, czyż nie?"

Kagami odezwał się, nim Kise miał szansę odpowiedzieć, powodując, że pozostała dwójka odwróciła głowy w kierunku czerwonowłosego, Kise z otwartymi ustami i Kuroko z wytrzeszczonymi oczami.

„Co? Zbliża się Sezon Gorączki, jego towarzysz wyprowadza się z miasta a organizacja podąża za nim jak psy gończe – to nie kalambur, nie jestem Izukim. Czyż to nie oczywiste?" Kagami wzruszył ramionami.

„Poza tym, Pasożyty dobrej jakości nie były swobodnie sprzedawane w Japonii, kiedy ostatni raz sprawdzałem. Musisz złożyć specjalne zamówienie za granicą z powodu zapasów, które szybko się skończą. Sprzedaż Pasożytów również może być wyśledzona, tak przy okazji, ponieważ tylko certyfikowani dystrybutorzy ze specjalnymi pozwoleniami mogą je sprzedawać. Jeżeli rozmawiamy o Pasożytach z czarnego rynku, nie można im ufać, a nie sądzę, żebyś aż tak ryzykował z partnerem, który jest dla ciebie tak ważny."

Wiedział, że to było niegrzeczne, ale Kuroko nie sądził, że Kagami jest zdolny do wyciągania tak bystrych wniosków. Skąd on wie tak wiele o tych sprawach?

„Czyżbyś ty też chciał nabyć Pasożyta, Kagami-kun? Wiesz o tym strasznie dużo."

Oczywiście tylko zgadywał – to było nieszkodliwe pytanie. Czerwonowłosy wspomniał coś o sprawdzaniu szczegółów sprzedaży Pasożytów w Japonii.

Nie oczekiwał, że Kagami pokryje się różnymi odcieniami czerwonego, identycznymi do tych, którymi, w poczuciu solidarności, pokrył się Kise. Obaj zarumieni, usta otwarte, niespójne mamrotanie z rękami ruszającymi się w dzikich gestach, co wyglądało jak komiczna dwuosobowa zabawa w odbicie w lustrze. Kuroko obserwował tę dwójkę z łagodnym rozbawieniem.

„W – w każdym razie! Kise jest tym, który kupuje cholernego Pasożyta! Prawdopodobnie chce związać swojego towarzysza albo coś w tym stylu!"

Kagami wyciągnął wskazujący palec w kierunku blondyna, a jego twarz wciąż była wściekle zaczerwieniona. Wyraźnie próbował odwrócić od siebie uwagę.

„Co!? To oszukiwanie, Kagamicchi! Nigdy nie mówiłem nic o kupowaniu Pasożyta ani – ani na specjalnym uczynieniu kogoś ciężarnym! Nie masz pewności!" Głos Kise był niski z paniki.

Po kilku kolejnych zaprzeczeniach, złośliwych oskarżeniach i ich bezpośrednich obaleniach, Kise w końcu się uspokoił. Zmienili miejsce na zwyczajowy Maji Burger, ponieważ zaczynało robić się późno. Kuroko miał pewność, że dziś nie uda im się zrealizować planu nauki. Gdy złożyli zamówienia na jedzenie i zaczęli konsumpcję, Kise w końcu przyznał, że on i jego partner planują doprowadzić do poczęcia podczas nadchodzącego sezonu Gorączki.

„Wygląda na to, że to dobry pomysł, wiecie? Zanim organizacja wciśnie się w nasze sprawy, zrobimy sobie dziecko, więc będą musieli skończyć z tym prześladowaniem. Już nie będziemy mogli widywać się tak często, więc chciałbym... chciałbym uczynić go moim. To coś w stylu pokręconego zapewnienia, że będzie ze mną związany. Zgodziliśmy się, że chociaż spróbujemy – to nie tak, że mamy pewność, że się uda. Mam na myśli, że szanse ze mną i tak są raczej niskie." Wykrztusił blondyn cicho, bezmyślnie gapiąc się przy tym w przestrzeń, jego oczy były zimne.

Kuroko popijał swojego shake'a waniliowego, w ciszy słuchając historii blondyna.

„Jesteś tak zaniepokojony tym, co myśli organizacja, Kise-kun? Dlaczego? Czy nie wycofają się, kiedy będziesz miał stałego towarzysza?"

Kise wzdrygnął się wyraźnie.

„Mój towarzysz nie jest kimś, kogo będą uważać za wartego moich genów. Nigdy się nie zamkną na ten temat, jeśli się dowiedzą. Będą powtarzać, że on nie jest odpowiednim partnerem dla mnie – i że szanse na produkowaniu wilczych szczeniaków będą nikłe. Tak, jakbym się tym przejmował." Zadrwił, otwarcie okazując wrogość.

Było cicho, choć gniew Kise był jak wolno gotujący się czajnik. Kuroko nigdy nie podejrzewał, że blondyn jest zdolny do tak mrocznych uczuć wobec czegokolwiek lub kogokolwiek, gdyż zawsze nie był niczym więcej niż wcieleniem słońca.

„Nie chcę robić z tego wielkiego skandalu – nie mogę zrobić tego mojemu towarzyszowi. On jest tylko – jest tylko zwyczajnym Gatunkiem. Nie mogę pozwolić by on i jego rodzina przechodzili przez sztorm medialny, ponieważ jest ze mną. Poza tym... boję się, że będą próbować czegoś, by nas rozdzielić. Słyszałem plotki, że doprowadzają pary do zerwania z powodu takiego gówna jak klasa Zmiennokształtnego."

Kise zachichotał gorzko, jego twarz była mroczna.

Pomyśleć, że nadejdzie dzień, w którym Kuroko będzie obserwował swojego przyjaciela będącego szczerze zakochanym w innej osobie – i tą osobą był Kise, najbardziej lekkomyślny mężczyzna, jakiego znał – to było po prostu zdumiewające. Czy był tak bardzo zakochany w swoim towarzyszu, że był gotów ochoczo walczyć ze społeczeństwem? Kuroko zamyślił się. Wśród zmiennokształtnych rzadkością było bycie tak przywiązanym do jednego towarzysza – nie przy specyficznym rodzaju społeczności, w jakiej byli wychowywani. Midorima i Kise udowodnili, że prostolinijna lojalność jest możliwa.

Choć raz, Kuroko znalazł płaszczyznę porozumienia, do jakiej mógł się odnieść, będąc zmiennokształtnym wychowanym na sposób Naczelnych. Choć raz pomyślał, że może mimo wszystko aż tak się nie różnili. Wszyscy mieli swoje własne problemy, nawet Arystokraci rzadkich gatunków jak Kise. Kuroko zawsze był obcy, gdziekolwiek poszedł; ciało nie należało do Naczelnych, choć jego dusza nie należała tak do końca do Zmiennokształtnych. Nim się zorientował, został rzucony w dezorientujący dualizm między dwoma różnymi społecznościami i ich przeciwstawnymi kodami moralnymi. Kiedy był młodszy, zbijało go to z tropu.

