Ale się komentarze posypały! :) Za wszystkie bardzo dziękuję. Bardzo mnie to cieszy, bo wiem, że ktoś jednak doczytał to do końca. Też nie jestem usatysfakcjonowana tym, że już się to musiało skończyć, ale nie ma co ciągnąć w nieskończoność, bo by wyszła telenowela. Jeśli chodzi o Remusa i Tonks, to jak się pewnie domyślacie żyli długo i szczęśliwie, a Syriusz.. jak to Syriusz... wiele mu do szczęścia nie potrzeba.
Ponieważ tak to się szybko wszystko skończyło, postanowiłam napisać takiego małego bonusa w formie epilogu '12 lat później'.
Jeszcze tylko krótkie wyjaśnienie: pojawiają się tu nowe postacie, a mianowicie bliźniaki Lupin. Natalia i Angus, mają 6 lat i żadne z nich wbrew obawom Remusa nie jest wilkołakiem. Podobnie zresztą jak ich starszy (11 lat) syn Teddy, którego znacie już z opowieści Rowlling. A, i Susan, kuzynka Remusa, która zamieszka z Syriuszem.
To życzę miłego czytania :)
EPILOG
12 lat później
Syriusz otworzył gwałtownie oczy nasłuchując. Przed chwilą zdawało mu się, że w kuchni domu przy Grimmuld Place ktoś rozmawia. Zamrugał kilka razy i nie usłyszawszy już żadnych hałasów doszedł do wniosku, że musiało mu się to przyśnić. Przeciągnął się i rozejrzał po pokoju. Na samym środku stała wielka góra butelek po kremowym piwie. Choć nikt poza nim nie widział w niej nic niesamowitego, Black wciąż upierał się, że jest to jego popiersie, które kiedyś utrwali zaklęciem trwałego przylepca i ustawi tak by zasłonic gobelin z drzewem genealogicznym jego rodziny. Sięgnął po butelkę stojącą na szafce nocnej i potrząsnął nią. Usłyszał wesoły plusk napoju odbijającego się od szklanych ścianek i uśmiechnął się opróżniając ją do dna. Wyjżał przez okno. Ostre promienie słońca przedzierały się przez zakurzone zasłonki. Zasunął je szczelniej starając się oszukać samego siebie, że jeszcze wcale nie nadszedł nowy dzień i zakrył głowę kołdrą.
Nie minęła nawet minuta, kiedy drzwi pokoju otworzyły sie z hukiem i dwójka małych dzieci wpadła z wrzaskiem przewracając jego misternie ustawianą rzeźbę i lądując ostatecznie na brzuchu Blacka. Podniósł się natychmiast z przerażeniem na twarzy i rozpoznał młode Lupiniątka. Natalia i Angus skakali po jego łóżku śmiejąc się i przekrzykując.
Spojrzał w stronę drzwi. Oparci o framugę stali Tonks i Remus, a miedzy nimi ich najstarszy syn Teddy. Syriusz dopiero teraz zdał sobie sprawę jak małżeństwo i macierzyństwo zmieniło jego przyjaciół. Zawsze blady i zmęczony Remus zdawał się teraz tryskać radością, a jego lekko siewiejące włosy nie kojarzyły się już z ciężkimi doświadczeniami, ale sprawiały, że wyglądał na poważnego i surowego rodzica, który troszczy się o swoją rodzinę. Natomiast Tonks, zawsze roześmiana i szalona, z różowymi włosami i śmiesznie zadartym nosem, wyglądała teraz niezwykle poważnie. Jej włosy nie były już tak krzykliwe, ale przybrały ciemną barwę, choć gdzie niegdzie dało się dostrzec delikatne różowe pasemka, co jak sądził Syriusz było zamierzone, bo aurorka nie potrafiła rozstać się ze swoimi młodzieńczymi nawykami. Z całej tej rodziny jedynie Teddy nie wyglądał normalnie. Jego turkusowe włosy sterczały we wszystkich kierunkach. Black pomyślał, że upodobanie do dziwnych kolorów napewno odziedziczył po matce. Nie uprasowana i krzywo zapięta koszula wisiała na jego chudych, kościstych ramionach, a przetarte jeansy miały nowe dziury na kolanach, które jak stwierdził Syriusz, wcale nie były wynikiem nieszczęśliwego wypadku, lecz powstały celowo, a pomógł im nie kto inny jak sam Ted.
