- Cześć Miona
- Cześć Harry
- I jak tam? Widzę, że przeżyłaś zajęcia z Nietoperzem.
- Sama się zastanawiam jakim cudem. O cześć Ron.
- Cześć Hermiona. Jak tam dodatkowe lekcje z tym dupkiem?
- Nie nazywaj go tak! On jest cudownym nauczycielem! A te jego ruchy przy ważeniu eliksirów są takie…pełne gracji i rozwagi, czego brakuje co poniektórym.
- Dobrze się czujesz Miona? Jeszcze przed chwilą zastanawiałaś się jakim cudem jeszcze żyjesz.
- To była ironia Harry. Próbuje naśladować to czarne poczucie humoru profesora, które jest subtelne i wręcz nasiąknięte błyskotliwością oraz inteligencją.
- Nie mogę tego słuchać! Ona zachowuje się tak jak wtedy gdy podkochiwała się w Lockhart'cie. Idę od was. – i tak w złości rudowłosy oddalił się od przyjaciół.
- W końcu sobie poszedł. Od tych miłych słów o profesorze zaczęło mnie mdlić już.
- Co to było Hermiona?
- Jak to co. Zemsta.
- Nie bardzo rozumiem.
- Nie? A wiesz, że sam mi ją podsunąłeś mówiąc, że wtedy przez jego zachowanie przemawiała nie złość a zazdrość.
- Czyli ty chcesz by on myślał że ty i Snape - jąkał się chłopak.
- Tak Harry. Dokładnie tak.
- Jesteś wredna wiesz?
- Wiem. Ale dzięki za komplement.
- Chociaż lepsza taka zemsta niż np. pająki.
I- o wiele bardziej ambitna. To nie jest łatwe wymyśleć jakieś pozytywne cechy profesora Snape.
- Pewnie dlatego, że ich nie posiadam panno Granger – rozległ się głos za dwójką przyjaciół – Co tak stoicie? Marsz do Wielkiej Sali na śniadanie, bo się spóźnicie na lekcje, a tak się składa, że mam to nieszczęście mieć z wami pierwsze lekcje, a jak wiecie, nie toleruje spóźnień – przestraszeni ruszyli biegiem do swojego stołu – I jeszcze jedno panno Granger. Widzę cię w moim gabinecie zaraz po tym jak skończysz lekcje a nie o 19.00. Czy wyraziłem się jasno?
- Oczywiście.
- Zaraz po lekcji oznacza, że nie będziesz miała nawet czasu zostawić książek w dormitorium, bo i tak już będziesz spóźniona.
- Oczywiście panie profesorze. Rozumiem.
- To dobrze. A teraz zmiataj mi stąd.
xxx
- Gdzie jest Weasley? Może ty Potter mi powiesz?
- Nie mam pojęcia panie profesorze.
- Czy ty w ogóle coś wiesz Potter. O, to jest dziwne. Czyżby panna Wiem-To-Wszystko Granger jednak nie wie wszystkiego. Gdzie się podziała ta ręka, na którą przy każdym zadanym pytaniu musiałem uważać, by nie stracić oka jak mi ją przed twarzą wymachiwałaś. Odpowiedz na zadane pytanie dziewczyno!
- Ja nie wiem profesorze.
- Usłyszeć te słowa z twoich ust to jest coś cudownego. Chociaż raz udało mi się ciebie spytać i nie usłyszeć regułki wykutej z podręcznika a słodkie nie wiem. Minus 10 punktów dla Gryffindoru. – powiedział, a jego głos przepełniony był jadem. W tym samym czasie drzwi do Sali otworzyły się z hukiem.
- Przepraszam za spóźnienie ale jakoś nie miałam ochoty oglądać pana wykrzywionej wciąż twarzy.
- Minus 20 punktów Weasley. A teraz siadaj na miejsce.
- Nie.
- Coś ty powiedział?
- Czyżby profesor zaczął głuchnąć na starość? Powiedziałem nie.
- Boże Harry co w niego wstąpiło – szepnęła.
- Zazdrość dziewczyno. Przez twoją zemstę Snape go zabije. – cicho odpowiedział chłopak.
- Minus 50 punktów Weasley. A skoro nie chcesz zająć miejsca to idziesz ze mną do profesor McGonagall. Natychmiast!
- Się robi psorze.
