Rozdział trzeci

Kiedy następnego dnia rano budzę się i widzę, że druga strona łóżka jest pusta natychmiast zaczynam panikować. Głównie z powodu nieobecności Prim, która zwykle wstaje dużo później niż ja. Rzucam okiem za okno i widzę, że do świtu jest jeszcze daleko.

To co usłyszałam wczoraj od Peety i Haymitcha sprawia, że teraz spodziewam się najgorszego. W moim umyśle kłębią się myśli na temat łap Prezydenta Snowa zaciśniętych wokół mojej młodszej siostry. Chociaż wiedziałam, że Kapitolowi najłatwiej będzie skrzywdzić Peetę krzywdząc mnie, całe godziny leżałam w ciemności zastanawiając się nad niebezpieczeństwem w jakim znalazła się moja rodzina. W końcu Peeta objął także moją matkę i siostrę na oczach całego narodu. Czy one również były w niebezpieczeństwie?

Niemal sięgam dłonią do klamki, kiedy słyszę głos Prim dobiegający z salonu. Po chwili słyszę także śmiech Peety i opuszczam dłoń.

Drżąc siadam z powrotem na łóżku i przeczesuję palcami skołtunione włosy. Czuję emanujące ze mnie napięcie.

Wiem, że Peeta przyszedł tutaj aby wyjaśnić mojej rodzinie co musimy zrobić. Jestem wdzięczna, że nie przyprowadził Haymitcha, ale, z drugiej strony żałuję, że go tu nie ma i, że to Peeta będzie musiał uporać się z wyjaśnieniami. Wiem, że powinnam natychmiast ubrać się i dołączyć do niego, pomóc mu przeprowadzić tę rozmowę. Jednak nie mogę się poruszyć i pozwalam sobie na kilka chwil tchórzostwa.

Odgłos pukania do drzwi sprawia, że unoszę głowę, do tej pory schowaną w dłoniach.

-Katniss? - Słyszę głos Peety po drugiej stronie drzwi.

-Zaraz do was przyjdę, daj mi minutę. - Mój głos jest zbyt głośny i pusty.

Wstaję z łóżka i natychmiast zmieniam piżamę na zwykłe ubrania. Wychodzę z pokoju i znikam w łazience po drugiej stronie małego korytarza. Tam powoli myję zęby i rozczesuję włosy. Ochlapuję twarz lodowatą wodą i przyglądam się sobie w malutkim, brudnym lusterku wiszącym nad umywalką.

Unoszę dłoń i po raz ostatni pocieram nią oczy starając się uspokoić myśli. Staram się przekonać samą siebie, że to co robię nie różni się od tego co robię każdego normalnego dnia. Wiem, jednak, że to kłamstwo. Naumyślnie wszystko opóźniam. Gdyby to była zwykła niedziela, już dawno byłabym w lesie z Gale'em.

Gale.

Mam nadzieję, się o mnie nie martwi. Kilka razy zdarzyło mi się opuścić nasze niedzielne polowania. Zwykle udało mi się przekonać go, że miałam ku temu ważny powód. I teraz rzeczywiście mam.

W moim życiu nic już nie będzie normalne.

Zastanawiam się, jak moja matka i Prim zareagują na to, co mamy im do powiedzenia.

Wychodzę z łazienki i idę korytarzem do saloniku. Mama i Prim siedzą na kanapie a Peeta na stojącym przed nimi krześle. Kiedy mnie widzi, wstaje proponując mi, żebym usiadła, ale ja odmawiam. Nie mogłabym teraz usiedzieć w miejscu.

Sińce pod jego oczami oraz to, że ma na sobie te same ubranie co wczoraj mówią mi, że Peeta prawdopodobnie w ogóle nie spał. Czuję się winna tych kilku godzin snu, które udało mi się skraść. Nieświadomie pociera dłońmi uda, to jego stary nawyk.

