7. [Inspiracja: Maria Konopnicka, Feliks Nowowiejski – Rota]
– Powinniśmy robić to zdecydowanie częściej.
– O taaak. Częściej i nie tylko wieczorami.
– Może zamienimy się pozycjami?
– Dobra, teraz ty na górze.
– Izi, chcesz dołączyć?
– Ja? Zawsze.
Skrawek słońca zapłonął na czerwonym niebie ostatni raz i z każdą chwilą robiło się ciemniej. Drużyna była rozproszona na przestrzeni polany, a Merrill i od kilku minut także Anders z Izabelą, znaleźli swoje miejsce nawet na potężnej gałęzi dębu. Hawke zeszła z drzewa całkiem zgrabnie, nie licząc może zaczepienia się koszulą o mniejsze gałązki, co spowodowało głośne przedarcie materiału.
– Dobrze, ze jestem bogata – skwitowała Theri, patrząc ze złością na poszarpaną odzież. – Inaczej musiałabym się upić.
– Przecież i tak się upiłaś, Hawke – Anders rozhuśtał się na gałęzi. Dalijka i piratka zapiszczały z uciechy.
– O nie, mój drogi, pijanej mnie jeszcze nie widziałeś. Mam mocną głowę, o! – tu postukała się butelką o potylicę.
– Ależ echo w tym zagajniku! – zaśmiał się Varrik. Krasnolud siedział na zwalonym pniu i z zapamiętaniem polerował swoją kuszę.
– Cicho bądź, kurduplu – nastrój Hawke zmienił się z prędkością błyskawicy. – Mogłabym cię pobić dosłownie i w przenośni, a tego byś nie chciał.
– W przenośni mógłbym chcieć, zależy co masz na myśli, maleńka – Varrik całe szczęście nigdy nie obrażał się na Therinę.
– Na przykład pokonam cię w sztuce słowa! Wymyśl o czym chcesz piosenkę, a zaśpiewam tak, że pokłonisz się przede mną do ziemi. Choć daleko nie będziesz musiał sięgać – dodała z szelmowskim uśmiechem.
– Hawke, jakaś ty zadziorna – o dziwo Avelina w końcu się wyluzowała. Legendarny skórzany pasek, który zawsze „zdobił" jej czoło, opadł na szyję i zaczął całkiem nieźle udawać naszyjnik.
– Umowa stoi – zgodził się krasnolud. – Trzy dowolnie wybrane tematy, kilka minut przygotowania i oczekuję od ciebie występów na miarę Luizy z Nevarry.
– Phi, zawodząca zdzira – podsumowała sławną piosenkarkę Izabela. – Zamawiam drugi pomysł na piosenkę! A trzeci weźmie nasz eks-niewolnik, na pewno wymyśli coś perwersyjnego, jak uderzenia biczem, łańcuchy, świecąca oliwą skóra…
– Widzę, że dobrze sobie radzisz beze mnie – mruknął Fenris. Siedział zanurzony w wysokiej trawie; zielone źdźbła mieszały się z białymi kosmykami włosów.
– Ustalone! – krzyknął Varrik. – Pierwszym tematem będzie… Bianka!
Therina uśmiechnęła się i wyciągnęła wskazujący palec ku górze, by dał jej chwilę czasu. Podeszła do plecaka Fenrisa i wyciągnęła z niego lutnię. Elf wyglądał na zszokowanego. Nie miał pojęcia, kiedy Hawke wykradła instrument z jego posesji a na dodatek nie miał bladego pojęcia, w którym momencie włożyła go do wielkiej torby. Przegrał wczoraj w karty i dziś musiał nieść cały ich majdan.
Theri usiadła na drugim pieńku i na chwilę zastygła. Czasem kiwała do siebie głową, obliczając coś w myślach. Wreszcie spojrzała tryumfalnie na Varrika i rozpuściła smukłe palce po strunach. Jej czysty głos poniósł się po polach.
Biiiiiankaaa! To najpiękniejsze imię świata!
Biiiiiankaaa! Na wszystkich strunach serca gra!
Biiiiiankaaa! Co ramionami bełt oplata,
Jak drewno niewzruszona wciąż trwa!
Biiiiiankaaa! To imię duszę wnet porusza!
Biiiiiankaaa! Ona bez słowa dalej trwa!
Biiiiiankaaa! Tyś jest zwyczajna, zimna ku…sza,
Czy Varrik tajemnicę twą zna?
Anders, Izi i Merrill padli ze śmiechu na ziemię, Avelina zaczęła bić brawo, a Fenris szeroko się uśmiechnął. Serio.
