Ponure myśli towarzyszyły Syriuszowi przez resztę dnia. Nie mógł uwierzyć, że nic nie wiedział o tym co łączyło Remusa i Tonks. I dalej nie wiedział w jaki sposób ma pomóc Tonks. Przecież nawet jeśli rozstała się z Remusem to chyba Molly nie sądzi, że uda mu się przekonać przyjaciela, żeby zmienił zdanie. Doszedł więc do wniosku, że lepiej będzie udawać, że nigdy nie doszło do porannej rozmowy i poobserwować sytuacje. W głębi duszy liczył na to, że Molly zapomni o co go prosiła i nigdy już nie poruszy tego tematu, a sprawa jakoś sama się wyjaśni.
Kiedy wreszcie późnym popołudniem postanowił zejść do kuchni, żeby zjeść coś jeszcze przed spotkaniem Zakonu, zastał w kuchni Tonks. Rzeczywiście nie wyglądała dobrze. Jej zwykle różowe włosy przybrały teraz barwę szarobrązową. Były niedbale ułożone i opadały aurorce na twarz.
-Witaj Tonks! - Syriusz uśmiechnął się szeroko i pomachał do dziewczyny.
Nimfadora posłała mu jedynie wymuszony uśmiech, po czym odwróciła wzrok. Black krzątał się już przy kuchence zaglądając do wszystkich garnków, za co Molly strasznie na niego nakrzyczała i powiedziała, że jeżeli koniecznie musi coś zjeść przed kolacją to może sobie zrobić kanapkę. Robienie kanapek nie należało jednak do ulubionych zajęć Blacka, więc zrezygnował.
-Syriuszu, jak ty wyglądasz?! - oburzyła się Molly.
-Normalnie..? - Black, zaczął niepewnie przyglądać się swoim czarnym, dziurawym dżinsom, wyblakniętej koszulce i starej, podartej szacie czarodzieja.
-Proszę cię, idź natychmiast się przebrać, bo wyglądasz jakby cię hipogryf połknął i wypluł.
-Ale Molly..
-Bez gadania! Marsz na górę! i ogól się...
Syriusz posłusznie wyszedł z kuchni mrucząc coś pod nosem o tym jak to dorosły mężczyzna ma prawo decydować o tym jak wygląda.
Dużo czasu zajeło mu znalezienie w swojej szafie czegoś co zdaniem Molly wyglądało by schludnie. Nie opuszczał kwatery głównej, więc nie potrzebował nowych ubrań. Goście odwiedzali go tylko w trakcie spotkań Zakonu i zazwyczaj też nie zostawali na kolacji. Nie miał więc dla kogo dobrze wyglądać.
Kiedy wreszcie ubrał wyczyszczoną i wyprasowaną za pomocą różdżki szatę spojrzał w lustro w łazience. Kilkudniowy zarost, nieuczesane długie włosy, zapadnięte policzki. Pomyślał, że wygląda bardzo staro. Remus mimo swojego wilkołactwa wygląda lepiej od niego. Przynajmniej jest zawsze uczesany i ogolony. Nic dziwnego, że podoba się Tonks. A on, Syriusz, nie miał dziewczyny od ostatniego roku w Hogwarcie, a i ta rzuciła go, bo kto inny zaproponował jej małżeństwo.
Westchnął i wziął do ręki leżący na szafce grzebień. Uczesanie włosów nie było jednak takie proste jak się spodziewał. Wyłamał kilka ząbków z grzebienia, próbując bezskutecznie pozbyć się kołtunów. W końcu zmęczony i zrezygnowany sięgnął po różdżkę. I tu niestety pojawił się kolejne problem - zapomniał zaklęcie. Zaklnął cicho i zaczął przeglądać zakurzone książki na regale.
Po kilkunastu minutach znalazł Poradnik kawalera, czyli jak szybko i łatwo wyglądać atrakcyjnie. Doskonale pamietał od kogo dostał tę książkę. Był to urodzinowy prezent od James'a, Remus'a i Peter'a. Na pierwszej stronie było wklejone magiczne zdjęcie, na którym Syriusz na pierszym planie, z równie bardzo rozczochranymi włosami jak teraz stał przerażony, a w jego włosy wplątane były 4 grzebienie. Natomiast jego przjaciele zwijali się ze śmiechu na podłodze za nim. Pod zdjęciem był podpis: Abyś już nigdy nie musiał zmierzyć się z potworem jakim jest grzebień. James, Remus i Peter. Black uśmiechnął się. Dobrze pamiętał w jakich okolicznościach zostało zrobione to zdjęcie.
Było to na 7 roku w Hogwarcie, kiedy postanowili we czwórkę zamieszkać w namiocie na błoniach Hogwartu. Nie mieli tam nic poza śpiworami i zapasem piwa kremowego. Nauczyciele nie byli zachwyceni, kiedy codziennie czwórka przyjaciół wbiegała spóźniona do sali wśród wiwatów kolegów i koleżanek, którzy byli w szoku, że udało im się przeżyć kolejną noc poza zamkiem. Po tygodniu jednak Profesor McGonagall nie wytrzymała i kazała im przenieść się z powrotem do zamku, kiedy ze względu na brak grzebienia i lustra zaczęli przypominać gajowego Hagrida, a do ich szkolnych toreb pochowały się żaby, które przez kolejny miesiąc wesoło skakały po szkole, co doprowadzało do szału woźnego próbującego za wszelką cenę pozbyć plagi.
Szybko odszukał odowiednią stronę i trzy minuty później jego czarne włosy równo opadały na ramiona, a broda prawie zniknęła. Uśmiechnął się do swojego odbicia w lustrze i kiedy juz miał wychodzić usłyszał niepewne pukanie do drzwi.
-Proszę - drzwi otworzyły się i przez moment Syriusz nie poznał osoby, która stała po drugiej stronie.
-To ja - Tonks otworzyła drzwi i weszła do środka rozglądając się uważnie. - Molly wołała cię na zebranie, ale widocznie nie słyszałeś, więc przyszłam po ciebie.
-Dzięki, już idę. Trochę się zamyśliłem. - wskazał książkę leżącą na łóżku.
Zauważył, że kąciki ust Tonks lekko drgnęły jakby chciała się uśmiechnąć, ale nie zrobiła tego.
-Bardzo przydatne, kiedy... no wiesz, ktoś ma dosyć ulotną pamięć. - powiedział szczerząc zęby do dziewczyny i odstawiając książkę z powrotem na półkę. - To co, idziemy?
Tonks kiwnęła głową i razem wyszli z pokoju. Przez chwilę schodzili po schodach w milczeniu, aż w końcu Syriusz zapytał:
-Wszystko w porządku? - przez chwilę miał wrażenie, że dziewczyna go nie usłyszała, ale potem nagle energicznie kiwnęła głową i przyspieszyła kroku wchodząc do kuchni, gdzie odbywało się spotkanie.
