Rozdział szósty

Budzę się słysząc nieznajome głosy na schodach. Otwieram oczy na tyle, żeby móc spojrzeć przez okno. Niebo dopiero jaśnieje, więc wiem, że jest jeszcze bardzo wcześnie. Nie pamiętam nawet, kiedy zasnęłam.

Skrzypienie górnego schodka sprawia, że cała się napinam i otulam mocniej kołdrą. Prawie odwracam się na drugi bok, żeby obudzić Peetę, kiedy czuję jak jego ramię owija się wokół mnie przytulając mnie mocno do jego ciała. Splata swoje palce z moimi a ja mocno chwytam jego dłoń i ściskam ją w niemym pytaniu

On przesuwa się i po chwili czuję jak moja poduszka zapada się pod ciężarem jego głowy. Czuję jego oddech na moim uchu i to uczucie sprawia, że na moich ramionach pojawia się gęsia skórka. Peeta wsuwa pode mnie ramię, na którym leżał a ja unoszę się lekko, żeby zrobić mu więcej miejsca i po chwili otula mnie ciepło jego ramion.

-Nie bój się, to tylko moja ekipa.

Drżę słysząc w uchu jego zaspany głos. Wtulam się mocniej w jego klatkę piersiową i wsuwam nogę między jego nogi. Twardy plastik jego protezy jest trochę dziwny w porównaniu z dotykiem jego zdrowej nogi. Lekko obracam głowę i jego usta dotykają przelotnie mojego policzka.

-A, więc...czas na przedstawienie? - Pytam cicho.

Waha się przez sekundę, a potem przytakuje skinieniem głowy. Nie wiem jak to możliwe, ale przytula mnie do siebie jeszcze bardziej, a potem zapadamy w udawany sen i słyszymy jak otwierają się drzwi sypialni.

-Peeto, kochanie. To myyyy. - Kobiecy zawołał od drzwi. - Och! Przepraszam. My...Przyjdziemy później.

Czuję jak Peeta unosi głowę z poduszki i odwraca ją w kierunku drzwi.

-Cześć, Portio. - Wita ją spokojnie przesuwając dłonią w górę i w dół po moim ramieniu. - Dasz nam chwilę?

Ona zgadza się i słyszę głos jej kroków cofających się korytarzem. Peeta siada i odwraca dłonią moją twarz do swojej. Całuje mnie delikatnie wywołując uśmiech na mojej twarzy, a potem wstaje z łóżka, żeby zamknąć drzwi. Otwieram oczy i siadam nadal otulając się kołdrą.

Poprzez szczelinę w szybko zamykających się drzwiach zauważam sylwetkę kolejnego kamerzysty. To oznacza, że nasz dzień zaczął się zgodnie z planem.


Od swojego powrotu Peeta opowiadał mi kilka razy o swojej ekipie przygotowawczej. Zwykle wyrażał się o nich w samych superlatywach. Jednak po ostatnich kilku godzinach nie jestem w stanie się z, nim zgodzić.

Nie miałam pojęcia, że osiągnięcie standardu piękna odpowiedniego dla Kapitolu jest takie żmudne i bolesne. Żołądek przewracał mi się, kiedy myślałam o ludziach, którzy nie mają czasu, energii czy środków, żeby przejmować się tym jak wyglądają, chociaż mieszkańcy Kapitolu tylko o tym myślą. Z szacunku dla Peety trzymałam jednak buzię na kłódkę. Byłam grzeczna, uśmiechałam się i starałam się nawet prowadzić rozmowę z ludźmi, którzy boleśnie wyrywali mi włosy z brwi.

Byłam zaskoczona tym jak normalna zdawała się być Portia w porównaniu z innymi. Pracowała szybko i w zasadzie wcale się do mnie nie odzywała. Chociaż zauważyłam coś dziwnego w sposobie w jaki na mnie patrzyła.

-Więc. - Mówi wyciągając pokrowiec, w którym prawdopodobnie znajduje się to co miałam na siebie włożyć. - Sporo o tobie słyszeliśmy. Od Peety.

