Ewo, motywujesz lepiej niż czekolada. I jak sama zobaczysz, autorka nie zapomniała o przyziemnych sprawach.
I kolejny raz podziękowania wędrują do Kumy za rzetelną betę.
Rozdział 8
Szybko dotarli do miasteczka. Malfoy, nadal nie przekonany do tego pomysłu, podążał za Harrym, mocno ściskając swoją różdżkę w kieszeni peleryny. Potter zrobił dokładnie tak, jak mu zasugerował Draco — wkroczyli do miasta, zatrzymując się w pierwszym napotkanym pubie.
Barman obrzucił ich zaciekawionym spojrzeniem, ale nie odezwał się ani słowem, gdy Harry zmówił dwa kufle najlepszego piwa i zajął stolik w rogu. Kelnerka, która przyniosła im napoje, była bardziej rozmowna. Zmierzyła ich pełnym aprobaty wzrokiem, zatrzymując się dłużej na Malfoyu.
— Miotły i peleryny, panowie? Z jakiej to okazji? — zainteresowała się uprzejmie.
— Impreza z okazji Odrodzenia Czarodziejskiej Krainy — odpowiedział Harry. — Samochód zepsuł się w drodze.
— Czemu nie zostawiliście w nim mioteł? — zdziwiła się.
— Chyba żartujesz? — prychnął Potter. — Limitowana edycja, ręcznie robione — są nie do zastąpienia!
Roześmiała się.
— Jasna sprawa, rozumiem, nie denerwuj się. Potrzebujecie podwózki do waszego samochodu? — W jej oczach pojawił się sugestywny błysk.
Harry potrząsnął głową.
— Nie, dzięki. Mamy już załatwiony transport.
Kobieta zapisała ich zamówienia i odeszła. Malfoy uniósł brew, będąc pod wrażeniem sposobu, w jaki Potter sobie poradził z całą sytuacją. Harry rzucił mu ten przecież—ci—mówiłem uśmiechem. Zjedli porządny obiad, popijając zdecydowanie zbyt hojnie, niżby wypadało. Harry świętował wydostanie się z lasu w jednym kawałku, a ponieważ przygotował się do podróży w obu światach: czarodziejskim i mugolskim, bez problemu zapłacił za posiłek. Poruszając się nieco chwiejnie, wyszli z pubu.
Przemierzyli całe miasto, docierając w końcu do ulicy, która wyglądała na rzadko uczęszczaną. Póki istniało niebezpieczeństwo, że ktoś ich zauważy, gdy będą lecieć na miotłach, musieli poruszać się na piechotę — a to oznaczało szybki spacer przez przedmieścia.
— Ta barmanka na mnie leciała — odezwał się nagle Draco.
— Myślałem, że nie tykasz mugoli. Skażona krew i takie tam…
— Dla tej jednej mogłem zrobić wyjątek. Była urocza jak diabli. — Draco rzucił Harry'emu spojrzenie. — Prawie jak ty, Potter.
Harry oblał się rumieńcem.
— Strasznie zabawne.
Draco roześmiał się.
— Zdajesz sobie sprawę, jak łatwo przyprawić cię o rumieńce? — Draco wyciągnął dłoń i pieszczotliwie przesunął kciukiem po policzku Harry'ego.
Potter odepchnął jego rękę, zirytowany.
— Upiłeś się? — zapytał ostro.
— Nie, jestem tylko przyjemnie wstawiony — padła odpowiedź. — Ci mugole robią całkiem niezłe piwo.
Nagle Draco potknął się. Harry zdążył instynktownie wyciągnąć ręce, zanim Malfoy upadł na ziemię. Miotły uderzyły gdzieś obok jego nogi Draco zacisnął dłonie na koszuli Harry'ego, wciąż chwiejąc się niepewnie Potter z trudem utrzymał równowagę. Usta Malfoya musnęły szyję Harry'ego, kiedy mężczyzna pochylił się, żeby z rozbawieniem w głosie szepnąć:
— Wiedziałem, że mnie złapiesz.
