Betowała Kuma. Wszystkie pozostałe błędy są moje i tylko moje.
Rozdział 10
Harry był przerażony widokiem Draco i otaczającej go krwi. Pazury potwora przecięły jego brzuch, plecy, ale najgorsza była rana na szyi — okropnie krwawiła. Kiedy Harry własnymi dłońmi próbował zatamować lejącą się z Draco krew, ten stracił przytomność, a jego ręka bezwiednie ześlizgnęła się na posadzkę. Mógłby spróbować wyleczyć ranę przy pomocy swoich mocy, ale czas uciekał — Draco w każdej chwili mógł umrzeć.
Harry spojrzał na jajko, które upadło obok głowy Malfoya. Istniała szansa… maleńka, ale lepsza taka niż żadna. Przyciskając jedną rękę do rany, drugą podniósł różdżkę i dotknął horkruksa. Podczas wojny, metodą prób i błędów, nauczył się najlepszego sposobu na zniszczenie cząstki duszy Voldemorta. Najważniejszą rzeczą było użycie finezji, a nie siły. Dzięki Merlinowi, że Hermionie udało się to odkryć.
Harry użył jednego z tych sprytnych zaklęć, które pozwalało odkryć słabsze punkty w zabezpieczeniach horkruksa. Gdyby nie niebezpieczeństwo grożące Draco, w życiu by się na to nie zdecydował — to było po prostu zbyt niebezpieczne.
No dalej… gdzie to jest?
Przy rozdzielaniu tej części duszy Voldemort musiał się spieszyć. Harry nieomal zginął, niszcząc puchar Hufflepuff — przedmiot otaczało wiele ochraniających czarów, a pokonanie strażnika duszy uwięzionej wewnątrz… nie należało do najłatwiejszych. Jajo chroniło kilka zaklęć, wyglądających jednak na dość słabe. Zabezpieczały je przed zniszczeniem — ale nie przed włamaniem do środka!
Gdy Harry dostał się już do centrum jaja, zaczął szukać obciążonych magią miejsc. Przy wyborze obiektu, które miało stać się horkruksem, Voldemort popełnił głupi błąd — nawet, jeśli zostało pokryte srebrem, nadal pozostawało jajem. Łatwo je zniszczy — wystarczy tylko lekko szturchnąć…
Horkruks rozpadł się.
Natychmiast wydobyło się z jego wnętrza wycie, przypominające odgłosy towarzyszące wichurze. Zawodzenie błyskawicznie zmieniło się we wściekły krzyk. Wiatr wirował wokół Harry'ego, zbierając z jaskini kurz, rozpryskując wodę w basenie i tworząc wokół nich trąbę powietrzną. To samo działo się po zniszczeniu innych horkruksów, ale tym razem Harry'ego oszołomiła siła, wdzierająca się do jego ciała. Upadł na Draco, tracąc kontrolę nad rękami. Próbował zapanować nad mrowiącym uczuciem, jakie wypełniło wszystkie jego zmysły. Na chwilę oślepiła go biel, a potem wszystko ucichło.
Harry usiadł, czując się dziwnie cały. Pierwszy raz od… no cóż, jak mu się wydawało, od zawsze. Czy odzyskał swoje moce? Przycisnął różdżkę do rany Draco, która zaczęła się uzdrawiać. Z ulgą obserwował ładnie zrastającą się skórę. Malfoy nadal płytko oddychał, a znajdująca się pod nim kałuża krwi była alarmująca. Harry zmarszczył czoło w zastanowieniu. Zaklęcie tu nie pomoże, ran było zbyt wiele.
Wziął głęboki oddech i schylił się, aby podnieść Malfoya. Ułożył jego głowę na swoim barku i otoczył ramionami bezwładne ciało Ślizgona. Skoncentrował się, a po chwili rzucił kolejny czar.