Rozwiązuję właśnie szlafrok i wypowiedzane przez nią słowa sprawiają, że na chwilę zamieram. Staram się wymyślić coś, co m0głabym odpowiedzieć, ale nie potrafię, Zamiast tego, zastanawiam się co takiego Peeta, im o mnie powiedział. Portia uśmiecha się do mnie lekko i zaczyna rozpinać pokrowiec.

-Więc jednak miałam rację. - Wyjmuje z pokrowca ciemnoniebieską i prostą jak na standardy Kapitolu, obcisłą sukienkę. Nie mogę się jej dokładnie przyjrzeć, ponieważ Portia zdejmuje ze mnie szlafrok i zakłada mi ją przez głowę. - Przypuszczałam, że nie wiedziałaś co Peeta do ciebie czuje, dopóki nie zwerbowano go na Igrzyska.

-Ma pani rację. - Moja odpowiedź ginie wśród przesuwającego się nade mną materiału. - Nigdy nie myślałam, że on w ogóle coś do mnie czuje.

Mój umysł jest pełen skonfundowanych myśli. To niemożliwe, żeby Peeta tak wcześnie zaczął używać takiej strategii. A może...może to wcale nie była strategia? Zastanawiam się nad ta kwestią, kiedy dociera do mnie, że Portia zadała mi pytanie.

-Przepraszam, co pani powiedziała? - Pytam potrząsając głową z boku na bok.

-Spytałam, czy ty także w ogóle nic do niego nie czujesz?

Jej uniesiona jasnozielona brew oraz sposób w jaki na mnie patrzyła sprawiły, że zaczęłam czuć się niezręcznie. Ona zabiera się za wygładzanie dołu sukienki z krzywym uśmieszkiem na twarzy.

Stoję przed nią przez kilka minut powoli odczuwając niechęć jaką ta kobieta do mnie czuje. Chociaż staram się powstrzymać, moja złość bierze nade mną górę. Wybucham jednak dopiero wtedy kiedy stara się rozluźnić moje pięści.

-Dobra, dosyć tego. - Wyszarpuję swoje ręce z jej dłoni co sprawia, że ona spogląda na mnie. - Wiem, że wydaje się pani, że dobrze poznała Peetę i stworzyła z, nim jakąś więź. I wiem, że czuje się teraz pani za niego odpowiedzialna i chce go chronić.

Wzdycham głęboko, ale dziwny błysk w jej oczach sprawia, że czuję się jeszcze bardziej poirytowana.

-Powiem to pani teraz. Przyjaźnię się z Peetą od lat. On jeden własnoręcznie uratował życie nie tylko mi, ale także mojej matce i siostrze. Więc nikt nie czuje się bardziej za niego odpowiedzialny niż ja. Może sobie pani o mnie myśleć co pani chce, ale to jedno proszę sobie zapamiętać.

Jestem zaskoczona uśmiechem jaki pojawia się na twarzy Portii. Mam zamiar kontynuować swój wybuch, kiedy ona kładzie delikatnie rękę na moim ramieniu. Wpatruję się w nie, a potem spoglądam na jej twarz. Jej oczy patrzą na mnie łagodnie, kiedy puszcza mnie o odchodzi sprzed lustra.

-A, więc, to jest dziewczyna, o której tyle słyszałam od Peety. - Przystaje w drzwiach sypialni przed wyjściem na korytarz. Dłoń którą oparła o framugę drzwi jest blada a ja skupiam się na jej paznokciach koloru fuksji. - Cieszę się, że wreszcie dane mi było cię poznać.

Ceasar Flickerman pojawia się w domu Peety koło południa. Na tle zakurzonych dróg Dwunastki wygląda jakby urwał się z choinki. Przez okno sypialni patrzę jak frontowe drzwi domu otwierają się i przechodzi przez nie Peeta aby go powitać. Nawet stąd widzę, że jego włosy i usta mają ten sam jasnoniebieski kolor na jaki przefarbował je przed ostatnimi Igrzyskami.

Nakazano mi zostać w swoim pokoju, dopóki nie przyjdzie pora na to, żebym dołączyła do Peety i Ceasara. Mówili coś tym, że kamery chcą złapać pierwsze wrażenie jakie wywrę na Peecie wystrojona i umalowana.

