14.

Stał na uboczu, nieledwie podpierając kolumnę. Miał już za sobą większość oficjalnych powitań i gratulacji, ale wciąż pojawiali się szlachcice, którzy pytali o jego znaki, o rodzinę, o wykonywany zawód. Przy tej okazji przekonał się, że całkiem nieźle kłamie. Meredith, Orsino i Bran nie wydawali się przekonani odpowiedziami, ale nie drążyli tematu. W przeciwieństwie do szlachcianek. Te sprawiały wrażenie nie tylko głodnych opowieści o dotychczasowym życiu elfa, ale wręcz nieprzyzwoicie zachwyconych jego osobą. Opadły go grupą, zamknęły w kole i nie skończyłoby się zapewne na wścibskich pytaniach czy dotykaniu znaków z lyrium, gdyby nie interwencja przyjaciół i „bardzo ważna sprawa", którą mieli mu do przekazania, natychmiast. Odetchnął z ulgą. W tym całym żałosnym przedstawieniu był chociaż jeden plus: Kapitan Straży, Avelina Vallen, książę Starkhaven, Sebastian Vael i najbardziej wpływowy członek Gildii Kupieckiej, Varrik Tethras byli także gośćmi na balu. Nie, żeby Theri zaprosiła tylko tych spośród przyjaciół, którzy w jakiś sposób kwalifikowali się do elity. Za nic miała konwenanse, ale Anders i Merrill woleli nie ściągać na siebie uwagi pani komtur, a Izabela odsiadywała swoją karę w więzieniu.

Fenris spojrzał na szczyt schodów ze zniecierpliwieniem. Pusto. „Ileż można się szykować?" – pomyślał. Jak nakazywała etykieta, wszyscy zaproszeni goście nie mogli usiąść do stolików obstawionych jedzeniem, póki nie pojawi się gospodarz domu. A że gospodarz domu jest też najczęściej „głównym punktem programu", wymagano od niego odpowiednio imponującego wejścia.

– Spójrzcie, Leandra jest w swoim żywiole – powiedziała Avelina nieco znudzonym tonem.

Rzeczywiście, starsza kobieta zabawiała towarzystwo z taką naturalnością, jakby nigdy nie mieszkała na wsi. Już na pierwszy rzut oka można było stwierdzić, że jest szczęśliwa. Przygotowania do balu oderwały ją od smętnych wspomnień; cała poświęciła się organizowaniu przyjęcia. Zadbała o każdy drobiazg: o wystrój mieszkania, o pogrupowanie lubiących się gości, o uszycie odpowiednich strojów – także dla Fenrisa. Elf zapierał się rękami i nogami przed przyjściem na bal, ale Leandra prosiła go o to równie usilnie, co Therina, która nie chciała skupiać na sobie całej uwagi elity miasta. Aby go „przekupić", matka i córka zajęły się kwestią jego ubioru, uwzględniając raczej szykowną skromność niż modną ekstrawagancję. Efekt był całkiem przyzwoity: Fenris musiał przyznać, że wcale nie czuł się źle w długiej, dobrej gatunkowo szarej koszuli i miękkich, dość wąskich czarnych spodniach. Białe włosy związane miał w kucyk; Theri powstrzymała go przed ich ścięciem mówiąc, że dobrze wygląda w dłuższych. Gehenną okazał się dopiero wybór odpowiednich butów. W tych swoich skórzanych, niezwykle wygodnych, choć wielokroć łatanych, Leandra by go nie wpuściła, zaś wyglancowanych trzewików nie wzułby z szacunku do samego siebie. Dopiero znalezione w którymś ze sklepów eleganckie oficerki uzyskały aprobatę wszystkich.

– Jak myślicie, w czym się pojawi? – krasnolud przerwał jego rozmyślania. – Patrząc na Ponuraka można tylko domyślać się, co Leandra zrobiła ze swoją córką.

– Ja bym tam się nie zdziwiła, gdyby wyszła w zbroi, minęła wszystkich w korytarzu i oświadczyła, że idzie ratować świat – Avelina nie miała problemu z wyszykowaniem się na uroczystość. Reprezentowała Straż, była więc w swojej „drugiej skórze". Sebastian także nie dopisywał kwestii ubioru na bal do listy swoich zmartwień; na uroczystościach tego typu zjadł zęby, w jego garderobie zostało jeszcze kilka iście książęcych szat.