Black opadł na poduszkę oddychając ciężko.
-Nieźle mnie przestraszyliście - zwrócił sie do przyjaciół spychając delikatnie bliźniaki ze swoich kolan.
-Przestraszylismy? - zapytała zdzwiona Dora podnąsząc z podłogi damskie, koronkowe stringi i patrząc pytającym wzrokiem na Syriusza.
-A to... koleżanka zostawiła. - zarumienił się wstając i zabierając je Tonks, która wciąż patrzyła na niego lekko zdziwiona i rozbawiona. - A tak właściwie to co tu robicie?
-Syriuszu? Dobrze się czujesz? - odezwał się Remus zdejmując wciąż skaczące po łóżku dzieci.
-Znakomicie. - powiedział Black i ziewnął.
-Umawialiśmy się wczoraj, że zaopiekujesz się naszymi dziećmi, bo musimy załatwić pewną sprawę z Remusem. - wyjaśniła Dora podając mu znalezioną na podłodze pogniecioną koszulę.
Ubrał ją szybko wciąż mając niepewną minę i zapytał z niedowierzaniem:
-Tak?!
Pokiwali głowami.
-Teraz?!
Kolejne kiwnięcie.
-To dlatego zrywacie mnie z łóżka skoro świt... - zerknął na zegarek. - ...o dwunastej?
Wymienili zdziwione spojrzenia i wybuchnęli śmiechem. Kiedy w końcu uspokoili się oznamili, że nie zajmie im to dużo czasu i napewno da sobie radę, po czym zanim zdążył zorientować się na co się godzi deportowali się chwytając się za ręce.
Zapadła cisza. Syriusz zmierzył wzrokiem młodych Lupinów. Siedzi w bezruchu na łóżku i czekali na to co powie. Uśmiechnął się do nich szeroko. Żadne z nich nie zareagowało, tylko wciąż wpatrywali się w niego swoimi wielkimi oczami. I co on ma niby na gacie Merlina z nimi robić? Głośne burczenie w brzuchu przypomniało mu o głodzie, więc ruszył w stronę drzwi zamierzając zjeść śniadanie, a potem dopiero zastanowić się nad problemem, który wciąż nie zpuszczał z niego wzroko siedząc na łóżku. Ledwo wyszedł na korytarz usłyszał szybkie kroki i już po chwili trójka młodych Lupinów wystrzeliła z pokoju wymijając go na schodach i śmiejąc się zbiegła na dół do kuchni. Gdy wreszcie ich dogonił bawili się już w najlepsze. Bliźniaki siedziały na krzesłach z otwartymi szeroko ustami, a Ted starał się w nie trafić małymi koktajlowymi pomidorkami. Syriursz domyślił się jednak, że wcale nie bawi go trafianie. Specjalnie rzucał tak, żeby pomidory uderzały rodzeństwo w nos lub czoło, czemu towarzyszyły radosne okrzyki. Black podrapał się po głowie zastanawiając się skąd te dzieci biorą na to wszystko energię.
Po szybkim zjedzenieu kawałka chleba i popiciu go kremowym piwem dołączył się do rodzeństwa w bitwie na jedzenie. Całą kuchnię wypełnił wesoły śmiech, gdy wielki kawał tortu przyniesionego dzień wcześniej przez Molly wylądował na głowie Syriusza.
Po bitwie na jedzenie Teddy zaproponował grę w Quiditcha. Znaleźli kilka starych mioteł na strychu i szybko ich dosiedli. Okazało się, że najmłodsi gracze radzą sobie w powietrzu o wiele lepiej niż stary wujek Syriursz, który raz po raz wpadał na ścianę, a duża piłka do koszykówki, która udawała kafla, co chwila tłukła jakiś zabytkowy flakon lub wazę. Kiedy po kolejnym upadku Black podniósł się z ziemi oznajmił, że ta gra jest mocno nie sprawiedliwa, bo jest za duży i nie mieści się w ciasnych korytarzach domu, po czym ostentacyjnie udał się do salonu biorąc po drodze dwie butelki kremowego piwa.
