- To już za godzinę profesorze…
- Mówiłem ci już nie raz, że jak jesteśmy sami masz do mnie mówić Severus.
- A ty nawet w takiej sytuacji musisz się kłócić.
- Widzę, że już nie jesteś na mnie taka zła jak ostatnio.
- Powiedzmy, że przemyślałam sobie ostatnio wszystko przez tą tygodniową współpracę.
- A myślałaś może przypadkiem nad słowem my?
- Tak.
- A można wiedzieć co wymyśliłaś na ten temat?
- Wymyśliłam, że nie powinno być żadnego my. Wystarczy że jest ty i ja. I tak powinno zostać. Mimo wszystko nadal jest jesteś moim - nauczycielem. Zresztą, sam przyznaj, pozabijalibyśmy się prędzej czy później.
- Rozumiem, choć nie będę udawał, że czuję się rozczarowany.
- Nie musisz ukrywać. Wiesz co ci powiem?
- Nie mam pojęcia.
- Cieszę się, że to akurat ty przygotowywałeś mnie do ceremonii zaprzysiężenia a nie nikt inny. Zwłaszcza, że to nie było przyjemne doświadczenie.
- Cieszę się bardzo. Merlinie, co się ze mną dzieje do cholery. Nie mogę uwierzyć, że jestem dla ciebie miły Granger.
- Muszę przyznać, że to miła odmiana nie słyszeć twoich wrzasków.
- Dla kogo miła dla tego miła.
- Nie denerwuj się tak, bo ci jakaś żyła pęknie i co wtedy?
- I wtedy uczniowie rozniosą te szkołę ze szczęścia.
- To się nazywa optymizm.
- A czego się po mnie spodziewałaś co Granger?
- Tego, że skoro ja mam ci mówić po imieniu to ty też zaczniesz mówić mi Hermiona a nie Granger.
- Granger lepiej brzmi.
- Jak dla kogo.
- Dla mnie. Zresztą trzeba cię trochę podenerwować.
- Jesteś wredny wiesz?
- A czego spodziewałaś się po znienawidzonym przez wszystkich dupku z lochów?
- Że może odnajdzie gdzieś w sobie głęboko coś z człowieka i zlituje się nade mną?
- A co to znaczy zlituje się? Nie znam takiego określenia.
- Mam gdzieś w dormitorium słownik. Jak chcesz mogę w każdej chwili go przywołać by fachowo wytłumaczyć ci co znaczy zlitować się.
- To była ironia.
- Wiem, ale lubię patrzeć jak się złościsz gdy udaję, że jej nie dostrzegłam.
- Grrangerr!
- Tak. To ja. Chcesz coś ode mnie, że mnie wołasz chociaż stoję tuż obok?
- Merlinie. Daj mi jakiś knebel czy coś, bo inaczej niż siłą to się jej nie da uciszyć.
- Nie narzekaj tyle tylko rusz swój szanowny tyłek. Oo! Nawet mi się zrymować udało. Teraz już poważnie. Musimy się zbierać.
- Jeszcze mi zapłacisz za tą rymowankę.
- A co? Nie podobała się?
- Pozwól, że przemilczę to pytanie.
- Jak sobie chcesz.
- Choć już lepiej, bo Czarny Pan nie lubi czekać.
- Wiem. Wiesz gdzie mamy się teleportować?
- Oczywiście. Złap się mojej szaty, bo znając ciebie to zabłądzisz.
- Dziękuję ci za tą wiarę w moje umiejętności.
- Proszę bardzo.
xxx
- Jakieś wieści mój Obserwatorze?
- Właśnie się teleportowali na ceremonie.
- To dlaczego nie ma cię z nimi?
- To, że moja obecność w zamku nie wydaje się podejrzana to na ceremonii raczej by nie była mile widziana Pani.
- Racja. Nie pomyślałam o tym. Wiesz co mnie cały czas dziwi?
- Co moja Pani?
- To, że Black jak się czaił by zabił szczura nie zorientował się, że jesteś animagiem.
- Widocznie jestem genialnym aktorem.
- Co za skromność. Normalnie nie wierze, mój drogi Obserwatorze.