Teraz z jakiegoś powodu poczuł ulgę.
"Możesz użyć mojego nazwiska, jeśli chcesz." Powiedział niespodziewanie czerwonowłosy.
Kuroko spojrzał na Tygrysa, który podczas tej rozmowy był niezwykle jak na niego opanowany. Kagami skończył swoją ogromną porcję burgerów i oblizał palce. "Nie używaj swojej karty kredytowej, pożyczę ci swoją. W ten sposób nie wyśledzą twoich przelewów." Dodał, wyglądając na niezainteresowanego całą sprawą.
Zanim Kuroko mógł o cokolwiek spytać, Kise go uprzedził.
"Naprawdę? Dziękuję, dziękuję Kagamicchi! Naprawdę, naprawdę jestem twoim dłużnikiem!" Prawie przeskoczył nad stołem. Połowa jego ciała wisiała się nad blatem, gdy złapał Kagamiego za ręce - nawet jeśli pokryte były sosem chili, majonezem i śliną, Kise się tym nie przejmował - jego oczy tryskały szczęściem i błyszczały radością. Czerwonowłosy szarpnął się do tyłu z gwałtownym wstrząsem, jego twarz była pobladła z obrzydzenia.
"Cholera - puszczaj mnie, Kise! Obrzydliwość!" Odepchnął blondyna, przypadkowo kopiąc stół, który podskoczył na jakieś 5 centymetrów w górę i zabrzęczał chwiejnie.
Kuroko siorbnął swój waniliowy shake, szybko unikając lecących w jego stronę plastikowych utensyliów.
"Proszę, uspokójcie się, obaj. Wszyscy się gapią." Zauważył dosadnie, rozejrzał się po pomieszczeniu i zobaczył, że wszyscy klienci faktycznie na nich patrzą - rozmarzone spojrzenia na ich twarzach były oczywiste.
Właśnie dlatego dwójka Arystokratów w przestrzeni publicznej mogła być kłopotliwa - połączenie ich feromonów uwodziło wszystkich w promieniu dwustu metrów. Szczególnie, jeśli w pobliżu był Kise, który przyciągał zbyt dużo niechcianej uwagi.
Spóźniona świadomość zalśniła na twarzach Arystokratów. Obaj się wycofali, Kagami wyglądał na wściekłego, podczas gdy Kise znajdował się w swoim własnym świecie, cień na jego twarzy został zastąpiony przez jasne światło - Kuroko cieszył się, że widzi swojego przyjaciela z powrotem w jego zwyczajnym wcieleniu. Mroczna złość wcale nie pasowała do Kise, Kuroko wolał go w zwykłym, głupawym i błyszczącym wydaniu.
Szybko okazało się, że gapiący się tłum to dla nich o wiele za dużo, a ponadto stawało się coraz później – Kuroko zasugerował więc, by dokończyć rozmowę innego dnia, tym bardziej, że on i Kagami mieli jutro egzaminy. Kise pomachał im na do widzenia i odszedł, podskakując przy tym radośnie, zostawiając Kuroko i Kagamiego samych na parkingu przed Maji Burger. Obserwowali, jak Kise skręca na rogu i znika. Niższy chłopiec nagle poczuł się zmęczony.
"Cieszę się, że mogliśmy pomóc Kise-kun. Dziękuję, Kagami-kun. Naprawdę doceniam to, że mu pomagasz." Powiedział Kuroko, składając przed czerwonowłosym lekki ukłon.
Kagami odwrócił wzrok i włożył palec do ucha, wyglądał przy tym na zmęczonego, choć jego uszy zaczerwieniły się. "To nic wielkiego. Mam na myśli to, że to twój przyjaciel, a tak się przypadkiem składa, że mam trochę wolnej kasy."
Kuroko uśmiechnął się. "Jesteś wspaniały, Kagami-kun. Dziękuję."
Twarz Kagamiego była bez wyrazu, gdy na niego patrzył. "Naprawdę musisz przestać być taki uroczy, serio..." Wymamrotał cicho, drapiąc tył swojej głowy, ale wystarczająco głośno, by Kuroko usłyszał. Niebieskowłosy tylko się zaśmiał.
Wziął dłoń Kagamiego w swoją i pociągnął go delikatnie. "Czy mógłbyś odprowadzić mnie do stacji, Kagami-kun? Byłbym bardzo szczęśliwy, gdybyś mógł."
Większa dłoń czerwonowłosego zacisnęła się na tej należącej do Kuroko. Po chwili Kagami zmienił chwyt tak, by ich palce były splecione w bardziej zażyły węzeł. "Taa, jasne, że mogę. Chodźmy." Wymamrotał ze wzrokiem skierowany w ziemię.
Ruszyli w dół pobliskiej drogi, niebo nad nimi szybko ciemniało. Teraz miało barwę indygo z pasmami pomarańczowego w pobliżu horyzontu. Ich splecione ręce kołysały się pomiędzy nimi, gdy szli ramię w ramię. Nie było tam zbyt wielu ludzi o tej porze, a nawet gdyby byli, Kuroko nie sądził, by Kagami go puścił.
"... Zapomniałem, że przez jakiś czas nie będziesz u mnie nocował." Powiedział Taiga, jego głos był stłumiony. Patrzył prosto przed siebie, ściskając mocno dłoń Kuroko.
"To tylko tydzień, Kagami-kun." Ton błękitnowłosego był uprzejmy i rozumiejący.
Kagami przez chwilę nie odpowiadał. "Przyzwyczaiłem się, że w nocy śpisz w moich ramionach, a kiedy się budzę, jesteś tuż koło mnie. Chcę powiedzieć, że będę za tym tęsknił." Kuroko zobaczył szkarłatny rumieniec rozlewający się na całej twarzy Tygrysa aż po końcówki uszu. Patrzył przy tym przed siebie, jakby chciał uniknąć spojrzenia niższego chłopca.
"Myślałem, że Alex-san też śpi w twoim łóżku." Kuroko przekrzywił głowę w jedną stronę dla lepszego efektu.
Kagami odwrócił się do niego, wyglądając na upokorzonego. "To - to nieporozumienie! Ta przeklęta stara wiedźma robi, co chce i nie pyta o pozwolenie! Nic jej nie zrobiłem! Przysięgam, że między nami nic nie zaszło!" Jego druga ręka gestykulowała w próbie perswazji, twarz pobladła w panice.
Kuroko uśmiechnął się, chciał się tylko podrażnić z czerwonowłosym. "Wiem, Kagami-kun. Alex-san ma skłonności do bycia przylepą, nawet ja niemal wpadłem w jej kleszcze."
To była noc po zwycięstwie w Winter Cup i świętowali obiadem w japońskiej restauracji. Później przenieśli się do mieszkania Kagamiego na drugą rundę - Alex dostarczyła niepełnoletnim nastolatkom ogromną ilość piwa w puszce. Kuroko oczywiście nie pił – zadowolił się herbatą, podczas gdy reszta drużyny w tym czasie była pijana lub nieprzytomna. Hyuuga spił się jako drugi, Riko siedziała obok niego i wyglądała na lekko zirytowaną niespodziewaną metamorfozą kapitalna drużyny w przytulaśnego potwora.
Koganei upił się jako trzeci, a później bełkotał i śmiał się histerycznie. Mitobe przez cały ten czas cierpliwie podtrzymywał go w pionie. Reszta pierwszorocznych rozwaliła się nieprzytomna z powodu niskiej tolerancji na alkohol. Fukuda i Kawahara leżeli na sobie nawzajem, podczas gdy Furihata chrapał głośno naprzeciwko kanapy, śliniąc się przy tym. Kiyoshi i Izuki który wykrzykiwał na pełne gardło swoje pijackie żarty, mieli konkurs alkoholowy. Kagami wyszedł akurat, by kupić jakieś napoje bezalkoholowe, tymczasem Kuroko, jako jedyny kompletnie trzeźwy, cicho obserwował rozwój sytuacji.
Tetsuya przeprosił towarzystwo i wyszedł do toalety. Dopiero na miejscu uświadomił sobie, że w środku była już bardzo pijana Alex, leżąca na porcelanowych płytkach. Górna część jej ubioru gdzieś zniknęła. Był oszołomiony i zaskoczony, gdy niespodziewanie został zaatakowany przez półnagą Alex – na szczęście kobieta była zbyt zdezorientowana przez alkohol. Kuroko udało się nie upaść, ale i tak uderzył się w tył głowy o ścianę, gdy Alex się na niego rzuciła.
"Zdarzyło się coś takiego?" Wyglądało na to, że Kagami nie był pewien czy ta historia powinna go złościć czy bawić.
"Tak, Kagami-kun, szkoda, że tego nie widziałeś. Musiałem sam zaciągnąć Alex-san do twojego pokoju i położyć ją do łóżka." Kuroko pamiętał, że po wszystkim czuł ból mięśni. Jego ciało nie było przyzwyczajone, by nieść kogoś wyższego i lepiej zbudowanego od siebie, zwłaszcza po meczu przeciw Rakuzanowi. Czuł się wtedy trochę zazdrosny, Alex była samicą Wasala, a była lepiej zbudowana niż on.
Kagami wymamrotał coś ledwo słyszalnego. "... żeby być kimś, kto pierwszy zaciągnął cię do łóżka..." Zobaczył lekki rumieniec u czerwonowłosego, który mógł być wzięty za wypieki z powodu chłodu.
Stacja kolejowa szybko pojawiła się w ich polu widzenia. Kuroko pociągnął lekko za ich splątane ręce, by przyciągnąć uwagę czerwonowłosego. Użył drugiej ręki, by otworzyć swoją torbę na ramię i wyciągnął z niej zeszyt, który wyglądał na grubszy niż powinien, pełny nierówno ułożonych karteczek i złożonych papierów, wystających z niego nieporządnie. Trzymało się to razem dzięki nitce, która go owijała a związana była w prosty węzeł z przodu. Kuroko wyciągnął zeszyt w stronę Kagamiego, który wpatrywał się w niego bezmyślnie.
"Kagami-kun, proszę, upewnij się, że się dziś pouczysz. To są najważniejsze notatki i arkusze próbnych egzaminów z wypisanymi na nich prawidłowymi odpowiedziami. Jutro są przedmioty ścisłe. Planowałem dzisiaj je z tobą przerobić, ale pojawił się Kise-kun. Mam nadzieję, że wystarczy chociaż tyle." Wyjaśnił.
Kagami spojrzał na zeszyt, jego twarz wciąż była bez wyrazu, gdy gapił się na Kuroko. Nie wykonał żadnego ruchu, by zabrać podawany mu zeszyt.
Kuroko już miał spytać czemu - gdy Kagami niespodziewanie popchnął go na ścianę i zażądał jego ust. Pytanie zamieniło się w niespójny mamrot. "Kagami - hmmmnnh." Kuroko próbował coś powiedzieć, osiągając tylko tyle, że Kagami mógł wykorzystać jego rozchylone wargi, by wepchnąć między nie język. Wszystko, co Kuroko z siebie dał radę wydobyć to kilka miękkich kwileń. Notes wypadł mu z ręki na ziemię, a puste teraz palce zacisnęły się na tyle kurtki Kagamiego. Drugą dłoń oparł na piersi czerwonowłosego.
"Kuroko, Kuroko..." Usłyszał szept Kagamiego naprzeciwko swoich ust, ciepły oddech łaskotał jego nos i błękitnowłosy poczuł, że wypełnia go zapach Kagamiego. Plecy, którymi opierał się o ścianę, odbierały zimno i twardość, ale nie wyglądało na to, by się tym przejmował. Ich języki złączyły się swobodniej, gdy czerwonowłosy przechylił jego głowę, pogłębiając pocałunek tak, jakby było możliwe, że mogą znaleźć się choć trochę bliżej niż teraz. Biała, przeźroczysta para wymykała się z ich ust, znikając w zimnym powietrzu. Kuroko poczuł palce, zaplątujące się w jego włosach, które trzymały go w jednym miejscu. Ten uścisk promieniował ciepłem.
Błękitnowłosy wyczuwał ciepło płynące w górę jego twarzy, jego ciało drżało z powodu nagłego przypływu lekkiej gorączki. "Aah, Kagami-kun... ja - hnnn." Zajęczał miękko, gdy Kagami possał jego język, przez co nie mógł zamknąć ust a ślina zaczęła spływać mu po brodzie. Kagami zlizał ją i powrócił do penetrowania ust niższego. Zmysły błękitnowłosego były przytłoczone obecnością Kagamiego, a ciepło ciała Tygrysa sięgało jakiegoś głębokiego miejsca ukrytego w piersi Kuroko, którego serce biło szybko w szalonym rytmie.
Gdy wszystko się skończyło, Kuroko poczuł, że jest mu bardzo zimno, nawet jeśli był w kurtce. Gdy Kagami, ciężko oddychając, odsunął się z zaczerwienioną twarzą, wciąż łączyła ich nitka śliny. Twarz Kuroko też pewnie była karmazynowa, ponieważ chłopiec czuł, że jest nieco za gorąca. Jego umysł był zamglony a procesy myślowe spowolnione do alarmującego poziomu. Mógł tylko patrzeć w oszołomieniu na Kagamiego, który odwzajemniał jego spojrzenie. Czerwone oczy były ozdobione pragnieniem, a usta wciąż mokre, czerwone i lekko opuchnięte od pocałunku. Kuroko nie potrafił oderwać od nich wzroku.
Kagami pochylił się i polizał usta i brodę Kuroko, a chłopiec odkrył, że chciałby, by kontynuowali ten akt - jednak sekundę później Kagami odsunął się.
"Przepraszam, nie mogłem się powstrzymać." Kuroko usłyszał jego mamrotanie, głos Tygrysa był ciężki od niskiego, gardłowego i ledwo słyszalnego grzmotu. "Twoja książka..." Wyższy opadł na kolana, by podnieść zeszyt, który leżał obok ich stóp. Otrzepał jego powierzchnię, nie odwracając spojrzenia od Tetsuyi.
"Dziękuję, pouczę się w nocy. Obiecuję, że to nie będzie stratą twojego czasu." Wyszczerzył się.
Kuroko poczuł impuls, by przyciągnąć do siebie czerwonowłosego i pocałować ten uroczy uśmiech - powstrzymał się, gdy tylko uświadomił sobie jak dziwaczna jest to myśl.
Stacja kolejowa była tuz za rogiem i wiedzieli, że muszą się rozdzielić, ale żaden z nich nie był chętny przerwać uścisk, który ich łączył. Zwlekali jeszcze przez kilka minut, stojąc po prostu blisko siebie, nim Kuroko nie musiał już iść, gdyż jego telefon wibrował od nieodebranych połączeń od matki. Spojrzeli na siebie jeszcze raz i rozdzielili się, Kagami stał w miejscu, dopóki Kuroko nie wszedł na peron.
Gdy Kuroko wrócił do domu, Nigou przywitał go entuzjastysznym szczeknięciem. Jego mama wyjrzała z kuchni, by poinformować go, że obiad jest już gotowy i powinien się przed nim wykąpać. Skoro sytuacja wyglądała w ten właśnie sposób, Kuroko, z umysłem pełnym myśli o Kagamim, poszedł do swojego pokoju żeby zostawić w nim torbę, nim udał się w ciszy do łazienki. Gdy zdjął swój mundurek i koszulkę, złapał swoje odbicie w lustrze - jego ramiona aż do piersi były pokryte jaskrawo czerwonymi śladami zębów i malinkami - i eksplodował wściekłym rumieńcem.
Kuroko zachwiał się w łazience, obrócił się w stronę prysznica i pozwolił, by zimna woda mocno w niego uderzyła, miał bowiem nadzieję, że to uspokoi rosnącą gorączkę, która zbierała się w dole jego ciała.