Delikatnie kładę dłoń na jego ramieniu a on unosi głowę, żeby na mnie spojrzeć. Kiwam głową a on wreszcie zaczyna mówić. Stwierdzam, że teraz, kiedy temat dyskusji został podjęty, chcę, żeby to wszystko się, jak najszybciej skończyło.

Wydaje mi się, że Peeta zużył część czasu, który powinien był spożytkować na sen na przećwiczenie tego co ma do powiedzenia mojej matce i siostrze. Wyjaśnia, im całą sytuację najspokojniej jak potrafi i przyjmuje ich reakcję dużo lepiej niż się tego spodziewałam.

Kiedy opowiada, im co stało się z rodziną Haymitcha Prim podrywa się z miejsca i mocno mnie obejmuje. Chwilę później słyszymy jej szloch i czuję jak do moich własnych oczu napływają łzy. Peeta stara się ją odciągnąć, a kiedy mu to nie wychodzi przyciąga mnie bliżej siebie. Wstaje z miejsca i stara się objąć nas obie jednocześnie a ja niemal wpadam w histerię, kiedy czuję, że podchodzi do nas mama i obejmuje nas wszystkich.

Peeta powoli odsuwa się od nas i czuję, że pewnie chce usiąść. Po jego twarzy niczego nie widać, ale z tego jak mocno zacisnął pięści wnioskuję, że chyba noga zaczyna mu dokuczać. Przysuwam, więc bliżej krzesło i przysiadam na podłokietniku, żeby nie myślał sobie, że zrobiłam to tylko dla niego. On siada a ja widzę, jak jego pięści się rozluźniają.

-Prim- mówi Peeta patrząc jej prosto w oczy. - Nie pozwolę, żeby cokolwiek przytrafiło się twojej siostrze. Obiecuję.

Potem wyjaśnia szczegóły planu jaki obmyślili razem z Haymitchem. Chciałabym móc powiedzieć, że miałam w tym jakiś udział, ale tylko kiwałam głową, kiedy wydawało mi się, że chcą żebym coś powiedziała. Teraz spuszczam wzrok, nie chcąc widzieć reakcji mojej rodziny.

Haymitch przekonał mnie i Peetę, że nie powinnam już nigdy zostać dłużej sama. Przyznaję, że teraz, kiedy znałam prawdę o jego rodzinie nie musiał mnie długo przekonywać. Skoro Peeta dopiero wrócił do domu kamery będą go śledzić, przez co najmniej miesiąc. Jeżeli ciągle z, nim będę i kamery to złapią trudno będzie mnie skrzywdzić.

Peeta i ja będziemy musieli odegrać farsę, w którą prawdopodobnie wierzy teraz całe Panem. Będziemy musieli udawać, że jesteśmy w sobie szaleńczo zakochani. Zamieszkam w domu Peety w Wiosce Zwycięzców a mama i Prim zamieszkają po sąsiedzku u Haymitcha.

Na początku byłam przerażona na samą myśl o tym, że moja matka i młodsza siostra miałyby zamieszkać z tym zgorzkniałym, starym pijakiem. Ale Haymitch wyjaśnił mi, że w ten sposób będą bardziej bezpieczne niż, gdyby zamieszkały ze mną i Peetą.

Moja matka miałaby zostać oficjalną gosposią Haymitcha a Prim pomagałaby jej jak tylko, by mogła. Kto wie, może ich charaktery pomogłyby mu. Chociaż ja sama szczerze w to wątpiłam.

W ich oczach nadal widać strach, kiedy Peeta kończy swoją wypowiedź. Dopiero, kiedy zaczyna je przepraszać dociera do nich jak bardzo jest tym wszystkim przerażony. Prim wstaje i wychodzi z pokoju mówiąc, że idzie się spakować. Ja dodaję, że pójdę jej pomóc i również wychodzę.

Prawie docieram do pokoju, kiedy znowu słyszę głos Peety.

