Teraz w szkole to dopiero jest koszmar. Dumbledora nie ma. Umbridge jest dyrektorką. Dziwne, że nadal mam „lekcje" ze Snape'm. No i szok, że ta ropucha jeszcze się nie zorientowała, że opuszczam szkołę. Tak. Jako jedyna chyba nadal widuje prawowitego dyrektora. Stwierdził, że nasze zajęcia są zbyt ważne i muszą dalej się odbywać, a moja moc musi się jeszcze bardziej zwiększyć. Nie dociera do niego, że już mam kłopot by wyważyć moc do rzucania danych zaklęć oraz z ukrywaniem jej. Czuję się jakbym była kukiełką, a on lalkarzem, który mną porusza. Czuję się jak pionek szachowy całkiem podległy graczowi. Nie podoba mi się to uczucie. Ale również nie mogę się sprzeciwić. Dał mi kolejną szansę nie wyrzucając mnie ze szkoły. Udziela mi lekcji. Może faktycznie chce mojego dobra? Ni, dla niego liczy się tylko pokonanie Voldemorta. Jak się go bliżej pozna to widać, że wesoły staruszek jakim jest na co dzień to tylko maska. Równie skuteczna co maska profesora Snape'a. Przy kolejnym spotkaniu i nauki zaklęć Dumbledore powiedział mi jakie będzie moje zadanie na wakacje. Będę paktować z wampirami. To dlatego muszę stać się tak potężna jak tylko się da. Chociaż wampiry z którymi mam rozmawiać są z tych raczej nie szkodliwych. Mam odwiedzić słynną ze swego „wegetarianizmu" rodzinę Cullenów oraz nie znaną mi braci Salvatore i ich przyjaciół. I mam zakaz mówienia komukolwiek o tym zadaniu zwłaszcza, nie wiem dlaczego, profesorowi Snape'owi. Dziwne prawda? Zastanawiam się czy dalej ciągnąć moją zemstę. Ron przez swoją zazdrość, którą wyżywa nie tylko na mnie ale i na profesorze, ma już roczny sprawdzian u Filcha. Ostatnio musiał iść do Zakazanego Lasu. Tak przerażonego nigdy go nie widziałam. Harry próbował się go wypytać co się stało, że przyszedł blady jak trup, ale on, że tak to ujmę, milczy jak grób. Chociaż ja wiem dlaczego. Użyłam umiejętności których się nauczyłam i dzięki leglimencji się dowiedziałam, że nie dość, że się zgubił, to pogoniło go stado akromantul i gdyby nie Hagrid, który wyciągnął go z ich gniazda, skończył by jako ich danie główne. Przerażające przeżycie zwłaszcza dla kogoś kto się panicznie boi pająków. Zaraz kolejne eliksiry. Już się ich nie mogę doczekać co jest naprawdę dziwne. Ciekawe czy profesor również cieszy się, że znowu mnie zobaczy, chociaż znając go, jest tym faktem załamany.

xxx

I kolejny raz będę musiał ważyć eliksiry z panna Granger. I z tego powodu będę musiał się znowu upić, gdyż przez te kilka wieczorów, które spędziła z Albusem, normalnie mi jej brakowało. Dziwnie było bez tego gniazda w pobliżu. Ciekawe czy jakby człowiek przyłożył do niego bliżej głowę usłyszał by świergot ptaków. Podobno ona już wie na czym będzie polegać jej zadanie. A ten cholerny dropsocholik mnie nie poinformował co to będzie i jej również zabronił powiedzieć. Niestety już jest dosyć dobra z oklumencji ale veritaserum to nawet ona się nie oprze. Zapytam się jej czy chce herbatę i niepostrzeżenie doprawię ją tym eliksirem. Dumbledore sam o to prosił. Nie chce mi powiedzieć to sam się dowiem. W końcu jestem szpiegiem a zbieranie informacji jest jednym z moich zadań. O. właśnie przyszła.

- Witam panno Granger.

- Dzień dobry profesorze.

- Uwarz pięć kociołków Wywaru z Czarnej Róży.

- A na co komu ten eliksir?

- Proszę na mnie nie wrzeszczeć. To jest na prośbę dyrektora.

- A co on chce z nim zrobić? Czy on do reszty oszalał?

- Już mówiłem, że nie ma pani na mnie wrzeszczeć!

- Przepraszam.

- No ja myślę. A jak byś jeszcze nie wiedziała, Zakon nie tylko w pokojowy sposób walczy z Czarnym Panem i jego zwolennikami.

- Zauważyłam. Ale nie sądziłam, że oznacza to zniżanie się do ich poziomu. W końcu czym ten wywar różni cię od cruciatusa?

- Formą panno Granger, formą. – odpowiedział zdziwiony, że mimo swojego młodego wieku jest świadoma w jaki sposób załatwiane są sprawy Zakonu. – a teraz bierz się do roboty.

- Oczywiście panie profesorze.

- I skończ z tym oczywiście.

- Jak sobie profesor życzy – odpowiedziała nie mogąc ukryć uśmiechu na twarzy. Natychmiast wzięła się do roboty. Kończyła robić trzeci kociołek gdy nagle słyszy.

- Chcesz herbaty Granger?

- Słucham?

- Pytam się czy chcesz się napić herbaty. To gniazdo utrudnia ci w dosłyszeniu tego co się do ciebie mówi?

- Nie. I z chęcią się napiję herbaty.

- Proszę. Oto i ona. Słyszałem, że już wiesz jakie masz zadanie na wakacje.

- Tak wiem.

- A jak smakuje ci herbatka?

- Dobra. Dziękuje.

- Nie ma za co. A teraz powiedz mi co to za zadanie.

- Mam paktować z wampirami.

- Co? – krzyknęli oboje.

