4. [Inspiracja: Inon Zur – Mage Pride]

– Pasuję, nie mam już do tego cierpliwości. To jakaś głupia gra – powiedziała Avelina i odsunęła się od stołu.

Kiedy powiem sobie „dość", a ja wiem, że to już niedługo – zaśpiewała Theri, zamykając z emfazą oczy.

– Hawke, tobie też radzę skończyć, im bardziej pijana jesteś, tym bardziej cię ogrywają – strażniczka wymownie spojrzała na przeciwległą stronę stolika. – Za chwilę nawet wsparcie pierwszej zdziry w Kirkwall nic ci nie da.

– Pierwszej! Czy to nie brzmi dumnie? – Izabela przytuliła mocno Therinę i pocałowała ją w zaróżowiony od śmiechu i alkoholu policzek.

– Moje drogie panie, z tym oto, obecnym tu uzdrowicielem Andersem, Jedynieobserwatorem Ksiądzęciem Sebastianem oraz z tymże elfem, zwanym potocznie Ponurakiem, jesteśmy zmuszeni poinformować o poniesionej przez panie porażce – Varrik wyłożył wachlarz kart na stół. Kobiety wydały z siebie przeciągły jęk. – Jednocześnie moim obowiązkiem jest przypomnieć paniom, że ustaloną zapłatą jest wykonanie przez panie dzisiejszego wieczoru niezapomnianego przedstawienia, którego forma dla nas niespodzianką, dla pań dowolnością będzie.

– Dobra, zamknij się, krasnoludzie – Hawke pod wpływem alkoholu miała sangwiniczne wahania nastroju.

Fenris nie odzywał się w ogóle, ale widać było po nim, że jest zadowolony. Anders z rozmarzeniem odchylił głowę i zaczął głośno myśleć:

– Może przyczepimy wam puchate szale do bioder, żebyście udawały kotki, mmm?

– Anders, ty zoofilu! Ja nie zamierzam brać w tym udziału, poza tym tylko pomagałam – Avelina pospiesznie zebrała się z krzesła i przebąknąwszy coś o jakimś patrolu w Dokach, ulotniła się, zanim ktokolwiek zdążył zaprotestować.

Szczęśliwej drogi już czas, mapę życia w sercu masz! – Therina obrała sobie za punkt odbiorczy rudą kitę, znikającą już między stolikami. Ruda kita nie przejęła się tym faktem.

– Hej, kochana, nie zawodź tak, bo serce się kraja, a mamy misję przed sobą – szturchnęła ją Izabela, niezbyt szczęśliwa z karcianej porażki. Myślała intensywnie, jakby się tutaj odgryźć mężczyznom. W chwili gdy ujrzała znane wszystkim stałym bywalcom gospody tancerki, oczy jej niebezpiecznie rozbłysły.

– Skarbie – szepnęła do ucha Therinie – znasz układ, jaki zawsze wykonują te płotki? – tu znacząco kiwnęła na skromnie ubrane dziewczęta. Wchodziły właśnie na podium, pod prześwitującymi chustami, obszytymi miedzianymi blaszkami, nie miały nic.

– Na Stwórcę, przecież dziś niedziela! Co one wyprawiają? – zgorszył się Sebastian.

– Dzień święty święcą – odrzekł Varrik. Wszyscy mężczyźni, oprócz księcia Starkhaven, ryknęli śmiechem.

– Na pamięć – Theri odpowiedziała piratce. – Co tydzień odstawiają przecież to samo przedstawienie. Do-do-mu! Do-do-mu! – Hawke przestawiła się na program bojowy.

– Ciii! Mam lepszy pomysł. Może uda się zaliczyć dwie dziurki przy jednym kiju.

– Cooooo?

– Słuchaj – Izabela pochyliła się i długo szeptała coś dziewczynie. Theri z każdą chwilą uśmiechała się coraz bardziej demonicznie.

– Nie podoba mi się to – mruknął Fenris, ale reszta kompani, wyłączając Sebastiana, była już zbyt podekscytowana, żeby czymkolwiek się przejmować.

Zabrzmiały pierwsze takty muzyki. Elf prychnął gniewnie, odgadując repertuar. Melodia mogła być ładna, ale dlaczego musiała się nazywać „Duma maga" i mieć słowa właśnie w Arcanum, języku Imperium?

W tym momencie Theri i Izabela wstały z miejsca.

– Macie swoją wygraną! – rzuciła piratka. Podeszła do rozpoczynających taniec młodych dziewcząt i dwoma ruchami zdarła z piękności podzwaniające lekko chusty. Nagie uciekły z piskiem do sąsiedniej sali. Zespół muzyków zwolnił, ale gdy Izabela znaczącym gestem kazała grać dalej, posłuchali.