- Martwię się o Hermione. Ciekawe jak przeżyje ceremonię przydziału, bo przypominając sobie przygotowania to nie wygląda kolorowo.
- Voldemort jest okrutny. Tak dręczyć ludzi zanim do niego przystąpią.
- Tak. Te próby były nieludzkie. Jestem w szoku, że po tym wszystkim ma jeszcze siłę się uśmiechać.
- Zwłaszcza, że jednym z elementów przygotowania było torturowanie niewinnych. Niestety nie mogła tego ominąć, bo Voldemort by się zorientował.
- Nie możemy zapomnieć Pani, że siebie samą też musiała okaleczyć. Ta paskudna blizna w miejscu przyszłego Mrocznego Znaku, a ideą tego samookaleczenie jest uczynienie własnego ciała czy ściślej mówiąc skóry godnej Mrocznego Znaku. To jest chore.
- A czego się spodziewałeś po Riddlu mój Obserwatorze. Przecież to psychopata.
- Prawie taki sam jak Dumbledore.
- A no właśnie. Dobrze, że mi przypomniałeś. Co słychać u naszego kochanego, starego piernika?
- Knuje jak zawsze. Zaczyna się domyślać, że Hermiona i Severus go okłamali.
- Chodzi o tą misję Hermiony co powiedzieli mu, że miała zabić paru mugoli?
- Niestety tak.
- Trudno. Musisz mieć go na oku Obserwatorze.
- Nie musisz mi przypominać Pani. Do widzenia.
- Do zobaczenia mój Obserwatorze. Do zobaczenia.
xxx
- Ja Hermiona Granger oficjalnie zrzekam się swojego imienia i pochodzenia stając się dla wszystkich tu zgromadzonych Persefoną. Mój Panie. Ślubuję ci dozgonną wierność i posłuszeństwo. Przysięgam, że nie nigdy nie zwątpię w twoją potęgę i nie zdradzę cię. Prawdziwym zaszczytem jest dla mnie stać tutaj przed tobą składając śluby wierności. Mimo, że jestem nie godna tego zaszczytu z prawdziwą radością przyjmuję Mroczny Znak jako dowód mojego bezgranicznego podporządkowania się tobie Panie i twojej woli. Od dzisiaj moje nędzne życie zależy tylko od ciebie i jeśli zawiodę cię o Panie nie wahaj się je zakończyć.
xxx
- Witaj Severusie.
- Dzień dobry Lucjuszu.
- Może ty mi wytłumaczysz jak szlama a do tego pupilka tego świrniętego staruszka stała się jedną z nas?
- Widocznie wcale nie jest taka głupia by wierzyć w bajki Dumbledora i wie kto jest prawdziwym zbawcą czarodziejskiego świata.
- Ale to szlama!
- Widocznie zasłużyła sobie na przychylność Czarnego Pana. Nie nam osądzać jego decyzje Lucjuszu.
- Severus ma racje Lucjuszu. Widocznie miałem powód by Persefona dołączyła do grona Śmierciożerców.
- Mój Panie – powiedział Malfoy jednocześnie padając w geście pokory na kolana.
- Wstań Lucjuszu. Wiem, że nie ty jeden masz wątpliwości i rozumiem je. Teraz muszę cię zostawić, bo przecież muszę jeszcze ogłosić zaręczyny. Mam nadzieje, że Draco jest obecny.
- Oczywiście, że jest mój Panie.
- To dobrze - rzekł i oddalił się zostawiając Severusa i Lucjusza ponownie samych.
- O jakich zaręczynach była mowa?
- Czarny Pan chce by Hermiona albo już teraz Persefona poślubiła mojego syna.
- Myślisz, że się na to zgodzą?
- Myślisz, że mają jakiś wybór Severusie?
xxx
- Gdzie oni są do cholery? Ceremonia powinna się dawno skończyć. Chyba, że Voldemort planuje coś jeszcze. Co o tym myślisz Fawkes? Szkoda, że nie możesz mi odpowiedzieć. Niech oni w końcu wrócą. Chcę poznać dokładny raport zwłaszcza, że jestem prawie pewien, że w jednym z ostatnich coś przemilczeli. Ba! Nie tyle co przemilczeli a bezczelnie okłamali!