- Dlaczego to powiedziałam?

- Co ten idiota wymyślił?

- Czy profesor podał mi veritaserum! Jak pan śmiał!

- A śmiałem! Jestem szpiegiem a zadaniem szpiega jest zdobywanie informacji.

- A co mnie to obchodzi, że jest pan szpiegiem! Jak pan śmiał mi to zrobić!

- Inaczej nigdy bym się nie dowiedział co knuje ten świrnięty staruszek!

- Co się pan wtrąca w czyjeś sprawy! Nie pański interes jakie mam zadanie!

- Ale muszę wiedzieć na wypadek gdybym był zmuszony ci towarzyszyć.

- Jak by musiał pan mi towarzyszyć to by się pan dowiedział! Zresztą pan nie chciał tego robić.

- Może zmieniłem zdanie?

- A niuchacze zaczęły latać.

- Dowiedziałem się już co chciałem ale skoro nadal jest pani veritaserum z chęcią usłyszę odpowiedzi na resztę nurtujących mnie pytań.

- Jest pan okropny.

- Jestem śmierciożercą. Proszę o tym nie zapominać.

- Jakże bym śmiała. A jeśli po prostu przestanę z panem dyskutować i nie będę milczeć zamiast odpowiadać.

- Nie możesz. Podałem ci ulepszoną wersję eliksiru, która wręcz zmusza do odpowiedzenia na pytanie.

- Wychodzę.

- Nie możesz. Masz do uwarzenia jeszcze dwa kociołki.

- Nienawidzę pana.

- A co mnie to obchodzi? Powiedz mi lepiej skąd znasz czarną magię.

- Mam nieograniczony dostęp do Działu Ksiąg Zakazanych.

- To wiem.

- Więc po co pan pyta?

- Dlaczego?

- Co dlaczego?

- Dlaczego zaczęłaś się jej uczyć?

- Ponieważ muszę wiedzieć.

- Wiedzieć?

- Tak. Wiedzieć. Tytuł Panny Wiem-To-Wszystko do czegoś zobowiązuje. Nie mogę nikogo rozczarować.

- Np. rodziców?

- Rodzice dla mnie nie istnieją.

- Słucham?

- Ogłuchł pan? Czy ten tłuszcz na włosach zakleił panu uszy?

- Uważaj na to co mówisz!

- Nie mogę. Jestem pod działaniem eliksiru prawdy. Zresztą sam się o to pan prosił podając mi go!

- Ale to nie znaczy, że możesz mnie bezkarnie obrażać! Dziesięć punktów od Gryffindoru. Dlaczego zaczęłaś szkołę rok później?

- Ponieważ rodzice przerazili się tego co potrafię i wywalili mnie z domu. Musiałam sobie znaleźć nowe miejsce do życia, a o sierocińcu w tych czasach nie myślałam mimo, że i tak tam trafiłam.

- Mieszkasz w sierocińcu?

- Już nie. Uciekłam.

- Twoi przyjaciele o tym wiedzą?

- Nie. Nie chcę by ktoś mi współczuł. Natomiast chcę by w końcu skończył pan to przesłuchanie!

- Nie ma mowy. Mam jeszcze jeden nurtujący mnie problem i może ty mi pomożesz go rozwiązać. Co ostatnimi czasy napadło Weasley'a, że nagle jest taki odważny i mi utrudnia prowadzenie zajęć.

- To nie odwaga. To zazdrość.

- Słucham?

- Serialnie jest pan głuchy.

- Ale jak to zazdrość? O co?

- O mnie.

- Oszalałaś! Natychmiast to wytłumacz!

- Nie mam innego wyboru, jeszcze sobie coś profesor wymyśli. Po prostu Harry stwierdził, że Ron jest o mnie strasznie zazdrosny zwłaszcza o to, że muszę spędzać z panem więcej czasu niż z nim i postanowiłam wykorzystać to do mojej zemsty.

- Na czym ta zemsta polega, bo dalej nie wiem.

- Przecież to logiczne. Udaje przy Ronie, że pan mi się podoba i nie pozwalam pana obrażać a on się wkurza jeszcze bardziej. I do tego ten szlaban u Filcha. Zemsta idealna.

- A za co ta zemsta?

- Obraził mnie. Nie chce pan wiedzieć jak.

- Pewnie sam się w tej obrazie pojawiam?

- Tak.

- To faktycznie nie chcę wiedzieć jak. Taki idiota jak on mógł wymyśleć niestworzone wręcz obrzydliwe rzeczy.

- No wie pan co!

- Co? Wie pani, że używanie mojej osoby do prywatnej zemsty jest wysoce nie kulturalne?

- A co pan wie o kulturalnym zachowaniu! To pan mi podał veritaserum a nie ja panu!

- Sama się o to prosiłaś!

- Ja się o to prosiłam? To pan jest tu bardziej skrytą osobą niż ja!

- Ale ja jestem nauczycielem. I nie mam zamiaru rozmawiać o sobie z taką smarkulą jak ty.

- Ja panu dam smarkulę!

- Co mi zrobisz?

- Niech mi pan lepiej da jakieś antidotum i pozwoli wrócić do siebie!

- Jeszcze z tobą nie skończyłem!

- Ale ja z panem owszem! Do widzenia – i wyszła z pracowni nie zapominając donośnie trzasnąć drzwiami.

Ona jest wkurzona. Dobrze, że do jutra eliksir skończy działać bo nie chcę słyszeć jak zaczyna tak gadać przy całej klasie. Jeszcze by przy okazji powiedziała, że podałem jej veritaserum. Oby jej przyjaciele spali albo przynajmniej jej nie maglowali. Po tym nadmiarze informacji nie przeżyje bez Ognistej. Tylko gdzie ona znowu jest?