Powrót po długiej przerwie. Nareszcie znalazł się czas na kontynuowanie historii Theri i Fenrisa. Czekam na komentarze! :)
19.
Kochanie, wróciłam! No (cmok) cześć (cmok), jak (cmok) sobie radziłaś? Widzę, że posiadłość jest cała, więc chyba naprawdę dorosłaś. Ech, żebyś widziała ten letni pałacyk Sabriny, coś zachwycającego… Aleś ty blada! Pewnie nic nie jadłaś, ja cię znam. A te tarasy i stoły, nawet sobie nie wyobrażasz, jakie były piękne! No już, Jasper, nie skacz na panią, dooobry piesek, dooobry! Jak tylko przybyliśmy, rozumiesz, od razu zorganizowano ucztę, bo kolacja to to nie była. Jadłam, wiesz, małże, jakieś takie dziwne warzywa i coś czerwonawego. Ale powiem ci, że ciasta wychodzą mi lepsze. Krem w torcie był jakiś taki kwaśny, pewnie śmietana się im zepsuła. I… dzień dobry... Rini, kto to był? No szeptem mówię, bo przecież nie znam tej elfki. Jak to… jak to niewolnica? Że gdzie? Oj, żeby mi tylko z tego powodu kłopotów nie było. No wiem, wiem, że lepiej tak, niż miałaby się błąkać po ulicach, tylko jakaś taka przestraszona, może by jej meliski zaparzyć czy co. Bodahnie, dziękuję za opiekę nad moją małą. A gdzie tam rozsądna, gdyby nie ty, pewnie zapominałaby o istnieniu śniadań. Sandal wypakowuje właśnie bagaże, jest takim słodkim chłopcem, wiesz co on zrobił? Zaklął tortownicę podczas kolacji! Ha ha, ale była zabawa! Hmm, a może stąd ten dziwny smak kremu… Ej, co jest z tobą, córa, coś ty taka? Może gorączkę masz? Nie ubierasz się ciepło tylko w te kuse sukieneczki i masz ci los, pewnie cię gdzieś przewiało. Nie to, no to co? Jak się nie wyspałaś, a co robiłaś? A teraz jakichś niezdrowych rumieńców dostałaś. A może alergię masz na tego psa, co? Sabrina ma czarnego kota i też miała na jego sierść alergię, ale kupiła taką maść, wiesz, taką zieloną… słuchasz mnie? Aha, spotkałam teraz Avelinę, mówiła, że ma problem… chcesz cukierka? Sabrina wcisnęła mi kilka na pożegnanie. Nu wic Avlina ma problym z salo weselno… uch, ale mordoklejki… więc zaproponowałam jej, żeby zrobiła przyjęcie u nas. Po co masz płacić, mówię, u nas i miejsce, i zaufani ludzie, co tam będziesz, mówię, obcych angażować? Ale sukienki nie chce kupować z naszą asystą, nie wiem, wstydzi się czy co? A ten jej Donnik, kurcze, jak on wyprzystojniał, to ta miłość go tak, hi hi, zmieniła. Także za dwa tygodnie wesele, musimy sobie sprawić nowe suknie, ale nie możemy przesadzić z toaletą. Jak znam naszą panią komendant, wybierze najskromniejszą kreację, byłoby nietaktem, gdyby goście zwracali większą uwagę. O, a wiesz co powiedziała mi Sabrina? Że Dulci de Launcet była pijana na swoim ślubie! Jestem w stanie w to uwierzyć, ha ha! No, chodźmy, chodźmy, trochę jednak zgłodniałam. Ale kurz na tym portrecie… O, czekaj, właśnie, natknęłam się na posłańca pod drzwiami, masz. Popatrz… nie na kopercie, na liście – znak królewski! Oj coo, przecież jeśli to wiadomość z dworu królewskiego, to chyba mam prawo znać treść, kto cię, w końcu, wydał na ten świat, a? No czytaj… co ty tak anemicznie, daj mi to. Ekhm. „Szanowna Bohaterko, byłbym zobowiązany, gdybyś chciała spotkać się ze mną jutro w południe. Wybrałem jakąś spokojną, gustowną karczmę, którą polecili mi marynarze, Pod Wisielcem, czy jakoś tak. Sprawa jest pilna a dyskrecja wymagana. Alistair". O rany, rany! A nad imieniem dopisał małym druczkiem, jakby zapomniał: „król Fereldenu". Rini, spotkasz naszego władcę! Co on może od ciebie chcieć? Mniejsza zresztą, co za nobilitacja! Tylko nie wpakuj mi się w jakieś kłopoty. A zobacz, jest jeszcze post scriptum: „Cieszę się, że spotkam w końcu kobietę, która jak ja docenia finezję walki dwoma ostrzami. Kiria". Ha ha, żebyś widziała teraz swoją minę, chyba wróciłaś do zdrowia. Ciekawe, czy ten twój Szary Strażnik wie o wizycie pary królewskiej… No a może nie twój? Do dziś cała śmietanka towarzyska łamie sobie głowę, kim jest ten przystojny brunet, Górne Miasto ciągle huczy od plotek, Sabrinie też musiałam tłumaczyć, że nie znaliście się wcześniej, a to tango to tak tylko. Oczywiście nie uwierzyła, poznałam to po sposobie jej potakiwania. No nic, odłóżmy to wszystko, trzeba w końcu coś zjeść. A propos, co u Fenrisa? Nabrał sił? Pewnie, biedaczysko, dalej, ni ręką, ni nogą ruszać nie może, to wszystko przez ten brak witamin. Bodahnie, przyniósłbyś śmietany? Mam ochotę na taką sztywną i dobrze ubitą…
