Coś się zaczyna…

Kiedy już się od siebie oderwali poszli do lekarza trzymając się siebie jak najbliżej.

Lekarz ich pozszywał. W końcu zostali wypisani. Gdy tylko się ubrali, wskoczyli w samochód który podstawił mu Anthony i pojechali do Coney Island.

-Wiesz, mam takie dziwne wrażenie że tutaj cię poznałem tak naprawdę...- powiedział Max

-A ja w tej windzie..- mruknęła Mona

-To co? Planujemy przyszłość?-spytał

-Przyszłość zostaw później teraz pora zająć się tobą. Pokaż no się..- mruczała odpinając jego koszulę-Tyle przeszedłeś, że każdy normalny by już nie żył.

- Taa-westchnął Max- Najpierw żądza zemsty, a potem Ty. Poczułem że to ty jesteś moim rozwiązaniem mojej sprawy..

.-Hmm ja też rozwiązałam swoją sprawę...-zaczęła dotykać jego brzucha

-Jednak muszę ci przyznać że mimo tych wszystkich przeżyć nieźle się trzymasz.

-Teraz moja kolej-odparł

- Gdybym nadal nie myślał że to jest sen, to bym powiedział że chyba mam przed sobą anioła..

Zaczął gładzić ją po linii od nóg aż zatrzymał na brzuchu, by potem nosem od jej ramienia przesunąć się do jej mimowolnie westchnęła, napawała się jego bliskością, pozwalając mu odkrywać ją swoimi rękoma poznawał i zatrzymał się na jej szyi złożył mocny pocałunek. Już tego nie wytrzymała i przywarła swoimi ustami do jego to tylko zachęciło i swoją ręką zjeżdżał taka delikatnie że Mona niemalże go uderzyła ,nie znosiła czegoś powolnego, to ją denerwowało, ponieważ czuła się jak dziecko niemalże bezbronne, chciała tego szybko.. Jednak było jej tak wspaniale, że już sama nie panowała nad sobą, już chciała się z nim kochać tutaj na ulicy, nie obchodziło ją to, liczyła się tylko Ona i Max.

- Chodźmy-odparł Max- Proszę nie przestawaj...mruczała

-Nie tutaj na litość Boską!- Wrzasnął-Po co inni mają czuć nasze szczęście? Ja też tego chcę...-mruknął

-A może pobiegniemy?-odparła Mona

-To pobiegnijmy razem-zaproponował Max

Wzięli się za ręce i przeszli przez rozpadającą się bramę, szli przez boczne korytarze, które mimo pożaru, wyglądały tak jakby nic takiego nie miało miejsca, nawet zignorowali wyrwę po bomby-pułapki w rozerwanym na strzępie stroju kapitana pałkarza i kawałkach trupa Vinniego Gognitiego, weszli niemalże z drzwiami do mieszkania i przytulili się do siebie zachłannie nie przestając się całować .Czas nie miał już znaczenia, liczyło się tylko rytm ich serc i oddechu który nadawał wspólne tempo. Zaczęli zdejmować z siebie ubrania, gdy już niemalże zdarli z siebie ubrania patrzyli się na siebie. W końcu patrzyli pierwszy raz na siebie nago.

- Och Max...-powiedziała zalotnie Mona

-Świetnie wyglądasz...-Mona

-Ty też Aniele..- Po czym wziął ją na ręce, a ona złapała go za szyję, czuła się po raz pierwszy jak mała dziewczynka bezbronna i zawierzając całą sobą, w dzieciństwie i w życiu dorosłym nie znosiła tego uczucia ale teraz? Nieee to było zupełnie coś innego właśnie chciała się tak czuć, bezpiecznie...Max położył ją na łóżku położył się obok ona przejęła inicjatywę oplotła swoimi nogami jego i zaczęła go całować bardziej zachłannie, jakby zaraz ten sen miał się zakończyć.. To coś innego nią kierowało. W końcu przyszedł moment w którym padli razem wycieńczeni, jednak nie oderwali się od siebie.-Max. Nigdy się tak nie czułam wspaniale...-mówiła cicho

-Teraz możemy myśleć o przyszłości...

-To pozwól że ci powiem co już zaplanowałem-powiedział Max

-Zamieniam się w słuch-rzekła mona całując go

-Więc, odbudujemy wewnętrzny krąg, my będziemy na jego czele, naszą siedzibą będzie restauracja Asgard którą moi koledzy z wydziału ogarną, z biegiem czasu ich też w to wkręcę...

- Mhm tak wiem-weszła mu w słowo

-Tam będziemy knuć nasze plany, chłopaki będą tam też urzędować stąd też powiedziałem że 3 piętro przerobić na pokoje, bo 4 piętro będzie tylko dla nas. Jednak nasze mieszkanie będzie w rezydencji, sęk w tym że nie wiem jak ją nazwać, bo nie wiem czy będziesz chciała zostać moją żoną...

