kursywą zaznaczone są wspomnienia :)a czyje i kogo dotyczące to się dowiecie po przeczytaniu :)
- Witaj mój Obserwatorze.
- Witam Pani.
- Jakie masz dla mnie wieści?
- W sumie nie wiem.
- Jak to nie wiesz?
- No nie wiem jak je ocenić Pani. Lepiej będzie jak wszystko opowiem i pokarze, żeby Pani sama mogła zdecydować.
- Skoro tak sądzisz. To co się działo.
- Zacznijmy od tego, że Hermiona się spóźniła, co prawda niecałą minutę ale zna Pani jaki jest profesor Snape.
- Aż za dobrze. W ogóle jak to się stało, że ona się spóźniła?
- Zapomniała, że jego gabinet już nie jest w lochach.
- A wydawało by się, że nie zdarza się jej bujać w obłokach. Bo jak inaczej to wytłumaczyć.
- Może zacznijmy przeglądać moje wspomnienia odkąd zapukała do drzwi. Dobrze Pani?
- Pokazuj już a nie się pytasz.
- Oczywiście.
Korytarz. Nagle pod drzwiami zjawiła się dziewczyna. Wyglądała jakby przebiegła przez pół Hogwartu. Nie zwlekając ani chwili dłużej zapukała.
- Wejść.
- Dobry wieczór prof…
- 5 punktów od Gryffindoru. Jesteś już prawie minutę spóźniona.
- Co za cham. Mógłby sobie już odpuścić odejmowanie punktów.
- Chce Pani zobaczyć co się działo dalej czy rozwodzić się nad oczywistościami? Z Profesora Snape'a jest cham i nikt tego nie zmieni. Zwłaszcza Pani.
- Masz racje mój Obserwatorze. Pokazuj dalej.
- Przepraszam. Na czym będzie polegał mój szlaban profesorze Snape?
- Pomożesz mi w umeblowaniu i sprzątnięciu klasy, bo niestety zostało w niej trochę pamiątek po tej opierzonej ropusze a w wakacje nie miałem czasu się tym zająć.
- Oczywiście profesorze. Już biorę się do pracy.
- Czego chciał od ciebie Draco?
- Czy mi się wydaje mój Obserwatorze czy on jest zazdrosny? I w ogóle dlaczego ja nic nie wiem o spotkaniu z Malfoyem?
- Już Pani wie i zaraz się dowie więcej jeśli nie będzie przerywać. Mogę kontynuować?
- Tak, tak.
- A skąd pan wie, że się z nim widziałam?
- Nie jestem głupi panno Granger. Po coś była mu potrzebna ta cała maskarada na korytarzu. Pewnie jak nikt nie patrzył wsunął ci liścik do kieszeni.
- Ale jak? Skąd?
- Powiesz mi w końcu co chciał zamiast zadawać mi jakieś durne pytania?
- Prosił mnie o uwarzenie eliksiru wielosokowego.
- A na cholerę mu ten eliksir?
- Nie mam pojęcia.
- Panna Wiem-To-Wszystko czegoś nie wie? To się chyba nazywa cud.
- A kim ja jestem, żeby mi się Malfoy zwierzał? Mam mu pomagać czy robić za jego prywatnego psychologa?
- Nie tym tonem Granger.
- Oj, przepraszam. Zapomniałam, ze tylko profesor może się wydzierać na wszystkich.
- Dowiedz się co planuje Draco i bierz się do roboty – wycedził.
- Ależ oczywiście profesorze Snape. Pana życzenie jest dla mnie rozkazem.
- I to wszystko mój Obserwatorze?
- A kto Pani powiedział, że to wszystko?
- Tak pomyślałam, bo wzięli się do pracy w ogóle się do siebie nie odzywając.
- Musieli pewnie chwilę ochłonąć.
- Pewnie tak. Lepiej pokazuj co się działo dalej.
- Jak sobie życzysz Pani.
Hermiona i jej nauczyciel zajęli się porządkami starając się jednocześnie przebywać jak najdalej od siebie. W cale nie było to takie łatwe jak się wydaje zwarzywszy na to, że przebywali w jednym pomieszczeniu. Nikt z nich nie chciał być tym pierwszym, który zacznie rozmowę choć wyraźnie było widać, że im jej brakuje.
- Przepraszam profesorze.
- Że co ty tam bredzisz?
- Nie mam zamiaru się powtarzać. Nie tylko pan nie lubi tego robić. Ja też nie.