Na początku, szydziłam z ich pomysłu, że to, że zobaczy mnie w sukience mogłoby coś zmienić. Ale teraz, kiedy miałam czas, żeby o tym pomyśleć, stwierdzam, że być może mieli rację. Przypominam sobie, pierwszy raz, kiedy Peeta zobaczył mnie z rozpuszczonym włosami. Któregoś dnia zaplątałam się w gałęzie i musiałam rozpleść włosy, żeby wyjąć z nich wszystkie liście przed ponownym zapleceniem. Już prawie kończyłam, kiedy zorientowałam się, że on cały czas przypatrywał mi się z szeroko otwartymi ustami.

To był pierwszy raz, kiedy zaczerwieniłam się w jego obecności. Może tym razem uda mi się osiągnąć ten sam efekt.

Znowu przyglądam się swemu odbiciu w lustrze. Cieszę się, że pomimo tego, iż mam na sobie niezliczone, wydawałoby się, warstwy kosmetyków do makijażu nadal mogę się rozpoznać. Wyglądam jednak, inaczej, doroślej i bardziej dystyngowanie. Włosy opadają mi miękkimi falami na ramiona a ja jestem pewna tego jak bardzo spodoba się to Peecie.

Sukienka, którą mam na sobie wydaje mi się dziwna i niewygodna, mimo że jest uszyta z jedwabiście miękkiego materiału. Nie ma rękawów a góra ściśle przylega mi do ciała. Jest wolna od jakichkolwiek ozdób, co trochę mnie zaskoczyło, a spódnica rozszerza się poniżej moich bioder. Sięga do połowy moich ud a jej rąbek zdaje się poruszać razem ze mną, kiedy chodzę. Pewnie poczułabym się w niej lepiej, gdyby nie była taka obcisła i, gdyby była o kilka centymetrów dłuższa. Haymitch powiedział mi jednak, żebym nie narzekała na nic co ze mną zrobią, więc cały czas trzymałam buzię na kłódkę.

Siedzę w sypialni prawie trzydzieści minut po przyjeździe Ceasara aż w końcu dostaję znak, żeby zejść na dół do salonu. Kiedy schodzę na dół jestem bardziej zdenerwowana niż byłam za pierwszym razem, kiedy samodzielnie trzymałam w rękach łuk.

Wiem, że przychodzę w samą porę, kiedy słyszę pytanie padające z ust sławnego dziennikarza.

-Jestem pewien, że wiele zmieniło się w twoim życiu, odkąd wróciłeś do Dwunastki. Opowiesz nam trochę o tych zmianach?

-Na przykład o czym Ceasarze? O tym, że teraz mogę sprawić, że moja skóra będzie pachniała różami poprzez użycie mojego domowego prysznica? - To jak świetnie Peeta czuje się w towarzystwie Ceasara nadal mnie zaskakuje.

-No tak...- Ceasar wybucha śmiechem i klepie Peetę po ramieniu. - Wydawało mi się, że czuję zapach kwiatów.

Zatrzymuję się w połowie schodów, nie jestem pewna jak powinnam dalej postąpić. Zdenerwowanie sprawiło, że automatycznie odkasłuję. Peeta jak zwykle ratuje sytuację wiedząc dokładnie co trzeba zrobić.

Kiedy mnie słyszy odwraca się w moją stronę i na chwilę zamiera, kiedy nasze oczy się spotykają. Po chwili czeka na mnie u stóp schodów nadal patrząc mi w oczy. Czuję dziwne trzepotanie w żołądku, podobnie jak zeszłej nocy a na mojej twarzy pojawia się nie udawany uśmiech. Peeta uśmiecha się do mnie promiennie i, kiedy docieram do ostatniego schodka obejmuje ramionami moją talię i przyciąga mnie do siebie.

Kiedy jego usta dotykają moich na moment zapominam, że robimy to wszystko dla kamer. Moje dłonie wplątują się w materiał jego szarej koszuli. Chociaż nasz pocałunek poprzedniej nocy był bardziej...namiętny ten jest czuły i słodki. Jego usta są miękkie, ale jego ramiona mocno mnie trzymają i przyciągają bliżej. Pozwalam sobie opaść na jego klatkę piersiową kładąc płasko dłonie a on przerywa pocałunek. Serce bije mi jak szalone i staram się wmówić sobie, że to ze zdenerwowania.