- Max. Oczywiście że chcę. Jak w ogóle mógł ci przyjść do głowy pomysł że tego bym nie chciała! Mnie nie obchodzi, nawet go nienawidzę ,bo mi przypomina o mojej dawnej ja. Byłam taka słabiuteńka więc wymyśliłam sobie nazwisko, odcięłam się od rodziny z wyjątkiem Lisy, wykonywałam zlecenia, stałam się w tym tak dobra, że ludzie chcieli się bić o to żebym to ja kogoś sprzątnęła. Po tym zleceniu od Horne, coś we mnie pękło. Wiedziałam tylko żeby być Moną Payne. Moje kolejne życie, tego którego chciałam i chcę.

-To co poćwiczymy jeszcze małżeński pocałunek?

-Z przyjemnością...

I wpadli razem w objęcia Morfeusza..

Obudziła się pierwsza jak to miała w zwyczaju, jednak tym razem nigdzie nie musiała się spieszyć, cieszyła się ze to ona czuwała nad jego snem. I nie chciała wstawać choćby po to by zrobić lekki trening by nie wypaść z formy…

I zaczął dzwonić telefon.

- Witaj Mona, tu Alex. Jak będziesz tak miła to weź ze sobą Maxa to poznacie całą ekipę. Potrzebujemy również rady jak ogarnąć ten śmietnik po tym śmieciu Lupino.

-Dobrze, ale skąd wiedziałaś kiedy zadzwonić? – Powiedziała zdziwiona Mona

-Widzisz, moja droga, Wydział to ma do siebie że zawsze wie kiedy co należy zrobić, poza tym mamy uszy i oczy wszędzie. Więc gołąbeczki ruchy- Powiedziała swoim miłym tonem Alex.

-Dobrze już jesteśmy w drodze.

zobaczenia. I mam nadzieję że się gniewasz? Spokojnie nikt nie wpatrywał się w wasze chwile uniesienia, pewnych granic nie przekraczamy..

-Nie nic się nie stało, ale to dziwne bym teraz współpracowała z policją..

-Z kolegami moja droga. – Poprawiła ją stanowczo. – Od teraz należysz do rodziny przyzwyczaj się. Pogadamy na miejscu, w końcu my kobiety musimy się trzymać razem, no i będę Twoim wsparciem.

-Dobrze, już wstajemy. – Powiedziała lekko lekceważącym tonem Mona

-Max. Max do diabła, pobudka, musimy się zbierać!

-Co? Gdzie?- Wstał jak oparzony Max- Gdzie moja broń? Stało się coś?

-Nie głuptasie, tylko mamy zaproszenie od Alex do Asgardu i następnym razem trzeba powyrzucać kamery i komórki.

- Co? Czyżby wiedzieli o..

-Tak, wiedzieli. – Mruknęła- Ale to jest dobra oznaka, widać że znają się na rzeczy. Dobra idziemy pod prysznic i jedziemy.

Bo szybkim wspólnym prysznicu, zabrali swoją broń i wyszli z wesołego miasteczka i tam już czekał Tony w samochodzie.

-Państwo Payne witam i zapraszam do gabloty.- Uśmiechnął się szelmowsko Tony - Pani Sax, miło mi Panią poznać, jestem Anthony Chase, ale możesz mi mówić Tony.

-Cześć Tony. I dzięki za podwózkę, mam nadzieję ze długo nie czekałeś?

-Nie spoko, Steven obliczył i siedział na kamerach…

-Kurdę taki wydział i jak się marnujecie- Przerwała Mona- Max nie obrazisz się jak mu teraz o tym powiem? – Spojrzała w jego stronę, on kiwnął głową na zgodę.

-Tony, powiem to co Max chciał powiedzieć na miejscu, planujemy utworzyć wewnętrzny krąg, specjalną grupę która trzyma władzę i kryje sprawy i tajemnice niedostępne dla szarego tłumu a wasz wydział nadawałby się do tego idealnie. Ja i Max starą ekipę wraz z niektórymi politykami sprzątnęliśmy. Czy pisalibyście się na to?

-Hmm, przedyskutujemy z chłopakami na miejscu, ale sądzę że nie będą mieli nic przeciw, tylko będzie trzeba paru ludzi kupić by to się nie wydało-

-Spokojna głowa, to dla nas będzie normalka, zobaczysz tą drugą stronę prawa, tą bardziej skuteczną- mrugnęła Mona

W końcu dojechali do Asgardu. Przeszli przez taśmy policyjne pilnowane przez innych policjantów, Tony od razu wyskoczył do nich

-Anthony Chase,Max Payne, Mona Sax- Wydział wewnętrzny, z drogi.

