Spotkanie Zakonu minęło Syriuszowi nadzwyczaj szybko. Nie zdążył nawet zorientować się o czym była mowa, bo przez cały czas obserwował na zmianę to Remusa, to Tonks. Doszedł do wniosku, że obydwoje nie wyglądają najlepiej. Przez cały czas jednak unikali patrzenia na siebie nawzajem i co chwila nerwowo zerkali na Syriusza, jakby czuli jego spojrzenie na sobie.
Ku jego zdziwieniu mniej więcej w połowie zebrania również Molly zaczęła mu się dziwnie przyglądać. Wtedy zaczął się zastanawiać czy aby napewno nie pomylił żadnego z zaklęć z książki, albo czy któreś z nich nie było jakimś mało śmiesznym żartem, na który właśnie dał się nabrać.
Kiedy tylko Albus oznajmił, że to wszystko na dzisiaj, natychmiast zerwał się z krzesła i podbiegł do lustra. Z ulgą jednak stwierdził, że wszystko w porządku. Ba! Wyglada wręcz doskonale! Uśmiechnął się do swojego odbicia i przeczesał włosy palcami, po czym z nonszalanckim uśmiechem odwrócił się z powrotem do stołu. Ze zdziwieniem stwierdził, że wszyscy obecni członkowie Zakonu zamarli przy stole wpatrując się w niego z otwartymi ustami.
-Ej no! O co wam chodzi? Że się ogoliłem? I uczesałem? Przestańciee... - powiedział poirytowany, a w kuchni znowu rozległ się normalny gwar.
Syriusz spojrzał na Tonks i mógłby przysiąc, że widział jak uśmiechnęła się do niego. Czyli część planu udało mu się już wypełnić, uśmiech na twarzy Nimfadory - zrobione, teraz wystarczyło tylko sprawić, aby ten uśmiech pozostał tam na dłużej.
-Zostaniecie na kolacji, prawda? - zaczęła nalegać Molly - Tonks, Remusie, co wy na to?
-Przykro mi Molly, ale nie długo pełnia, muszę się przygotować, sama rozumiesz... - wytłumaczył się Lupin ubierając płaszcz.
-To chociaż ty Doro - Molly zwróciła się do Tonks
-Co tam stary? - zagadną przyjaciela Syriusz.
-W porządku. A ty jak sobie radzisz? - Remus zaczął kierować się w stronę drzwi
-Nie najgorzej. - odpowiedział szybko Black. - Nie wiesz co sie ostatnio dzieje z Tonks? Jest jakaś taka przygnębiona
-Tak? Nie zauważyłem. - Lupin zaczął unikać kontaktu wzrokowego z przyjacielem.
Przyspieszył kroku i po chwili stał już w otwartych drzwiach Kwatery Głównej.
-To do zobaczenia, trzymaj się przyjacielu. - powiedział i deportował się na pierwszym schodku.
-Taaak... do zobaczenia... za miliona lat. - westchnął Black zamykając drzwi i idąc z powrotem w kierunku kuchni.
Zastał tam już tylko państwa Weasley'ów i Tonks nakrywających do stołu.
-Chodź mi tu pomóż z wazą Syriuszu - zawołała go Molly kiedy Artur zaczął opowiadać Nimfadorze o ostatniej sprawie latających sedesów, którą zajmował się pracując w Ministerstwie.
- Mógłbyś być trochę bardziej dyskretny - syknęła mu pani Weasley do ucha kiedy podszedł do niej. - Patrzyłeś się na nich jakbyś chciał ich spetryfikować jak bazyliszek.
Syriusz zmieszał się trochę. To dlatego patrzyli na niego tak dziwnie przez całe zebranie, a Remus tak szybko wyszedł kiedy rozmowa zeszła na aurorkę.
Usiedli do stołu i zjedli kolację. Była jak zwykle znakomita. Kiedy tylko wszystko zniknęło z talerzy Molly jednym ruchem różdżki zmusiła wszystkie naczynia do zmywania, po czym oznajmiła, że muszą już z Arturem wracać do Nory, bo jutro rano ma przylecież Bill z Egiptu i muszą jeszcze posprzątać w jego starej sypialni. Nie minęło 10 minut kiedy oboje znikneli w zielonych płomieniach w kominku.
-Mam nadzieje, że ty mnie chociaż nie zostawisz? - mruknął Syriusz patrząc na Tonks, która popijając herbatę patrzyła w stół.
-Właśnie miałam cię zapytać czy nie miałbyś nic przeciwko temu, żebym została u ciebie, na parę dni? - zapytała nieśmiało podnosząc wzrok na kuzyna.
Uśmiechnął się szeroko i odparł:
-Zawsze jesteś u mnie mile widziana