Dziękuję za komentarze i śledzenie tego tekstu. A jeszcze większe podziękowania wędrują do Kumy, która musiała się ze mną przemęczyć ;)
Rozdział 7
Kiedy Draco się obudził, na dworze już świtało. Nadal był zmęczony, ale kilka godzin snu wystarczyło, żeby nabrał sił pozwalających podjąć dalszą wędrówkę. Wstał i zebrał ukryte na tyłach chaty drewno i rozpalił ogień w zrujnowanym kominku. Nie mógł iść na polowanie, nie miał też żadnych świeżych produktów, z których mógłby coś przygotować, ale z prawdziwą przyjemnością wypił dwa kubki mocnej, gorącej herbaty. Zjadł też kilka suszonych owoców i ser. Skrzywił się, gdy kłucie w ramieniu przypomniało mu, że zapomniał wczoraj zająć się raną.
Nienawidził marnowania wody, ale musiał odkazić zranienie. Nasączył szmatkę wodą i zaczął przemywać ranę.
Potter jęknął, wiercąc się na łóżku. Podniósł się i przez dłuższą chwilę siedział tylko, mrugając oczami. Dopiero po założeniu okularów obraz stał się wyraźniejszy.
— Dzień dobry, kochanie — przywitał się Draco tonem towarzyskiej konwersacji. Potter spłonął rumieńcem. Bez wątpienia pamięta, co się wczoraj stało, pomyślał Draco. A przynajmniej ten incydent z całowaniem. Zmarszczył brwi. Czy Potter naprawdę oddał pocałunek, czy też jego własne wspomnienia zmieniały się pod wpływem czasu?
Harry zsunął nogi z łóżka na podłogę i przeczesał palcami włosy. Draco przełknął, przypominając sobie ich jedwabisty dotyk. Na Merlina, co się z nim działo?
— Herbata jest jeszcze gorąca — powiedział, jakimś cudem utrzymując normalny ton głosu.
Potter wstał z posłania i ukląkł obok Draco, który nalał mu jej do kubka. Popijał, obiema dłońmi obejmując naczynie. Jego policzki nadal były trochę zaróżowione. Malfoy uśmiechnął się złośliwie i wrócił do pielęgnowania rany.
— Kiedyś mogłem wyleczyć coś takiego — skomentował Potter, wbijając w niego spojrzenie zielonych oczu. Draco przytaknął. — Może spróbuję?
Ich spojrzenia się skrzyżowały. Malfoy wiedział, że większość mocy Pottera znikła, a uzdrawianie było trudną dziedziną magii.
— Rób, co chcesz — powiedział cicho.
Potter wyciągnął różdżkę. Zamknął oczy, wziął głęboki oddech i machnął nad rozciętym ramieniem Draco, po którym sączyła się wyciekająca z przemytej rany krew. Przez długi czas nic się nie działo. Właściwie Malfoy na nic nie liczył. Ale wtem poczuł mrowienie, jakby ktoś przyłożył do jego skóry ciepły kompres. Ze zdumieniem obserwował zasklepiającą się ranę.
Harry opadł z sił, opuszczając niżej różdżkę. Zszokowany Malfoy gapił się na niego. Potter uśmiechnął się.
— Zdarzają się dni, kiedy to działa. Najwyraźniej to jeden z nich — skwitował.
Draco przyglądał się ranie, która miała poszarpane i niechlujnie zrośnięte brzegi, ale wyglądała na wyleczoną. Imponujące. Uniósł brew, spoglądając na Pottera. Zielone, rozświetlone szczęściem oczy śmiało napotkały spojrzenie Malfoya, który najchętniej pocałowałby go ponownie. Draco poderwał się z miejsca, poruszony tym nagłym pomysłem.
— Zjedz coś, a potem wyruszamy. Chcę jak najszybciej wydostać się z tego przeklętego lasu wróżek.
Draco szybko założył koszulę. Podczas gdy Harry się posilał, on sam zajął się pakowaniem rzeczy. Niedługo potem przemierzali las, niosąc miotły w rękach.
oOo
Harry podążał za Malfoyem, starając się nie dostrzegać wdzięku, z jakim poruszał się Ślizgon. Draco z wrodzoną gracją omijał między drzewami, omijając wystające z ziemi korzenie i rosnące wokół krzaki jeżyn. W porówaniu z nim, Potter czuł się powolny i dość niezdarny.
Draco zwolnił i obejrzał się, sprawdzając, jak Harry daje sobie radę. Coś się między nimi zmieniło. Potterowi trudno było uwierzyć, że jeden głupi pocałunek może spowodować tak głęboką zmianę zachowania. Zdecydowanie tkwiło w tym coś więcej. Malfoy uratował mu życie — ocalił jego duszę. To nie było coś, co można zlekceważyć, choć Draco w odwrotnej sytuacji pewnie tylko wzruszyłby ramionami.
Gdyby tylko udało mu się nie wracać wspomnieniami do pocałunku… Kilkanaście razy prawie miał na końcu języka pytanie, dlaczego według Draco taki pocałunek był konieczny, ale nie chciał słyszeć zbywającej odpowiedzi. Właściwie, co chciałby usłyszeć? Że Malfoy pocałował go, bo tego chciał? Bo nie mógł mu się oprzeć?
Harry przeklinał sam siebie i spróbował skupić się na właściwym celu podróży. Musiał po prostu wydostać się z tego idiotycznego lasu, znaleźć horkruksa i zostawić Malfoya w spokoju.
Draco nieustannie parł do przodu i dopiero gdy minęło już południe, nagle się zatrzymał. Potter wpadł na niego, popychając tak mocno, aż obaj wylądowali na ziemi w nieoczekiwanej plątaninie kończyn. Harry znalazł się na górze, a ich twarze dzieliły cale. Oddechy zmieszały się na chwilę. Potter przyglądał się oczom Draco, zdziwiony ich barwą w tym świetle — były niczym chmury burzowe muśnięte słońcem.
Wargi Malfoya wykrzywił uśmieszek.
— Nie mówię, że nie podoba mi się ta pozycja, Potter, ale powinniśmy kontynuować podróż.
Harry zaczerwienił się i poderwał na równe nogi.
— To ty się zatrzymałeś jako pierwszy — wymamrotał. Cholerny Malfoy. Nie mówię, że nie podoba mi się ta pozycja. Godryku!
— Szczera prawda — przyznał Draco, wstając i otrzepując ubranie. Harry wyciągnął rękę i zabrał liść, który przylgnął do jasnych włosów. Malfoy, czując niespodziewany dotyk, zamarł z szeroko otwartymi oczami i stał tak, dopóki Potter nie wyjął dowodu zbrodni. Draco uciekł spojrzeniem w bok. — Dzięki. Muszę coś wypróbować…
Rzucił krótką komendę, a jego miotła uniosła się w powietrze. Spojrzał na Harry'ego i uśmiechnął się z prawdziwą przyjemnością. Potter roześmiał się, nagle tak szczęśliwy, że mógłby przytulić z wrażenia Draco.
— Znów możemy latać!
— I jeść — dodał Draco. — Skoro wydostaliśmy się z gaju wróżek, możemy polować.
— Zapomnij — stanowczo zapowiedział Harry. — Nie zjem nic, co pochodzi z lasu! Czy w pobliżu jest jakieś mugolskie miasto? Chcę prawdziwego jedzenia. Umieram z głodu.
— Planujesz wkroczyć do mugolskiego miasta z dwiema miotłami i mieczem? — zapytał Draco z niepewnością w głosie.
Harry uśmiechnął się.
— Zaufaj mi.