– Panowie – Varrik mocniej usadowił się na krześle. – To nasz szczęśliwy dzień.

– Zgroza – powiedział Sebastian, gdy Hawke omotała materiał wokół bioder, a potem zdjęła spodnie i zawiązała bluzkę tak, że odsłoniła cały brzuch. Izabela zrobiła wszystko w odwrotnej kolejności: najpierw się obnażyła i dopiero potem narzuciła na ciało egzotyczną chustę.

Tuihemeh toi ma Dore

Omnare vira tir rena

Turena dorena

Łagodny głos śpiewającej elfki poruszył powietrze. Ku zaskoczeniu wszystkich gości Wisielca, Hawke i Izabela zaczęły tańczyć ten sam układ, który od tygodni prezentowały dwie, przed chwilą ogołocone (dosłownie) z ubrań dziewczęta. Theri i piratka ruszały się jednak zdecydowanie ponętniej od swoich poprzedniczek, które ten taniec wykonywały jak robotę do odbębnienia – ładnie, ale bez pasji. Teraz, bywalcy gospody wybałuszali oczy na dwa niespodziewane zjawiska: Izabela nachylała się w stronę lady tak, że barman nie trafił z piwem do kufla, a Hawke poruszała biodrami w taki sposób, że rozległy się nieprzyzwoite okrzyki. Miedziane blaszki połyskiwały obok odsłoniętych, wijących się fragmentów ciał.

Tuihemeh toi ma dore

Omne omne vira tir madore

Turena dorena

Varrik, Sebastian, Anders i Fenris siedzieli oniemiali przy jednym z bocznych stolików. Żaden z nich nie reagował już na ociekającą seksem Izabelę – mieli to na co dzień. Ale z Hawke była inna sprawa. Jej smukła sylwetka drgała pod rytmem melodii, biodra i pośladki ruszały się kusząco, odsłonięte nogi w wysokich trzewikach przyciągały lepkie spojrzenia, tak jak płaski brzuch, mocno wcięty talią. Rozpuszczone, ciemnorude włosy, opadające na plecy, ramiona i dekolt, uśmiech pełnych, krwistoczerwonych ust, zalotne spojrzenie roziskrzonych, błękitnych oczu – wszystko to sprawiało, że przyjaciele Theriny spoglądali na nią inaczej niż dotychczas.

– Na tyłek Andrasty, ależ ona jest piękna! – wyszeptał ktoś z sąsiedniego stolika. Fenris nie wiedział dlaczego, ale miał ochotę uderzyć go w twarz. Mocno.

– Hej, lalunia! Jesteś bardziej boska niż Boska!

– Pokaż cycki, pokaż cycki!

– Słodkie! Ile bierzecie za godzinę?

Domna miri sollia

Sidanomi

Turena dorena

Dźwięki stały się pociągłe, śliskie, Izabela i Hawke zbliżyły się do siebie, sunąc zgodnie z melodią. Wiedziano, że w tym momencie układ „Dumy maga" przewidywał złapanie się dziewcząt za ramiona i powolne, faliste zejście ich ciał do kucek. Therina wyczytała jednak coś w gestach Izabeli i przed oczami całego żywego inwentarza Wisielca, zaczęły się całować. Wszyscy (oprócz czterech mężczyzn, zasiadających przy bocznym stoliku) wstali ze swych siedzeń z okrzykiem radości. Zaczęto nawet rzucać dziewczynom monety. Powietrze zgęstniało od gorących oddechów. Rytm nagle przyspieszył, melodia została wzbogacona o szybkie uderzenia bębenka.

Tuihemeh toi ma dore

Omnere mia dirmrena

Turena dorena

Theri i Izabela były właśnie na kuckach, dłonie wyplotły już sobie z włosów, usta oderwały od siebie i zaczęły przybliżać się na czworaka do publiczności. W rytm uderzeń bębenka wyginały plecy i ramiona, przypominając dzikie, seksowne kotki.

– Anders, coś dla ciebie – zauważył Varrik.

Dziewczyny przeturlały się na boki i wykonały przewrót w tył, kusząco podnosząc przy tym jedną nogę; wyszło im to zdecydowanie lepiej, niż posągowym tancerkom. Wyrazisty rytm sprawiał, że krew zaczęła biec podług tempa melodii. Szybki ruch biodrem (chusta z blaszkami zadźwięczała), dwa małe cofnięcia do siebie i drugie szybkie wyrzucenie nogi w przód. I tak kilka razy. Hawke z radością stwierdziła, że wszyscy są albo zachwyceni, albo zahipnotyzowani. Do tych ostatnich definitywnie należeli jej przyjaciele.