-Pani Everdeen...Ja...Jeszcze raz chciałbym panią przeprosić. Za to wszystko. - Słyszę jak bardzo drży mu głos, chociaż tak spokojnie, im wszystko wyjaśniał. - Zapewniam panią, że nie pozwolę, żeby Katniss spotkało coś złego. Nie pozwolę, żeby żadnej z was coś się stało.

Cicho cofam się kilka kroków. Peeta stoi obok mojej matki, która trzyma jedną jego dłoń w obydwu swoich. Jest odwrócony tyłem, więc, kiedy ona go obejmuje nasze spojrzenia się stykają i widzę jak jej oczy wypełniają się łzami.

-Wiem Peeto. Wiem.


Mamy szczęście. Udało nam się bezpiecznie odprowadzić mamę i Prim do domu Haymitcha, przebiec przez trawnik i zamknąć za nami drzwi domu Peety jeszcze zanim na trawniku przed jego domem pojawili się pierwsi dziennikarze. Mieliśmy nadzieję, że tak się stanie, ale nie byliśmy pewni, że nam się uda.

Dopiero, kiedy opieram się plecami o ciężkie dębowe drzwi, dociera do mnie powaga sytuacji, w której się znalazłam. Odwracam głowę, by spojrzeć na Peetę i odkrywam, że i on bacznie mi się przypatruje a na jego twarzy widzę oznaki całkowitego wyczerpania. Mam zamiar zapytać go, kiedy ostatni raz porządnie się wyspał, ale wiem, że on spodziewał się tego pytania, kiedy pierwszy zabiera głos. Zawsze był dobry w przedkładaniu czyichś potrzeb nad swoje własne.

-Zanieśmy twoje rzeczy na górę.- Sięga po torbę którą przyniosłam i natychmiast kieruje się na schody. Przez chwilę pozwalam sobie pomyśleć nad tym jakie smutne jest to, że wszystkie moje rzeczy, poza łukiem, który ukryłam w lesie, zmieściły się właśnie w tej jednej torbie, a potem wbiegam na schody.

Kiedy docieram na górę widzę, jak Peeta idzie w kierunku pokoju położonego naprzeciwko jego sypialni. Prawie dociera do drzwi, kiedy odwraca się do mnie.

-Przepraszam. Wiem, że powinienem pozwolić ci samej wybrać pokój. - Otwiera usta chcąc coś dodać. - Będę spokojniejszy wiedząc, że jesteś tak blisko mnie, jak to tylko możliwe.

Kiwam głową i pierwsza przekraczam próg pomieszczenia. Ściany pomalowane są na ciemnozielony kolor a wykładzina pod moimi stopami wydaje się miękka. Tak naprawdę nie obchodzi mnie wystrój ani tego pokoju ani wszystkich innych w tym domu. Patrzę jak Peeta stawia moją torbę na krześle stojącym koło toaletki niedaleko dużego okna w ścianie po drugiej stronie wielkiego łóżka. Zauważam, że z tego pokoju mam świetny widok na dom Haymitcha. To sprawia, że czuję się troszeczkę lepiej.

-Ten pokój jest w porządku. - Uśmiecham się do niego lekko i otrzymuję w odpowiedzi podobny uśmiech. Podchodzę do niego bliżej i delikatnie dotykam sinej obwódki pod jednym okiem. Jego oczy zamykają się a twarz od razu wygląda na bardziej zrelaksowaną. Biorę go za rękę i wyprowadzam z pokoju.

-Chodź ze mną.

Nawet, jeżeli Peeta zastanawia się nad sensem moich słów, nie protestuje. Otwieram drzwi do jego sypialni i widok pościelonego łóżka utwierdza mnie w przekonaniu, że on w ogóle tej nocy nie spał. Puszczam jego dłoń, podchodzę do łóżka i zrzucam wszystkie ozdobne poduszki na podłogę, a potem odrzucam kołdrę. Kiedy się do niego odwracam splatam ramiona na piersi i wykonuję głową gest w kierunku łóżka.

On unosi brwi w niemym zapytaniu i wzdycha, kiedy pozostaję niewzruszona.

