„Same utrapienia z tymi bachorami"
Severus już jakiś czas temu uporał się ze złością, wywołaną przez Pottera i Malfoya. Jednak od czasu ich wyskoku z trollem, starł się nie spuszczać wzroku z podopieczny, jeśli to było możliwe. Tak i właśnie teraz obserwował obu chłopców, którzy ciepło ubrani, spacerowali po błoniach. Rozmawiali o czymś z podejrzanymi minami, a on zaczynał się zastanawiać, czy nie ukrócić tego. Lekko się uśmiechnął, gdy do tej dwójki podszedł Zabini. Od paru dni chodził wszędzie z Draco i Harrym. Snape'a niepokoiło tylko jedno, jak długo jedenastolatkowie pozostaną tak spokojni.
Mając w pamięci swój strach o chłopców w Halloween, miał nadzieję, że już czegoś takiego nie powtórzą. Przez parę dni starał się zaprzeczyć, jakoby się martwił o chłopców, ale czym bardziej przejmował się tym, iż ostatnio staje się nazbyt sentymentalny, tym mocniej utwierdzał się w tym przekonaniu. W końcu się poddał. Poczuł się trochę lepiej, gdy Lucjusz z Narcyzą wysłali wyjca do Draco. W myślach gratulował im kilkakrotnie, bo rodzice blondyna poniekąd zwracali się do obu chłopców. Severus z niechęcią mógł przyznać, że dopiero po nim do jedenastolatków dotarło, co zrobili źle. Oglądanie jak przez kilka dni chodzą oni skruszeni i wykonują bez słowa wszystkie polecenia, było po prostu bezcenne. Jednak ten stan rzeczy już minęło i wrócili oni do swojej wcześniejszej werwy. Według Severusa, to tylko kwestia czasu, zanim wpakują się w kolejne kłopoty.
Właśnie dlatego na samą myśl o sobotnim meczu, czuł napływającą niechęć. Miał nieprzyjemne wrażenie, że to wtedy się coś wydarzy. Nie ciężko było o wypadek podczas widowiska, nie wspominając już o innych aspektach. Prawdopodobnie westchnąłby zrezygnowany, gdyby nie obecność świadków. Jeszcze uczniowie pomyśleliby, że on ma uczucia.
Przemierzając błonia powolnym krokiem, Snape powoli zbliżał się do Harry'ego, Draco i Blaise'a. Zauważył, że chłopcy wyczarowali sobie jasny, niebieski płomień i wsadzili go do szklanej buteleczki. Stali teraz wokół niego i grzali sobie ręce. Potter miał książkę pod pachą i starał się jej nie wypuścić, a pozostali chłopcy raz za razem wyjmowali jakieś cukierki z kieszeni. Byli zbyt zajęci sobą, aby zwrócić uwagę na to, iż znajdował się coraz bliżej nich.
– Co tam masz, panie Potter? – spytał spokojnie, stojąc tuż za chłopakiem. Ten podskoczył z zaskoczenia, a następnie momentalnie się obrócił. Książka w tym czasie niemal mu upadła i tylko dzięki refleksowi godnemu ścigającego, złapał ją w ostatniej chwili. Snape wziął tom do ręki. – Quidditch przez wieki – przeczytał tytuł i spojrzał na Harry'ego. – Wszystkie inne książki, być może bardziej wartościowe, już przeczytałeś w bibliotece, panie Potter? – spytał z sarkazmem, a trójka Ślizgonów spojrzała się na niego jakby z lekkim rozbawieniem. Sam Severus nie wierzył w to, co widzi.
– Nie. To Marcus zlecił mi, przeczytanie tej książki, powiedział, że mogę się dowiedzieć czegoś przydatnego na temat mojej pozycji w Quiddichu, proszę pana – odpowiedział z lekkim uśmiechem, a następnie sięgnął po książkę. Jakże się zdziwił, kiedy opiekun jej mu nie podał. – Profesorze? – zapytał niepewnie, przyglądając się zamyślonemu obliczu mężczyzny.
