Za betę dziękuję Kumie.


Rozdział 6

Muzyka ucichła. Harry czuł się tak, jakby tkwił w dwóch miejscach równocześnie. Rozmawiał z Malfoyem na wpół świadomie, kurczowo trzymając się melodyjnego brzmienia jego głosu… Dziwne, że nigdy wcześniej nie zauważył tej dźwięczności.

Silniejsza część jego podświadomości podążała skrzącym się barwami tunelem. Na końcu korytarza lśnił olśniewający blask, źródło tego pięknego dźwięku, który przyzywał Harry'ego niczym syrena. Zbliż się… podejdź bliżej… chodź do mnie… — nawoływało, obiecując spokój, radość i błogosławione zapomnienie. Kolejny krok w kierunku światła.

Harry czuł się tak, jakby istniał w dwóch osobach: jedna rozmawiała z Malfoyem, a druga naciskała, by podążył w stronę muzyki, żeby dotrzeć do najbardziej upragnionej rzeczy na świecie. Chodź do mnie…Powoli, nieubłaganie tracił kontakt z prawdziwą rzeczywistością, pogrążając się w ułudzie, gdy nagle poczuł nieoczekiwaną pieszczotę. Dłonie Malfoya zagłębiły się w ciemnych włosach, a wargi musnęły jego usta. Muzyka zatrzymała się, a Harry utkwił w przejściu między światami.

Usta Malfoya poruszyły się, naciskając prawie do bólu. Do boju ruszył jego język, zmieniając ich pocałunek w prawdziwy — wymagający, zniewalający, gorący. Niesamowity. Potter gwałtownie wrócił do swojego ciała. Świat przestał być nierealną złudą, zostawiając go w obliczu twardej rzeczywistości ust Draco, kruszącej i drażniącej obudzone zmysły Harry'ego. Czyste pożądanie przetoczyło się przez całe jego ciało. Gdyby mógł oddychać, wstrzymałby oddech.

Wyciągnął rękę, żeby odepchnąć Draco. Jedną dłoń oparł o nagą pierś mężczyzny, drugą wsunął w miękkie włosy. Reakcja Harry'ego wpłynęła na ich pocałunek. Łagodność zastąpiła szorstkość i żądającą odpowiedzi zadziorność; języki igrały w pieszczotliwym, erotycznym tańcu.

Ku przerażeniu Harry'ego, jego ciało reagowało. Zacisnął dłoń na włosach Draco, ale nie odepchnął go. Malfoy pieścił jego podniebienie, wysyłając dreszcze pulsującej przyjemności do każdego miejsca w ciele.

Draco delikatnie zagryzł wargi Harry'ego, zanim wreszcie zakończył gmatwający w myślach pocałunek. Ręce Pottera opadły na płaszcz, gdy Malfoy cofnął się i spojrzał na niego. Z głęboką ulgą Harry dostrzegł, że Draco wygląda na równie wstrząśniętego tym, co się stało.

— Udało się? — zapytał Draco ochrypłym głosem.

— Po czymś takim? Takim pocałunkiem mógłbyś przywrócić duszę po ataku dementora — jęknął Harry, zasłaniając dłonią oczy, żeby nie widzieć zadowolonego uśmieszku na twarzy Draco. Ciało Pottera nadal płonęło pożądaniem. Przesunął się trochę, łudząc się, że Malfoy niczego nie zauważy. Godryku, nigdy go tak nie całowano. Nigdy. Nawet przez Ginny, która kochała go tak bardzo, że oddała za niego swoje życie.

W co, do diabła, grał Malfoy? Wystarczyłoby zwyczajne muśnięcie ust, był tego pewien. Nadal zasłaniał oczy ręką.

— Odpocznij trochę, Potter. — Usłyszał polecenie Malfoya. — Zostaniemy do rana.

Głos Draco wypełniało zmęczenie i nagle Harry odczuł wyczerpanie podróżą. Malfoy musiał być równie znużony jak on. Draco szarpnął płaszcz, przykrywając leżącego Pottera pod samą brodę. Harry'emu przez chwilę wydawało się, że czuje dłoń odgarniającą ciemne włosy do tyłu, ale dotyk był tak delikatny, że musiała to być jego wyobraźnia.

Harry zapadł w głęboki — na szczęście całkiem zwyczajny — sen.

oOo

Draco obserwował zwalniający i wyrównujący się oddech Harry'ego. Odpiął srebrne zatrzaski, podtrzymujące jego ubranie i zabrał się za przygotowanie posłania dla siebie. Łóżko, w którym spał Potter, było wystarczająco duże, żeby zmieściły się w nim dwie osoby, ale Draco nie zamierzał dzielić posłania z Harrym. Pocałunek trochę nim wstrząsnął. Coś, co zaczęło się tak niewinnie, wyrwało się spod kontroli.

Nagle zza jego pleców dobiegł cichy szept. Odwrócił się, stając twarzą w twarz z unoszącą się w powietrzu wróżką.

— Dobrze zagrane, piękny — powiedziała z zuchwałym uśmiechem. — Równie bystry, co piękny. Skąd wiedziałeś, że braterskie cmoknięcie nie wystarczy, aby go uratować?

— Nie wiedziałem — przyznał Draco.

Obrzuciła go spojrzeniem, zastanawiając się nad czymś, ale po chwili stwierdziła krótko:

— Każdy dar ma cenę. Zastanawiam się, czy starczy ci siły, żeby zapłacić. — Draco potarł skronie. Był zbyt zmęczony na prowadzenie ezoterycznych rozmów z eterycznymi istotami. — Niech cię los pobłogosławi, piękny. Jeśli kiedykolwiek znudzisz się światem ludzi, zapraszam do Faerie.

I znikła. Draco wyczarował na podłodze drugi materac i rzucił się na niego zmęczony. Stado centaurów mogło się włamać do domku, ale nie zdołałoby ich obudzić.