Rozdział 31

Kiedy więzy nie są jeszcze zbyt silne ,

wystarczy raz nie przyjść na spotkanie,

by utracić kogoś z oczu

Raymound Radiquet

watch?v=x1uwd3qmJqU&feature=related

Draco niewinne w listach sugerował Hermionie, że coś jest między nimi, albo mogło być, lecz ona ucinała temat. Chciał, wprost zapytać,o co jej chodziło z tym pocałunkiem, lecz po próbach podjęcia tematu przez niego, wiedział, że nie będzie łatwo. Poczeka i zobaczy, czy zacznie nosić prezent od niego.

Nie zdecydowała się zamienić lwa na węża, nie potrafiła się przełamać. Nie na pierwszym ich spotkaniu od pocałunku. Bała się tryumfu w jego oczach, gdyby ją zobaczył w jego prezencie. Poza tym nie miała nic wspólnego z wężem, jego naturą. Była lwicą z krwi i kości, która nie da zmienić się w gada. Jest upartą Hermioną Granger z Gryffindoru i koniec.

Odczytanie wyników z Uniwersytetu Aurorskiego odbywało się w prywatnych warunkach. Każdy z rekrutów był wołany do jednej z sal rekrutacyjnych, gdzie dowiadywał się, czy zdał bądź nie. Wychodził potem drugimi drzwiami tak, że nie wracał już do reszty „przyszłych" aurorów.

Hermiona została wezwana jako jedna z pierwszych do sali. Za biurkiem siedziało trzech mężczyzn, szef Biura Aurorów Gawain Robards, Hugh Thompson i były nauczyciel eliksirów Dorian Gray. Znajomość wszystkich zgromadzonych dodała jej otuchy, choć i tak bała się werdyktu,który miała za chwilę poznać.

- Proszę usiąść panno Granger – powiedział Hugh i wskazał jej wolne krzesło. Zajęła wskazane miejsce i czekała na wyniki.

- Pani Hermiono, jest pani wyśmienitą czarodziejką i z wielką przyjemnością przyjmuję panią do szeregów aurorskich. - powiedział uroczyści Robards, wstał i uścisnął jej rękę, za jego przykładem reszta mężczyzn zrobiła to samo. Oszołomiona Hermiona posłała im lekki uśmiech, ponownie usiadła i czekała na resztę informacji. Kontynuując swój przerwany wywód Gawain poinformował ją – Uzyskała pani najlepszy wynik w tegorocznych kwalifikacjach. Gratuluję. Jest pani jedną z pięciu kobiet przyjętych w tym roku, proszę pokazać męskiej części, kto tu rządzi. Pan Thompson mówi, że jest pani świetna w urokach, mam nadzieję, że zaprezentuje pani to na zajęciach. Do zobaczenia w październiku.

- Do widzenia. - odpowiedziała grzecznie i wyszła z sali, by za chwilę skakać z radości. Przestała, gdy tylko zauważyła pewnego blondwłosego mężczyznę, opartego o ścianę. Draco patrzył na nią z lekkim uśmiechem.

- Gratuluję, Granger.

- Dzięki.

Stali tak nie wiadomo ile, wpatrywali się w siebie. Nikt nie wiedział, co powiedzieć, zrobić, jak się zachować. Ich wzajemna obecność krępowała ich niczym liny, ciasno oplatające ich ciała, powietrze było wypełnione napięciem, które długo miało nie być rozładowane.

Pisanie liścików przychodziło im łatwiej, niż rozmowa twarzą w twarz. Atmosfera gęstniała z każdą sekundą, ludzie mijali ich, rzucając im zdziwione spojrzenia, a oni stali bez ruchu i wpatrywali się.

Oboje mieli przed oczami ich ostatnie spotkanie, poczuli znów dotyk swoich ust, ciepła drugiej osoby, zapach i tę ekscytację, gdy ich usta spotkały się po takiej długiej przerwie. Lecz żadne z nich nie przyzna się do tych odczuć drugiej osobie. Zachowa je dla siebie i będzie udawać, że to nie miało miejsca, przynajmniej na razie.

- A tobie jak poszło? - zapytała głupio Hermiona po dłuższej chwili.

- Dostałem się. - odpowiedział z cwanym uśmieszkiem. Zauważyła, że nie był zadowolony ze swojego wyniku.

- Boli, że nie było się najlepszym w kwalifikacjach? - zaczepiła, go dla rozładowania napięcia.

- Tak, jestem zawiedziony. Pokonała mnie dziewczyna i wnioskując po twojej reakcji, byłaś nią ty.

- Sorry Malfoy, zawsze będę lepsza niż ty.

- Cholera cię Granger.

- Życie Malfoy. Musisz się postarać, żeby mnie pokonać. - Nawet nie wiesz, jak bardzo chcę cię pokonać i ten mur, który wokół siebie budujesz. Pomyślał i podszedł do niej. Obserwowała go i delikatnie się uśmiechnęła, gdy podał jej dłoń w geście gratulacyjnym. Odwzajemniła uścisk i puściła go.

- Jakieś plany na później? - zapytał z nadzieją.

- Hm... W Norze oczekują wieści o moich wynikach. - zamyśliła się i zgasiła entuzjazm Draco. - Wyślę im tylko liścik i możemy iść, dokąd chcesz.

Zgodził się na jej warunki, najchętniej zabrałby ją do siebie, ale pewnie, by się nie zgodziła. Zaproponował kawę na Pokątnej, którą wypili ze smakiem. Spędzili czas opowiadając o tym jak minął im czas od wesela, zręcznie unikali tematu pocałunku i zaśmiewali się z pomysłów Luny, jak wykurzyć Astorię z jej życia.

Obserwowali dyskretnie swoje reakcje i starali się zapamiętać, jak najwięcej szczegółów. Chwila taka, jak ta może się więcej nie powtórzyć.

- Dziękuję za prezent urodzinowy. - szepnęła cicho.

- Proszę bardzo. Wydaje mi się, że nie przypadł ci do gustu. Nie nosisz go.

- Widzisz, mam już jedną zawieszkę, do której jestem przywiązana i jakoś trudno mi ją zdjąć. - usprawiedliwiła się.

- Dziwne, bo z tego, co widzę, pozbyłaś się prezentu Weasleya i twoja szyja jest wolna. Jednak jest szansa, że zobaczę cię w moim prezencie.

- Nie przesadzaj, zapomniałam, go dziś założyć przez nerwy.

- Mów, co chcesz ja i tak wiem swoje.

- A ci spodobał się mój prezent?

- Przepraszam, że za niego nie podziękowałam, ale nie było okazji. Pamiętasz nie odzywaliśmy się do siebie, a na weselu nie było kiedy. W każdym razie dziękuję, bardzo mi się podoba ten mugolski wynalazek. Wieczne pióro jest przydatne, lepiej je nosić niż atrament i standardowe pióra w kieszeni. Szczególnie podobają mi się wyryte na nim inicjały. Masz gust Granger. - będziemy rozmawiać o weselu bez jego końcówki, pomyślał sarkastycznie.

- Cieszy mnie to. - odpowiedziała i spojrzała na zegarek. - Na mnie już czas. Ron pewnie na mnie

czeka.

- Weasley?

- Tak Ron, mieszkamy razem, mówiłam ci.

- Wspominałaś, ale przegapiłem moment, w którym wróciliście do siebie. - odrzekł lodowatym tonem. - Nie zabieram ci więcej czasu. Do zobaczenia na zajęciach.- pomachał jej na pożegnanie i teleportował się do swojego apartamentu.

- Wcale nie jestem z Ronem. - szepnęła w powietrze.