Niedługo święta. Ciekawe gdzie je spędzę. Oby nie w domu. Zaraz, stop, w jakim domu? Ja nie mam domu. Rodzice nie mogli znieść tego, że jestem inna i od tego czasu muszę radzić sobie sama. Tak to już w życiu bywa, nic nie jest idealne. Ale mimo wszystko nie chcę by inni się o tym dowiedzieli. Nie chce widzieć współczucia w ich oczach.
- Hermiono, wróć do nas - zaczęli wołać chłopcy intensywnie machając dłońmi przed twarzą dziewczyny.
- Och, przepraszam was. Zamyśliłam się. Mówiliście coś?
- Tak, nawet zadaliśmy ci pytanie na które ty nie raczyłaś odpowiedzieć.
- Jeszcze raz najmocniej was przepraszam. Jest mi naprawdę przykro z tego powodu, że nie usłyszałam tego co do mnie mówiliście.
- Nie musisz nas przepraszać. Naprawdę nic się nie stało. Porostu się o ciebie martwimy. Ostatnimi czasy jesteś jakaś nieobecna. Chodzisz ciągle zamyślona i jesz tyle co kot napłakał. Nawet teraz męczysz jedną kanapkę od prawie 15 minut.
- Nic mi nie jest Harry. Po prostu mam ostatnio dużo na głowie.
- To może będziemy mogli ci pomóc?
- Chcesz mi pomóc w nauce Ron? To do ciebie niepodobne – rudowłosy zmieszał się odpowiedzią koleżanki natomiast drugi chłopak zaczął się zastanawiać co takiego przed nimi ukrywa ich przyjaciółka – Skończmy ten temat, ze mną jest wszystko w porządku. To o co się pytaliście?
- Zastanawialiśmy się czy skoro dziś jest nasze ostatnie przed świętami spotkanie GD czy nie można by było zrobić podczas niego coś innego niż zwykle...
- Myśleliśmy, że może Harry mógłby nauczyć nas zaklęcia patronusa.
- To jest genialny pomysł chłopcy!
- A od kiedy ty się zgadzasz z naszymi pomysłami?
- Od kiedy są dobre. Poza tym - w tym momencie wypowiedz Hermiony została przerwana przez lądującą przed nią sowę.
- To chyba do ciebie Miona...
- Serio Harry? Co ty nie powiesz? Nie zauważyłam. Tylko kto może do mnie pisać?
- Może cichy wielbiciel? - zaproponował Ron a Hermiona spojrzała na niego niczym byk na czerwoną płachtę – otwórz to się dowiesz.
- To jest list od profesora Dumbledora. Chce mnie widzieć zaraz po śniadaniu. Boże, ale zaraz po śniadaniu są eliksiry! Muszę się pospieszyć bo inaczej będę miała szlaban u Snape'a za spóźnienie. Do zobaczenia na lekcji! - Dziewczyna wybiegła z Wielkiej Sali zostawiając za sobą zdziwione spojrzenia i niedojedzoną kanapkę.
- Witam profesorze. Chciał mnie pan widzieć.
- Witaj Hermiono. Usiądź sobie, ponieważ musimy poczekać na jeszcze jedną osobę, a wtedy dokładnie wyjaśnię po co cię tu sprowadziłem. Lecz na wstępie chcę byś wiedziała, że nic czego się dowiesz w tym gabinecie a i może na kolejnych spotkaniach nie może dojść do uszu osób postronnych do których są wliczeni również Harry i Ron. Czy wyraziłem się wystarczająco jasno?
- Oczywiście - odpowiedziała automatycznie Hermiona i zaczęła się zastanawiać co się stało z tym miłym i uśmiechniętym staruszkiem, bo obecnie zniknął po nim wszelki ślad.
Czego ten Albus znowu ode mnie chce? Zaraz mam zajęcia z piątorocznymi Ślizgonami i Gryfonami a dawno nie miałem okazji odebrać komuś punktów. Miałem zamiar odrobić te zaległości na Złotej Trójcy, a ten świrnięty staruszek musi mi skrócić jedyną moją rozrywkę w tej szkole. Co jest takiego pilnego, że nie może poczekać do wieczora gdy będę już po wszystkich lekcjach. Czyżby przedawkował cytrynowe dropsy i teraz potrzebuje jakiegoś leczniczego eliksiru? Niedoczekanie jego. Sam się truje tym świństwem więc niech się teraz sam leczy. No, w końcu jestem na miejscu.
Hermiona omal nie spadła z krzesła gdy usłyszała donośne pukanie do drzwi. Wydawało się, że osoba ta puka jak najgłośniej i w najbardziej irytującym rytmie by już na wstępie zniechęcić do siebie dyrektora.
