Note: Moja część dzieła, oczywiście jak zwykle z niczym się nie wyrabiam, więc końcówkę dopisała wspaniała Madwoman. Podziwiam Cię, dziewczyno, że tak szybko i dobrze piszesz:D
Wigilia przyszła niesamowicie szybko. Śnieg leniwie prószył za oknem mieszkania Mirki. Zegar wskazywał ósmą trzydzieści, gdy Mirka otworzyła oczy.
- Widzę, że już nie śpisz.
- A ty? Długo się już na mnie gapisz?
- Jakiś czas, jak śpisz i nie gadasz, to można cię nawet znieść.
- Taa, dzięki, wiesz jak kogoś obrazić. – Mirka usiadła na skraju łóżka.
- Mireczko, wiesz, że żartuję. – powiedział, siadając za nią i całując ją w szyję. – Bardzo się cieszę na te wspólne święta. Dzisiaj będzie nasz dzień. Tylko nasz. – ostatnie zdanie wyszeptał jej do ucha.
- Ej, naprawdę musimy już wstawać. – odsunęła go ręką, gdyż jego usta na nowo znalazły jej szyję. – Trzeba zrobić zakupy, coś ugotować, jest wigilia. Mamy nieubraną choinkę, trzeba podrzucić prezent dla Lenki, ogarnąć sypialnię, jest tyle roboty…
- Spokojnie, przecież ci pomogę. – usta Irka szły powoli w stronę jej ramienia. – Mamy czas.
- Nie mamy…
- Cicho.
Po chwili Mirka zupełnie zapomniała, co powinni byli robić tego poranka.
Udało im się wygrzebać dopiero koło dwunastej. Wspólnie posprzątali i zaczęli ubierać choinkę. Irek przywiózł dzień wcześniej duże, żywe drzewko.
- Nie pamiętam, kiedy ostatnio miałam żywą choinkę.
- Ja też nie, w zasadzie dom ojca był duży, ale nikogo nigdy nie obchodziły takie drobiazgi.
- U nas nigdy nie było tradycyjnych świąt. Jak rodzice jeszcze byli razem to albo wyjeżdżaliśmy gdzieś razem, albo oni jechali do ciepłych krajów. Nie pamiętam, kiedy ostatnio był barszcz czerwony i tradycyjny karp.
Irek podszedł do niej i objął ją w talii.
- Tym razem będzie inaczej. To będą nasze święta, Mireczko, i zrobimy z nimi co tylko chcemy. Tylko ty i ja, pyszna kolacja, prezenty…
- Święty Mikołaj to już od dawna mnie nie odwiedza. Nie wiem dlaczego.
Irek uniósł jedną brew.
- Przecież jestem zawsze bardzo grzeczną dziewczynką… - powiedziała, wolno rozpinając guziki swojej koszuli.
- Tak, właśnie za to się mu nie dziwię. – Irek z powrotem zapiął guzik, zakrywając jej dekolt. – Nawet świętego byś wyprowadziła z równowagi. – powiedział z rozbawieniem.
- Po prostu lubię ciebie wyprowadzać z równowagi. – wymruczała, zarzucając mu ręce na szyję. – To takie fajne.
- Taa, super, że lubisz się nade mną znęcać. Ja to chyba jestem masochis…
Nie dokończył, gdyż przerwała mu pocałunkiem. Po chwili…
- Irek, choinka…
- Przecież to ty zaczęłaś.
- No i, nieważne, no. To co. – powrócili do wieszania bombek.
W ciszy kończyli ubieranie drzewka. Zostały już tylko ostatnie łańcuchy, gdy ciszę przerwał głos Mirki.
- Irek, czy ty naprawdę myślisz, że może nam się udać? Przecież kiedyś już chcieliśmy, żeby to jakoś wyszło, no i jakoś nie wyszło – powiedziała niezręcznie. – Wciąż się kłóciliśmy i godziliśmy.
- Nie mam zielonego pojęcia, ale wiesz co? Warto zaryzykować, żeby się przekonać.
Mirka uśmiechnęła się lekko, ostatni łańcuch był już bezpiecznie ulokowany na swoim miejscu.