- A wy tu siedzieć grzecznie na swoich szanownych czterech literach. W ciszy! – dwaj mężczyźni wyszli, a klasa za nic miała polecenie nauczyciela.
- On go zabije. Profesor McGonagall to tylko wymówka. Wyszedł stąd by nie było światków.
- Nasza opiekunka się wścieknie gdy się dowie co odwalił Ron.
- No, nie chciałabym być w jego skórze.
- Totalnie. Ciekawe czy po tej akcji będzie ją jeszcze miał, bo Snape wyglądał jakby chciał go z niej żywcem obedrzeć – w tym momencie, po raz drugi na tej lekcji otworzyły się z hukiem.
- Powiedziałem, że ma być cisza! A teraz natychmiast do roboty. Na dzisiejszej lekcji chcę sprawdzić wasz poziom wiedzy. Ktoś wie jaki eliksir do tego służy, oprócz panny Granger, która miała przyjemność już go ważyć? – i nastała cisza obecna w całej klasie eliksirów. – Nie? Jestem rozczarowany poziomem waszej wiedzy. Jest to eliksir Paschena. A na jego temat proszę przynieść pracę na 2 rolki pergaminu. Tu macie instrukcje – wskazał na tablice - i robicie tyle ile umiecie zrobić. Poziom waszej wiedzy jest równoznaczny z poziomem jaki uzyskacie przy ważeniu. Oczekuje, że dojdziecie co najmniej do czwartego etapu. Panno Granger. Pani poziom wiedzy już znam, więc dla pani mam inne zadanie. Proszę uwarzyć dziesięć kociołków veritaserum.
- Oczywiście profesorze
- Wiesz co Harry. Ron będzie miał przechlapane nie tylko u Snape…
- Co ty jeszcze wymyśliłaś?
- Zobaczysz na obronie przed czarną magią.
xxx
- Kto to napisał? – wrzeszczała Umbridge machając jakąś wściekle różową kartką.
- Ale co napisał?
- To! Niech pan przeczyta na głos panie Finnigan, żeby reszta klasy wiedziała o czym mówię.
- Oczywiście pani profesor.
Te Twoje oczy
Co zatęchłe bajoro przypominają mi.
Te Twoje zęby
Co wystają ci z gęby
Ta Twoja twarz
Co patrząc na nią
Z ropuchą skojarzenia mam
I ta kokarda
Jak mucha
Wiecznie na Twojej głowie siedząca
I Twój głos
O decybelach co bliski jest psom
Za te słowa otuchy
Co sprawiają że ludzie
Z mostu rzucić się chcą
I za to
Że jesteś naszą panią profesor
Najgorszą jaką Hogwart miał
Dziękuje Ci bardzo
I wiedz że chcę zamienić Cię w śnieg
Co stopi się
I odejdzie w cień
- O kurwa
- Minus 10 punktów panie Malfoy za używanie niecenzuralnego słownictwa na mojej lekcji.
- Przepraszam pani profesor. To się już więcej nie powtórzy. Po prostu nie potrafiłem nie wyrazić swojego oburzenia.
- Rozumiem Draco. A teraz. Kto to napisał? Co klasa tak milczy? Przecież zadałam pytanie! Nie chcecie po dobroci? W takim razie wyciągać notatki. Porównamy pisma – wszyscy grzecznie zrobili co kazała Umbridge a ona zaczęła swoje dochodzenie – To ty!
- Nie! Przysięgam pani profesor.
- To pismo jest identyczne panie Weasley. Jak to wytłumaczysz?
- Nie wiem. Ale to nie ja!
- W takim razie kto?
- Sam chciałbym wiedzieć.
- Szlaban panie Weasley. Za obrazę nauczyciela i kłamstwo.
- Ale to nie ja! I ja już mam szlaban u Filcha do końca roku.
- W takim razie będzie on dwa razy cięższy. A teraz wynocha z klasy. Nie chcę cię dziś widzieć. – chłopak opuszcza klasę – A my kochane dzieci kontynuujemy naszą wspaniałą podróż po dziedzinie magii jaką jest obrona.
xxx
- Hermiono? Nie sądzisz, że przesadziłaś?
- Nie. Ten wierszyk był z nudów. Moja prawdziwa zemsta cały czas trwa.
- Myślę, że Ron już ma za swoje.
- Nie sądzę.
- Hermiono! Skończ z tym!
- I ty przeciwko mnie? W takim razie biegnij do Rona i powiedz mu co planuje!
