Przepraszam, że tak długo trwało, ale wplątało się kilka "rzeczywistych" spraw, które pochłonęły cały mój czas. Dopiero teraz nabieram oddechu i powoli wracam do fanfiction. Dziękuję wszystkim, którzy czytali i czekali na kontynuację. Rozdziały do końca pierwszego tomu będą pojawiać się codziennie. Drugi tom dopiero biorę na tapetę, więc nie wiem, kiedy się pojawi, ale obiecuję poświęcić mu swoją pełną uwagę.

Miłego czytania!

Dziękuję Kumie za zerknięcie do tekstu i poprawienie. Wszystkie pozostałe błędy są moje i tylko moje.


Rozdział 5

Po dwudziestu minutach dźwigania Pottera półnagi tors Draco pokrywały ślady zadrapań, a on sam ciężko dyszał, wyczerpany zmuszaniem Harry'ego do dalszej wędrówki. Kiedy Malfoy spostrzegł chatę, nie mógł uwierzyć własnym oczom. Jego zmysły krzyczały, że to złudzenie. Jednak gdy dostrzegł zawaloną część dachu i ściany pokryte winoroślą, uświadomił sobie, że przed sobą ma opuszczony dom, a nie jakieś urojenie.

Draco wspomagając Pottera, doprowadził ich do chaty i, popychając ramieniem drzwi, otworzył je. Uniósł różdżkę, oświetlając wnętrze — z kąta dobiegło drapanie uciekających szczurów. Zmarszczył brwi. Wyglądało na to, że właściciel zniknął, zostawiając wszystkie swoje rzeczy w domku. W jednym rogu pomieszczenia stało łóżko z butwiejącymi kocami, a w drugim mała nocna szafka Na stole leżały stare naczynia. Ścianę zdobiły garnki i patelnie wiszące na zardzewiałych hakach. Draco puścił Pottera, który opadł na kolana. Zapalił lampę, stojącą na prymitywnym stoliku. Rama łóżka była zniszczona, dlatego Draco naprawił ją i oczyścił. Przemienił też stare koce na wypełniony pierzem materac. Wciągnął Pottera na łóżko i przykrył go jego własnym płaszczem.

— Taka piękna — mamrotał trupioblady Harry. Draco usiadł na skraju materaca i chwycił Pottera za ramiona.

— Potter! Leż spokojnie, do cholery! Przestań słuchać muzyki! Pamiętasz mnie? To ja rozbiłem ci nos w pociągu do Hogwartu! Zrobię to jeszcze raz, jeśli nie zostaniesz ze mną!

Niewiarygodne, ale w zielonych oczach Pottera pojawił się błysk zrozumienia. Harry złapał Draco za nagie ramiona, uciskając ranę od strzały. Malfoy skrzywił się.

— Malfoy… Boże, nie mogę się skoncentrować! Zatrzymaj muzykę.

— Jak?

— Śpiewaj.

— Mam co zrobić?

— Śpiewaj, do cholery! Zagłuszysz ją! Wzywa mnie, a ja nie mogę z tym walczyć!

Malfoy był w kropce. Próbował przypomnieć sobie, czy kiedykolwiek w całym swoim życiu śpiewał na głos. Powieki Pottera trzepotały, a jego uścisk osłabł. Draco potrząsnął nim, próbując przywrócić go do świadomości.

— Dobrze! Zaśpiewam coś!

Malfoy zaczął śpiewać szkocką balladę, którą nuciła mu matka, gdy był jeszcze dzieckiem. Na początku niepewnie, ale z każdą chwilą, gdy wracały do niego słowa, jego głos potężniał. Potter obserwował go spod wpółprzymkniętych powiek. Na jego ustach nie pojawił się nawet cień uśmiechu. To nie była żadna gra, misterny plan, w którym Malfoy miał wyjść na głupka.

— Myślę, że to działa — szepnął Harry.

Draco śpiewał, w myślach szukając jakiegoś rozwiązania. Nie mógł całą drogę przez las uspokajać w ten sposób Pottera. Po pierwsze — znał zaledwie kilka piosenek, a po drugie — śpiewanie Potterowi było piekielnie żenujące.

Nagle przed Draco pojawiło się migoczące światło. Przymknął na chwilę powieki, a gdy je otworzył, zobaczył przed sobą niezwykle piękną, eteryczną istotę. Jej włosy, będące mieszanką złota i srebra, zaczesano w taki sposób, by odsłaniały spiczaste uszy, a oczy w kształcie migdałów wyglądały niczym niezgłębione, szafirowe głębiny.

— Kto śmiał przeciwstawić się mocy Faerie? — zapytała dźwięcznym głosem.

— Ja — odpowiedział spokojnie Draco, przerywając pieśń w pół słowa. Rubinowe wargi wykrzywił uśmiech.

— Czyż nie jesteś piękny? — wymruczała. — I silny, skoro zdołałeś wyrwać go z mej mocy? Pocałuj mnie, piękny nieznajomy.