- Przestań walić tyle w te drzwi, bo dziury w nich w końcu zrobisz. Wejdź Severusie, bo tylko na ciebie czekamy - Severusie? Co wspólnego z tym wszystkim ma profesor Snape? Mózg Hermiony pracował na najwyższych obrotach i tylko jednego dziewczyna była pewna. Profesor nie będzie mógł mieć jej za złe spóźnienia gdyż sam również nie będzie na eliksirach na czas.
- Czym sobie zasłużyłem na ten zaszczyt spotkania z tobą Albusie i z...panną Wiem-To-Wszystko? Co tu się dzieje? - zabrzmiał w gabinecie pełen ironii głos Naczelnego- Postrachu- Szkoły.
- Siadaj mój drogi Severusie, a wszystkiego się dowiesz.
- Dziękuję najmocniej za twoją propozycję ale wole postać – a jego ton brzmiał co najmniej tak jakby groził dyrektorowi długą i bolesną śmiercią.
- Jak sobie chcesz. To może zacznę od Hermiony. Czy chcesz zostać pełnoprawnym członkiem Zakonu Feniksa? W końcu już za rok staniesz się pełnoletnią czarownicą, a twoje umiejętności bardzo by się nam przydały.
- Albusie - wtrącił sykiem czarnowłosy mężczyzna - Panna Granger jest teraz na piątym roku. 17 lat kończy się na siódmym czyli to wychodzi za 2 lata a nie za rok. Czyżbyś się pomylił w tym jakże skomplikowanym rachunku?
- Nie pomyliłem się. Hermiona z tylko sobie znanych względów zaczęła naukę w Hogwarcie rok później niż wszyscy. Więc co ty na to Hermiono? Przyjmujesz moją propozycję? - spytał się Dumbledore mimo że jego głos jasno wskazywał na to, że nie życzy wręcz nie wyobraża sobie odmowy.
- Tak. Przyjmuje pańską propozycje. Co miałabym robić?
- Wspaniale. A co do twojego pytania właśnie miałem do tego dojść. Będziesz pomagać obecnemu tu profesorowi w przygotowywaniu mikstur na potrzeby Zakonu.
- Nie zgadzam się.
- Ależ drogi chłopcze. Nie obchodzi mnie co sądzisz na ten temat, ponieważ już podjąłem decyzje i nie życzę sobie żadnych sprzeciwów z twojej strony. Doskonale widzę, że sobie przestajesz radzić a nasze zapotrzebowanie ciągle rośnie. Zresztą taka współpraca pozwoli ci na częste kontakty z obecną panną Granger co pomoże ci z twoim zadaniem. Masz ją nauczyć oklumencji. I jest to sprawa priorytetowa, ważniejsza nawet od eliksirów.
- Nie podoba mi się twój plan cokolwiek knujesz. Chociażby jak chcesz ukryć to przed tą ropuchą z ministerstwa?
- Bardzo łatwo. Oboje wiemy, że Hermiona jest bardzo uzdolniona i nie chcemy marnować jej talentu więc ma z tobą dodatkowe zajęcia by mogła się rozwijać bez względu na to jaki poziom wiedzy panuje w klasie. Ty jako nauczyciel w końcu nie możesz pozwolić by horyzonty intelektualne twojej najzdolniejszej uczennicy były ograniczane przez jakąś bandę nieuków prawda?
- Mimo to dalej się nie zgadzam. Co ty kombinujesz?
- Ty musisz się zgodzić. Zapomniałeś co mi obiecałeś?
- Tak, i do dzisiaj tego żałuje. Ale skoro nie liczysz się z moim skromnym zdaniem, to chcę cię Granger widzieć dziś o 20 w mojej pracowni, o ile nie stchórzysz. A teraz jeśli nasz „kochany" dyrektor nie ma nic do dodania to idziesz ze mną na lekcje.
- Severusie, pamiętaj, że ja wcale nie żartowałem mówiąc, że nauka oklumencji jest sprawą priorytetową. Masz się tym zadaniem szczególnie zająć. Ciebie to też dotyczy Hermiono. Masz się maksymalnie skupić na tych lekcjach i pamiętaj, że nikt się nie może o tym dowiedzieć.
- Rozumiem profesorze.
- A ty rozumiesz synu?
- Po pierwsze: nie jestem twoim synem! Po drugie: za kogo ty mnie masz skoro myślisz, że nie zrozumiem tak prostej rzeczy? A ty dziewczyno co tak stoisz? Już na lekcje idziemy! W końcu trwa już od dobrych 10 minut i jeżeli połowa uczniów już nie będzie czekać to będzie wszystko zasługą miejscowego dropsocholika.
- Wszystko słyszałem.
- Bo miałeś słyszeć - po tych oczywiście przepełnionych jadem słowach jedynym dźwiękiem był huk zatrzaskiwanych drzwi i stukot kroków dwójki ludzi zmierzających w stronę lochów.
