15.
– …a miłość, niczym wir na oceanie, wciągnęła ich w głębiny nieznanego świata" – Varrik skończył cytować i rozejrzał się po twarzach towarzyszy. – I jak? Zgarnę pierwszą nagrodę?
Przemierzali groty wielkiej jaskini, ostrożnie zaglądając do skalnych zakamarków. Właśnie wyeliminowali grupę przemytników, warto było się rozejrzeć.
– Bez szans – mruknęła Avelina, odchylając mięsiste łodygi bluszczu. – Brzmi głupio-mądro, coś jak „fakty autentyczne".
– Znalazła się pani krytyk – odburknął urażony krasnolud. – Gdybyś ty napisała jakieś opowiadanie, wyglądałoby jak wojenny kombatant: poucinane i niemrawe. „Koszary o poranku. Rozkaz. Poszedł. Krzyknął: stać!. Zlikwidował. Wrócił. Spoczął".
– Nie umiesz przyjmować krytyki, Varrik – Anders oparł się o ścianę jaskini i zdjął prawy but. Potrząsnął nim w nadziei pozbycia się irytującego stopę kamyczka. – Avelina ma trochę racji, nadmierne filozofowanie może być wkurzające. Znałem w Kręgu takiego jednego maga, miał na imię Paulo. Gdy przemawiał, z jego ust wychodziły same sentencje. W końcu zaczęliśmy go przedrzeźniać i wymyśliliśmy zabawę, pod tytułem „Życie jest jak…". Polega ona na tym, że jedna osoba podaje element porównania z najbliższego otoczenia, a druga dokańcza zdanie, które ma wyjaśnić istotę podobieństwa. Przetrenujemy? Theri, uważaj. Życie jest jak… – Anders rozejrzał się po grocie. – …paprotka.
– Hmm, nie ma problemu z zasianiem, ale szybko usycha.
– O to chodziło! – zaśmiał się uzdrowiciel.
– Teraz ja – powiedział krasnolud. – Ruda, życie jest jak Kapitan Straży…
– Surowe i nie lubi krasnoludów.
– To wymaga dłuższej interpretacji – rzekł niepewnym tonem Varrik.
– Moja kolej! – Hawke obrzuciła spojrzeniem wszystko wokół. – Fenris, życie jest jak jaskinia…
– Masz wrażenie, że wystarczy tylko sięgnąć ręką po pewne rzeczy, a jednak wtedy okazują się jedynie cieniami na ścianie – elf powiedział to dziwnie smutnym głosem, wpatrując się intensywnie w dziewczynę.
– Ponurak zaszalał – rzekł z podziwem Varrik. – Może powinieneś zająć się filozofowaniem, dobrze ci idzie. Tylko musiałbyś przyjąć jakiś nawiązujący do ciebie, ale nieoczywisty pseudonim – krasnolud zlustrował elfa i zawiesił wzrok na jego srebrnych włosach. – Na przykład: Platyn. Mówię ci, na takie smętne wynurzenia jest teraz popyt.
– Czy tylko ja mam wrażenie, że już tutaj byliśmy? – Theri stanęła i zdezorientowana przyjrzała się grocie. – To miejsce wygląda identycznie, jak ta jaskinia przy Rozdartym Grzbiecie, którą oczyściliśmy trzy tygodnie temu.
– Orlesianie mówią na to: „deja vu" – zaintrygowana strażniczka także omiotła jaskinię spojrzeniem.
– Faktycznie, uderzające podobieństwo – przyznał Anders. – Ale mam żelazny dowód na to, że tutaj nas jeszcze nie było.
Therina uniosła pytająco brwi.
– Ta-dam! – uzdrowiciel odchylił pnącza i w skalnej niecce ukazał się drewniany kufer. Niewątpliwie był własnością zmarłych w niedawnym czasie przemytników.
– Przytłaczający dowód, Blondasku. To, że nas tu jeszcze nie było, można wręcz nazwać faktem autentycznym! – krasnolud zachichotał i zaczął przeglądać zawartość skrzyni. – Złoto, kamienie szlachetne, lyrium. Dobrzy ludzie z tych przemytników, aż żal, że ich zabiliśmy. Ale życie jest jak gra…
– Jednemu zabierze, drugiemu da – dokończył Anders, patrząc nienawistnie na białowłosego elfa.
