6.

– Odnoszę wrażenie, Ruda, że twoja praca przypomina ostatnio górę grząskiego błota: same śliskie i nieprzyjemne sprawy w przytłaczającej cię ilości.

– Nie mów do mnie Ruda!

– Gówna – włączyła się Theri. – Górę grząskiego gówna. Będzie aliteracja.

– To była elipsa, celowe pominięcie.

– Aha.

– Ale dobrze wiedzieć, że nauki nie poszły w las – krasnolud uśmiechnął się do Hawke.

– Varrik!

– Co, Ruda?

– Nie mów do mnie Ruda! Innych nazywasz jakoś z pomysłem, a dla mnie masz tylko coś tak pospolitego?

– Zazdrościsz Merrill? Możesz być Rododendronem albo Tulipankiem.

– Varrik…

– Fenrisowi? Co powiesz na Złośnicę albo Panią Nachmurzoną?

– Krasnoludzie…

– Izabeli? Byłabyś Orlesianką-Fereldenką.

– Wrr…

– A może zazdrościsz Hawke? Byłabyś, na ten przykład, Vallen.

– Ładnie! – wtrąciła się Merrill. – Prawie jak Waleń. To takie urocze, wieeelkie stworzenia!

– Dość! Poddaję się – krzyknęła Avelina.

– Nikomu nie zazdrościsz? Co z ciebie za koleżanka? – Varrik nie starał się już ukrywać uśmiechu, jaki wykwitł na jego kwadratowej szczęce.

– Zazdroszczę Andersowi – odpowiedziała zrezygnowanym tonem.

– Blondaskowi?

– Mów mi Ruda – wymruczała strażniczka. – I zamknij gębę.