Kagami wyglądał jakby nie spał całą noc. Może dotrzymał słowa i się uczył.
Egzaminy trzymały Kuroko z dala od rozpraszających wspomnień (nie, wcale się wściekle nie rumienił na samą myśl o wczorajszym żarliwym pocałunku) oraz oczekiwania na Tydzień Gorączki. To stwierdzenie bardziej odnosiło się do tego drugiego. Zajmowanie umysłu nauką do egzaminów okazało się być bardziej niż wystarczające, by rozproszyć jego niepewność związaną z nadchodzącym Sezonem Gorączki. Kuroko czytał i przygotował się dzięki teorii, ale to praktyka była tym, co martwiło go najbardziej. Ponadto nie mógł zaprzeczyć, że ciągłe odwracanie jego uwagi przez Kagamiego też nie było czymś złym. Czerwonowłosy zawsze pocieszał go i uspokajał, kiedy tylko zaczynał się martwić. Nie musiał nawet nic mówić, wyglądało bowiem na to, że Kagami po prostu wie, kiedy niższy chłopiec czuje się niepewnie. Może jego zapach zdradzał jego myśli - zapachy były znane z tego, że lekko się zmieniały, gdy wraz ze zmianami w emocjach zmieniała się również gospodarka hormonalna - a Kuroko do tej pory nie miał zapachu. Zastanawiał się, czy to wpłynie na jego misdirection na boisku, co by nie było niczym dobrym.
To było kolejne rozproszenie, którego potrzebował. Zastanawiał się nad sposobami zredukowania zapachu do minimum. Może mógłby przejść w tym celu specjalny trening?
W czasie lunchu, Kagami powiedział Kuroko, że skontaktował się z nim Kise – Tygrys był zirytowany, kiedy odkrył, że Tetsuya dał blondynowi jego numer - i że spotkają się później, by omówić szczegóły zamówienia Pasożyta. Kagami zaprosił Kuroko, by do nich dołączył, na co ten przystał, w końcu i tak mieli iść do Kagamiego się pouczyć.
Przedmioty ścisłe nie były specjalnością Kuroko, ale uważał, że poszło mu zadowalająco. Tymczasem, pod koniec dnia, Kagami był blady jak ściana, co z spowodowane było stresem i brakiem snu. Tym razem Kuroko nie oparł się i zrobił zdjęcie.
Po szkole spotkali się z Kise pod bramą wejściową Seirin (blondyn jak zawsze był otoczony tłumem fanów) i poszli do mieszkania Kagamiego. Na miejscu Kise ujawnił, że kilka tygodni temu posługując się fałszywym nazwiskiem złożył specjalne zamówienie i jedynym, czego teraz potrzebował, by otrzymać paczkę, było dokonanie przelewu wykorzystując do tego cudzych danych. Wykorzystali więc kartę kredytową Kagamiego, by zapłacić przez Internet i podali adres domowy Kuroko jako adres odbiorcy, by uprawdopodobnić przykrywkę. Kise miał przelać odpowiednie fundusze na konto Kagamiego i to był właściwie koniec całej sprawy.
Nie mieli dość czasu, by robić cokolwiek więcej poza nauką, więc w następnych dniach nie wydarzyło się nic znaczącego. Kagami wciąż odprowadzał go na stację i całował po wspólnej nauce - a Kuroko czuł swędzące wibracje w swoim ciele za każdym razem, gdy się ich usta się spotykały. Zaczynał czuć, że zwykły pocałunek mu nie wystarcza. Chłopiec czuł zawstydzenie z powodu takich myśli, które wydawały mu się niewłaściwe. Jednak nawet on nie mógł zaprzeczać własnym pragnieniom. Kagami sprawiał, że czuł i myślał o rzeczach, na które wcześniej nie zwracał uwagi.

