Rozdział 30

Każdy głupi może wiedzieć. Sedno to zrozumieć.

Albert Einstein

.pl/piosenka,whitney_houston,

Powszechnie znane zasady kwalifikacyjne na trzyletni Uniwersytet Aurorów uległy zmianie. Ze względu na wojnę, która uszczupliła mocno szeregi Aurorów i uniemożliwiła wielu czarodziejom kształcenie się wymogi, które musiał spełnić przyszły rekrut, stały się łagodniejsze.

Dalej trzeba było zdać OWTM-y z eliksirów, zielarstwa, obrony przed czarną magią, zaklęć i transmutacji na, co najmniej Powyżej Oczekiwań. Musieli przechodzić testy na charakter, praktyczne umiejętności obrony, odporność na presję z zewnątrz, sprawdzian na wytrwałość i poświęcenie. Przymykali oko na przeszłość kryminalną, jeśli czarodziej oczyścił swoje imię, jak Draco. Na uniwersytet można startować od razu po Hogwarcie, bez uprzedniego skończenia innego kierunku wyższego. Przestał również obowiązywać trzyletni okres oczekiwania na przyjęcie, po pozytywnym zdaniu egzaminów, dostawało się na staż od razu.

Na wstępne egzaminy w przeddzień urodzin Hermiony w Ministerstwie Magii wstawili się solenizantka i Draco. Oboje denerwowali się, nerwowo rozglądali po sali w poszukiwaniu znajomej osoby, która uśmiechem mogła dodać im trochę otuchy. Na początku czekał ich pisemny test z wiedzy ogólnej, który miał pokazać ich poziom wiedzy, składał się z ponad sześciuset pytań i napisanie go zajmowało trzy godziny. Zmęczeni ciągłym siedzeniem i myśleniem młodzi czarodzieje, zostali podzieleni na mniejsze grupy, które zostały zaprowadzone w różne części Ministerstwa, gdzie będą pokazywać swoje umiejętności praktyczne. Na końcu czekała ich wycieczka do Departamentu Tajemnic, gdzie w specjalnie przygotowanej sali będą musieli, brać udział w wyimaginowanych misjach, walkach. Wraz z każdym kolejnym etapem są eliminowani najsłabsi kandydaci. Po ostatnim egzaminie ludzie są odsyłani do domów, gdzie mają odpocząć i następnego dnia ponownie wstawiają się w Ministerstwie, gdzie dowiedzą się czy zdali.

Wyczerpani byli Prefekci nie natknęli się na siebie przez cały dzień i nie mieli pewności, czy druga osoba dziś startowała w wyścigu szczurów o miejsca na Uniwersytecie. Poczochrana i głodna Hermiona zjawiła się w Norze koło północy, gdzie czekała na nią Pani Weasley z posiłkiem i czarna sowa z listem. Uśmiecha się pod nosem na widok jedzenia i zwierzaka Malfoya.

- Jak poszło kochanieńka? - dopytuje się Molly, zrezygnowana dziewczyna siada obok niej na krześle i zaczyna konsumować ziemniaki.

- Myślę, że dobrze. Dotrwałam do ostatniego etapu, Hugh uśmiechnął się do mnie jak kończyłam testy w Departamencie Tajemnic. Mam bardzo dobre stopnie z OWTM-ów. Wyniki ogłoszą jutro.

- Miło mi to słyszeć, pewnie jesteś zmęczona. Nie przeszkadzam ci, zjedz, umyj się i idź spać. Obudzić cię jutro? - zapytała na odchodnym mama Rona.

- Dziękuję za wszystko pani Weasley. Wstanę sama. - Molly posłała jej dobroduszny uśmiech i poszła spać. Hermiona została sama z talerzem, sowa i listem od Draco. Otwarła go.

Wszystkiego najlepszego.

D.M.

Ps Nie widziałem cię dzisiaj na egzaminach, jak ci poszło?

Dziękuję, jesteś pierwszą osobą, która złożyła mi życzenia.

H.G

Ps Skoro mnie nie widziałeś, to skąd wiesz, że tam byłam.

Zawsze jestem pierwszy i najlepszy. Jak nie masz planów na jutro możemy powtórzyć piknik z zeszłego roku.

D.M

Ps Nie przegapiłabyś takiej okazji.

Skromność to twoje drugie imię. Mam plany, ale dziękuję za propozycję.

H.G

Ps Jednak trochę mnie już znasz.

Zapomniałaś dodać, że jestem piekielnie przystojny. Miłego świętowania. Ale wiesz, że chwile spędzone beze mnie, są czasem zmarnowanym.

D.M.

Ps Też chciałbym tak, myśleć. Jesteś dalej dla mnie jedną, wielką zagadką.

Do jutra Malfoy.

H.G.

Do zobaczenia Granger.

D.M.

Skończyła jeść i odpłynęła we wspomnienia. Draco mile zaskoczył ją jej małym przyjęciem urodzinowym nad jeziorem. Siedzieli wieczorem na kocu wpatrzeni w niebo, podziwiając gwiazdozbiory, które wzajemnie sobie pokazywali. Między nimi była spokojna atmosfera, przepełniona chwilą odprężenia. Żadne z nich nie czuło się źle w tej sytuacji, przyjemnie było oderwać się do problemów i na chwilę odpłynąć od realnego świata. Dwóch byłych wrogów, siedziało obok siebie i rozmawiało o wszystkim i o niczym. Wyczarował dla niej malutki bukiecik tulipanów, który ususzony tkwił w jej kufrze po dziś dzień. Taka mała pamiątka po miłym Malfoyu.

Wtedy po raz pierwszy przytuliła się do niego tak naprawdę. Zmarznięta próbowała się nim ogrzać, on nieśmiało obejmował ją i trwali w takiej pozie do momentu, gdy Draco postawił przed nią mały torcik z jedna świeczką. Pomyślała wtedy o cytacie z jej zawieszki: Bądź odważna zawsze, by znaleźć miłość.

Odruchowo dotknęła łańcuszka, który wisiał na jej szyi od roku i pomacała małego lwa, który miał przypominać jej o Ronie i miłości. Odkąd go nosi, nie potrafi się zakochać i być szczęśliwa. Spojrzała na paczuszkę, którą przyniosła sowa wraz z pożegnaniem Malfoya. Otworzyła ją i zobaczyła małego, srebrnego węża o szafirowych oczach. Do paczuszki był dołączony krótki liścik.

Na nowy rozdział, który jest pozbawiony lwiego ogona.

Czyżby Draco posyłał jej aluzję do Gryfońskiej natury? A może próbuje uzmysłowić jej, coś innego?

Może czas zamienić Lwa na Węża?