– Ha! W pierwszej próbie odniosłaś zwycięstwo, choć z merytorycznymi aspektami tej piosenki bym polemizował. Teraz kolej na Riviankę.
– Cicho, cicho! – piratka złapała się mocno za głowę. Proces myślenia był dla niej ewidentnie bolesnym doświadczeniem.
– Wiem! Twój drugi temat, to… wzgórek łonowy!
– Mogłaś podarować nam to zawieszenie w niepewności, Iza – Anders skrzywił się z dezaprobatą.
– Dajcie mi minutę – odrzekła Hawke.
– Tobie mogę dać nawet mine…
– Izabela! – zawołano z różnych części polany.
– No co, tylko ją inspiruję.
Therina ściągnęła brwi i walczyła ze słowami w głowie. Wreszcie chrząknęła i zaśpiewała:
Czy znacie o Wonny'm piosenkę?
O strasznym piracie Wszechmórz?
Drewnianą miał nogę i rękę,
I ciężko mu żyło się już.
Porzucił więc życie pirata
I szczurem lądowym się stał.
Na wzgórzu stała jego chata,
U boku swą Belę też miał.
Lecz Pan Morza zdrad nie daruje,
Na wzgórek Wonny'owy się wdarł.
Do dziś Bela chłopa żałuje,
Bo Wonny'ego piach morski starł!
Euforia. Izabela podbiegła do Theriny i wcisnęła jej w policzek swoje pełne usta. Zgodnie uznano, że Hawke jest lepszym bardem od słynnej Leliany.
– Jeszcze tylko jedna próba i mój kręgosłup zegnie się przed tobą w dalijski ornament. Ponuraku, postaraj się.
Fenris zawiesił wzrok na Therinie.
– Zaśpiewaj o sobie.
Hawke wytrzymała jego intensywne spojrzenie i uśmiechnęła się delikatnie. Pomysł spodobał się pozostałym i w napięciu oczekiwano na ostatnią piosenkę.
To było trudniejsze, niż się spodziewała. „Niezły drań z tego elfa!" – sarknęła w myślach. W końcu, gdy wszyscy zaczęli się niecierpliwić, podjęła pieśń łagodnym, melancholijnym głosem:
Jeśli przed nami długa noc,
Jeśli melodia miła,
Wnet poczujecie wspomnień moc,
Nić życia jest zawiła.
Więc posłuchajcie o życiu Hawke,
Słów, co odkryją mrok!
Słów, co odkryją mrok…
Do krwi ostatniej kropli z żył
Bliskich chronić pragnęła,
Lecz los okrutny zmienił w pył
Zamiar, który powzięła.
Zadrwił z niej tak, jak tylko mógł,
Nieosiągalny wróg!
Nieosiągalny wróg…
Od dna odbiła się by wstać,
Choć w sercu miała rany,
Żywym przysięgła przy nich trwać,
Nie szczędząc krwi i many.
W zieleń wpatrzona pieśń swą tka.
Nadzieję zieleń ma!
Nadzieję zieleń ma…
Nie było gromkich wrzasków i wesołych gratulacji. Niezręczną ciszę przełamała sama Therina:
– Chyba zepsułam nastrój swoim życiem – powiedziała z przekąsem.
– To wszystko przez naszego drogiego Ponuraka – podsumowała Izabela.
– Theri… – Merrill miała błyszczące oczy. – …to było piękne! Ale jak miałabyś wyczerpywać manę? Przecież nie jesteś magiem.
– Stokrotko, Hawke musiała coś zrymować do „rany". Mimo boleśnie banalnego sformułowania: „wspomnień moc" i nadmiarowych sylab, jestem w stanie uznać cię za zwyciężczynię naszego zakładu i z pokorą… – tu Varrik zszedł z konaru i zgiął się ku ziemi – …skłonić swą krasnoludzką głowę przed twym poetyckim majestatem. Chwała naszej złotoustej Hawke, hiphip, hura!
Merrill, Izabela i Avelina podrzuciły trzy razy rozweseloną Theri. Gdy ta wylądowała bezpiecznie na ziemi, Dalijka chwyciła ją za ramię.
– Theri, ale ja nie rozumiem…
– Oho, lepiej zostawmy je same, to może chwilę potrwać – skomentowała piratka.
– W poprzednich piosenkach nawiązywałaś do tego, kto wymyślał ci temat. A tutaj Fenrisa nie było.
Hawke uśmiechnęła się do elfki.
– Był, Merrill, był – i odnalazła wzrokiem intensywnie zielone oczy.