Z szybko zbliżającym się Tygodniem Gorączki, takie uczucia jedynie potęgowały niepokój Kuroko. Czytał książki związane z jego sytuacją częściej niż te, które powinien czytać na egzaminy. Mimo to starał się nie myśleć o tym zbyt wiele i kontynuować rutynę nauki na egzaminy i wspólnego spędzania czasu. Obecność Kagamiego pozwalała mu zachować spokój. Pomiędzy nauką omawiali wciąż na nowo tą sprawę, co sprawiało, że Kuroko czuł się odrobinę lepiej. Kagami dał mu nawet Plastry, które zaczął nosić w czwartek, i w końcu udało mu się przekonać samego siebie, że wszystko będzie dobrze.

Przynajmniej nim nie nadszedł piątek a Kuroko nie obudził się rano z lekką gorączką.

Czuł się skołowany i dokuczały mu lekkie mdłości. Pomyślał, że może złapał przeziębienie i po śniadaniu wziął jakieś witaminy. Próbował czytać notatki podczas podróży pociągiem do szkoły, ale nie potrafił się skupić, czuł zawroty głowy a gorączka wzrastała. Był lekko zdezorientowany, gdy przybył do szkoły. Zdołał dotrzeć tam dopiero na pięć minut dzwonkiem, ponieważ gdzieś po drodze skręcił w złą stronę i zgubił się. To było dla niego niezwykłe, by być tak zapominalskim.

