11.

– Pan Tethras musiał wyjść w ważnej sprawie. Zapewniał, że nie potrwa to długo i kazał Pani rozgościć się w swoich apartamentach.

– Dziękuję, Nora.

Kelnerka ukłoniła się lekko i zamknęła za sobą drzwi. Theri była już w tych pokojach kilka razy, ale jakoś nigdy nie miała okazji lepiej się rozejrzeć. Zauważyła sporo drewna i kamienia. Meble wykonane były zgodnie z krasnoludzkimi kanonami, czyli nie sięgały jej powyżej torsu, do tego wszędzie widniały kanciaste żłobienia i kwadratowe ozdobniki. Nuda. Wiedziała, że Varrik nie czuł ani odrobiny przywiązania do rzemiosła swojego ludu; po prostu takim wyposażeniem wzbudzał szacunek w członkach gildii kupieckiej, a przy tym swoisty orientalizm działał magnetyzująco na słuchaczki jego opowieści.

Przy okazałym stole stała masywna, okuta metalem skrzynia. To w niej musiał trzymać notatki, niedokończone historie, zebrane i spisane ploteczki. Theri chciała wyjąć zza pazuchy jeden z lepszych wytrychów, ale zauważyła, że zamek chroni też magiczny glif. Krasnolud był dobrze przygotowany na wścibskich gości. Westchnęła i podeszła do podłużnej biblioteczki. Varrik miał zdecydowanie mniejszą kolekcję książek niż ona sama, ale za to zgromadził znacznie bardziej intrygujące tytuły. Większą cześć z nich sam zresztą wymyślił. Zaczęła przyglądać się grzbietom: „Serah Tadeus", „W 80 dni dookoła Thedas", „Quanri Vadis", „Słownik Poprawnej Elfszczyzny", „Ciągniem i sieczem", „Pięćdziesiąt twarzy Alistaira", „Poradnik wyrafinowanego dżentelmena". Hawke sięgnęła po ładnie oprawiony wolumin, na którym złocone litery układały się w napis „Varrik Tethras. Władca Amuletów". Otworzyła na chybił-trafił i zaczęła czytać:

Jasnowłosy mag sięgnął do łańcuszka na szyi i wyjął zza koszuli dziwny wisiorek. Jego oczy rozbłysły na niebiesko, a głos stał się nienaturalnie niski.

Nazywam się Milijon, bo za miliony kocham i cierpię katusze. Jedyny Amulet spaja mnie i czyni wielkim – pokazał drużynie złoty wisior, na którym pojawiły się czerwone, ogniste napisy. Araik, Legolina i Gimenris podeszli bliżej. Przeczytali jednocześnie inskrypcję: „Jeden by wszystkimi rządzić, jeden by wszystkie odnaleźć, jeden by wszystkie zgromadzić i ciemności związać, w krainie Podmiasta, gdzie zaległy cienie".

Zamknęła wolumin i pokiwała głową. Sięgnęła po kolejny.

Kirk walił głową w ścianę. Ogary poszły w las.

Odłożyła na miejsce. Ściągnęła po książkę w czarnej oprawie.

Rinina podeszła do posłańców i w jednej sekundzie wyciągnęła swoje bronie. Mężczyźni zadrżeli, ale ostrza wbiły się jedynie w miękką glebę.

Daję wam dwa nagie miecze. Niech ten wasz Gen Jungin wsadzi je sobie w dupę!

Zachichotała i zwróciła tomiszcze półce. Ściągnęła kolejną, pięknie oprawioną w szkarłat książkę. Były tam obrazki. Różne, ciekawe obrazki. Zaniepokojona spojrzała na wklejkę. Nie zdziwiła się widząc napis: „Drogiej owłosionej klacie – Izabela".

Postanowiła sprawdzić zawartość jeszcze jednego woluminu. Napis na okładce głosił: „Varrik Tethras. Tytan Nick". Data wydania, tradycyjnie wpisywana przez krasnoluda świadczyła o tym, że to jego najnowsza powieść. Otworzyła mniej więcej w połowie.

Stała na dziobie statku i wpatrywała się w nieokreśloną dal. Srebrnowłosy elf podszedł, nachylił się i wyszeptał w jej ucho:

Chcesz nauczyć się latać, najdroższa?

Delikatnie, jakby nieśmiało kiwnęła głową. Wówczas smukłymi palcami dotknął z obu stron jej talii i skierował dłonie ku górze. Płomiennowłosa Tharena westchnęła. Fernes zmusił jej ramiona, by wyprostowały się i uniosły. Bogato zdobiona chusta załopotała na wietrze. Kobieta miała przed sobą jedynie niekończące się morze i przestworze nieba. Czuła, że lata, że tak wygląda prawdziwa wolność. Że tak wygląda prawdziwa miłość…

Theri zatrzasnęła z impetem książkę. „Czy to jest aż tak ewidentne? Jasna cholera".

– Jak ci się podoba nowość wydawnicza, Hawke? – Varrik stał w futrynie apartamentu i z zadowoleniem lustrował nerwową postawę dziewczyny.

– Czy ktoś czyta te bzdury? Ktoś to w ogóle kupuje?

– O, nawet sobie nie wyobrażasz jaki jest popyt.

– Varrik, ty podła kreaturo! Ja sobie nie życzę…

– Wyluzuj, Hawke, przecież to tylko literatura.

– Ty już dobrze wiesz, że literatura ma moc. Że potrafi zmieniać ludzi, zmieniać prawdę, historię. Potrafi ożywiać i zabijać, podnosić reputację i niszczyć wizerunek. Potrafi zranić! O, tak!

Theri rzuciła książką w krasnoluda. Ten złapał ją dopiero wtedy, gdy odbiła się już od jego klaty. Masując tors, powiedział:

– Pomijając ostatnią część oracji, to była najpiękniejsza pochwała literatury, jaką w życiu słyszałem. W nagrodę daruję ci wielogodzinny wykład o żmudnej pracy introligatorskiej i przejdę do meritum. Izabela znalazła relikwię. I nie zgadniesz, dlaczego dwie godziny temu w pośpiechu opuściła Kirkwall.