Usiadł wygodnie w fotelu i za pomocą różdżki rozpalił ogień w kominku. Nie mógł jednak długo delektować się zimnym napojem i ciszą, bo już po chwili drzwi otworzyły się z hukiem i do pokoju wpadło rodzeństwo. Chyba się o coś kłócili, bo Natalia miała obrażoną minę i ściskała coś w ramionach, a jej brat Angus biegał dookoła krzycząc i starając się jej to odebrać. Ted natomiast zdawał się nie zwracać na nich uwagi i opadł na drugi fotel utkwiwszy swoje czarne oczy w Blacku.
-Nic nie zrobisz? - zapytał Syriursz po chwili wskazując na kłócące się bliźniaki.
Pokręcił głową. Black wzruszył ramionami i postanowił również nie zwracać na nich uwagi. Jednak po blisko piętnastu minutach, kiedy doszło do rękoczynów, zareagował i rozdzielił rodzeństwo. Usiedli obrażeni na kanapie nie patrząc się na siebie. Syriusz mimo wolnie przypomniał sobie młodego Remusa, który obrażony na niego i Jamesa robił identyczną minę mocno zaciskając zęby.
-Wujku... - zagadnęła po chwili Natalia.
Spojrzał na nią pytającym wzrokiem.
-Muszę siku.
-Mam ci ubrać pieluchę? Przecież ja nie wiem jak! - Syriusz naprawdę się przestraszył, ale pozostali wybuchnęli śmiechem, nie wyłączając sześciolatki, która zaczęła również mocno zaciskać uda i krzyżować nogi.
Na szczęście inicjatywę przejął starszy brat i zaprowadził siostrę do łazienki.
Reszta dnia minęła im równie wesoło. Urządzili jeszcze jedną bitwę na jedzenie, a potem ganiali się po sufitach w samoprzylepnych butach, nowym wynalazku Weasley'ów.
Około godziny osiemnastej z kuchennego kominka wyszli Tonks, Remus i młoda wysoka dziewczyna o kasztanowych włosach. Rozejrzeli się po opustoszałej kuchni, która wyglądała jakby, ktoś postanowił wytapetować ściany jedzeniem i zamarli ze strachu wyobrażając sobie napad śmirciożerców. Wymienili przerażone spojrzenia i wybiegli do przedpokoju. Tu sytuacja nie wyglądała lepiej. Obrazy na ścianach były poprzekrzywiane, a na podłodze leżało pełno odłamków szkła i porcelany. Wbiegli po schodach czując narastający strach i wpadli do salonu, gdzie zastali swoje dzieci śpiące w najdziwniejszych pozycjach na kanapie i fotelach, a między nimi, głową w dół spał Syriursz. Tonks parsknęła śmiechem potrząsając nogą Blacka. Zerwał się natychmiast spadając na podłogę z okropnych hałasem, który obudził dzieci. Rzuciły się, żeby przywitać rodziców, a Dora pomogła wstać Syriuszowi.
-Dzięki. - powiedziała uśmiechając się do niego. - Mamy do ciebie jeszcze jedną maleńką prośbę.
Wskazała kobietę, która stała obok Remusa uśmiechając się niepewnie. Podeszła do nich, widząc, że Tonks spojrzała na nią. Była wyjątkowo ładna. Jej długie, lekko kręcone, kasztanowe włosy opadały, aż do pasa, a ciemne oczy zdawały się migotać w świtle kominka. Na twarzy Blacka pojawił się uśmiech.
-To jest Susan, kuzynka Remusa. Chciała zamieszkać, a Londynie, ale nie ma gdzie się narazie zatrzymać. Pomyśleliśmy, że może nie miałbyś nic przeciwko temu, żeby zamieszkała narazie z tobą.
Nie musiała drugi raz prosić. Syriusz uścisnął dłoń dziewczyny wciąż uśmiechając sie jak wariat i nie mogąc oderwać od niej wzroku. Przypomniał sobie jak kiedyś Dora prosiła go, żeby móc z nim zamieszkać. To było tak dawno temu i tyle się od tego czasu wydarzyło, jednak wciąż najbardziej pamiętał ich ostatnią noc. Teraz już nie żałował, że się rozstali. Spojrzał na Remusa, który szczęśliwy jak jeszcze nigdy w życiu wycierał Natali bitą śmietanę z twarzy i pomyślał, że rozstanie z Tonks była najlepszą rzeczą jaką w życiu zrobił.
Teraz to już naprawdę KONIEC.