– Książek z biblioteki nie powinieneś wynosić poza obręb szkoły w taką pogodę, zniszczysz je. Wezmę ją i oddam ci w szkole, teraz ci tylko zawadza i możesz ją uszkodzić – oświadczył i tym razem chłopcy spojrzeli na niego z niedowierzaniem.
– Ale… – zaczął Harry z miną zbitego psiaka, patrząc na niego całkowicie bezradnie.
– Przyjdź po nią do Pokoju Nauczycielskiego później, panie Potter. Możesz mi wierzyć, że po nic mi ta książka – przerwał jedenastolatkowi, a ten westchnął zrezygnowany.
– Dobrze, profesorze – odpowiedział w końcu z nieco zawiedzioną miną.
– Doskonale. Uważajcie na ten płomień, bo zaraz wam upadnie – rzucił, odwracając się od uczniów i kierując się w stronę wejścia do szkoły. Powoli czuł jak i jemu robi się zimno. Zdecydowanie założył zbyt cienki płaszcz na tak wietrzny dzień.
– Co go ugryzło? – zapytał Blaise, kiedy tylko znalazł się kilka kroków dalej, w ogóle nie dbając o to, że może go usłyszeć.
– Nie wiem, ale to Snape. Bardziej mnie ciekawi, co mu się stało w nogę – odpowiedział Harry, a Severus mimowolnie się lekko skrzywił. Akurat to zauważyła osoba, która nie powinna tego spostrzec. Był pewny, że chłopak jest zdolny do wysnucia mniej lub bardziej właściwych wniosków z tego, co widzi, a wcale nie chciał, aby dzieciak zrozumiał, o co chodzi. W końcu miał on unikać kłopotów, zapoznanie się z tą sprawą, oznaczało całkiem przeciwny tor rzeczy.
– Też to zauważyłeś? Już w Halloween miałem wrażenie, że lekko utykał. Jednak bardziej się z tym krył niż teraz – oznajmił Draco, a Severus zaklął w myślach. Nienawidził tego, iż niektóre dzieciaki są tak spostrzegawcze. Oczywiście wziął pod uwagę osoby, które zauważą jego ułomność, ale nie chciał, aby do tego grona dołączyły jakieś dzieciaki. Już mu wystarczyła Poppy i Minevra suszące mu głowę o to, aby był bardziej ostrożny. Nie usłyszał, co odpowiedział na te słowa Potter, ale mógł się tylko domyślać. Jakkolwiek podejrzewał, że dał chłopca temat do rozmów i do jutra wysuną tle hipotez, skąd się bierze jego utykanie, iż sama Rita byłaby pod wrażeniem ich pomysłowości.
Zaklął siarczyście w myślach, kiedy źle stanął i poczuł jak napinają mu się bardziej mięśnie na prawej łydce. Następnie przystanął na chwilę, udając dla niepoznaki, że obserwuje pewnych trzecioklasistów, którzy stali nieopodal. Chwilę później podjął przerwany marsz i z powrotem ruszył w stronę Pokoju Nauczycielskiego. Dość powolnym krokiem jak na siebie, dotarł na miejsce. Zrobił sobie herbaty i usiadł ciężko przy stolę, kładąc książkę obok kubka. Chwilę później zaczął uzupełniać papiery, które zostawił dzień wcześniej. Nienawidził tych wszystkich rubryczek. Niby miały one ułatwiać pracę, ale tylko zabierały czas. Równie dobrze mógłby zdawać na bieżąco relacje ustne i Albus również wiedziałby o wszystkim.
Pomimo pracy, to nie ona przywiodła go do Pokoju Nauczycielskiego. Czekał bowiem na Filcha, który miał mu przynieść bandaże. Własne mu się niespodziewanie skończyły, a nie zamierzał prosić Poppy o nowe, bo w obecnej sytuacji zadawałaby zbyt wiele pytań. Zamówienie nie wchodziło w grę, bowiem w ten sposób przyjmowano tylko większe dostawy, a on nie potrzebował całego kartonu, kupno detaliczne mogło mieć miejsce tylko w aptece, do której nie miał chęci iść. W ten sposób skończył żądając, przecież Severus nigdy nie prosi, aby Filch zdobył dla niego bandaże, bowiem wisiał mu kilka przysług, za tworzenie dla niego eliksirów.
