Weszli do mrocznego pokoju pełnego różnego rodzaju sprzętów takich jak np. kociołki, chochle i innych urządzeń charakterystycznych dla pracowni w których warzy się eliksiry. Wszystko wyglądało jakby było ułożone w sposób chaotyczny a ich właścicielowi było wszystko jedno gdzie co leży. Ale to tylko pozory. Wszystko stanowiło względną całość ułożoną według jakiegoś skomplikowanego schematu znanemu tylko jego twórcy. Severus był dumny ze swojej prywatnej pracowni i cały czas obawiał się, że wpuszczenie do niej panny Granger może doprowadzić do upadku jego wielkiej chluby. Jeżeli tak się stanie ku jego rozpaczy Albus i panna Ludzka-Biblioteka za to zapłacą. Pierwsza osoba za to, że go do tego zmusiła a drugą za to, że okazała się większą idiotką niż jest w rzeczywistości i np. wysadziła swój kociołek a razem z nim całe pomieszczenie. Dosyć tych rozmyślań. Czas jej powiedzieć co ma robić, bo na razie stoi jak głupia nie wiedząc co ze sobą zrobić a zwłaszcza gdzie podziać swój wzrok.

- Pani zadaniem będzie uwarzenie eliksiru Paschena.

- Nigdy o nim nie słyszałam. Może mi pan coś o nim powiedzieć? Jakie ma właściwości?

- Czyżby panna Wielka Encyklopedia coś nie wiedziała? Jestem zdziwiony. Wiedz zatem, że ten eliksir nie ma żadnych właściwości.

- To po co go warzyć?

- Nie przerywaj mi. Eliksir ten służy do ustalenia poziomu umiejętności osoby tworzącej go. Składa się on z 10 etapów. Mistrz Eliksirów umie wszystkie dziesięć. Przeciętni uczniowie, do których zaliczasz się i ty, po ukończeniu szkoły umieją uwarzyć 5 lecz większość już przy trzecim nie wie co robić. Tu masz przepis, a w szafie za tobą potrzebne ingerencje? Czy wszystko wiesz czy też te twoje kudły utrudniły ci w usłyszeniu tego co mówię?

- Wszystko wiem panie profesorze.

- Więc na co czekasz? Bierz się do roboty!

- Dobra, dobra. Niech się pan już tak nie wydziera, zaschnie panu w gardle - mruknęła pod nosem dziewczyna.

- Wszystko słyszałem. Masz jeszcze jakiś problem czy zaczniesz robić w końcu to co powinnaś?

- Przecież robię!

- Nie tym tonem panno Granger. Jeszcze nie ogłuchłem co może się w najbliższym czasie stać o ile pani nie przestanie wrzeszczeć.

Snape nie mając już nic do roboty usiadł na pobliskim krześle i wyczekiwał aż Hermiona popełni jakiś błąd. Niestety nie dopatrzył się żadnego a jest ona już przy 4 etapie. Czas ją trochę zdekoncentrować, pomyślał a na jego twarzy pojawił się złośliwy uśmieszek.

- Legilimens – szepnął pod nosem i ukazała mu się ciekawa sytuacja, a mianowicie gwałtowne opuszczenie i zrezygnowanie z lekcji wróżbiarstwa. Co prawda on sam kiedyś postąpił podobnie ale ona nie musi o tym wiedzieć – Co ja tu widzę. Czyżby Panna Wzorowa- Uczennica wyszła z lekcji bez słowa przeprosin nie mówiąc już o pozwoleniu.

- I co? Zamierza pan mi dać szlaban? Nie sądzi pan, że ta sprawa jest już trochę przedawniona? Ciekawe co by powiedział dyrektor na to, że karze pan uczennice za to co zrobiły przed dwoma latami. Nie sądzę by skakał z radości.

- Myślisz, że Dumbledore cię ochroni? Jakaś ty jesteś naiwna.

- Myli się pan. Wcale nie jestem naiwna. Na tym spotkaniu zauważyłam, że nie może pan nie wykonać jego poleceń. Czyżby pan profesor złożył Przysięgę Wieczystą obiecując dozgonne posłuszeństwo?

- Nie twój interes – warknął.

- Czyli złożył pan.

- Grabi sobie pani, panno Granger.

- Czyżby? A co pan profesor mi niby zrobi? Nic nie może pan zdziałać w końcu nie można panu skrzywdzić uczennicy.

- Ale może się to np. zakończyć szlabanem.

- I tak pewnie będę spędzać z panem tyle czasu na pomaganiu Zakonowi, że szlaban w tą czy w tą nie zrobi mi różnicy. I tak muszę się z panem użerać i tak wiec mógłby by być trochę milszy leżeli mamy się nie pozabijać.