Wszyscy byli cicho, kiedy wszedł do klasy, jak zwykle zajęci wkuwaniem do ostatniej chwili. Kuroko zatoczył się w kierunku swojego siedzenia. Twarz Kagamiego była schowana za zeszytem, kiedy go mijał. Gdy miał już odłożyć swoją torbę na ławkę, niespodziewanie złapała go czyjaś ręka. Skierował swoje półprzymknięte oczy niebieskie oczy na czerwonowłosego, który ściskał jego nadgarstek. Książka, którą jeszcze chwile temu trzymał w dłoniach, była odłożona a jego twarz tak zesztywniała, że Kuroko obawiał się, że popęka.

„Kuroko, ty..." Kagami chciał coś powiedzieć, kiedy zadzwonił dzwonek, sygnalizujący pierwszą lekcję.

Wszedł nauczyciel i kazał wszystkim zająć miejsca. Kagami niechętnie odniósł się do pomysłu puszczenia Tetsuyi, ale zastosował się do polecenia. Wtedy Kuroko niezgrabnie zajął swoje miejsce.

Chłopiec ledwie mógł się skupić.

Dziś był ostatni przedmiot do zdania i mogli wyjść wcześniej, więc Kuroko uznał, że da sobie jakoś radę rzez kolejne kilka godzin – pomimo tego, że jego głowa stawała się coraz cięższa i był coraz bardziej ospały. Dziwne wiry ciepła krążyły wokół środka jego ciała. Zignorował pragnienie, by zwinąć się w kłębek i trzymał oczy otwarte, ostrożnie zaznaczając odpowiedzi na arkuszu, jedno po drugim. Jego mózg funkcjonował tylko w połowie, więc to dobrze, że był to egzamin z przedmiotu, w którym przodował.

Minuty mijały okrutnie. Kuroko poczuł, że jego gorączka się pogarsza, a ponadto przydarzyło mu się coś jeszcze dziwniejszego. Zaczynał czuć się dziwnie, mgła w jego głowie wciąż była ciężka, ale ciepło zaczęło spływać w dół, kawałek po kawałku skupiając się wokół szczególnego miejsca, i Kuroko doszedł do przerażającego wniosku: zaczynał robić się twardy. Nie było do tego powodu ani żadnego rodzaju zachęty. W tylnym rzędzie ławek, na który nikt nie zwracał uwagi, zaczął skręcać się na krześle, a jego krocze stawało się coraz cięższe od napięcia.

Jego palce zacisnęły się na krawędzi ławki, kiedy wbił w nią paznokcie niemal boleśnie. Był pewien, że zostawił ślady. Przygryzł wargi, kiedy upojne ciepło się zintensyfikowało, powoli podgrzewając jego krew do coraz wyższej temperatury – krew, która zdecydowała się odpłynąć w dół, zwiększając przy tym torturę. Kuroko czuł, że jego twarz jest gorąca jak piec i nie potrafił złapać tchu. Rzucił spojrzeniem w stronę zegara wiszącego nad tablicą z przodu klasy. Zostało dwadzieścia minut, nim zadzwoni dzwonek sygnalizujący koniec egzaminu. To było okropne. Nie marzył o niczym więcej niż żeby uciec z tego pomieszczenia i zająć się tą dziwną sytuacją. Jego gardło nagle wyschło na wiór, teraz było suche niczym piaski ogromnej pustyni. Kuroko poczuł przypływ strachu, momentalnie przysłaniającego pobudzenie. Niepewność wypełniła go jak siła natury, która zmiata wszystko na swej drodze. W końcu doszedł do spóźnionego wniosku; właśnie przeżywał swoją Pierwszą Gorączkę.

Tutaj. Teraz. W miejscu pełnym ludzi.

Paznokcie Kuroko – teraz przekształcone w ostre szpony – wbiły się głębiej w ławkę, skrobiąc jej powierzchnię. Ze słabym, gardłowym głosem, którego nie rozpoznawał jako swój własny, zawołał, koniec zdania był już tylko słabym szeptem. „Kagami-kun... Kagami..."

Czerwonowłosy nagle stanął. Jego ławka brzęknęła głośno, kiedy to zrobił. Zbiorowe sapnięcie zostało poprzedzone dźwiękiem ołówków uderzających o podłogę. Kuroko obserwował mętnym wzrokiem, jak Kagami odwraca się i chwyta go za nadgarstek, spoglądając przy tym ponad ramieniem do tyłu.

„Proszę pana, Kuroko nie czuje się dobrze. Zgoda na zabranie go do pielęgniarki, proszę." Niemal wywarczał to zdanie, jego głos był głośny i władczy. Ich nauczyciel przez chwilę sprawiał wrażenie oszołomionego, nim nie spojrzał na Kuroko.

Kuroko chciałby w tym momencie stać się niewidzialnym – wiedział, że wygląda okropnie, a fakt, że patrzyła na niego cała klasa, wcale nie pomagał w tej sytuacji.

„Ah, oczywiście. Proszę, zaopiekuj się nim, Kagami. Później zabiorę arkusze odpowiedzi z waszych ławek." Powiedział nauczyciel.

Kagami nie marnował czasu. Podniósł Kuroko w górę jednym, płynnym ruchem – ich koledzy z klasy znów wydali zbiorowe sapnięcie – i czerwonowłosy czmychnął z klasy, niosąc Kuroko w swoich ramionach. Kuroko nie był w nastroju, by dyskutować, zacisnął tylko uścisk na ramionach Kagamiego i przylgnął do niego. Ciężki, piżmowy zapach, który wydzielał Tygrys doprowadzał go do szału.

„Kagami..." Jego skomlenie brzmiało jak błaganie. Kuroko na pewno czułby wstyd, gdyby tylko był sobą.

„Szszsz. Masz wczesne objawy – co jest kurewsko za wcześnie. Cholera, powinienem wiedzieć!" Kagami który na przemian pocieszał Kuroko i przeklinał pod nosem, zaczął biec truchtem, wciąż niosąc Tetsuye, uważając przy tym, by nie pogorszyć jego stanu.

Czerwonowłosy niemal wykopał drzwi do gabinetu pielęgniarki z futryny i wpadł do środka, kierując się w stronę pustego łóżka, stojącego pod ścianą. Pochylił się i położył delikatnie Kuroko na łóżku, i Tetsuya był wdzięczny za ten gest. Jednak pobudzenie nie zniknęło, jedynie zwiększyło się tak, że niemal paliło. Jego spodnie zaczęły być wilgotne od środka, i wiedział, że penis był już w pełni twardy – nic nie mógł poradzić na to, że zaczął ocierać się o prześcieradło na łóżku tylko po to, by uwolnić nieco napięcia.

Kagami zostawił go na chwilę, by zamknąć drzwi, a później grzebał w szafce na lekarstwa, wyciągając z niej buteleczki i sprawdzając ich etykiety, klnąc, gdy nie znalazł tego, czego szukał.

„Kurwa, nic tutaj nie mają." Powiedział, gdy wrócił z pustymi rękami. „Plastry i inne rzeczy są w środku mojej torby – nie mogę jednak zostawić cię samego." Syknął, wyławiając telefon z kieszeni spodni.