-Katniss. Nic mi nie jest. Naprawdę. Nawet nie czuję zmęczenia.

-Peeto. - Popycham go, żeby usiadł na materacu. - Kiedy ostatni raz naprawdę się wyspałeś?

On przewraca oczami, ale i tak wsuwa się dalej na łóżko, kładąc nogi na materacu razem z resztą ciała. Jego głowa ląduje na poduszkach a on pociera dłonią oczy.

-Nie mogę.- Jego szept jest tak cichy, że aż podchodzę bliżej na wypadek, gdyby chciał pociągnąć tę myśl, ale on milknie. Siadam, więc na brzegu łóżka i kładę dłoń na jego ramieniu.

-Wiesz, że zawsze możesz ze mną porozmawiać.

-Wiem. Ja po prostu...Nie chcę, żebyś się tym martwiła...

Kładę palec na jego ustach, żeby go na moment uciszyć.

-Peeto. Nie musisz mówić mi wszystkiego od razu. W ogóle nie musisz mówić mi wszystkiego. Ale jestem przy tobie. I, kiedy poczujesz, że chcesz o tym porozmawiać, nadal tu będę.-Milknę i popycham go w głąb łóżka. - Ale teraz przynajmniej spróbuj się chwilę zdrzemnąć, dobrze?

Nie odpowiada, więc wpatruję się w niego intensywnie. Chcę mu przekazać, że jest to coś czego mu nie odpuszczę.

-No dobra. - Wzdycha ciężko.

Chcę podnieść się z łóżka, ale, zanim mogę to zrobić on łapie mnie za rękę. Spoglądam na niego pytająco.

-Zostaniesz ze mną? - Pyta, a ja widzę, że jest tym zażenowany. Jego twarz jest lekko zaróżowiona a oczy unikają mojego wzroku. - Obiecuję, że jeśli ze mną zostaniesz, postaram się zasnąć. Inaczej będę się za bardzo martwił.

-Jasne, że z tobą zostanę.

Zdejmuję buty i wspinam się przez niego na łóżko, żeby zająć miejsce bliżej ściany. Odwracam się na plecy i przekręcam głowę tak, żeby móc na niego spojrzeć.

Nie jest już zawstydzony, ale nie wygląda na, to by było mu zbyt wygodnie. Jeśli mam być szczera, mi też nie jest zbyt wygodnie. Peeta i ja spędzaliśmy czas w swoich sypialniach, ale tylko tak jak robią to przyjaciele. Nigdy nie spaliśmy w jednym łóżku.

Znowu patrzę na jego twarz i dostrzegam, że obwódki pod jego oczami są niemal fioletowe i przestaję myśleć tylko o sobie. Peeta tego potrzebuje. Zgodziłam się na to, więc być może ja także tego potrzebuję. Odwracam się na bok i staram się nie myśleć o tym jak moje serce przyspiesza, kiedy on robi to samo.

-Nie spałem porządnie, odkąd ocknąłem się po Igrzyskach.

Leżymy obok siebie w ciszy tak długo, że jestem zaskoczona, kiedy się odzywa. Mrugam, ale nic nie mówię na wypadek, gdyby chciał kontynuować.

-Po prostu...Czasami trudno mi zamknąć oczy. - Jego oddech staje się cięższy a ja widzę na jego twarzy ślady dawnych łez. Czuję ucisk w klatce piersiowej. - Ciągle widzę ich twarze...Ciągle widzę jej twarz.

Nie musi mi mówić, że chodzi o Rue. Nie wiem, co mam mu powiedzieć, więc robię to, co uważam, że powinnam zrobić. Wyciągam ramiona i staram się objąć go najlepiej jak potrafię. Jestem zaskoczona, kiedy odwzajemnia uścisk z intensywnością jakiej się nie spodziewałam. Opieram brodę o jego ramię i czuję na uchu jego drżące westchnięcie.