- Chcesz bym był milszy tak?

- Tak. I tak jak pan nie lubię się powtarzać.

- A wiesz, że ja nie lubię robić to co mówią mi jakieś smarkule?

- Nie jestem żadną smarkulą!

- Jak łatwo wyprowadzić cię z równowagi…

- Niech się pan cieszy póki jeszcze może.

- Niby dlaczego? Czyżbyś wymyśliła jakąś błyskotliwą ripostę?

- Nie. Udało mi się dojść do poziomu 8 przy ważeniu eliksiru mimo, że pan twierdził, że dam najwyżej wykonać ich 5. – z twarzy mężczyzny natychmiast zniknął uśmieszek zadowolenia.

- Jak ty to do cholery zrobiłaś! To nie możliwe!

- To niech pan spojrzy.

- Niech mnie szlak trafi. Okazuję się, że jesteś mniejszą kretynką niż sądziłem.

- Dziękuję za komplement.

- To nie był komplement. Ja nawet nie wiem co to słowo znaczy.

- Nie? To zaraz panu wytłumaczę.

- To była ironia panno Granger.

- Doskonale o tym wiem. Ale warto było udać, że się nie wie by zobaczyć pańską minę. Wyglądał pan niezwykle zabawnie.

- Minus 10 punktów.

- Nie wie pan już co odpowiedzieć, że zaczyna pan odejmować punkty?

- Nie. Po prostu chcę ci przypomnieć z kim masz do czynienia i czym grozi twoja niesubordynacja.

- Ja doskonale wiem z kim rozmawiam. Nazywa się pan Severus Snape i jest pan Mistrzem Eliksirów oraz nauczycielem w Hogwarcie.

- Od kiedy jesteś taka bezczelna?

- Wie pan. Biorę przykład z pana. W końcu jest pan nauczycielem i powinien pan świecić przykładem dla uczniów. A skoro pan taki przykład daje, to już nie mój problem.

- Może powinienem powiedzieć profesor McGonagall jak zachowuje się jej pupilka?

- Proszę bardzo. I tak nie uwierzy. W końcu jestem wzorową uczennicą i w takich sytuacjach akurat się ten tytuł przydaje.

- Nie poznaję pani, panno Granger. Co się z tobą dzieje?

- Ze mną nic. Ale z panem na pewno coś jest nie tak, bo martwi się pan o Gryfonkę.

- Ja się nie martwię. Próbuje tylko zaspokoić swoją ciekawość.

- A wie pan, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła?

- No i? Ja już dawno się w nim znalazłem.

- Naprawdę? Żeby tam trafić to trzeba być martwym. A pan mimo, że przypomina trupa jest pan jeszcze całkiem żywy.

- Dosyć panno Granger. Nie mam zamiaru się dłużej z panią użerać. Koniec zajęć na dziś. Widzę cię jutro o tej samej porze.

- Oczywiście. Dobranoc panie profesorze. – rzekła dziewczyna gdy wychodziła.

- Dla kogo dobra dla tego dobra - mruknął do siebie mężczyzna.

xxx

Boże! Co się ze mną dzieje! Czyżbym właśnie napyskowała nauczycielowi? I to Snape'owi? Chyba powinnam już zacząć sypać sobie grób. Ale szok, że tylko raz odjął mi punkty i nie dał żadnego szlabanu. Ech, głupi zawsze ma szczęście. W końcu inteligencją się nie wykazałam dyskutując w ten sposób z nauczycielem. Co ja sobie wyobrażałam! I dlaczego musiał trafić akurat na to wspomnienie! Nie zapomni mi tego i przy sprzyjającej okazji na pewno to wykorzysta. W końcu to profesor Snape. On niczego nie odpuszcza i wszystko co się o tobie dowie wykorzystuje na swoje potrzeby no i korzyść. Ale prawdę mówiąc miło było prowadzić kłótnie na poziomie. Z chłopakami nigdy nie można było tak polemizować…oni wszystko biorą dosłownie i do siebie. No i odpowiadają ci zawsze tak samo jakby mieli wszelkie docinki wyuczone na pamięć. Lubię ich ale co z tego, skoro często nie da się z nimi normalnie pogadać. Może to dlatego, że chłopacy dorastają wolniej niż dziewczyny czasami patrząc na ich pomyłki budzi się we mnie instynkt macierzyński i chęć wychowania ich na porządnych ludzi. Wreszcie w dormitorium. Koniec tych rozmyślań. Czas spać.