— Upiłeś się! — krzyknął Harry. Draco uwiesił się na jego szyi, mimo wysiłków Pottera, próbującemu temu zapobiec.
— Nie, nie, nie. Czuję do dobrze. — Malfoy uspokoił się, odsuwając trochę, tak by móc spojrzeć Harry'emu w twarz. — Chcesz, żebym znowu cię pocałował, Potter? — Srebrne oczy błyszczały wesołością, a na ustach czaił się obiecujący grzeszne przyjemności uśmiech. Godryku, ratuj, ale w tym stanie Malfoy był irytująco czarujący.
— Oczywiście — rzucił Harry, mając nadzieję, że sarkazmem odepchnie Draco. — Żyję po to, byś mnie całował.
Wyglądało na to, że Draco wziął go na poważnie. Pochylił się i przycisnął swoje usta do jego. Potter otworzył szeroko oczy — nie spodziewał się, że Malfoy naprawdę to zrobi. Na szczęście ten pocałunek nie był tak porywający i zapierający dech w piersi jak poprzedni — przypominał bardziej słodką pokusę. Draco nawet zachichotał, przygryzając wargi Harry'ego, po czym objął dłońmi jego twarz, naciskając kciukami na kąciki ust mężczyzny.
— Rozluźnij się, Potter — szepnął przy jego wargach, owiewając je oddechem. — Musisz się nauczyć, jak się bawić.
Draco nawet nie wiedział, jak wielkim wstrząsem dla Harry'ego były te słowa. Potter nie pamiętał, kiedy ostatnio po prostu się bawił. Skrzywił się, upuszczając miotły, po czym ujął twarz mężczyzny w dłonie. Skoro Malfoy chce się całować, Harry z cholerną przyjemnością spełni jego życzenie.
Przycisnął usta do warg Draco, który tylko na to czekał. Błyskawicznie wplótł dłonie we włosy Pottera, a jego język przystąpił do ataku, sprawiając, że pocałunek w lesie, w porównaniu z tym, przypomniał zaledwie dziecięce przekomarzanki. Rzeczywistość rozmywała się, zostawiając tylko czystą przyjemność krążącą w żyłach. Pierwotna potrzeba przejęła kontrolę; Harry musiał poczuć dotyk tych jedwabistych włosów. Głos rozsądku przywoływał do porządku, ale on miał to gdzieś. Chciał… potrzebował… Merlinie, musiał zwariować. Usta Draco zostawiły parzące, wilgotne ślady pocałunków, gdy jego wargi zsuwały się niżej, aż do obojczyka. Harry zadrżał.
Malfoy ostrożnie wysunął lewą dłoń z włosów Pottera, gdy ten odepchnął go od siebie brutalnie. Harry nie mógł złapać oddechu. Draco obrzucił go słabym uśmiechem.
— Myślę, że jak na jedno popołudnie wystarczy zabawy — rzucił drżącym głosem. Schylił się, żeby podnieść miotłę. Harry, oszołomiony, nadal ciężko dyszał, ale również sięgnął po swoją. Malfoy wystartował żwawym i dopiero po chwili obejrzał się za Harrym. Zatrzymał się, czekając na niego i w międzyczasie przygotowując swoją miotłę do lotu.
— Ej, Potter!
Harry z niechęcią spojrzał w niezgłębione, szare oczy, które wpatrywały się w niego z pełną przytomnością. Na ustach Draco igrał szeroki uśmieszek.
— Tak…?
— Malfoyowie nigdy się nie upijają.
Draco zachichotał i wzniósł się nad ziemię. Harry zaniemówił ze zdumienia. Ten drań wszystko zaplanował! Wkurzony Potter dosiadł swojej miotły i ruszył za nim w pogoń.