Mrugam kilka razy i czuję jak rumienią mi się policzki, wiem, że kamery uchwyciły ten pocałunek i, że później zobaczy go całe Panem. Próbuję odwrócić wzrok, żeby Peeta nie zauważył mojej odrobiny niepewności, ale on łapie mnie za brodę i zmusza mnie, żebym spojrzała mu w oczy.

Na jego twarzy nie widzę nic poza szczerym uśmiechem, uśmiecham się do niego nieśmiało i, pamiętając o obecności kamer, sięgam w górę, żeby odgarnąć mu włosy z czoła. On pochyla się i znowu delikatnie mnie całuje.

-Pięknie wyglądasz. - Szepcze a ja uświadamiam sobie, dopiero kiedy siedzimy na kanapie, naprzeciwko siedzącego w fotelu Ceasara, że powiedział to cicho tak, że słyszałam go tylko ja.

-Peeto, podczas naszej rozmowy przed Igrzyskami powiedziałeś mi, że nie masz dziewczyny, ale, że w domu czeka na ciebie ktoś bardzo dla ciebie ważny. Nie trudno jest odgadnąć, o kim mówiłeś, prawda?

Uśmieszek na twarzy Ceasara nie jest drwiący, ale raczej ciepły i przyjacielski. Spogląda to na Peetę to na mnie i czuję jak Peeta obejmuje mnie. Potem całuje moją skroń.

-Najwyraźniej nie, Ceasarze. - Śmieje się lekko. - To jest Katniss.

Ceasar sięga po moją dłoń i całuje ją. Przez chwilę zastanawiam się czy nie zostanie mi na niej niebieski ślad. Ceasar uśmiecha się do mnie ciepło i przestaję zaprzątać sobie tym głowę.

-Miło mi cię poznać, Katniss.

-Mnie też, jest miło pana poznać.

Natychmiast szukam dłoni Peety i, kiedy czuję jej uścisk od razu czuję się lepiej. Wiem, jak wiele znaczy ten wywiad. O wiele więcej niż tamten pierwszy, od, którego minęły całe wieki. Wtulam się w ramię Peety, przerzuciwszy włosy tak, żeby opadały mi przez to ramię, którym go nie dotykam. Uśmiecham się lekko do samej siebie, kiedy on pochyla się, żeby pocałować mnie w szczękę.

-Muszę cię o coś spytać, Katniss.-Pytanie Ceasara sprawia, że znowu skupiam na, nim swoją uwagę. - Kiedy oglądałaś moją pierwszą rozmowę z Peetą, jeszcze przed rozpoczęciem Igrzysk, wiedziałaś, że mówił o tobie?

-Cóż na pewno miałam taką nadzieję. - Silę się na dziewczęcy chichot. - Wszyscy w Dystrykcie kochają Peetę, jestem, więc pewna, że wiele dziewcząt chciałoby znaleźć się na moim miejscu.

-Muszę się z tobą zgodzić, kochanie. - Ceasar wybucha szczerym śmiechem. - Wydaje mi się, że całe Panem zakochało się w Peecie.

Szczerość w jego głosie mnie przeraża, chociaż nie wiem dlaczego. Przełykam ślinę i spoglądam w bok na Peetę. Jestem zaskoczona lekkim drżeniem mojego głosu.

-Cóż Ceasarze, możesz powiedzieć wszystkim, że nie oddam go bez walki.


Tej nocy koszmary Peety są gorsze niż kiedykolwiek przedtem.

Chociaż oboje denerwowaliśmy się tym jak zostanie przyjęty wywiad, wiedzieliśmy, że nie ma sensu żebyśmy nawet spróbowali spędzić noc w oddzielnych łóżkach.

Budzę się, wiedząc, że nie spałam zbyt długo. Peeta leży obok mnie i natychmiast widzę to, co mnie obudziło. Jest spocony, grzywka przykleiła mu się do czoła. Jego ramiona rzucają się na boki i wplątują w pościel.