Na moment w pomieszczeniu rozbłysło światło. Harry'ego zalał potok wrażeń — dźwięk dzwonów i rześki zapach morskiej bryzy. Moc dudniła w jego żyłach. Światło i ciepło płynęły w nim, przez niego, wszędzie. Skondensował je tak, by móc dzięki nim uzdrowić Draco.
Po jakimś czasie światło przygasło. Harry wrócił do normalności — do otaczających go w jaskini głuchych dźwięków i zapachu śmierci. Olbrzymia moc przycichła, wytłumiona. Potter spojrzał w dół, po czym rozerwał zniszczoną koszulę Malfoya — pod nią znalazł gładkie i pozbawione blizn ciało. Przycisnął do siebie Draco.
Nagle Malfoy warknął w jego pierś:
— Wiem, że mnie pragniesz, Potter, ale to obrzydliwe miejsce. Nie możemy się tu kochać.
Harry, ku swojemu zaskoczeniu, roześmiał się głośno. Troszeczkę rozluźnił uścisk, w którym trzymał Draco — wystarczająco, żeby móc spojrzeć na jego przystojną twarz.
— Jak to zrobiłeś? — poważnie zapytał Draco.
— W ten sam sposób, w jaki zabiłem Voldemorta, tylko w odwrotnym kierunku — przyznał się.
— Czy tym razem też straciłeś swoją magię?
Harry pokręcił głową.
— Nie, wydaje mi się, że wszystko wróciło do normy. Voldemort jest wreszcie martwy.
— Szkoda… raczej podobało mi się… dbanie o ciebie.
Harry uśmiechnął się niedowierzająco.
— Mówisz poważnie?
— Tak. — Draco wyszczerzył się złośliwie. — Wiesz o tym, że ściskasz mnie niezwykle czule?
Harry zaczerwienił się, ale trzymanie Draco wydawało się właściwe. Podniósł dłoń, żeby łagodnie wytrzeć krew z uzdrowionego policzka, po czym odgarnął z czoła doskonałe włosy Malfoya.
— Zdążyłem zauważyć.
Pochylił się i pocałował Draco. Cichy dźwięk zaskoczenia wydostał się z ust Malfoya, ale chwilę później jego ręka znalazła się na karku Harry'ego, pieszcząc go ostrożnie. Potter pogłębił pocałunek, zachwycając się, jak cholernie dobrze Draco smakuje i tym, że całowanie go wydawało się najnormalniejszą rzeczą na świecie.
Po dłuższej chwili oderwali się od siebie. Obaj ciężko dyszeli, mierząc się zdumionym wzrokiem.
— I co teraz, Potter? — zapytał Draco cicho.
— Najpierw musimy znaleźć jakiejś miejsce wygodniejsze od tej cholernej, wyłożonej kamieniami jaskini — zaproponował Harry, a następnie roześmiał się, zaskoczony. — Czy ty właśnie się zarumieniłeś? Ty, Draco Malfoy?
— Oczywiście, że nie! Pytałem o później…
Jego słowa wywołały ciepłe, mrowiące uczucie. Harry uśmiechnął się,
— Zastanawiałem się, czy nie potrzebujesz przypadkiem partnera… wspólnika do firmy?
— Masz na myśli… ty i ja? Razem przez cały czas? Dzień i noc? — upewnił się Draco, a w jego głosie brzmiało spore zaskoczenie.
— Tak. Dzień i noc — powtórzył Harry sugestywnie.
Draco zachichotał.
— Mogę z tym żyć. — Podniósł się i wyciągnął rękę do Harry'ego, który ją ujął. Malfoy pomógł mu wstać i ruszyli w drogę powrotną. — Rzecz jasna, będziesz musiał nauczyć się słuchać poleceń. To przerażające, jak je ignorujesz.
— Czekaj chwilkę, powiedziałem partnerem, a nie sługą! — zaprotestował Harry.
— Partner, sługa — co za różnica?
— Olbrzymia!
— Może dla Gryfonów.
Ciągle się sprzeczając, opuścili pogrążoną w ciemności komorę.
Koniec tomu pierwszego.