– Nie zrobiłaby mi tego – mruknął Fenris. Byłby naprawdę zły, gdyby Hawke wzięła nogi za pas.

[Inspiracja: Howard Shore – Anduril (The Lord of the Rings Soundtrack)]

Zabrzmiała muzyka. Kilka utalentowanych muzycznie dziewczyn poruszało delikatnie smyczkami. Dźwięk był spokojny, jakby przytłumiony. Ewidentnie zbliżała się chwila, w której z ukrycia wyjść miała Theri. Melodia uniosła się nagle, podobnie jak subtelne, słowicze głosy dziewcząt i głowy szlachetnie urodzonych ciał. Fenris nie był wyjątkiem; ze zniecierpliwieniem powędrował wzrokiem ku szczytowi schodów. I jego serce stanęło.

Przez pierwsze trzy sekundy umysł wysyłał mu pytanie „Kim ona jest?". W następnych chwilach wysyłał nie pytania, lecz same wykrzykniki. Czy uległ czarowi wzniosłej melodii, czy za bardzo przyzwyczaił się do Hawke-wojowniczki, czy może stęsknił się za nią, czy wreszcie zadziałały wszystkie te czynniki na raz – fakt był taki, że olśniła go, zachwyciła jako nierealne wręcz zjawisko. Była piękna. Stwórco, była przepiękna.

Schodziła ze schodów, przytrzymując koniuszkami palców długą, kremową suknię. Tiul, gęsto zebrany w talii przez szeroki, błyszczący drogimi kamieniami pasek, wieńczył gorsetowy, okrągło wycięty stanik, eksponujący spory dekolt, po bokach którego wychodziły dwa pasma zwiewnego materiału, okalające ramiona w subtelny, niewymuszony sposób. Dziewczyna płynęła ku gościom, na eterycznych dźwiękach melodii, z uśmiechem, który zniewalał, jak potężna magia. Jej karminowe usta i ciemnorude, spięte wysoko włosy odcinały się od sukni, jak zachodzące słońce od piaszczystej plaży, przy tym sprawiały równie mocną potrzebę posiadania obu tych elementów razem – na zawsze.

Therina zeszła z ostatniego stopnia i lekko kiwała pozdrawiającym ją gościom, nie zatrzymując się jednak przy żadnym z nich, aż do momentu, gdy znalazła się obok swoich przyjaciół. Podeszła do Fenrisa, spojrzała na niego, a jej błękitne oczy roziskrzyły się w uśmiechu. Stał oniemiały, niebaczny na komentarze innych gości, niewrażliwy na gęsty opar zazdrości, jaki rozsnuwały szlachcianki i ciężkie spojrzenia, jakimi obdarzali dziewczynę szlachcice. Była zjawiskowa, była najpiękniejszą istotą, jaką kiedykolwiek widział a nawet mógł sobie wyobrazić.

Dopiero jej porozumiewawcze mrugnięcie przywróciło mu jasność umysłu. Wybrała jego, ignorując wszystkich wysoko urodzonych mężczyzn; chciała, by to on przechadzał się z nią wśród gości. Uśmiechnął się ciepło, chwycił jej dłoń i złożył na niej subtelny pocałunek, nie spuszczając wzroku z roześmianych, jasnych oczu. Zanim złapała go pod ramię, wychwycił kilka zawistnych spojrzeń, zadowolone szepty przyjaciół i lekkie, „przyzwalające" kiwnięcie głowy, które należało do Leandry.

Na spotkanie wyszła im pani komtur.

– Bohaterowie Kirkwall – takim głosem mogłaby bez trudu ciąć równie skutecznie, co mieczem. – Cieszę się, że miasto zyskało kolejne skuteczne ostrza przeciw nieprzyjaciołom.

Theri uniosła jeden kącik ust. Postanowiła zignorować fakt, że Meredith tym zdaniem postawiła ją i Fenrisa w szeregu poniżej własnej osoby, umniejszając jednocześnie ich zasługi.

