Zaczęłam poprawiać format tekstów poszczególnych rozdziałów, bo mieliście problemy z czytaniem. Przyznam się, że wiedziałam o tym, że nie wiedzieć dlaczego nie chcą mi się wczytać myślniki przy dialogach ale nie miałam kiedy tego poprawić. Mam nadzieje, że teraz będzie lepiej :)


Przeklęta Umbridge. Ona jest gorsza nawet od profesor Trelawney. Tej drugiej przynajmniej nie miałam nigdy ochoty potraktować jakąś paskudną klątwą. Bo kogo nauczycielka wróżbiarstwa krzywdzi oprócz samej siebie? Co z tego że jest starą oszustką? Takie osoby są nieszkodliwe.

Przyjaciele się dziwią skąd nagle we mnie tyle złości. Przyjaciele...oni o mnie nic nie wiedzą... Dla nich zawsze będę Chodzącą Encyklopedią i Biblioteką w Jednym, która zawsze ulegnie ich prośbą i pomoże im z zadaniem domowym mimo, że ostatnio miało być ostatni raz. Powiedziałam pomogła? Dla nich pomoc jest równoznaczna ze zrobieniem wszystkiego za nich. Ale szczerze mówiąc cieszę się, że nie znają prawdziwej Hermiony. Niewiedza jest ich szczęściem...

Sama chciałabym czasami nie wiedzieć, ale wobec pokusy poszerzania granic swojego umysłu jestem bezsilna. Muszę wiedzieć wszystko... Muszę znać każdą dziedzinę magii... To właśnie dzięki mojej, że tak powiem, rozległej wiedzy potrafię ukryć moje prawdziwe ja. Te które nie cofnie się przed niczym by osiągnąć swój cel, bez względu na koszty, które przyjdzie potem zapłacić.

Dlatego podoba mi się pomysł by Harry uczył nas OPCM gdyż będę miała dobrą wymówkę przed chłopakami do spędzania jeszcze więcej czasu w bibliotece. W końcu ktoś musi przygotować zajęcia. Co z tego, że mam przygotowane ze 20 scenariuszy lekcji. Oni nie muszą o tym wiedzieć, bo w przeciwieństwie do mnie niewiedza jest ich szczęściem.

Oni nie muszą niczego udowadniać. Harry zawsze będzie Chłopcem-Który-Przeżył nawet jeśli w kolejnym starciu zginie to w końcu już kilka razy przeżył. A Ron? On nie musi niczego udowadniać, bo co by to było? A co z tytułem Panny- Wiem- To- Wszystko? On może przeminąć, zawsze może się znaleźć ktoś kto wie więcej np. profesor Snape. Tylko dlaczego akurat on przyszedł mi do głowy? Nie mam pojęcia i to jest jedna z tych nielicznych rzeczy, których nie chce wiedzieć.

Ooo, koniec tych rozmyślań, przybyli chłopcy i czas udać się na spotkanie z chętnymi nauki OPCM ale takiej prawdziwej obrony a nie tej taniej imitacji jaką serwuje nam nasza Nawet-Nie-Profesor-Gdyż-Byłoby-Dla-Innych-Nauczycieli-Obrazą-Tak-ją-Nazywać.

- Ten lokal nie wygląda zachęcająco. Jest tu brudno i wilgotno. W takich miejscach jak to lubi roić się od pająków.

- Nie pękaj Ron. Nie widzę tu żadnych żądnych naszej krwi pająków. Miona jesteś pewna, że uczniowie mogą tu przebywać?

- Nie jest nigdzie napisane że uczniowie nie mogą odwiedzać „Gospody pod Świńskim Łbem", a przecież co nie jest zabronione jest dozwolone, prawda?

- Co racja to racja...- Hermiono?

-Tak Harry?

-Ilu osobą powiedziałaś o naszym pomyśle?

-Tylko kilku.

-A widzisz gdzieś tu kilku uczniów? Bo ja widzę kilkadziesiąt.

-Jak widać wieści szybko się rozchodzą. Weź się w garść Harry i nie dramatyzuj! Walczyłeś z Voldemortem więc dasz radę pogadać z kilkoma...no niech ci będzie Harry...z kilkudziesięcioma znajomymi ze szkoły. I przestań się tak na mnie patrzeć, bo takim spojrzeniem to nawet bazyliszek nie może się poszczycić, a uwierz mi, wiem co mówię.