- Długo się nad tym zastanawiałem. Muszę mieć cię jak wzywać Hermiono a jednocześnie taka szlama jak ty nie zasługuje na noszenie Mrocznego Znaku więc musiałem wymyśleć coś innego. Daj mi swoją prawą rękę. Gdy będę chciał cię zobaczyć znak ten zacznie cię piec. Zaraz ci zademonstruje jak. Zapamiętasz to uczucie?
- Oczywiście Panie
- A teraz zanim przejdziemy do przyjemniejszych rzeczy powiedz mi co tam słychać u tego cholernego Pottera
- On? Chowa się, boi się konfrontacji z tobą Panie.
- Gdzie się chowa?
- W Kwaterze Głównej Zakonu. Próbuje również znaleźć sposób na zgładzenie ciebie Panie
- Udało mu się już coś wymyśleć?
- Tylko to, że będzie musiał zrobić to własnoręcznie oraz to, że to nie będzie takie proste gdyż jesteś poniekąd nieśmiertelny czy coś takiego. Strasznie bełkotał.
- Co ty mu podałaś kobieto, że się wysłowić nawet nie potrafił. Czyżbyś wyczyniała z nim takie cuda jak ze mną co wredna szlamo! – a powiedziawszy to jego chłodna dłoń zacisnęła się na szyi dziewczyny
- Oczywiście, że nie Panie! – wydukała – piliśmy Ognistą a Harry ma głowę do alkoholu jak dziesięciolatek
- Pokaż czy mówisz prawdę!
- Oczywiście – pokazała mu jeden z nielicznych wieczorów spędzonych z Harrym podczas tych wakacji. Faktycznie przeholowali trochę z alkoholem, ale co tam. Raz się żyje. W tym momencie ręce Voldemorta puściły jej szyję.
- Masz szczęcie
- Panie. Jak ja bym śmiała zrobić coś takiego. W życiu bym nie pozwoliła dotknąć się temu przeklętemu Potterowi. Na samą myśl o tym robi mi się źle
- Pamiętaj Hermiono, że ja nie lubię się dzielić swoją własnością.
- Wiem Panie
- A teraz weź się do roboty. Widzę, że zaschło ci w ustach, zaraz to zmienimy. Ale nie wodą, znam lepsze nawilżacze jamy ustnej. Takie bardziej naturalne
xxx
- Dumbledore!
- Miło cię widzieć Severusie
- Jak mogłeś zrobić Hermionie?
- Czyli to ty włamałeś się do mojego zbioru wspomnień?
- Jakoś musiałem się dowiedzieć. I zrobię to znowu jeśli nie zaczniesz mi mówić co robi Hermiona.
- Ona mi też nie mówi co robi.
- Tylko daje wspomnienia?
- Jakiś ty domyślny.
- Lata praktyki w zawodzie szpiega. Po tych wszystkich latach jestem wyczulony na wszelkie kłamstwa, niuanse i półprawdy.
- Czyli wniosek dla mnie taki, że musze bardziej uważać na słowa.
- I tak to nic nie da. Wiem kiedy Czarny Pan próbuje coś ukryć a ty nie umiesz się tak maskować jak on.
- W sumie racja – nagle drzwi gabinetu gwałtownie się otworzyły.
- Dyrektorze. O, dzień dobry profesorze Snape.
- Witaj Hermiono skarbie.
- Nie tym tonem dyrektorze. Nie jestem dla profesora żadnym skarbem!
- Po co te nerwy dziecinko?
- Jeszcze profesor pyta! Wracam z tego durnego zadania! Niech się dyrektor cieszy, że niczym ode mnie nie oberwał! I proszę się nie odzywać bo nie ręczę za siebie! O to wspomnienie i żegnam – wyszła głośno trzaskając drzwiami. Severus jeszcze nigdy nie widział, żeby zwracała się do kogoś takim tonem. Nie mówiła tak do swoich niby przyjaciół a co dopiero do nauczycieli a już w ogóle dyrektora. Hermiona zawsze szanowała osoby od niej starsze nawet takich świrniętych staruszków jak Albus.