– Mówisz ogólnie, pani komtur, czy też masz na myśli jakichś konkretnych, nowych nieprzyjaciół?

– Nie nazwałabym ich nowymi – tu kobieta sugestywnie przesunęła wzrok na stojącego w pobliżu Pierwszego Zaklinacza. – Najgorsi wrogowie to ci, do których się przyzwyczajamy, messere Hawke. Wybacz, obowiązki wzywają.

Gdy Meredith ledwo dostrzegalnie kiwnęła głową i odeszła, pojawił się Orsino.

– Serah, messere – Orsino, mimo wcześniejszej rozmowy z Fenrisem, nie pominął go i teraz. Być może dlatego, że sam był elfem. – Jeszcze raz, w imieniu Kręgu, chciałbym podziękować za uratowanie tak wielu istnień. Patrząc na to, jak qunari traktują swoich magów, nie czekałby nas najlepszy los.

Fenris otwierał właśnie usta, by coś powiedzieć, ale poczuł lekkie szturchnięcie łokciem. Therina panowała nad sytuacją i jako dobry gospodarz nie chciała dopuścić do jakiejkolwiek intensywniejszej wymiany zdań. Nie, jeśli chodziło o tak drażliwy temat, jakim stały się napięte stosunki między magami a tymi, którzy magów nie lubią.

– Z tego, co słyszałam, ty i twoi uczniowie radziliście sobie wcale nie gorzej w zachodniej części Górnego Miasta – Theri uśmiechnęła się słodko. – Ponoć kilku z nich odznaczyłeś za wyjątkową odwagę.

– To tylko pierwiastek w porównaniu z waszymi dokonaniami, ale faktycznie, jestem bardzo dumny z moich „dzieci" – Orsino skromnie spuścił wzrok. – Żeby w obliczu strachu i niebezpieczeństwa odpowiednio dozować moc, trzeba pokonać własne słabości. Nawet po Katordze niewielu młodych magów może się poszczycić czymś podobnym.

– Nie tylko młodych – mruknął Fenris.

Orsino popatrzył dziwnie na elfa, ale Therina zgrabnie wyszła z sytuacji.

– A propos. Jakiś czas temu zajmowałam się sprawą tajemniczych zniknięć kobiet. Przy poszukiwaniach okazało się, że mamy do czynienia z morderstwami, a zabójcą jest jakiś mag krwi. Sprawca nam, niestety, umknął. Pomyślałam, że może masz jakiś pomysł co do tego, jakimi względami się kieruje albo jak moglibyśmy go złapać…

– Skąd pomysł, że mogę coś wiedzieć?

Orsino zadał to pytanie niespodziewanie ostrym tonem. Wyglądał na przestraszonego. Po chwili jednak westchnął i, nerwowo gestykulując, zaczął się tłumaczyć:

– Wybacz, pani. Po prostu teraz, gdy Meredith w zasadzie przejęła władzę w Kirkwall, magowie nieustannie spotykają się oskarżeniami o uprawianie magii krwi, są kontrolowani kilka razy dziennie, represjonowani bez żadnego powodu – Fenris ponownie dostał kuksańca w bok. – Dlatego muszę cię prosić, abyś nie mówiła o tej sprawie komtur. Jeśli usłyszy o magu-mordercy, nie będzie się wahała przed odpowiedzialnością zbiorową, mimo iż ten dewiant nie jest jednym z nas. Jeśli obiecasz mi dyskrecję, zrobię co w mojej mocy, by pomóc ci rozwikłać tę sprawę.

Therina przystała na układ i po zwyczajowej wymianie ukłonów, ruszyła z Fenrisem w kierunku kolejnych, spragnionych rozmowy gości.

– On coś ukrywa – wyszeptał elf.

– Orsino? Nie, nie wydaje mi się. W co jak w co, ale w to, że nieustanne, przymusowe towarzystwo Meredith może doprowadzić do granicy wytrzymałości, akurat bez trudu uwierzę.