Umówił się z nim w Pokoju Nauczycielskim, ponieważ był pewny nieobecności innych nauczycieli. Większość z nich spędzało właśnie ostatnie chodząc między uczniami na dyżurach lub patrolując korytarze, pozostali wypełniali papiery w zaciszu własnych komnat. Właśnie dlatego w tym pomieszczeniu obecnie zładował się tylko Severus, który z grymasem niezadowolenia uzupełniał kolejne rubryczki. Zwykle wolał to robić we własnym gabinecie, ale nie zamierzał wpuszczać tam Filcha. Nie chciał, aby ciekawski woźny, mógł przyjrzeć się jego miejscu pracy. Kto wie, czy nie zabrałby on czegoś. Bezpieczniej było spotkać się z nim w Pokoju Nauczycielskim, gdzie mężczyzna też miał na co dzień wstęp.
Uchylenie się drzwi i wejście do środka oczekiwanej osoby, stało się zbawieniem. Severus momentalnie porzucił papiery i zrobił miejsce na stole. Następnie wyjął z kieszeni puszkę z maścią i postawił ją na blacie. Rzucił jedno oczekujące spojrzenie w stronę Filcha, a ten lekko drgnął i sięgną ręką do kieszeni. W jego dłoni znalazło się kilka świeżych bandaży, które ten położył na stół, podsuwając sobie krzesło.
– Skoro już tu jesteś, możesz mi pomóc – mruknął, rozpinając duł szaty i rozkładając ją na boki. Następnie podwinął prawą nogawkę. Jego oczą ujawiła się noga, obwiązana ciasno bandażem. Na tym ostatnim widniały żółte ślady od ropy oraz zielone od maści, którą stosował mężczyzna. Na dole ponad kostką znalazła się też czerwona, delikatne plama krwi.
– Nie powinieneś jej unieruchomić? – spytał Filch, spoglądając na łydkę.
– Gdybym to zrobił, jeszcze bardziej rzucałoby się to w oczy – warknął, tak jakby miał do czynienie z dzieckiem, któremu musiał po raz któryś tłumaczyć proste zagadnienie.
Jednocześnie zaczął powoli odwijając bandaż. Szczególnie ostatniemu kawałkowi poświecił uwagę, gdzie wraz z gazą stworzył on jedną całość i przyczepił się do rany. Severus nie uniknął naderwania strupa, który zdążył się zrobić. Przeklął przy tym pod nosem. Wszystko przez to, że opatrunek przywarł do uszkodzonej części, ponieważ rano pokrył go za małą ilość maści.
– Źle to wygląda – stwierdził Filch, przyglądając się ciągle nodze.
– Cholerna sprawa – powiedział. – Niby jak miałem się upilnować przed trzema głowami naraz? – spytał z sarkazmem.
Nakładając maść na ranę, powstrzymał chęć skrzywienia się z bólu, w końcu nie mógł sobie pozwolić na takie odruchy przy innych. Filch trzymał jeden z bandaży w ręce i właśnie zaczął go rozpakowywać, kiedy obaj usłyszeli skrzypniecie drzwi. Momentalnie odwrócili głowy w tym samym kierunku.
– POTTER! – wrzasnął, nie ukrywając złości. Szybko zakrył nogę szatą, w tym samym momencie chłopak przełknął ślinę ze strachu.
– Ja tylko chciałem zapytać, czy mógłby mi pan oddać moją książkę – powiedział bardzo niepewnie, widząc wyraz twarzy Severusa, chłopak lekko zbladł.
– WYNOŚ SIĘ! PRECZ!
Krzyk odbił się echem, tak samo jak trzask zamykanych w pośpiechu drzwi. Severus opadł z powrotem na krzesło, sam nie wiedząc, kiedy wstał. Przetarł nasadę nosa kciukiem, zaciskając ze złości żeby.
– Mogę go dogonić – zaproponował niepewnie Filch, zwracając na siebie jego uwagę. – Same utrapienia z tymi bachorami.