- Albus choć spać, a nie znowu gadasz sam do siebie!
- Już biegnę kochana Minerwo. Tylko się nie denerwuj skarbie.
- Jak mam się nie denerwować skoro ciągle mnie okłamujesz i wykorzystujesz Severusa i Hermionę! Myślisz, że jestem głucha i ślepa i nic nie wiem o twoich chorych planach?
- Ależ Minerwo kwiatuszku.
- Wiesz co Albusie? Nawet nie chce mi się słuchać twoich tłumaczeń. Od dziś aż do odwołania śpisz na kanapie!
- Ależ najdroższa.
- Bez dyskusji! Dobranoc.
- Dla kogo dobra noc dla tego dobra.
- Słyszałam! Przestań zrzędzić i idź spać!
- Oczywiście kochanie – odpowiedział po czym zwrócił się do feniksa i szepnął tak by przypadkiem żona go nie usłyszała – ciesz się, że jesteś kawalerem Fawkes, bo jak widzisz to z babami same kłopoty są.
xxx
- Drodzy Śmierciożercy. Doskonale wiem, targają wami sprzeczne emocje po zaprzysiężeniu do naszego grona Persefony. Przecież to szlama szepczecie między sobą. Ja doskonale o tym wiem i rozumiem wasze rozterki. Dlatego też by wzmocnić więzy Persefony z osobami czystej krwi postanowiłem zaręczyć ją z jednym z was. To umocni jej położenie w hierarchii i sprawi, że będzie miała choć jakiś kontakt z czystokrwistymi. Persefono! Zapraszam do mnie. Czas byś poznała swojego narzeczonego z którym weźmiesz ślub zaraz po zakończeniu szkoły. Stań po mojej lewej stronie Persefono. Tak dokładnie tutaj. Po mojej prawej stronie stanie twój przyszły narzeczony, którym jest nie kto inny jak Draco Malfoy. Zapraszamy cię do nas. Stań po mojej prawej stronie chłopcze. Tak, dokładnie w tym miejscu. Jak widzicie zebrani mamy dzisiaj podwójną uroczystość. Czyż to nie cudowne? Oklaski dla naszych narzeczonych! Możecie odejść i porozmawiać – i tak też zrobili. Znaleźli się na balkonie, z dala od zgiełki dobiegającego z sali.
- Wiedziałeś o tym Draco?
- Niestety nie. A ty wiedziałaś?
- Jakbym wiedziała to bym ci powiedziała.
- No w sumie racja. W końcu zakopaliśmy różdżkę niezgody i postanowiliśmy się dogadać, prawda?
- Prawda. Choć i tak mam nadzieje, że do tego ślubu nie dojdzie.
- Nie ty jedna. Przecież to by była jakaś masakra jakbyśmy byli małżeństwem.
- No co ty nie powiesz Draco? Niestety nie możemy się sprzeciwić. Wola Pana jest święta.
- Naprawdę wierzysz w te wszystkie brednie?
- Co masz na myśli Draco?
- To co Czarny Pan ładuje nam wszystkim do głów.
- Wiesz. Nie mam wyboru jeśli chcę przeżyć. Tyle, że wiesz. To nie ja mam zabić Dumbledora tylko ty.
- Nie przypominaj mi o tym. W życiu tego nie zrobię! Jestem Śmierciożercą, bo mój ojciec tak chciał. Ja nie potrafię zabijać czy nawet torturować.
- Dlaczego mi to mówisz?
- Bo na mnie jest już za późno ale ty jeszcze możesz się wyplątać z tych diabelskich sideł.
- Nigdy nie jest za późno na zmiany, wiesz?
- Dla mnie już jest.
- Do póki się nie poddajesz nigdy nie będzie za późno. Zapamiętaj moje słowa. Widziałeś gdzieś profesora Snape'a?
- A po co ci on teraz?
- Czas się już zwijać, a miał mnie zabrać ze sobą. Co prawda żałuję, że muszę nie mogę zostać do końca tej wspaniałej uroczystości ale wiesz jak jest. W czasie wojny nie ma czasu na przyjemności.