Kuroko nie mógł złapać oddechu, biorąc hausty powietrza tak, jakby miało mu go zabraknąć. Nie ważne ile razy wdychał, nie mógł schłodzić palącego ciepła w swoim ciele. Ono parowało z niego i rozcapierzało się całe naraz, nim nie zaczęło sączyć się z każdego poru w jego skórze, czyniąc go wrażliwym na najmniejsze tarcie. Znów otarł się o prześcieradło, chwytając je w pazury, aż w jego oczach nie pojawiły się małe łzy. Niski, gardłowy dźwięk wibrował w jego tchawicy i mógł usłyszeć samego siebie warczącego z frustracji.

Spojrzał na czerwonowłosego i przypomniał sobie rzeczy, które robili w łazience i pocałunek przed stacją – w głębi jego brzucha rozbudziła się burza pożądania. Chciał Kagamiego. Chciał Kagamiego tak, jak jeszcze niczego wcześniej. Kuroko poczuł, jak opuszcza go rozsądek – nie mógł oprzeć się pokusie, gdy wyjęczał imię Kagamiego i zmienił pozycję, by znaleźć się na rękach i kolanach, pochylając się i rozciągając kończyny jak dzikie zwierzę, uwalniając wszystko, czym dysponował, by uwieść mężczyznę.

Słowa Kagamiego umarły na jego języku, kiedy czerwonowłosy odwrócił się, by spojrzeć na Kuroko, z telefonem wciąż przyciśniętym do ucha. Wyraźnie przełknął – jego jabłko Adama poruszyło się w górę i w dół – i oblizał usta. Potem niemal natychmiast odwrócił spojrzenie.

„Nie, przestań, Kuroko. Ty nie – my nie jesteśmy w odpowiednim miejscu. To nie jest odpowiednia chwila." Głos Kagamiego drżał, gdy opuszczał rękę, trzymającą telefon.

Kuroko wydał niezadowolony jęk, jego ręka sięgnęła w dół, by zacisnąć się na rosnącym pobudzeniu, piskliwe skomlenie umknęło z jego ust w reakcji na tarcie.

„Furihata przyniesie tutaj nasze torby, kiedy egzamin się skończy. Mam trochę leków..." Kagami przerwał, ponownie odwracając się w stronę Kuroko. „W międzyczasie, pomogę ci pozbyć się trochę napięcia."

Kiedy Kagami usiadł na łóżku, Kuroko przylgnął do niego, ciągnąc za przód jego koszulki. Chciał się jej pozbyć. Potrzebował by czuć skórę Kagamiego na swojej. Z tyłu jego umysłu, to, co zostało z ludzkiej strony Kuroko, było przerażone jego dziką, zwierzęcą naturą, którą manifestował z taką odwagą. Chciał się powstrzymać, ale pobudzenie było tak intensywne, że aż bolesne, jego głowa pulsowała w próbie powstrzymania zdeprawowanych, czystych pragnień. Był przerażony. Nic nie mógł poradzić na łzy frustracji, które zbierały się w jego oczach.

Kagami wytarł krople, które się przelały i potarł kciukiem o jego policzek. „Szszsz, spokojnie. Jestem tutaj, jest dobrze. Nie musisz się tego wstydzić, to naturalne. Nie jesteś jedynym, który czuje się w ten sposób, gdy nadchodzi gorączka. Wszyscy to przechodzą."

Kuroko załkał miękko i nachylił się w stronę dotyku, szepcząc ochrypłym głosem. „Kagami-kun, pomóż mi. Proszę... dotknij mnie."

Ostre wciągnięcie powietrza i Kuroko został popchnięty na łóżko, prześcieradło pomarszczyło się pod jego plecami. Obserwował jak Kagami unosi się nad nim, jedną ręką rozluźniając kołnierzyk jego Gakuranu. Serce Kuroko biło głośno w jego uszach, gdy Kagami zawisł nad nim. Głos Tygrysa stał się silniejszy a zapach bardziej piżmowy.

„Zdejmij ubrania żeby się nie pobrudziły." Rozkaz wysłał dreszcze wzdłuż kręgosłupa. Tetsuyi.

Dłonie Kuroko trzęsły się, kiedy odpinał guziki swojego mundurka. Był zawstydzony, kiedy Kagami musiał mu pomóc się rozebrać. Kiedy zdjęli spodnie Kuroko okazało się, że bokserski ma mokre i klejące, a jego penis stał, domagając się uwagi – czerwony i cieknący na czubku, krople preejakulatu spływały wzdłuż całej długości trzonu. Kuroko zarumienił się nawet mocniej, kiedy spojrzenie Kagamiego rozbłysło fascynacją. Tetsuya był nagi i wrażliwy, nogi miał rozłożone nieprzyzwoicie a penis tak twardy, że to aż dręczyło.

„Nie... patrz..." Wychrypiał Kuroko, niespodziewanie odzyskując nieco zdrowego rozsądku. Chłopiec czuł się bardzo zawstydzony, zakrył więc twarz ramieniem, odmawiając tym samym patrzenia na Kagamiego.

„Haaa - " Zadrżał, gdy poczuł ciepłe palce obejmujące jego kształt. Ten chwyt doprowadzał do wściekłości swoją delikatnością.

„Nie bądź nieśmiały. Nie ma w tobie nic, co byłoby brzydkie. Przysięgam, że wręcz przeciwnie." Usłyszał słowa Kagamiego, lecz ich efekt był odwrotny do zamierzonego i Kuroko poczuł się nawet bardziej zawstydzony.

Jego oddech stał się urywanye i szybszy, gdy Kagami zaczął go gładzić. Twarda powierzchnia jego zrogowaciałej dłoni sprawiała Tetsuyi dużą przyjemność. Kagami zaczął ruszać nią w stałym rytmie długich pociągnięć, pocierając kciukiem szczelinę na czubku raz na jakiś czas. „Ah, ah, Kagami – mmmm" Wyjęczał Kuroko i sapnął, starając się zdusić te dźwięki, ale poległ z kretesem.

„Kuroko, nie chowaj się. Chcę cię zobaczyć." Wyszeptał mu do ucha Kagami i pociągnął za jego ramiona.

Kuroko chciał mu odmówić, ale okropna niepewność zmusiła wstyd do odejścia, w zamian żądając szukania pocieszenia u czerwonowłosego. Niechętnie odsunął więc ramiona, i napotkał oczy w kolorze krwi, które patrzyły na niego.

„Hej," Kagami wyszczerzył się.

Nie wiedział dlaczego, ale ten uśmiech wypchnął go poza krawędź i Kuroko doszedł szybko, wytryskując mocno na swój brzuch. Wygiął ciało i odrzucił głowę do tyłu z kwileniem. Kagami dał mu jeszcze kilka pociągnięć, by wylał z siebie wszystko, ale penis Kuroko wciąż stał i był twardy, tak, jakby wcale nie doszedł. Jego pierś poruszała się w górę i w dół, gdy w roztargnieniu patrzył na biały bałagan na swoim brzuchu. Jego męskość najwyraźniej nie miała zamiaru opaść.