Fenris i Theri zamienili jeszcze kilka zdawkowych zdań z seneszalem Branem i jego synem (elf spoglądał lodowato na chłopaka, który nie tylko złożył dworski ukłon przed Theriną i przytrzymał nieco zbyt długo usta na jej dłoni, ale w dodatku wymusił na niej zgodę na pierwszy taniec). Następnie „odwiedzili" kącik rozemocjonowanych szlachcianek, które stały wraz z Leandrą i udawały jej najlepsze koleżanki. Zanim zdążyli wrócić do stolika, przy którym raczyli się ich przyjaciele, z salonu, przekształconego tymczasowo na salę balową, dobiegły pierwsze takty walca. I nim Fenris zdołał cokolwiek powiedzieć, Hawke została „przechwycona" przez Roberta, syna seneszala.

[Inspiracja: Wojciech Kilar – Walc z filmu „Trędowata"]

Elf, chcąc nie chcąc, przeszedł wolno do drugiego pomieszczenia i stanął na uboczu zbierającego się tłumu. Theri i Robert byli, póki co, jedyną parą na parkiecie, więc skupiali na sobie wszystkie spojrzenia gości. „Ochy" i „achy" rozbrzmiewały w powietrzu wokół wirujących w tańcu. Kremowa suknia Theriny fruwała przy podłodze, przypominając jakiś nieznany, piękny kwiat, a bielutkie, uniesione ramiona dziewczyny odcinały się od granatowego fraka jej partnera. Na twarzy Hawke gościł stonowany, bezpieczny uśmiech, oczy błądziły najczęściej gdzieś po sali, z rzadka lądowały na lustrujących ją bez przerwy, brązowych źrenicach mężczyzny. Mimo iż jasnym był fakt, że między nimi nie ma obustronnego przepływu energii, elf usłyszał tuż przy swoim lewym uchu:

– Nie uważa pan, panie Fenrisie, że wyglądają, jak stworzeni dla siebie?

Odwrócił głowę. Obok niego stała jedna z hrabianek. Trzydziestokilkuletnia mężatka, której marzył się ekscytujący, cichy romans, po raz kolejny atakowała białowłosego elfa swoimi trzepoczącymi rzęsami, oblizywanymi wargami i głęboko wciętym dekoltem. „Ażeby cię korniki zjadły, ty podstarzała atrapo".

– Obawiam się, że nie mam wystarczających kompetencji, by to stwierdzić. Jestem tylko wojownikiem.

– Ależ wcale nie potrzeba specjalnych umiejętności! Po prostu tam, gdzie spotyka się subtelne kobiece piękno i tajemnicza męska siła, można zbudować coś… interesującego – tu hrabianka zmrużyła mocno umalowane powieki i posłała elfowi dwuznaczny uśmiech.

– Szkoda, że najczęściej nie ma z czego budować. Pani wybaczy – Fenris ukłonił się sztywno oniemiałej kobiecie i ruszył wzdłuż parkietu.

W tym samym momencie Therinę „odbił" z rąk Roberta nieznany elfowi szlachcic. Był to ewidentnie jakiś orlesiański oryginał, gdyż nikt inny nie odważyłby się założyć na głowę trójgraniasty kapelusz, na grzbiet wielokolorową marynarkę, na nogi marszczone, satynowe pantalony i lekkie żółte trzewiki. Wyglądał jak papuga.

– Moja pani! Wyglądasz zjawiskowo! – szlachcic jedną ręką przytrzymał talię dziewczyny, drugą złapał jej dłoń i zbliżył do ust. Theri poczuła, jak jej skórę szorują gęste wąsy.

– Książę Prosper – dygnęła i znów zawirowała w tańcu. – Co sprowadza cię do Kirkwall? Bo nie uwierzę, że przebyłeś tak daleką drogę tylko dla uczczenia tego skromnego balu swoją obecnością.

– Ależ serah, ujrzenie słynnej z odwagi i urody kobiety było absolutnie moim priorytetem! Nie mógłbym sobie odmówić okazji do podziwiania tak wyjątkowej istoty, jaką jesteś, pani.