- Po co mnie przepraszałaś skoro znowu zaczynasz to samo?
- A jednak pan słyszał.
- Chciałem to po prostu usłyszeć jeszcze raz.
- Nie doczekanie pana.
- Hermiono – zwrócił się do dziewczyny, a jego oddech pieścił jej szyję – może spróbujemy wszystko raz jeszcze?
- Nie.
- Słucham?
- Nie mogę tego zrobić profesorze. Jest pan moim nauczycielem i to co było między nami nie powinno mieć miejsca.
- Ale przecież widzę, że tego chcesz – wyszeptał jednocześnie składając delikatne pocałunki na jej szyi.
- Chcieć a móc to dwie odrębne rzeczy.
- Nikt się o niczym nie dowie Hermiono.
- Nie mogę Severusie – lecz jej przyspieszony oddech jeszcze bardziej przyciągnął do niej mężczyznę.
- Przestań myśleć o tym co możesz czy musisz. Zacznij się cieszyć życiem.
- Jesteśmy w stanie wojny. Zresztą jak Czarny Pan się o tym dowie to zabije nas oboje.
- Może ja chcę umrzeć?
- A ja nie chcę by cokolwiek się tobie stało. Świat bez ciebie byłby uboższy.
- Hermiono?
- Tak?
- Wiesz, że nie lubię się powtarzać ale dla ciebie zrobię ten jeden raz wyjątek. Choć raz zapomnij o tym, że jesteśmy w stanie wojny i żyj tak jak ty chcesz, a nie jak ci każe ten świrnięty staruszek – powiedział, a jego usta niebezpiecznie zbliżyły się do jej warg, lecz dziewczyna nie miała siły już walczyć. Widać było, że się poddała. Czy zadziałała na nią atmosfera czy głos mężczyzny nie wiadomo. Jedno jest pewne. Wystarczyło, że nagle ktoś zapukał do drzwi a cały urok prysł – Wejść – warknął mężczyzna gwałtownie odsuwając się od dziewczyny, która natychmiast wzięła się z powrotem do pracy.
- Kto śmiał im przerwać! Zabiję tę osobę! Jak tak można!
- Niech Pani się tak nie denerwuje.
- Ale jak się mam nie denerwować! W ogóle kto to był?
- Dyrektor i jego dawny kolega Romuald.
- O cholera…
- Co się stało Pani?
- Później ci wytłumaczę, ale musisz pilnować, by nasza para miała jak najmniej kontaktu z tym mężczyzną.
- Dlaczego Pani?
- Nie mam czasu na wyjaśnienia. Lepiej pokarz co było dalej.
- Witaj Severusie!
- Albus.
- Ooo! I nawet panna Granger tu jest. Co za cudowny zbieg okoliczności.
- Pospiesz się, bo mam jeszcze sporo pracy w doprowadzeniu tej klasy do stanu używalności.
- Chciałbym byś osobiście poznał Romualda, bo będziecie musieli współpracować.
- Niby po co?
- Chcę by w Hogwarcie funkcjonował Klub Pojedynków i byście razem go prowadzili.
- Nie mam czasu na to.
- Ależ Severusie. Ja się nie pytam czy masz czas ale wydaje polecenia.
- Żegnam. Mamy dużo pracy.
- Do zobaczenia na śniadaniu Severusie.
- Do widzenia. Miło było poznać – powiedział znajomy dyrektora.
- To tylko tobie było miło – odpowiedział zatrzaskując nieproszonym gościom drzwi pod nosem – to na czym skończyliśmy Hermiono?
- Na segregowaniu śmieci profesorze.
- Dobrze wiesz, że nie chodzi mi o porządki.
- Wiem, ale to na nich powinniśmy się skupić inaczej nie będzie miał profesor gdzie lekcji prowadzić.
- I to wszystko?
- Niestety tak moja Pani.
- Myślałam, że masz też jakieś dobre wiadomości.
- A dobrą wiadomością nie jest, że wyraźnie widać starania Severusa by wszystko naprawić?
- Masz rację. Ciekawe co by było jakby im nie przerwali.
- Tego się nigdy nie dowiemy moja Pani. Mogę powiedzieć jeszcze, że udało im się nie pozabijać a profesor musiał być wyjątkowo miły skoro dziewczyna pożegnała go delikatnym pocałunkiem.
- Może jednak nie wszystko stracone mój Obserwatorze?
- Coś czuję, że nic nie jest stracone.