Siadam, a potem klęczę u jego boku. Nigdy przedtem nie musiałam wybudzać go z koszmaru i przez chwilę nie wiem, co mam robić. Ostrożnie chwytam jego przedramię, ale on zaczyna rzucać się jeszcze bardziej i mnie odpycha.

Mruczy coś. Na początku tak cicho, że ledwie go słyszę, ale potem jego głos staje się napięty i zdesperowany. Słyszę jak woła Delly, potem Rue. Na chwilę zamiera i widzę jak wszystkie jego mięśnie się napinają, a potem zaczyna rzucać się jeszcze bardziej. Wyciąga przed siebie ramiona w tym samym momencie, kiedy wymawia moje imię.

-Peeto! - Mój zaspany głos jest zachrypnięty i załamuje się w połowie słowa. Pochylam się i mocno łapię go za ramiona. Powtarzam jego imię cztery, a może i więcej, razy. Trudno mi liczyć, kiedy serce bije mi jak oszalałe. Oddycham z ulgą, kiedy wreszcie otwiera oczy.

Siada i natychmiast obejmuje mnie i wciąga na siebie, na swoje kolana i mocno mnie do siebie przytula. Tracę na chwilę równowagę o on trzyma mnie tak mocno, że jest to niemal bolesne, ale się nie opieram. Wiem, że musi upewnić się, że naprawdę jestem przy, nim, więc tylko przesuwam rękoma po jego plecach do momentu aż czuję, że się rozluźnia.

Odsuwam się na tyle, żeby móc spojrzeć na jego twarz pokrytą mieszaniną potu i łez. Palcami ocieram jego policzki i odsuwam mu włosy z czoła starając się, przynajmniej częściowo, doprowadzić go do porządku. On bierze w dłonie moją twarz a ja zamieram widząc jego rozgorączkowane spojrzenie.

-To tylko koszmar, Peeto. - Szepczę w końcu. - Jesteś w domu. Jestem przy tobie. Nic mi się nie stało.

Peeta wzdycha ciężko a jego źrenice wracają do swoich normalnych rozmiarów, ale nadal mocno mnie trzyma. W innym przypadku prawdopodobnie poczułabym się niezręcznie, a nawet zawstydzona pozycją w jakiej się teraz znajduję; siedzę okrakiem na Peecie przyciśnięta do jego klatki piersiowej a nasze twarze dzieli, zaledwie kilka centymetrów. Jednak w tym momencie czuję jedynie przytłaczający instynkt, by zaopiekować się siedzącym pode mną chłopcem, którego Kapitol tak bardzo starał się zmienić w potwora.

-Katniss, oni nie mogą mi ciebie odebrać. Tak wiele już odebrali...Nie pozwolę im, żeby zabrali mi ciebie.

-Nie bój się, nie dopuszczę do tego.

Peeta opada w końcu na poduszki, ale nadal mocno mnie trzyma. Układam głowę na jego klatce piersiowej i w końcu zapadam w niespokojny sen mając nadzieję, że uda mi się dotrzymać obietnicy.

Rano, czekam aż Peeta zniknie po śniadaniu w swojej pracowni i biegnę przez trawnik do domu Haymitcha. Drzwi otwiera mi Prim i przytula się do mnie mocno, kiedy tylko wchodzę do środka. Natychmiast zaczyna pytać o wczorajszy wywiad, ale ja zbywam ją mówiąc, że później wszystko jej opowiem.

-Muszę porozmawiać z Haymitchem.

Prim kiwa głową i mówi, że Haymitch jest w salonie. Kiedy tam zaglądam nasze spojrzenia się stykają. Bez słowa wstaje z fotela i zbliża się do mnie. Potem mnie mija i wychodzi tą samą drogą którą przyszłam, przez kuchenne drzwi. Wiem dokąd zmierza, więc po chwili idę za, nim do naszego ulubionego miejsca rozmów na pograniczu obydwu posesji. Odzywam się jeszcze za, nim on ma szansę się odwrócić.

-Muszę towarzyszyć Peecie w czasie tournée. Nie obchodzi mnie jak to zrobisz. Załatw to.