– Karty na stół, książę – Theri uśmiechnęła się szelmowsko. – Pragniesz zdobyć tajemny przepis na ciasto marchewkowe mojej mamy. Albo spodobał ci się mój Jasper i chcesz go przyuczać do polowania na wiwerny. Zgadłam?

– Haha, tak, jak mnie uprzedzono: piękna, odważna i z doskonałym poczuciem humoru – Prosper nie obawiał się reakcji postronnych par, które od jakiegoś czasu zagęściły miejsce na parkiecie. Śmiał się pełną piersią. – Zapewniam cię, że nie mam żadnego prywatnego interesu w prawieniu ci komplementów. To zresztą szczera prawda! A skoro wspomniałaś o wiwernach: mam ogromną nadzieję, że zaszczycisz mnie swoją obecnością na przyszłorocznym przyjęciu w Chateau Heine. Tradycyjnie odbędzie się polowanie, a zaraz po nim uczta na zamku. Słyszałem o twoich imponujących zdolnościach łuczniczych, myślę więc, że bawiłabyś się nie najgorzej. Nic tak nie wprawia w dobry nastrój, jak rywalizacja doprawiona szczyptą adrenaliny.

– Książę sporo na mój temat wie…

– Nie tak wiele, jakbym chciał messere… Jednocześnie nie obraziłbym się, gdybyś pragnęła w ramach zemsty spróbować poznać mnie – Prosper ponownie ucałował dłoń Theriny i z na wpół tajemniczym, na wpół sztubackim uśmiechem odprowadził ją poza parkiet.

– Kto to był? – zapytał Fenris, gdy razem z Hawke szli w kierunku Aveliny i pozostałych.

– Diuk de Montfort – odparła szeptem. – Niebezpieczny człowiek. Może sprawiać wrażenie lekko stukniętego ekstrawaganta, ale daję sobie rękę uciąć, że to typ o wiele, wiele groźniejszy. Matka zawsze chciała zobaczyć jego górską posiadłość, ale wyjście za apostatę skutecznie zamknęło jej furtki do wszystkich ważniejszych rezydencji, w tym do Chateau Heine. Teraz ma okazję spełnić młodzieńcze marzenia… choć nie powiem, żeby podobał mi się ten pomysł.

Przebrnęli wreszcie przez hol i znaleźli się przy upragnionym stoliku.

– A oto i nasi Bohaterowie – Varrik z okazji balu włożył koszulę zasłaniającą jego owłosioną klatę. Uznał to za powód skromnego zainteresowania jakim cieszył się tego dnia u dam. – Ponuraku, nie musisz pytać, pozwalam ci zaopiekować się którąkolwiek z dojrzałych hrabin. Znaj gest!

– Podziękuję – powiedział kwaśno Fenris, gdy wszyscy parsknęli śmiechem.

Theri dopiero teraz dostrzegła, że przy ich stoliku znajdował się ktoś jeszcze. Młody, dobrze zbudowany mężczyzna, o długich, kruczoczarnych włosach i okrągłym zaroście, wpatrywał się w nią jasnymi, niebieskimi oczami.

– Gdzie moje maniery!– zawołał krasnolud. – Theri, Fenris, poznajcie Nathaniela Howe'a, jednego ze sławnych Szarych Strażników.

Mężczyzna ukłonił się lekko. Płomienie z kandelabrów odbiły się w srebrnych guzach, jakimi pokryta była jego kobaltowa, pikowana zbroja.

– Wystarczy samo Nathaniel albo Nate. Moje nazwisko nie jest od jakiegoś czasu specjalnym powodem do dumy – powiedział z przekąsem przybysz.

– Howe? Zaraz, zaraz, czy to nie ty podróżowałeś z Andersem po Amarancie? Z Andersem i Kirią Cousland?

– Tak, to ja – rzekł dziwnie smutnym głosem.

– Ojej, mam nadzieję że znajdziesz odrobinę czasu na rozmowę o dawnych czasach – Theri była zachwycona. Nikt z jej przyjaciół nie zdziwił się tą żywiołową reakcją. Wiedzieli, że osoba Bohaterki Fereldenu jest małą słabością Hawke.