Draco zrobił krok w jej stronę, ale zapanował nad sobą, otrząsając się spod uroku.

— Raczej nie — odpowiedział. Faerie uśmiechnęła się, ale w jej niebieskich oczach coś błysnęło. Draco kontynuował: — Nie możesz go mieć.

— Bo jest dla ciebie ważny? — zaciekawiła się. Draco rozważył odpowiedź. Potter sam w sobie nie był ważny, ale nie mógł go też stracić — był w końcu jego klientem.

— Tak.

— Będziesz mu śpiewał do końca świata?

— Jest inny sposób. — W jego głosie pobrzmiewało pytanie. Niech to Merlin kopnie, jeszcze chwila i zacznie błagać ją o odpowiedź.

— Tylko jeden, mój piękny. I, oczywiście, nie zdradzę ci jaki. Ale może dam ci wskazówkę…

— Czy muszę za nią zapłacić?

Roześmiała się tak pięknie, że słuchanie tej dźwięcznej doskonałości było prawie bolesne.

— Nigdy z własnej woli nie oddasz mi tego, czego od ciebie pragnę, piękny śmiertelniku. Oto wskazówka: co jest najsilniejszą magią Faerie?

— To wskazówka? — upewnił się Draco. Uśmiechnęła się.

— Odmówiłeś mi czegoś, co być może ofiarujesz swojemu towarzyszowi. Więcej nie zdradzę. Powodzenia! Gdy zawiedziesz, zaopiekuję się twoim pięknym przyjacielem. — Z tymi słowami zamigotała, zmieniając się w jasną iskierkę światła unoszącą się w powietrzu. Chwilę później zniknęła.

Draco spojrzał na Harry'ego, rozważając jej słowa. Co jest najsilniejszą magią Faerie? Skąd niby miał to wiedzieć? Musiał podejść do problemu z innej perspektywy. Co było najsilniejszą magią w świecie czarodziejów? Czary z udziałem czego…? Krwi? Ofiary? Pomyślał o magii Pottera, którą wzmocniła śmierć jego matki. Co było źródłem tej ofiary? Draco pstryknął palcami. Miłość oczywiście. Najsilniejsza magia na świecie, o której wiedział.

Odsunął od siebie tę myśl. Na pewno nie kochał Pottera! Jedynym, czego chciał, było ocalenie jego duszy, zanim pochłonie ją Faerie. Nie miał ochoty wyjaśniać później wszystkim, co przytrafiło się Wybrańcowi, gdy ten znajdował się pod jego opieką… Nie miał też czasu szukać kogoś, kto kochał Pottera. Przeczesał palcami włosy. Musiało być jakieś inne rozwiązanie.

Odmówiłeś mi czegoś, co być może ofiarujesz swojemu towarzyszowi.

Draco z rosnącym przerażeniem przyglądał się Potterowi. Harry otworzył oczy, ale jego twarz wykrzywiało napięcie, dowód tego, jak bardzo próbował trzymać się rzeczywistości. Mierzył Malfoya pytającym spojrzeniem.

Odmówiłeś mi czegoś… Symbol miłości. Najsilniejsza magia Faerie. Pocałunek.

— Potter, ocalić cię może tylko mój pocałunek — powiedział bez owijania w bawełnę.

— Jaja sobie robisz — wyksztusił z siebie Harry słabym głosem.

— Niestety nie, kolego. Lubią tu całować, jakbyś jeszcze nie zauważył.

Nastąpiła długa chwila ciszy. Trwała i trwała, i trwała…

— Na co czekasz, Malfoy? —zapytał w końcu Harry.

— Myślę.

Potter jęknął.

— No chodź, Malfoy. Obiecuję, że do końca życia o tym nie wspomnę. Godryku, przysięgam ci to.

Draco westchnął. Nie istniało żadne inne wyjście z sytuacji. Znów usiadł na łóżku. Potter zamknął oczy, dzięki czemu Draco o wiele łatwiej było zdjąć jego okulary i odłożyć je na bok.

Próbował się przygotować do tego, co miało się wydarzyć. Cholera. Pochylił się, kładąc ręce po obu stronach głowy Pottera. Skóra Harry'ego była ciepła, jakby rozpalona w gorączce, a ciemne włosy wydawały się miękkie niczym puch. Przez chwilę zaskoczenie powstrzymywało Draco od jakiegokolwiek ruchu.

Bez szpecących okularów Harry był zaskakująco przystojny. Prosty, smukły nos. Grube, ciemne rzęsy sięgające pięknie wyrzeźbionych policzków. Niech to, Potter wygląda równie dobrze jak ja, uświadomił sobie ze zdumieniem Draco. Nagle całowanie Wybawcy nie wydawało się tak przerażające jak chwilę wcześniej. Draco pochylił się i delikatnie musnął wargi Harry'ego.

Lepiej uważaj na tiarę, Potter, pomyślał złośliwie, po czym pochylił się do prawdziwego pocałunku. Zdążył się już nauczyć, że półśrodki nigdy nie dają efektów.


Edytowano: 2012-07-31