– Zostaw go, sam się później z nim policzę. Skończmy to, co zaczęliśmy – powiedział opanowanym głosem Snape, myślami będąc całkiem, gdzie indziej.
Jeśli wcześniej zastanawiał się, czy chłopak domyśli się, co mu się stało, że utyka, to teraz był pewny, iż chłopak znajdzie prawidłową odpowiedź. Wrodzona ciekawość na pewno go pchnie do tego, a jak nie, to zawsze był Draco, który był tak samo dociekliwy. Klnąc pod nosem na to, że sam powiedział chłopakowi, aby przyszedł po książkę do Pokoju Nauczycielskiego, wiązał ponownie bandaż. Starał się nie zacisnąć go zbyt mocno, bo pod wpływem emocji, mógł to zrobić. Późniejsze niedokrwienie nogi należało do konsekwencji, z którymi nie miał ochoty się spotkać.
Kiedy wreszcie odesłał Filcha, zgarnął pozostałe bandaże i zababrał książkę Pottera z biurka oraz przesłał papiery do swojego gabinetu, opuścił Pokój Nauczycielski. Lekko utykając, ruszył w stronę własnych komnat. Uczniowie, którzy spotykali go pod drodze, przełykali ślinę w przerażaniu i lekko wystraszeni szybko go mijali, po drodze pozdrawiając. Zdawał sobie sprawę z tego, że na co dzień nie wygląda jak najszczęśliwszy człowiek na świecie, ale dzisiaj musiało być znacznie gorzej niż zwykle. W zasadzie było to przecież uzasadnione. Nie dość, iż dokuczała mu noga, to jeszcze sprawa z Potterem.
Wykrakałem to sobie, pomyślał wchodząc do gabinetu i rzucając książkę oraz inne rzeczy na biurko, następnie usiadł na krześle za nim. Nie mógł winić Harry'ego i to doprowadzało go do szału. Dodatkowo teraz chłopak zdawał sobie sprawę z rany na jego nodze, a Severus był niemalże pewny, iż zdradzi to, co widział Draco. Na swoje szczęście Malfoy miał o nim w miarę dobre zdanie i nie będzie go o nic obwiniał, niewątpliwie jednak już powiązali to z Halloween i zaczną się zastanawiać, gdzie się tak załatwił. Tym bardziej, że widzieli oni, jak śledził Quirrella.
Zrezygnowany i nieco bezradny w swoim gniewie, sięgnął po kartkę. Nakreślenie odpowiedniej notatki, nie zajęło mu dużo czasu. Szybko napisane słowa, były lekko pochyłe, a literki miały ostre krańce, w charakterystyczny dla niego sposób. Chwilę patrzył przed siebie i dopiero wtedy przeczytał ponownie liścik:
Panie Potter, zapomnij o tym, co widziałeś.
Oto pańska książka.
S.S.
Ani przez chwilę nie zamierzał przeprosić Pottera za to, co miało miejsce. W zamian za to postanowił to przemilczeć, jako że jego winna była równa chłopca. Spoglądając przed siebie na chwilę się zamyślił, trzymając nadal karteczkę w ręce. W końcu westchnął cicho i spojrzał na swoje biurko. Nie mógł uciec od pracy i jak na ironię, tylko ona teraz mogła dać mu odetchnąć od niechcianych myśli.
Zamieścił krótką notkę w książce i podszedł do kominka. Rzucił w ogień nieco proszku Fiu i wywołał kuchnię. Rozkazał jednemu ze skrzatów przybyć do siebie. Chwilę później stał przed nim Okruszek, który zwykle go obsługiwał.
– Połóż to na łóżku Harry'ego Pottera w dormitorium. Ważne jest, aby cię nie zauważył – zażądał, a skrzat wziął tom w swoje ręce.
– Dobrze, proszę pana. Okruszek spełni zadanie, pana profesora Snape'a – odpowiedział na swój pokrętny sposób skrzat i chwilę później zniknął z trzaskiem, zostawiając Severusa, który pogrzązł się w uzupełnianiu papierów dla dyrektora.