Izabela kiwnęła głową: przyszedł czas na punkt kulminacyjny. W kolejnej sekundzie piratka i Hawke pochyliły się i zalotnie przywołały jednym palcem przypadkowych gości gospody. Izabela miała o tyle łatwiej, że trafiła na odważnego lub po prostu napalonego mężczyznę; Theri swojego wybranka musiała wyprowadzić z zastania, złapała więc jego rękę i ułożyła sobie wokół talii. Zapewne z powodu osłabienia alkoholem ręka ta szybko opadła na jej pośladki.

– Festis bei umo canavarum – szepnął do siebie Fenris i zacisnął pod stołem pięści.

Hawke i Izabela wiły się przy, czy może bardziej na swoich tymczasowych wybrankach, a gdy śpiew elfki doszedł do pociągłego „Aa…", obie przycisnęły prawe nogi do pleców mężczyzn, jednocześnie całym ciałem odchylając się do tyłu. Dłonie niemal sennie zakreśliły łuk przed wiwatującą widownią.

Theri zobaczyła wówczas (mimo obrazu do góry nogami), że jej przyjaciele mają nietęgie miny. „Ha, chcieliście rozrywki, proszę bardzo!" – ucieszyła się w duchu. Istotnie, jakoś nie było im do śmiechu. Piwne oczy Andersa przechodziły z Hawke na jej „tancerza" i z powrotem, a dłonie dziwnym trafem zaczęły go świerzbić. Sebastian już od dłuższego czasu odmawiał po cichu litanię do Andrasty, jednak o ile wcześniej błagał Ją o wybaczenie grzechów zbłąkanych owieczek, o tyle teraz prosił o niezwłoczne rozprawienie się z „parszywymi czcicielami zła". Fenris próbował jednocześnie zabić wzrokiem nieszczęśnika na parkiecie i zabrać Hawke do stolika samą siłą woli, a Varrik pojął właśnie, że Rivianka ostatecznie wygrała.

Piosenka się skończyła. „Dzięki niech będą Stwórcy", „Koniec tego pieprzonego tevinterskiego zawodzenia", „Przy tym nawet Krąg nie wydaje się taki zły", „Jeszcze się odgryzę, Rivianko…. choć może nie w ten sam sposób" – pomyśleli. Dziewczyny były czerwone ze zmęczenia, ale i szczęśliwe.

– I co, jak wam się podobała spłata długu, a? – Izabela była w przepysznym nastroju. Chyba nawet nie zauważyła, jak pobrzękująca chusta spadła z jej ciała. A może zauważyła, tylko miała to gdzieś.

Ona i Theri chciały już wrócić do stolika, gdy ich „tancerze" upomnieli się o swoje: przyciągnęli do siebie kobiety i obdarzyli lubieżnymi uśmiechami.

– Koniec przedstawienia, chłopcy – powiedziała Hawke i wyplątała się z niechcianych objęć. Mężczyźnie jednak nie za bardzo się to spodobało: szarpnął rękę Theriny i chciał już zanurzyć głowę w jej dekoldzie, gdy został po prostu zmieciony. Zanim obsada przy wisielnianym barze zdołała zorientować się w temacie, niedawny partner taneczny Theri został przymocowany do lady za pomocą bełtu, strzały i dwóch silnych ciosów w szczękę. Jeszcze żaden przeciwnik, w całej dotychczasowej historii drużyny, nie miał okazji przyjąć czterech ciosów w tym samym momencie. Sam zainteresowany, sądząc po minie, uznał to za wątpliwy zaszczyt.

Hawke była rozpromieniona.

– Kochaaaaacie mnie! – zawołała. Dopiero teraz przypomniano sobie, że jest nieźle wcięta.

– Przeklęci dżentelmeni. A mnie to nikt nie raczył uratować?

Wszyscy spojrzeli na Izabelę. Jej „partner" zastygł z ręką na piersiach piratki. Miał w oczach śmiertelne przerażenie.

– Nie chcieliśmy cię pozbawiać twojej ulubionej formy rozrywki, Rivianko – odburknął Varrik.

– Och, w sumie racja, dzięki – powiedziała i jakby nigdy nic pociągnęła zdezorientowanego mężczyznę na piętro gospody.

Hawke rozanielonym wzrokiem śledziła miny swoich przyjaciół. Po chwili zapytała niewinnie:

– To co, gramy dalej w Grzechotnika?


[Poza piosenką-inspiracją, zawarto fragmenty utworów: O.N.A. – Kiedy powiem sobie dość; Vox – Szczęśliwej drogi już czas]