– Co sprowadza Szarego Strażnika do Kirkwall? – Fenris był zaintrygowany niespodziewanym gościem. Wiele słyszał o tym legendarnym bractwie, ale gdy poznał Andersa, zapomniał o wszystkich pozytywnych opiniach, jakie wcześniej do niego doszły. Teraz miał okazję zrewidować poglądy.

– Mam swoje zadanie, choć nie ukrywam, że polecono mi przy okazji poszukiwać nowych rekrutów. Wiem, że jeśli mowa o dobrych wojownikach, ty, pani, oraz twoja kompania możecie wiedzieć najwięcej.

– Darzę was ogromnym szacunkiem, ale u mnie nie szukajcie pomocy – Avelina założyła ręce we wszystko mówiącym geście. – I tak brakuje ludzi w Straży Miejskiej, nie mogę pozwolić sobie na utratę choćby jednego człowieka.

– W porządku, nie będę się powoływał na Prawo Werbunku, za to ewentualnych zdolnych wojowników, którzy chcieliby wstąpić w nasze szeregi, przysyłajcie do gospody Pod Pokładem w Dokach. Wynająłem tam pokój.

– Phi, gdybyś mnie uprzedził, panie strażniku, załatwiłbym ci zniżkę w najlepszym miejscu, jakie oferuje Kirkwall; nie musiałbyś wtedy dzielić łóżka z pluskwami, ani sondować każdą łyżkę zupy w poszukiwaniu drobnoustrojów – Varrik tradycyjnie wyznawał swój oryginalny, lokalny patriotyzm.

– Bo w Wisielcu wszystko smakuje wyśmienicie a pościel zmieniana jest codziennie – prychnęła Therina.

– Szczegóły! – odparł niezrażony krasnolud. – Jeśli nie chcesz zmienić apartamentu, przychodź chociaż na czwartkowe karciane partyjki. Brakuje nam jednego do kompletu przy Kapryśnym Losie.

– A więc to o to ci chodzi, Varrik – Avelina pokiwała głową z dezaprobatą. – Potrzeba wam jelenia do tych waszych rozgrywek. Donnik przegrał ostatnio pół żołdu.

– Jak sama nazwa wskazuje, to wina kapryśnego losu, a nie Varrika Tethrasa. Więc? Co ty na to, strażniku? Zobaczysz, jak wiele nas łączy! Nasza drużyna ma nawet podobne do waszych zawołanie: W pokoju, posłanie; w piciu, stawianie; w walce, walenie.

Nathaniel wybuchnął śmiechem.

– Z radością przyjdę w czwartek do Wisielca. Choć kiedy byłem tam lata temu, uraczono mnie jakimś podłej kondycji gulaszem i skwaśniałym piwem, od których można było wywrócić na nice swój żołądek, zupełnie jak kieszeń spodni.

– Niestety są wierni swoim kulinarnym tradycjom – wymamrotał Fenris.

Z głębi holu wrócił do nich Sebastian.

– Uff, już zapomniałem, jakie to męczące zajęcie, rozmowa z nobilami. Theri! Nie odmówisz mi, w imię przyjaźni, jednego poloneza, mam nadzieję? Mój dziadek uwielbiał ten taniec, mówił, że oddaje najwznioślejsze uczucie, na jakie stać człowieka: miłość do swojego kraju.

– Nonsens – wyszeptał do reszty towarzystwa Varrik. – Jego dziadek uwielbiał poloneza, bo to jedyny taniec, przy którym nadążał. Tam się tylko chodzi.

Odchodzącą w kierunku sali balowej parę pożegnały zduszone chichoty.

– Fenris, dobrze zapamiętałem? – Nathaniel zwrócił się do elfa. – Nie tańczysz, choć to bal wydany także na twoją cześć?

– Wersja oficjalna, czy prawdziwa?

– Obie.

– Nie zdążyło się jeszcze zaleczyć moje zdruzgotane w walce z Arishokiem ramię. A tak naprawdę, to taniec nie jest moją domeną.

– A co nią jest?

– Ponuractwo – odpowiedzieli jednocześnie Varrik i Avelina, po czym parsknęli śmiechem.