- To co? Zakupy?
Po drodze podrzucili jeszcze prezent dla Lenki. Mirka nigdy by się do tego nie przyznała, ale polubiła córeczkę Kingi, bądź co bądź Lenka była mało problemowym dzieckiem, a Mirka, wbrew pozorom, nie była zupełnie bez serca.
Po pokonaniu kilkukilometrowej trasy do supermarketu, w końcu wysiedli z samochodu. Irek przekręcił kluczyk i ruszyli wpółobjęci w stronę wejścia do sklepu. Po drodze chwycili wózek i już piętnaście minut później Irek pchał go, gdyż był prawie pełny, a Mirka co i rusz dokładała jakieś nowe rzeczy.
- Ketchup, musztarda, ćwikła z chrzanem, sos czosnkowy… - mruczała pod nosem. – Irek, weźmiesz ogórki? – zapytała głośniej.
- Kobieto, nie mam pojęcia kto to wszystko zje. Przecież święta to tylko dwa, licząc dzisiaj trzy dni, a my nie spodziewamy się żadnych gości. Będziemy tylko we dwoje, równie dobrze możemy zjeść resztki z wczorajszego obiadu.
- Chyba zwariowałeś, poza tym, kto wie, czy będziemy sami. Nie zapomniałeś chyba o dodatkowym nakryciu dla zbłąkanego wędrowca? Mam wrażenie, że ktoś nam się trafi. – powiedziała z tajemniczym uśmiechem.
- Nawet jeśli, to to jedna osoba i na pewno nie zje tego wszystkiego.
- Oj, cicho bądź, jesteś strasznie upierdliwy.
- Upierdliwy. – uważał, żeby go nie usłyszała. – Ja. Jaaasne. – stwierdził sarkastycznie.
Skręcili w następną alejkę i Irek z ulgą zauważył, że zmierzają w stronę kas. Patrząc na wypełniony po brzegi wózek, zrobiło mu się głupio, że Mirka sama musi za to wszystko zapłacić. Przecież to on, jako facet powinien ją utrzymywać. Obiecał sobie, że jak najszybciej znajdzie pracę.
- Irek, idziesz? – zobaczył, że Mirka jest kilka kroków przed nim. Szybko ją dogonił i pocałował w usta. Odwzajemniła pocałunek i uśmiechnęła się do niego promiennie. Nie wiedzieli, że ich pocałunek obserwował niejaki Krzysztof Jankowski, który przypadkiem robił zakupy w tym samym supermarkecie.
- Nareszcie. – westchnęła Mirka, siadając na blacie w kuchni. Ostatnia wigilijna potrawa, czyli ryba w cieście, w której nie chwaląc się w ogóle, była mistrzynią, od godziny siedziała już w piekarniku. Wszystko było dopięte na ostatni guzik. Irek w eleganckiej białej koszuli i jeansach wyglądał elegancko i przystojnie, a ona przed chwilą przebrała się w czarną sukienkę. Wszystko było idealne. Stół przygotowany, na środku stała butelka wina i dwa kieliszki. Perfekcja, którą dopełniły ręce, obejmujące ją w talii.
- Coś jeszcze zrobić, Mireczko?
- Możesz przerzucić węgiel, Ireczku. – droczyła się. – Albo…
Uciszył ją krótkim pocałunkiem.
- Czy to że muszę z tobą wytrzymać nie wystarczy? To gorsze niż jakakolwiek praca fizyczna.
- No wiesz co? – udawała obrażoną, ale w jej oczach widział rozbawienie. – Nie jestem aż taka zła. Tak w stopniu umiarkowanym…
Uśmiechnęła się, gdy chwycił ją za rękę i poprowadził do stołu. Objęła go od tyłu w talii i pocałowała w policzek. Odsunął dla niej krzesło i zapalił dwie świece, które wcześniej postawili na stole.
- Nawet nie masz pojęcia, jaka jesteś nieznośna.
- Oj tam, za to mnie kochasz.
Wyjmując rybę z piekarnika, westchnął:
- Tego się właśnie obawiam.
- Mireczko, coś ci powiem.