-Wczorajszej nocy starałem się zasnąć, ale, kiedy zamknąłem oczy...Kiedy zamknąłem oczy widziałem tylko moment, kiedy mi cię zabierają.

Jego wyznanie zaskakuje mnie na, tyle , że odsuwam się, żeby móc znowu spojrzeć na jeg twarz.

-Peeto. Jestem przy tobie. Jeśli...sama nie wiem. Jeśli znowu będziesz miał ten sen...

-Koszmar - przerywa mi Peeta.

-Jeśli znowu będziesz miał ten koszmar, będę przy tobie. Wystarczy, że się obudzisz a ja nadal przy tobie będę.- Staram się uśmiechnąć, kiedy wypuszczam go z ramion, ale wiem, że za bardzo mi to nie wychodzi. Biorę jego prawą dłoń w moją lewą i umieszczam je między nami. - Po prostu spróbuj zasnąć. Dobrze?

On kiwa głową i po chwili ciszy rzeczywiście zamyka oczy. Przyglądam mu się przez moment, patrzę na jego twarz i porównuję to, co widzę z tym co pamiętam sprzed Dożynek. Jego blond loczki nie są tak długie, jak zwykle i stwierdzam, że powinnam pewnie podziękować, za to Kapitolowi, chociaż ja sama wolę, kiedy ma dłuższe włosy. Poza tym i faktem, że ta odrobina zarostu którą kiedyś posiadał najwyraźniej zniknęła, wszystko na jego twarzy wydaje się takie samo jak przedtem.

Jestem zafascynowana jego rzęsami i tym jakie są gęste i długie. To moja ostatnia myśl zanim zasypiam obok niego.

Kiedy się budzę, przez chwilę nie wiem, gdzie jestem. Moje ciało napina się, ale potem rozluźnia, kiedy mrugam parę razy i dostrzegam parę niebieskich oczu przyglądających mi się, z drugiej strony łóżka. Peeta wygląda na o wiele bardziej wypoczętego i uśmiecham się do niego delikatnie ściskając jego dłoń którą nadal trzymam w swojej.

Jestem zaskoczona tym, że w pokoju jest ciemniej niż, kiedy zasnęliśmy tego poranka. Widocznie przespaliśmy cały dzień.

-Lepiej się czujesz? - Pytam cicho niemal bojąc się przerwać ciszę.

On uśmiecha się do mnie i przeczesuje włosy wolną ręką.

-Zdecydowanie. Już zaczynałem zapominać co oznacza prawdziwy sen.

Dźwięk kogoś odkasłującego przy drzwiach sprawia, że pęka bańka, w której zdawaliśmy się tkwić. Zanim mam szansę zareagować, Peeta siada umieszczając swoje ciało między mną a drzwiami. Jego mięśnie są napięte a oddech robi się ciężki.

-Spokojnie chłopcze, to tylko ja.

-Cholera, Haymitch. - Peeta niemal warczy, a potem opada z powrotem na materac.

Spoglądam na starszego mężczyznę. Stoi w drzwiach sypialni, opierając się o framugę, z krzywym uśmieszkiem na twarzy.

-Przepraszam. Nie chciałem przeszkadzać. Po raz pierwszy widziałem jak normalnie śpisz, odkąd...Sam wiesz, odkąd.-Odsuwa się od drzwi i odchodzi, ale odwraca głowę. - Kolacja na stole. I przyszła twoja mama, Mała.

Po tych słowach znika w korytarzu. Peeta już wstał, ale ja widzę, że nadal jest zdenerwowany tym, jak bardzo przestraszył go Haymitch. Przesuwam się na brzeg łóżka i łapię go za rękę sprawiając, że spogląda na mnie.

-Nadal jestem przy tobie.- Mówię słabo i czuję ulgę, kiedy wyraz jego twarzy łagodnieje.

Peeta pomaga mi wstać, a potem szybko obejmuje. Pochylam się, żeby włożyć buty i słyszę jak odzywa się nade mną.

-Tym razem nie miałem żadnych koszmarów. Dziękuję.