Therina i Sebastian wrócili jakiś czas później; godziny mijały, rozmowy toczyły się coraz bardziej leniwie, najedzeni i podpici goście oklapli nieco, przez co parkiet pozostawał pusty. Theri zagadywała Nathaniela o wydarzenia z Amarantu, ale ten odpowiadał półsłówkami, czasem wręcz niechętnie. Zwłaszcza, jeżeli chodziło o Bohaterkę Fereldenu. Dla Theriny było jasne, że chodziło o jakieś sprawy uczuciowe. Kątem oka spoglądała na Fenrisa. I była niezadowolona. Elf z początku inwigilował zachowania i gesty dziewczyny wobec innych mężczyzn, ale od jakichś trzech godzin nie zwracał już na nią tak intensywnej uwagi. Może doszedł do wniosku, że nie ma takiego, o którego powinien być zazdrosny? Albo pozachwycał się już prezencją Theri i sądził, ze to wystarczy? „O nie, mój drogi, tak się nie robi. Już ja sprawię, że z powrotem wszystkie twoje myśli zwrócą się ku mnie".

– Pewnie ciebie także odgórnie nauczono tańczyć, prawda? – Theri zbliżyła się do Nathaniela i zniżyła głos.

– Owszem. Choć nie uważam, by było to najgorsze zajęcie. W przeciwieństwie do udawania przed światem zadowolonego z życia szlachcica – rzekł z przekąsem.

– Chcesz mi powiedzieć, że fereldeńskie tango, to dla ciebie żadne wyzwanie?

Nate spojrzał na dziewczynę. Uśmiechała się w diaboliczny sposób. Obudził się w nim dawny, niepokorny młodzieniec. Tak, miał ochotę trochę namieszać w skwaśniałym środowisku kirkwallskiej elity.

Fenris czuł znużenie. Chciał już wrócić do swojego mieszkania, rzucić się na łóżko i cieszyć ciszą. Miał nadzieję, że bal niedługo się skończy: każdy z gości przypominał tkaninę, która rozlazła się w praniu, nawet nie byli już tak kąśliwi. Zrobiło się dość spokojnie. Aż do momentu, w którym Theri postanowiła ten spokój zburzyć.

Ona i strażnik wstali z miejsc. Przyjaciele, w środku konwersacji, umilkli i spojrzeli na nich. Nate zaczął ściągać swoją niebieską zbroję. Chwilę później leżała na jednym z krzeseł, a mężczyzna stał w białej, obcisłej koszuli i dopasowanych brązowych spodniach. Theri bez słowa podążyła za nim do sąsiedniej sali.

– Co oni wyczyniają? – Varrik był zaintrygowany. Działo się coś, czego się nie spodziewał.

– Nie mam pojęcia. Chodźmy za nimi – Avelina wybudziła się z letargu i zachrzęściła metalową zbroją.

Szary Strażnik podszedł do zespołu muzyków, którzy raczyli się przekąskami przy swoim stoliku. Chwilę coś do nich mówił, gdy oni żywiołowo potakiwali. Wreszcie wzięli instrumenty w dłonie; obok nich stanęła piosenkarka, niska blondynka. Na parkiet weszła posuwistym krokiem Therina, a muzyka poruszyła powietrze.

[Inspiracja: Veronica Verder – Asi se Baila el Tango]

Patrzyli tylko na siebie. Z nieokreślonymi uśmiechami podchodzili bliżej i bliżej. Gdy byli na wyciągnięcie dłoni, Nate złapał Therinę za talię i przyciągnął ku sobie jednym, mocnym ruchem. Dziewczyna odchyliła zmysłowo głowę a dłonią złapała tył włosów mężczyzny. Ścisnęła.

Do sali balowej zaczęli przybywać przebudzeni goście. Gdy zobaczyli, że Bohaterka Kirkwall jest prowadzona przez nieznajomego mężczyznę w tangu, zaczęli szeptać na prawo i lewo. Ale wszelkie słowa zamarły im na ustach, gdy długowłosy brunet złapał za gęsty tiul przyczepiony do sukni Theri i nagłym ruchem zerwał go z jej bioder. Hawke stała wyprężona, w dopasowanej do ciała, kremowej materii. Pod tiulem krył się uszyty w kształcie ryby dół, który rozdzielało na dwie części wysokie do połowy uda rozcięcie.