- Gdybym cię nie znał pomyślałbym, że sobie ze mnie drwisz w tym momencie?
- Ja bym miała z ciebie drwić? Nigdy w życiu! W ogóle o co ty mnie posądzasz Draco?
- Bardzo śmieszne wiesz?
- Wiem – odpowiedziała wytykając język chłopakowi.
- Tu jesteś Granger! Wszędzie cię szukam!
- Witam profesorze. Właśnie miałam iść pana szukać. Cześć Draco.
- Pa Hermiona. Do widzenia profesorze.
- Żegnam Draco. Idziemy Granger.
xxx
- No w końcu jesteście! Myślałem, że już dzisiaj nie przyjdziecie!
- Dzień dobry dyrektorze.
- Jak miło cię widzieć całą i zdrową Hermiono. Jak tam twoja ręka?
- A jaka ona ma być Albusie? Przez ciebie dziewczyna została napiętnowana a na dodatek Czarny Pan zdążył jej męża znaleźć! Uważasz, że jest to w porządku wobec niej? W ogóle co ty sobie do cholery myślisz godząc się na to wszystko! Ona ma dopiero 17 lat a wie więcej o wojnie niż niejeden dorosły! Ładnie tak ludziom dzieciństwo marnować? Ty w ogóle masz jakieś uczucia?
- Uspokój się Severusie! Nie obchodzi mnie co sądzisz na ten temat! Jest wojna a ona wymaga ofiar. Każdy się dla niej poświęca. Niektórzy bardziej a niektórzy mniej i akurat ty nie masz na to żadnego wpływu!
- Ja tu cały czas jestem.
- Wiem Hermiono. Nie jestem aż tak stary bym o tobie zapomniał.
- Wolałam się upewnić dyrektorze.
- No to słucham raportu. Może ty zaczniesz Severusie?
- A co mam mówić? Hermiona jest teraz Śmierciożerczynią i w gronie sługusów Czarnego Pana nazywa się Persefoną.
- Masz coś jeszcze do dodania Hermiono?
- Nie dyrektorze.
- A może mi powiedz o jakim mężu wspominał Severus i w ogóle skąd Voldemort wziął ten pomysł?
- Stwierdził, że jak wyjdę za kogoś czystej krwi to Śmierciożercy mnie zaakceptują.
- Oo. A kiedy ślub? Zaprosisz mnie na niego?
- Mógłbyś się chociaż raz zachowywać poważnie Albusie!
- Uspokój się Severusie. Już pożartować nie można?
- Profesor Snape ma racje. To nie jest zabawne. Mam nadzieje, że do tego czasu wygramy tą wojnę, bo nie mam najmniejszego zamiaru wychodzić za mąż!
- Małżeństwo to wcale nie jest taka zła sprawa Hermiono. Spójrz na mnie i na Minerwę.
- Albusie. Widzimy przecież, że znowu śpisz na kanapie i ty mówisz, że to nie jest taka zła sprawa?
- Ona po prostu dba o mój kręgosłup. Wie, że muszę spać na czymś twardym a nasze miękkie i puszyste łóżko mi nie służy.
- Wmawiaj to sobie. Masz jeszcze jakieś pytania? Jeśli nie to odprowadzę pannę Granger do dormitorium, a potem sam położę się spać.
- Jeszcze tylko jedno do Hermiony. Kim jest twój narzeczony?
- Draco Malfoy. Skoro już wszystko pan wie to dobranoc dyrektorze.
- Żegnam Albusie.
- Kolorowych snów moi drodzy. Poszli sobie. Kanapo szykuj się, bo przez następne noce będziesz musiała mnie znosić.
xxx
- Zanim cię odprowadzę do dormitorium chciałbym jeszcze porozmawiać z tobą w moim gabinecie Hermiono.
- Jak chcesz Severusie.
- W końcu zapamiętałaś, że masz mi mówić po imieniu jak jesteśmy sami.
- Kiedyś trzeba było.
- Choć za mną zanim ktoś nas zobaczy.
- Przecież idę.
- Widocznie nie dość szybko.
