- W końcu się spotykamy Persefono.

- Panie.

- Dziwie się, że taka szlama jak ty chce żebym był jej panem.

- Bo dla mnie liczy się potęga…

- Tylko dlaczego chcesz służyć mi? Dumbledore też jest potężnym czarodziejem.

- Tylko, że on jest tchórzem. Boi się sięgnąć po władze jaką mógłby mieć gdyby tylko prawidłowo wykorzystał swoje umiejętności. Jego tchórzostwo czyni go słabym, a ty Panie nie boisz się sięgnąć po to co ci się należy…

- Nie boisz się, że cię zabije jak każdą szlamę która stanęła na mojej drodze?

- Gdybym miała zginąć mój trup już leżałby u pańskich stóp.

- Co możesz mi dać w zamian? Za to, że znajdziesz się w moich szeregach?

- Informacje.

- Szpiega już mam…

- Ale jemu Potter nie ufa a mi owszem.

- Mów dalej.

- Znam jego słabości i mocne strony. Wiem w którym miejscu uderzyć by chodził tak jak mu zagram. Potrafię nim manipulować.

- Gdzie jest haczyk?

- Dumbledore już mi nie ufa i stara się trzymać Pottera z dala ode mnie co nie znaczy, że Harry zawsze słucha poleceń tego zdziwaczałego starca.

- Tylko wiesz, że informacje to za mało? I mogę je z ciebie wyciągnąć paroma Cruciatusami.

- Oprócz dostarczania informacji mogę robić co zechcesz Panie.

- Jesteś pewna, że chcesz oddać mi swoją dusze i ciało? Zwłaszcza ciało?

- Tak Panie.

- Nazywam się Lord Voldemort. Zapamiętaj dobrze to imię Hermiono bo nie długo będziesz je wykrzykiwała w rozkosznym uniesieniu.

xxx

- Misja wykonana.

- Zdobyłaś jego zaufanie?

- Nie wiem…

- Co to znaczy nie wiem? I śmiesz mi mówić, że wykonałaś swoje zadanie?

- Spotkałam się z nim i żyje! To chyba jest już jakiś sukces zwłaszcza, że chce mnie ponownie zobaczyć!

- Kto chce cię ponownie zobaczyć panno Granger?

- Nie wiesz, że się puka Severusie?

- A ty jeszcze nie wiesz, że ja się nie stosuje do powszechnie przyjętych zasad Albusie?

- Ja chyba już pójdę. Oto wspomnienie tego spotkania dyrektorze. Mam nadzieje, że się na coś nada. Do widzenia – dziewczyna kieruje się ku drzwiom ale nagle staje w miejscu – aha, o czymś bym zapomniała – w tym momencie zaczęła kierować się ku starszemu mężczyźnie by go spoliczkować – gdy dyrektor zobaczy te wspomnienia zrozumie za co – po czym wyszła z gabinetu.

- Co ty jej każesz robić?

- Nic co by wymagało twojego zainteresowania.

- Z tego co wiem Granger nie bije innych uczniów bez powodu a co dopiero mówić o biciu swoich profesorów. Coś ty zrobił z tą dziewczyną!

- Nie twój interes Severusie! I w ogóle co się ostatnio z tobą dzieje, synu! Czyżby teraz zaczął obchodzić los Panny Wiem-To-Wszystko jak zwykłeś ją nazywać.

- Ja o siebie nie dbam a co dopiero o innych.

- Twoje zachowanie zaprzecza twoim słowom.

- Może dlatego, że zawsze widzisz coś czego nie ma. Żegnam.

xxx

- Jakie przynosisz mi wieści mój Obserwatorze?

- Severusowi udało się wykraść i zobaczyć wspomnienia Hermiony.

- A ty też skorzystałeś z takiej okazji?

- Oczywiście Pani. Jestem w końcu twoim Obserwatorem i moim zadaniem jest zdobywać informacje.

- Co było w tych wspomnieniach?

- Już pokazuje.

- O matko! Biedna dziewczyna. Wcale się nie dziwie, że spoliczkowała dyrektora! Jak na to zareagował Snape?

- Natychmiast udał się do komnat dziewczyny.

- A ty oczywiście wszystko obserwowałeś?

- Jakże by mogło być inaczej Pani…

Dziewczyno! Ogarnij się! Przestań się tym zadręczać. Każdy ma swoje zadanie podczas wojny a ty trafiłaś akurat na takie. Powinnaś się cieszyć, że ci się udało a nie rozpaczać. Zresztą nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem czy tam eliksirem. Każda wojna wymaga poświęceń nawet takich jak to… - nagle rozmyślania przerwało jej głośne pukanie do drzwi. Osoba ta tak w nie waliła, że ze ścian sypał się tynk a same drzwi prawie wypadały z framug razem z zawiasami.

- Proszę wejść.

- W co ty się dziewczyno wpakowała? Jak mogłaś się coś takiego wpakować idiotko?

- Mnie również miło pana widzieć.

- Że co?

- Bardzo elokwentna odpowiedz profesorze Snape.

- Nie denerwuj mnie już bardziej dziewucho.

- Ale ja pana nie denerwuje. To profesor wszystko wyolbrzymia.

- Ja wyolbrzymiam? To ty się ładujesz do łóżka Czarnemu Panu w imię idei które są zwykłym mitem.

- Myśli profesor, że robię to specjalnie? Że sprawia mi to przyjemność? Jeśli tak, to jest pan cholernym idiotą!

- Nie tym tonem Granger!

- Bo co mi profesor zrobi co? – spodziewała się, że ją uderzy, potraktuje jakąś klątwą ale nie, że zaatakuje jej wargi swoimi ustami. Jego pocałunek był zachłanny i brutalny i o dziwo podobał się jej. Pragnęła więcej i więcej. Chciała by to trwało wieczność. Ich języki walczyły o dominacje i w tym samym czasie mężczyzna położył ją na łóżku. Nagle przestał ją całować na szczęście tylko po to by zająć się jej szyją. Jego usta rozpoczęły tylko sobie znaną wędrówkę tak samo jak jego ręce. Lecz ona chciała więcej. Pragnęła go. Jęknęła z rozkoszy. Niestety ten dźwięk oprzytomnił jej profesora i jednocześnie niedoszłego kochanka. Przestał ją całować, wstał z łóżka, rzucił ciche „przepraszam" i opuścił jej komnaty zostawiając ją z jeszcze większym mętlikiem w głowie niż miała przed tym spotkaniem.

- A nie mówiłam, że oni do siebie pasują mój Obserwatorze!

- Mówiła pani, ale jeszcze nie wiadomo czy to co do siebie czują to coś więcej niż zwykłe pożądanie.

- Czy ty zawsze musisz psuć mi humor?

- Niestety jest to wpisane w zajęcie Obserwatora.