- Nie wiem dlaczego, ale nie zrobię tego. Chociaż nie. Wiem dlaczego.
- To dlaczego?
- Jestem ciekaw jak to się skończy.
- Ciekawość to pierwszy stopień do piekła.
- Skąd wiesz, że już tam nie jestem?
- A wiesz, że profesor Snape odpowiedział mi na to podobnie? Boże! Na śmierć zapomniałam. Muszę do niego iść!
- To się lepiej pospiesz, bo przez Rona jest pewnie w morderczym nastroju. Powodzenia.
- Dzięki.
xxx
Z tym Weasley'em jest ostatnio coś nie tak. I o co chodzi tej Granger, że ciężko jest wymyśleć jakieś moje pozytywne cechy. Coś mi tu śmierdzi. I nie podoba mi się, że jestem w to zamieszany, zwłaszcza jeśli to pomysł panny Muszę- Iść- Do- Biblioteki- Bo- Za- Tydzień- Musze- Oddać- Esej, ponieważ co z przykrością i wielkim bólem muszę przyznać, jej pomysły zazwyczaj się udają – rozmyślania te przerywa pukanie do drzwi.
- Wejść
- Witam ponownie profesorze.
- Co tak późno? Nie mamy czasu na twoje głupie pomysły! Dziś jest spotkanie Zakonu na którym zostaniesz oficjalnie przyjęta, więc musisz się przygotować. Bo jak wiesz nikt nie może się dowiedzieć, że nowym członkiem tej parodii jakiejś większej organizacji jesteś ty. Tu masz kartkę z najważniejszymi informacjami o twojej nowej osobowości, a przed wyjściem wypijesz eliksir wielosokowy. Czy to jasne?
- Oczywiście panie profesorze
xxx
- Witajcie na kolejnym spotkaniu Zakonu Feniksa. Dziś jest ważny dzień, gdyż w nasze szeregi wstąpi nowa osoba. Mam nadzieje, że powitacie ją ciepło. Myślę, że niedługo powinna się zjawić.
- Albusie, a czy przy zaprzysiężeniu nie musi brać udział cały Zakon?
- Musi Remusie.
- Więc gdzie jest Severus?
- Razem z naszą kandydatką. Ma ją tu przyprowadzić.
- Czy to rozsądne by to zadanie powierzać akurat jemu? Wiem, że mu ufasz ale on potrafi zniechęcić każdego, a nam są potrzebni nowi ludzie.
- Molly, Severus wie co od niego oczekuje.
- A kto to w ogóle jest? Znamy ją? Bo z twoich słów wynika tylko, że to czarownica.
- Na pewno o niej słyszeliście, ale wątpie byście znali ją osobiście.
xxx
- Profesorze! Skąd ma pan jej włosy?
- Nie twój interes Granger.
- A właśnie, że mój! Skoro mam się w nią wcielić to wolę mieć pewność, że oddała je dobrowolnie, a nie, że profesor postanowił ją oskalpować.
- Evy jest moją dobrą znajomą. Dała mi kiedyś swoje włosy bym mógł opuścić w spokoju Egipt, oraz gdybym potrzebował ich w jakiejś szczególnej sytuacji. Postanowiliśmy z dyrektorem, że to dobre posunięcie byś zamieniła się akurat w nią. Albus twierdzi, że obecność takiej osobistości podniesie na duchu pozostałych członków – dodał z ironią.
xxx
- Dość tych pytań kochani. Dowiecie się kim ona jest gdy przyjdzie.
- Trochę długo to trwa. Jesteś pewien, że Severus jej nic nie zrobił?
- Oczywiście Tonks – nagle wśród zebranych pojawiła się srebrzysta łania.
- Zaraz będziemy. Był w Egipcie mały problem z obsługą celną ale już po wszystkim – rozległ się przenikliwy i jednocześnie jedwabisty głos. W tym samym momencie w kominku pojawiły się dwie osoby.
- Nareszcie jesteście Severusie. Cieszę się, że dotarliście cali i zdrowi. Jestem zaszczycony mogąc przedstawić wam Evelyn O'Connel – wszystkim jak na zawołanie opadły szczęki nadając im mało inteligentny wyraz twarzy.
- Po co te formalności. Jestem Evy. I to ja jestem zaszczycona mogąc do was dołączyć.
- Pani pokonała już dwie mumie prawda?