Kagami zabrał rękę, zlizując spermę ze swoich palców. Kuroko – u którego mgła pokrywająca jego umysł nieco się rozrzedziła – spojrzał na niego, na wpół przerażony i na wpół zahipnotyzowany. „Kagami-kun, nie liż tego, proszę. To jest brudne." Usłyszał sam siebie. Wściekle się przy tym rumienił.

„Nah. Jest dobrze." Kagami wzruszył obojętne ramionami, oblizując ostatni palec. „Poza tym, jeszcze nie skończyłeś."

Kuroko wciąż był podniecony – i był w pełni tego świadomy. Tylko jeden orgazm nie wystarczył, by usatysfakcjonować mgłę pożądania, która przyćmiła jego umysł. „Na to wygląda..." Nie mógł być już bardziej zawstydzony niż w tej chwili.

„W takim razie w porządku. Chodź no."

Kagami chwycił jego przedramiona i ciągnąc za kończyny Kuroko, uniósł jego wrażliwe ciało i usadził sobie na udach – Kuroko wydał skowyt, gdy Kagami to zrobił. Teraz byli twarzą w twarz, z Kuroko otaczającym nogami biodra Kagamiego, jego erekcja ocierała się o materiał spodni czerwonowłosego. Lepka smuga ubrudziła przód mundurka wyższego chłopca.

„Kagami-kun, pobrudzisz sobie mundurek." Natychmiast ostrzegł czerwonowłosego.

„Hm? Oh? Ne przejmuj się. W torbie mam ubrania na zmianę." Kagami szturchnął dłonie Kuroko, by ten ulokował je na jego ramionach, układając tym samym drobniejszego w wygodniejszej pozycji.

„... To dziwne, że jesteś tak dobrze na to przygotowany..."

Kagami zaśmiał się. „Może planowałem, że to się stanie, kto wie? Planowałem rzucić się na ciebie, gdy skończą się lekcje. Niezupełnie w ten sposób. Miałem uwieść cię jedzeniem, zaciągnąć do mojego łóżka i zrobić rzeczy, które wywołają w tobie właśnie taki rumieniec." Drażnił się, uzyskując, jak na zawołanie, żywoczerwony rumieniec na twarzy Kuroko.

„Jesteś podłym mężczyzną, Kagami-kun. Żałuję mojej decyzji. Nie chcę być już twoim Towarzyszem Gorączki."

Powiedział Kuroko z kamienną twarzą.

„Hej," Kuroko wydał jęk, kiedy Kagami znów zaczął poruszać ręką na jego przyrodzeniu. „Kto rezygnuje z kogo?"

Kuroko nie był w stanie odpowiedzieć, ponieważ mgła pożądania wróciła zintensyfikowana. Wygiął plecy w łuk, gdy próbował ustabilizować swoją pozycję, jedną ręką opierając się o łóżko a dugą zaciskając na ramieniu Kagamiego. Jego usta były rozchylone a ślina, której nie przełknął, wypływała z otwartych ust. Kagami jedną ręką otaczał jego biodro, a jego usta zajęte były umieszczaniem palącej ścieżki pocałunków i uszczypnięć na torsie Tetsuyi, liżąc miejsca, gdzie ślady ugryzień zaczęły już blaknąć i odnawiając siniaki.

Kuroko zbyt zatracił się w tych wrażeniach, by zauważyć, że ręka Kagamiego zniknęła z jego biodra i sięgnęła do tylnej kieszeni spodni czerwonowłosego, grzebiąc w niej. Usłyszał kliknięcie gdzieś spoza mętnej mgły w swoim umyśle. Kagami wymamrotał, przyciskając usta do jego skóry. „To będzie trochę dziwne, ale... zaufaj mi."

Kuroko niemal jęknął, gdy ręka Kagamiego opuściła jego erekcję i rzucił na czerwonowłosego wściekłe spojrzenie. W odpowiedzi Tygrys pochylił się, by go pocałować.

„Bądź cierpliwy." Wyszeptał naprzeciw ust Kuroko, nim nie dopomniał się o nie z dziką siłą. Gniew gdzieś zniknął i ręka Kuroko wiła się na tyle głowy Kagamiego, gdy całowali się głęboko i z pasją.

Kuroko miał tylko lekkie przeczucie, co się dzieje, gdy poczuł szorstką dłoń szukającą po omacku jego tyłka. Jęknął w pocałunku. Ręka masowała teraz jego pośladki, wysyłając ostre dreszcze w górę jego kręgosłupa i z powrotem do penisa w szybkich seriach. „Haaa – Ah. Aaah – przyjemne - „ Kwilił bezwstydnie, bezwiednie wycofując się z pocałunku i odrzucając głowę do tyłu, zagubiony w ekstazie.

„Hej, wracaj tutaj." Warknął Kagami i penis Kuroko zadrżał na ten głęboki, ochrypły głos, który wydał z siebie tygrys.

Kagami przygryzł podstawę jego szyi, tuż nad obojczykiem. Niski warkot zadrżał naprzeciw gardła Kuroko. Zęby Kagamiego lekko się zaostrzyły, gdy przygryzał jego skórę. Tetsuya zacisnął oczy, gdy czerwonowłosy rozdzielił mu pośladki. Z jego ust wymknął się syk, gdy coś zręcznego i długiego wtargnęło w niego przez tylne wejście, płytko wsuwając się do środka i z powrotem.

„Co..." Kuroko próbował wykrztusić zdezorientowany.

Półprzymknięte oczy napotkały parę czerwonych, uwodzicielskich oczu. Kagami miał krople potu spływające po twarzy i szczęce. Krople te wydzielały pociągający zapach. Kuroko pomyślał, że zabłąkany czerwony kosmyk wygładzony przez pot i przyklejony do skroni Tygrysa wygląda nieprawdopodobnie seksownie.

„Na początku będzie to niekomfortowe, ale później okaże się przyjemne. Obiecuję." Głośne sapnięcia, które wymykały się z jego otwartych ust działały na Kuroko hipnotyzująco.

Palec wbił się głębiej w dziurę Tetsuyi. Takie wtargnięcie w intymne miejsce było dziwnym uczuciem. Kuroko podparł się i objął rękami ramiona Kagamiego. Niepowstrzymane skamlenie wylewało się z jego ust, gdy ręka Kagamiego wróciła na penis, pocierając go w tym samym rytmie, co palce pieprzące tył. Usta czerwonowłosego znów znalazły się na jego, po chwili przesuwając się w dół, do jego piersi i chwytając sutek, obdarzając różowy guziczek niepewnymi liźnięciami. Kuroko zadrżał.

„Spróbuj się rozluźnić, Kuroko." Powiedział czerwonowłosy i znów go pocałował, równie namiętnie, jak zwykle.

Wszedł w niego drugi palec, i Kuroko poczuł, że otwiera się w najbardziej wulgarny sposób, jaki jest tylko możliwy. Rytm Kagamiego zwolnił, gdy palcował jego wejście, podążając w płytką otchłań dopóki pierścień mięśni Kuroko nie był wystarczająco rozluźniony. Wtedy weszły one w niego głębiej i Kuroko mógł poczuć, jak ruszają się w jego środku, krzyżując się i szukając czegoś. Kagami zgiął palce i Kuroko zobaczył biały błysk. Wydał z siebie głośny skowyt, przerywając pocałunek.

