Święta minęły spokojnie. No może poza ciągłymi pytaniami chłopców gdzie znikam podczas wszystkich zebrań, bo tak się stało, że spędziliśmy przerwę świąteczną w Kwaterze Głównej.

Wszyscy zaprzysiężeni zaczynają się bać o Harrego, a niektórzy nawet jego samego. W końcu ten atak na pana Weasley'a widział oczami węża. Ludzi przeraża sama myśl, że ich Wybawca może być jakoś połączony z Voldemortem: ich największym koszmarem.

Profesor Snape mówił serio o tym, że będzie próbować spenetrować moje myśli w różnych sytuacjach. Często gdy przyszedł na zebrania nie zdążyłam go nawet zobaczyć a już czułam go w mojej głowie. Ale nie zobaczył już żadnych ciekawych wspomnień, oprócz mojej pamiętnej, ostatniej lekcji wróżbiarstwa. Ten obraz zaczęłam mu w końcu sama posuwać. Fajną ma wtedy minę. Ni to zdenerwowaną, ni to rozradowaną, trochę taką skretyniałą. Ale te jego oczy nie wyrażają nic. Zawsze są bezdenne i głębokie. Ciągle przenikające człowieka na wskroś. Ciągle powalająco czarne. Boże! Co się ze mną dzieje! Rozpływam się na samą myśl o oczach Snape'a. Ta zemsta daje mi się we znaki. Szukając pozytywnych cech profesora naprawdę zaczynam je dostrzegać. Ale za to znowu mam kilka tekstów gdy Ron ponownie zacznie obrażać mojego „ukochanego" Mistrza Eliksirów.

xxx

I znowu to samo. Za każdym razem gdy próbuje wedrzeć się do jej myśli ona podsuwa mi wspomnienie jak opuszcza lekcje wróżbiarstwa. Jakby nie miała ciekawszych wspomnień. W kółko musze oglądać to samo. To robi się nudne. Chociaż jak Chodząca Biblioteka może mieć jakieś ciekawe wspomnienia skoro jej życie ogranicza się do siedzenia swoim nosem w książkach. I w ogóle jak tej smarkuli udało się tak szybko nauczyć oklumencjii? Mam nadzieje, że z leglimencją nie pójdzie jej tak łatwo, bo chcę mieć chociaż trochę przyjemności z tego że muszę ją uczyć. A nie ma nic lepszego jak wypominanie pannie Wiem-To-Wszystko, że czegoś nie umie. To najlepiej skutkuje i szybko idzie wyprowadzenie jej z równowagi przez co mi odpyskowuje a ja mam okazje odjąć punkty Gryffindorowi. Czy życie nie jest piękne? Nie ma to jak upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Wkurzać Gryfonkę i odejmować jej punkty. Dla takich chwil warto być nauczycielem.