- To była jedna mumia. I nie udało by mi się to bez mojego męża Ricka, syna Alexa no i mojego brata Jonathana oraz Ardeth Bey'a. Ale o ich w żadnej książce się nie wspomina, bo po co. To tylko mugole – w jej głosie było słychać rozgoryczenie lecz nikt tego nie zauważył i pytania pojawiały się dalej.
- Kim była ta mumia?
- Był to kapłan Imhotem na którego rzucona była klątwa Hom-Dai i którego za pierwszym razem sama nieumyślnie wskrzesiłam.
- Ale naprawiła pani swój błąd i t się liczy! A potem pokonała go pani znowu!
- Jak już wspominałam nie ja, lecz my go pokonaliśmy.
- A kim jest ten Ardeth Bey?
- To przyjaciel i strażnik Hamunaptry czyli Miasta Umarłych. Potomek starożytnych Medjai.
- Może przestaniecie zadręczać naszego szanownego gościa i wrócimy do tematu naszego spotkania? – powiedział Albus a wszyscy zamilkli.
- Dziękuję – bezgłośnie powiedziała kobieta, tak by nikt nie zauważył.
- Więc czas rozpocząć zaprzysiężenie, a potem przybliżymy dokładnie pani naszą bieżącą sytuację.
- Proszę mi mówić po imieniu.
- Jak sobie życzysz Evelyn. Czy Severus nauczył Cię treści przysięgi?
- Oczywiście.
- Więc słuchamy.
- Całym sercem, duszą, ciałem
Pragnę złączyć się na stałe
Z wami drodzy zgromadzeni
Żeby zło z tego świata wyplenić
Proszę was już zaprzysiężeni
O przyjęcie mnie do waszych tajemnic
Pragnę z wami ramię w ramie stać
I jak tylko potrafię Zakon Feniksa wspierać
A nowemu przywódcy memu
Ślubuję posłuszeństwo i wierność
Nie zawiodę nigdy cię
Spełnię każde życzenie twe
Twoje słowo będzie dla mnie rozkazem
- Witam cię w Zakonie Evelyn O'Connel. Siadaj. Twoje miejsce będzie obok Severusa. A teraz czas na wasze raporty.
xxx
- Udało się profesorze! Uwierzyli że jestem Evelyn!
- Udało ci się ich nabrać, bo większość członków Zakonu to banda półgłówków nieumiejących rozróżnić jeden koniec miotły od drugiego.
- Rozumiem, że profesor też się do tej większości zalicza – mruknęła do siebie.
- Coś ty powiedziała?
- Ja? Nic profesorze. Siedzę cicho jak mysz pod miotłą o której pan wspominał.
- Pożałujesz kiedyś Granger!
- Tak? Ciekawe jak?
- Np. może mi się coś wymknąć o twoim efektownym wyjściu z lekcji wróżbiarstwa.
- I co pan odpowie gdy się ktoś zapyta skąd profesor to wie? Nie powie chyba pan, że czytał mi w myślach! To jest zabronione.
- Powiem, że sama mi to powiedziałaś
I- kto uwierzy w to że nagle zaczęłam zwierzać się panu, a podawanie uczniom veritaserum również jest zabronione.
- Wystarczy, że sobie pogadam z Sybillą. Ona powie to wszystko za mnie.
- Nie zrobi pan tego.
- Owszem, zrobię, jeżeli będziesz tak dalej się zachowywać. Czyżby cię strach obleciał?
- Ja się nie boję.
- To dlaczego się trzęsiesz?
- Bo jakby pan nie zauważył to w lochach jest strasznie zimno. Czy mogę już iść, bo jest już późno.
- Tak. Niech moje oczy odpoczną od twojego widoku. I masz tu być o 19.00.
- Dobrze. Dobranoc profesorze.
- Spadaj już stąd Granger.
xxx
Gdzie ta dziewczyna nauczyła się tak grać. Swoimi umiejętnościami dorównuje Severusowi. Myślę Fawkes, że to był dobry pomysł kazać im ze sobą współpracować. Mogą się od siebie wiele nauczyć – pogrążony w myślach dyrektor udał się do swoich komnat nie zwracając uwagi na Irytka zakłócającego ciszę nocną poprzez wykrzykiwanie wiersza „Ronalda" którego treść zna już każdy mieszkaniec Hogwartu ku nieszczęściu Umbridge.