- Musisz być zawsze taki opryskliwy? Ała. Dlaczego nie ostrzegłeś, że się zatrzymujesz?
- Trzeba patrzeć gdzie się chodzi, a nie wpadać na wszystko.
- Tylko, że to twoja wina, że na ciebie wpadłam!
- Nie drzyj się kobieto! Pół zamku obudzisz.
- Dobrze, dobrze. Już będę cicho.
- To dobrze. Jesteśmy na miejscu. Choć może do moich komnat. W salonie przynajmniej są wygodne fotele a nie jakieś twarde krzesła jak w gabinecie.
- Dobry pomysł. Zwłaszcza, że dawno nie byłam w twoich komnatach. Ciekawa jestem czy coś się zmieniło. Możesz zapalić światło?
- Po co? Znam rozmieszczenie wszystkich mebli i pomieszczeń na pamięć.
- Ty może znasz ale ja nie.
- Złap się mnie. Będę cię prowadzić.
- Niech ci będzie. Gdzie jesteś?
- Za tobą Hermiono – powiedział jednocześnie obejmując ją w pasie.
- Zawsze musisz mnie tak zaskakiwać?
- Coś muszę robić. Skoro akurat cię nie wkurzam to chociaż pozaskakiwać mogę – wyszeptał a jego ciepły oddech otoczył szyję dziewczyny tak, że aż przeszły ją ciarki z rozkoszy. Już zdążyła zapomnieć jak działała na nią bliskość jego ciała – jest ci zimno Hermiono, bo cała drżysz.
- To nie z zimna – szepnęła. Mówienie normalnym tonem wydawało się jej nie na miejscu. Bała się wręcz poruszyć by nie zniszczyć tej magicznej chwili.
- Dobrze się czujesz Hermiono?
- Wyśmienicie. Nie musisz się o mnie martwić. Lepiej powiedz o czym chciałeś ze mną porozmawiać.
- To może zaczekać – odpowiedział po czym złączył ich usta w jedno. Trwali w tym pocałunku dobrą chwilę lecz pierwsza ocknęła się Hermiona.
- Severusie. To nie powinno mieć miejsca.
- Wiem Hermiono i dlatego najmocniej cię przepraszam. Zachowałem się jak niedojrzały bachor zwłaszcza, że dałaś mi już do zrozumienia dzisiaj, że nie chcesz żadnego nas.
- Ja się po prostu boję tego wszystkiego. Nie rozumiesz, że Voldemort by nas zabił jakby się dowiedział, że jest coś między nami? Staram się ciebie chronić. Nie chcę by spotkała cię krzywda – wyrzuciła z siebie te wszystkie słowa niczym z karabinu maszynowego a jej oczy wypełniły łzy – nie chcę cię stracić Severusie.
- Cii. Nie stracisz. Widzisz? Jestem tu przy tobie. Nie płacz już, bo raczej marny ze mnie pocieszyciel więc nawet nie wiem jak ci pomóc.
- Przytul mnie.
- Z przyjemnością – nie trwało długo zanim ich usta znowu złączyły się w pocałunku. Tym razem nie mieli żadnych wątpliwości. Severus wziął ją na ręce nie przerywając pocałunku i przeniósł ją do sypialni. Delikatnie położył ją na łóżku by następnie zasypać jej szyję pocałunkami. Nigdzie się im nie spieszyło. Powoli, z czcią rozkoszowali się swoją bliskością. Pozbywali się zbędnych ubrań by być jeszcze bliżej. Nie chcieli czuć między sobą żadnej bariery. W tym momencie mógłby się walić świat lecz nie dla nich. Liczyło się tylko my, bo ja i ty dawno przestało istnieć. Nie mogli się sobą nacieszyć. Pieścili nawzajem swoje nagie ciała by w końcu złączyć się w jedno. Już nie było dwóch różnych osób. Została tylko jedność i harmonia. Doszli w tym samym momencie krzycząc w ekstazie swoje imiona. Nikt nie wiedział co doszło między tą dwójką za zamkniętymi drzwiami, no może prócz Obserwatora, który pędził do swojej Pani by przekazać jej radosną nowinę.