Fenris uniósł jedną brew. Hawke wyglądała seksownie. Zbyt seksownie, by dać się obściskiwać jakiemuś nowo poznanemu mężczyźnie. Nie miał pojęcia, o co w tym chodziło, ale w żadnym razie mu się to nie podobało. I raczej nie było szans na zmianę jego stosunku do bractwa Szarych Strażników.

Nate złapał ją za dłoń. Ruszyli stanowczo do przodu, nagle stanęli i wykonali półobrót. ich stopy zakreśliły idealny łuk na posadzce. Wyprężyli się ponownie. Strażnik tak zakręcił Theriną, że ta znalazła się tuż przed nim a jej plecy przyległy do jego torsu. Zsunęła się po ciele partnera do kucek, wystawiając jedną nogę w bok, a ręce przesuwając nad głową po klatce piersiowej Nate'a. Wydawało się, że za chwilę dotknie miejsc na jego ciele, których publicznie dotykać nie powinna, lecz strażnik złapał jej dłonie, szarpnął w górę i obrócił ciało Theriny, podnosząc je w jednej sekundzie na swoje spotkanie. Z widowni dobiegły wzburzone głosy. Kilka pięści niekontrolowanie się zacisnęło.

Szła za nim. Skręcała całe ciało, nabierając prędkości, tylko po to, by uciąć w drastyczny, pełen pasji sposób: przewieszając się całym tułowiem do tyłu przez wyprężone ramię Nathaniela. Przyciągnął ją ponownie. Byli bardzo, bardzo blisko siebie. Uniosła prawą nogę. Złapał za zgięcie pod jej kolanem i pociągnął ku sobie, stawiając kilka kroków do tyłu. Pchnął i obrócił ją kilka razy wokół jej własnej osi. Zaraz potem zatrzymał i „położył" Therinę na wysokości swoich bioder, przytrzymując jedną ręką jej talię, a drugą, skrzyżowane ramiona. W kolejnej chwili „rozwinął" ją, niczym wstążkę. Spięte, ciemnorude włosy zatrzymały się tuż nad podłogą. Rozległy się zduszone okrzyki.

Jeszcze kilka taktów sunęli obok siebie, lawirując między niewidzialnymi przeszkodami i oddychając ciężko przez rozchylone usta, aż muzyka wydała z siebie ostatni, nagły dźwięk, na który ciało Hawke podskoczyło poderwane przez silne ramiona Nate'a i zatrzymało się, oplecione, na jego torsie.

Zaszumiało od rozmów, spekulacji, plotek i zgorszonych komentarzy. Theri wraz ze strażnikiem opuściła parkiet i udała, że nie widzi reakcji elity. Podeszła do swoich przyjaciół.

– I jak, wzburzyliśmy publikę? – dziewczyna była z siebie bardzo dumna.

– Najwyraźniej – odpowiedział Fenris tak jadowitym tonem, że Hawke aż dostała dreszczy.

– To było bardzo niestosowne. I bardzo piękne – Leandra pojawiła się nie wiadomo skąd. – Nie przypominam sobie, żebym uczyła cię w Lothering tanga.

– Brałam korepetycje – Theri puściła mamie oczko i zarejestrowała jednocześnie, że Fenris bardzo pobladł.

Bal skończył się godzinę później. Goście dziękowali przy wyjściu, ale wielu z nich mierzyło Therinę i miało na twarzy wypisane zdanie: „Oburzające… zamiast próbować złapać jakiegoś statecznego, pomniejszego szlachcica…". Na końcu wyszli przyjaciele razem z Nathanielem, który przy pożegnaniu złożył pocałunek na jej dłoni. Fenris opuścił posiadłość praktycznie bez słowa, ale Theri uśmiechnęła się w duchu. Był zazdrosny, a więc mu zależało. I już wiedziała, że tej nocy będą o sobie myśleć. Intensywnie.


Jeśli nie będziecie komentować, zwinę Fenrisowi cały zapas Aggregia Pavali i upiję się na smutno :)