-Proszę bardzo- Powiedział gruby policjant i podniósł taśmę.

-Już mi się zaczyna to podobać- Uśmiechnął się zadowolony Max.

-To dopiero początek jak to uporządkujemy z Tonym co nie? – Mrugnęła Mona

- Grupa trzymająca władzę, tak to będzie wyglądać- Rzekł Tony- No to teraz pora poznać resztę grupy. – Ludzie! Wstawać, szefostwo idzie- wrzasnął dowcipnie Tony

- Dobra, dobra już nie zgrywaj ważniaka- burknął Steven

-Witajcie, moi drodzy, dobrze widzieć wszystkich w komplecie. Z niektórymi jeszcze nie miałem okazji się przywitać, ale spokojnie zrobię to.-Rzekł Max- Chciałbym byśmy byli rodziną i wszystkie sprawy związane z pracą, czy drugim zajęciem były dla Was. Nikt nie może o tym wiedzieć.

-A co to za druga sprawa- zapytał się ciekawy Marcus

-Już wam tłumaczę.- Mówił rozbawiony- Jak zapewne wiecie wydział wewnętrzny ma swoje wpływy w policji i tym świecie który znacie. Ale jest jeszcze druga strona prawa, ta która przed nikim nie odpowiada. Jeżeli ktoś nie jest tym zainteresowany lepiej od razu niech wyjdzie.- Popatrzył wszyscy zostali i patrzyli się uważnie.

-Dobrze, lubię zdecydowanych ludzi. To jest wewnętrzny krąg który z Moną zniszczyliśmy, a ich sieć, ludzi i wpływy czekają na następców. Chciałbym byście wzięli w tym udział, żebyśmy stali się ludźmi którzy mają wpływ, coś dopowiedzenia i egzekwują sprawiedliwość i mają moc do jego wykonania.

Wchodzicie w to?

-Tak jest szefie- odpowiedzieli chórem.

-A więc moi drodzy, witajcie w Sekcji. To jest wasz nowy dom, a wydział wewnętrzny traktujcie jak przykrywkę do momentu kiedy się nie usamodzielnimy.

-Podoba mi się to, wchodzę w to. Co mam robić w Sekcji? - odpowiedział ochoczo Street.

-To w czym jesteś najlepszy, to co robiliście wcześniej tylko teraz przechodzimy na inny poziom.

A teraz słuchajcie. Trzeba zbudować naszą siedzibę, tu będzie nasza baza Sekcji. Wybierzcie ludzi którym warto zaufać i werbujcie nowych w nasze szeregi, pamiętajcie każde złamanie zasad będzie równało się z zapomnieniem, nie ma odwrotu. Chcę zrobić z tego organizację która będzie miała wpływ na świat, najpierw zacznijmy od nowego Jorku.

Zacznijmy od tej budy, parter będzie dla zwykłych szarych ludzi, szatnia, kawiarnia i takie tam z czasem to zniknie, trzeba skądś czerpać fundusze na rozwój. Pierwsze piętro, będzie klub, dla ludzi, to będzie buda gdzie początkowo będzie najlepszym klubem w mieście. Drugie piętro będą sklepy, ale od 3 piętra zaczyna się nasz świat- nasze centrum operacyjne,4 piętro jest moje i Mony czy to jasne? A 5,6 piętro to wasze kwatery. 7 piętro będzie dla potencjalnych rekrutów i szpital. Podziemia to będą garaże, magazyn, strzelnica. Tak to będzie wyglądać.

A teraz rozejść się, bo chcę się przywitać z resztą których nie miałem okazji się przywitać oraz porozmawiać z każdym z osobna

Od razu w kolejce ustawili się wszyscy, począwszy od Stevena,Marcusa,Briana,Michaela(Streeta),Alex, Rayleeya, Franka i Crisa.

Tym razem to Mona wyszła przed szereg.

- Jak widzicie plan jest ambitny ale do wykonania, dziś będzie czas na poznawanie się i zabawę.. Ale od jutra tworzymy przyszłość- Przemówiła swoim tonem. Zapraszam na 3 piętro i przy okazji i ja was witam serdecznie.

I tak cała ekipa zaczęła knuć i tworzyć swoje dalekosiężne plany, a Mona i Max patrzyli na to wszystko i stwierdzili ze to jest dobre.

-Wiesz kochanie , jesteś dobrym szefem, ładnie zaczęliśmy- stwierdziła Mona

-Też tak sądzę i chyba powinniśmy sprawdzić 4 piętro nie uważasz?

- Tak, chodźmy

I poszli patrząc na siebie oczami pełnymi przepływającej miłości…