- Co jest w tych wspomnieniach?
- A co to ciebie obchodzi Snape?
- To, że musze z nią współpracować przy eliksirach jeszcze dziś a wole wiedzieć dlaczego ludzie z którymi przebywam w jednym pomieszczeniu zachowują się jak opętani.
- Sam tego chciałeś. Tylko nie chce słyszeć nic na temat tego co ujrzałeś. To jest rozkaz a tego nie możesz złamać.
- Pierdolona Przysięga Wieczysta, ale zawsze pozostają jakieś paskudne klątwy.
- Tych też ci zakazuje.
- Psujesz mi całą zabawę.
- Dość. Chcesz to zobaczyć czy nie?
- Chce.
- To przestań się powtarzać.
- Chce mieć pewność, że wszystko zrozumiesz.
- Bądź już cicho.
To co zobaczył było straszne. Jak on mógł zrobić to biednej pannie Granger. Przecież to mimo wszystko jeszcze dziecko. Może i była dojrzała ponad swój wiek ale Albus nie powinien tego wykorzystywać. Severusie! Opanuj się! Czyżby zaczęło ci zależeć na pannie Granger? A nawet jeśli to co? Ja też jestem tylko człowiekiem. Tylko co ona na to? Zresztą czy to ważne? Nie możemy być razem. Jest wojna. Jakby ktoś się o tym dowiedział zginęła by. A jeśli dowiedział by się Czarny Pan zginęła by w męczarniach. Może by też wtedy zabił? Nie mógłbym żyć z myślą o tym że świat stracił taką czarownice jak Hermiona. Nie potrafiłbym…co to za dźwięk? Czyżby to była Hermona? Tak to ona. Co mam zrobić? Jak ją pocieszyć? Jak sprawić by przestała płakać? Jak…
xxx
- Dobry wieczór profesorze.
- Witaj Hermiono.
- Dobrze się czujesz?
- A dlaczego profesor pyta?
- Płakałaś…
- Wcale nie, coś mi wpadło do oka.
- Ta jasne…widziałem twoje wspomnienia.
- Ech…
- Bardzo elokwentna odpowiedz.
- Słyszałam już to nie raz od profesora.
- Naprawdę?
- Tak. Używa pan tak często stwierdzenia elokwentna odpowiedz jak ja słowa oczywiście.
- Ciebie w tym nikt nie pobije panno Granger.
- Ale panu niewiele do tego brakuje.
- Wątpię. Mam większy zasób słów niż ty więc mi powtórki rzadziej się zdażają.
- Niech pan sobie to wmawia to może się wtedy pan lepiej poczuje.
- Pamiętaj z kim rozmawiasz.
- A co? Zdarza się panu zapominać w trakcie rozmowy kim jest, że ja mam pamiętać o pana tożsamości.
- Nie. Próbuje ci przypomnieć, że jestem twoim nauczycielem, więc zasługuje na szacunek.
- Jakbym pana nie szanowała to bym z panem nie rozmawiała.
- To może jednak mnie nie szanuj? Twój głos rani mój delikatny słuch.
- Myślę, że Dumbledore ma już na tyle poraniony pański słuch, że mój głos jest wręcz dla niego ukojeniem.
- Skąd taka pewność siebie?
- Jeśli ja w siebie nie będę wierzyć to kto?
- Ja Hermiono…ja…a teraz musze już iść. Masz dziś wolny wieczór. Odpocznij, weź relaksującą kąpiel, spotkaj się z Potterem który nie jest aż takim idiotą na jakiego wygląda. I pamiętaj, że ja w ciebie wierze zawsze i wszędzie – dziewczyna nie mogła się powstrzymać i złożyła na ustach mężczyzny delikatny pocałunek.
- Do zobaczenia profesorze – to powiedziawszy oddaliła się znikając w mroku jaki panował na korytarzu. Snape stał dalej osłupiały, mimo że Hermiona już dawno zniknęła mu z oczu. Wciąż czuł jej usta na swoich i żałował, że jej nie zatrzymał…