- Słucham, Ireczku. To wino to nie był chyba zbyt dobry pomysł. Kręci mi się w głowie.
- Mi też.
Chwycił ją za ręce i delikatnie przyparł ją do ściany.
- Ale obawiam się, że to nie od wina…
Pocałował ją w policzek bardzo blisko ucha i schodził coraz niżej, aż do jej ramienia.
- …To przez ciebie kręci mi się w głowie. Nie wiem dlaczego, ale przy tobie zawsze czuję się jak idiota…
Pocałował ją, a gdy nie mieli już dłużej powietrza, wyszeptał jej powoli do ucha.
- Chyba cię kocham.
Przez chwilę ją zatkało, a potem to ona pocałowała go w szyję. Rozpięła kilka guzików jego koszuli i podążając ustami tym samym szlakiem, powiedziała do jego klatki piersiowej.
- Ja ciebie chyba też.
Usłyszał i uśmiechnął się szeroko.
Wieczór był już w pełni i wino w butelce na wykończeniu, gdy do drzwi zadzwonił dzwonek. Irek poszedł otworzyć.
- Niespodzianka!
W progu stali Kuba i Krzyś.
* * * (część by Ewelina )
- Niespodzianka!- radośnie przywitał się Kuba
- Cześć Irek! - dodał Kuba
- A co wy tu... robicie?- spytał zdziwiony Irek
- No mówiłam ci dziś, że możemy nie być sami, ale ty jak zwykle mnie nie słuchasz.- powiedziała z uśmiechem Mirka
- Pięknie to ty o wszystkim wiedziałaś? No ale wchodźcie bo pewnie jesteście bardzo głodni.- dodał Irek patrząc na Krzysia i Kubę
- Noo ja strasznie zgłodniałem w tym samolocie.- powiedział Krzyś
- To chodź Krzysiu dostaniesz największą porcję ryby bo jeszcze sporo zostało.- uśmiechnęła się do Krzysia Mirka. Ale najpierw złożymy sobie świąteczne życzenia.
Cała czwórka wzięła ze stołu po kawałku opłatka i zaczęli składać po kolei sobie życzenia.
- No stary, to ja życzę tobie tego samego co przed chwilą życzyłem Mirce.- zaczął Kuba
- Taa a co takiego?- zapytał zaciekawiony Irek
- No żebyście się kochali z Mirką, ale tak wiesz już na zawsze.- kontynuował Kuba
- I będziemy, bo pewnie już wiesz, że jesteśmy zaręczeni? Tylko wiesz nikomu nie mów tego, bo to ma być dla wszystkich niespodzianka.
- Wiem, wiem, Mirka mi powiedziała i kazała też nikomu nie wypaplać. Tylko no...Krzysiowi powiedziałem, ale chyba się nie wygada.
- No to mam nadzieję, że się nie wygada. I nie martw się Kuba, uda nam się, ja w to wieżę. A tobie życzę by ci się tam dobrze wiodło w tym Berlinie i no wiesz...
- Irek, daj spokój, jak na razie to ja żyję tam samą pracą i nie mam czasu na nic.
- O to źle, bardzo źle, pójdziesz na zatracenie.- zaczął śmiać się Irek.
W tym momencie z opłatkiem do Irka podszedł Krzyś.
- O Krzysiu, czego ja mogę ci życzyć? No chyba tylko tego byś był zdrowy, dobrze się uczył i nie sprawiał problemów mamie. A ty czego mi życzysz?
- Ja? No żebyś ty z panią... to znaczy z Mirką się pobrali, bo w tedy ty przegrasz nasz zakład.
- Zakład? Aaa ten zakład, ale to było dawno. I widzisz tak się zarzekałem a wyszło co innego. - powiedział do Krzysia Irek
- Oo i fajnie jakbyście mieli dziecko i najlepiej dziewczynkę, to bym miał w tedy siostrzyczkę, bo brata już mam.
- Krzysiu, ty jak na razie to opiekuj się swoim bratem.- powiedział do niego rozbawiony Irek
Wszyscy później usiedli do stołu. Atmosfera była cudowna, w powietrzu było czuć magię prawdziwych świąt.