„Ah, tutaj, huh?" Kagami wyszczerzył się zmysłowo. Palce wbiły się w niego i znów dotknęły ten sam punkt, a Kuroko poczuł wstrząs przeszywający jego penisa. Sapał coraz mocniej i ciężej. Paląca przyjemność zbierała się w dole jego brzucha i poczuł, że zaraz dojdzie. Ruchy Kagamiego z przodu i z tyłu doprowadzały go do szaleństwa.

„Kagami-kun... aaah, Kagami! Nie mogę – nie mogę – zaraz, ja -" Logika opuściła jego umysł, jego usta otwarte były szeroko a twarz śliska od potu. Ciało miał rozpalone od gwałtownej burzy gorąca, która się przez niego przetoczyła, domagając się spełnienia. Kuroko był tak blisko.

Kagami obserwował go z bliska z tymi płonącymi, szkarłatnymi oczami, a jego zręczne palce, pociągnęły Kuroko na szczyt jeszcze raz. „Dojdź, Kuroko." Kagami warknął nisko.

I Kuroko doszedł po raz drugi, wytryskując w nieładzie na swój brzuch i na przód Gakuranu Kagamiego. Chłopiec wydał z siebie przeciągły jęk, oczy miał mocno zaciśnięte, gdy szybował wysoko od kolejnego silnego orgazmu, intensywniejszego nawet od poprzedniego. Jego męskość zadrżała i wytrysnął jeszcze kilkukrotnie w krótkich szarpnięciach, nim się nie opróżnił i w końcu zwiotczał.

Kagami trzymał go delikatnie, gdy Kuroko był zbyt wyczerpany, by się ruszyć. Czerwonowłosy przesunął mniejszego chłopca ostrożnie, dopóki Kuroko nie leżał na plecach na miękkim materacu łóżka.

Tetsuya bezmyślnie patrzył w sufit, podczas gdy Kagami wyciągał prześcieradło, by przykryć jego nagość. Kuroko odwrócił głowę, by obserwować jak Kagami zdejmuje swój zabrudzony Gakuran – miał koszulkę pod mundurkiem a jego spodnie na szczęście pozostały nietknięte. Po chwili rozłożył ramiona, nieco nieprzytomnie, by po niego sięgnąć, a czerwonowłosy z łatwością złapał jego uniesione ramię.

„Wygląda na to, że gorączka trochę się uspokoiła." Kagami usiadł na krawędzi łóżka, bawiąc się palcami Kuroko. „Po jakichś lekach, powinno to opóźnić objawy dopóki nie dotrzemy jutro do Kanagawy."

Nie mając zbyt wiele do powiedzenia – a może był po prostu zbyt zmęczony – Kuroko krótko skinął głową.

Wtedy usłyszeli ciche pukanie do drzwi. Kuroko spojrzał na Kagamiego ostrzegawczo.

„Nie martw się, wcześniej je zamknąłem. To pewnie tylko Furihata." Powiedział mu czerwonowłosy .

Wstał z łóżka, a Kuroko podciągnął prześcieradło, by przykryć się kompletnie. Tygrys otworzył zamek od drzwi i lekko je uchylił. To rzeczywiście był pierwszoroczny z drużyny Seirin, Furihata. Kuroko zauważył, że twarz chłopca była zarumieniona, gdy rzucił nerwowe spojrzenie najpierw na Kagamiego a później na Kuroko. Zauważył wstydliwy stan tego drugiego, po czym zarumienił się jeszcze mocniej. Trzymał dwie torby – Kagamiego i Kuroko – i przyciskał je do piersi.

„Um, nie chciałem wam przeszkadzać, więc czekałem przed drzwiami i uh... powiedziałem innym, że pokój jest... czyszczony, w – więc nie nabrali podejrzeń. I – mam wasze torby ze sobą." Wyjąkał, wciskając torby w ramiona Kagamiego i nerwowo odwracając wzrok, tak, jakby upewniał się, że w pobliżu naprawdę nikogo nie ma.

Kuroko zarumienił się głęboką czerwienią, domyślając się, że Furihata mógł ich usłyszeć. Poczuł się winny – a przede wszystkim upokorzony. Jednakże był zbyt zmęczony, by jakoś zareagować.

„Dzięki i uh... przepraszam za to," Powiedział Kagami, drapiąc tył swojej głowy.

„Ah, wszystko w porządku. Przyniosłem to dla was, uznałem, że wam się przyda." Furihata podał czerwonowłosemu dwie butelki z wodą w białej, plastikowej torbie. Kagami przyjął je z podziękowaniem. Wtedy Kouki odwrócił się w stronę Kuroko – dotąd starał się unikać patrzenia bezpośrednio na chłopca – i rzucił mu współczujące spojrzenie.

„Słyszałem od Kagamiego. To musi być dla ciebie trudne, Kuroko. Przepraszam, że byłem wcześniej taki niedelikatny. Nie wiedziałem o twoim stanie."

Musiał mieć na myśli ten czas, gdy kiedyś omawiali temat Tygodnia Gorączki.

„Nie ma problemu, Furihata-kun. Dziękuję, że nam pomagasz." Kuroko oddał sentyment, kiwając dwukrotnie głową.

Furihata wyszczerzył się. „W porządku, wasza dwójka może um, dokończyć tutaj swoje sprawy! Ja , uh, upewnię się, że nikt nie wejdzie."

Brunet pomachał ręką i zamknął drzwi, najprawdopodobniej na nowo obejmując wartę.

Kagami otworzył swoją torbę i wyjął z niej pudełko z Plastrami i mały szklany słoik. Wyjął dwie bezbarwne kapsułki i wyciągnął je w stronę Kuroko. „To stłumi objawy, jak Plastry, ale jest silniejsze. Najwyraźniej Plastry ci nie wystarczają." Wyjaśnił.

„Przepraszam za kłopot." Kuroko usiadł i przyjął je z wdzięcznością. Obracał kapsułki w palcach, nim włożył je do ust.

Kagami odkręcił butelkę z wodą mineralną, którą przyniósł im Furihata. Upił z niej trochę, zanim podał ją Kuroko, który wziął i napił się, przełykając lekarstwo wraz z odświeżająca cieczą. Uświadomił sobie, że tak był bardzo spragniony, że aż bolało go gardło.

„Bierz jedną co trzy godziny, przed lub po posiłku. Upewnij się, że przestaniesz je przyjmować po dwóch dniach. Efekty uboczne... senność." Czerwonowłosy czytał głośno instrukcje z etykiety słoika, obracając go w palcach.

„Kagami-kun." Powiedział Kuroko, a jego głos był zachrypnięty.

„Hmmm?"

„Dziękuję. Za pomoc."

Czerwonowłosy odwrócił się do niego.

„Nie," Odpowiedział, rozciągając usta w drapieżnym uśmiechu. „Cała przyjemność po mojej stronie."

Kuroko nie wiedział dlaczego zadrżał.