Przedstawiam wam ósmy już rozdział tej historii. W ciągu najbliższych dwóch tygodni rozdziały będ zapewne się pojawiały częściej, ponieważ nareszcie mam ferie. Zdradzę Wam także, że pracuję już nad kolejnym fanfikiem, jednak go zacznę publikować najprawdopodobniej dopiero w wakacje.
NADAL SZUKAM BETY!
Enjoy!
W paczce znajdowała się głowa Severus'a Snape'a. Usłyszałam krzyk osób, które siedziały najbliżej mnie, ale ja wciąż nie przestawałam się śmiać. Do stołu podbiegli nauczyciele.
-Lily wiem, że nienawidzisz Snape'a, ale nie sądziłem, że aż do tego stopnia. - powiedział brunet, stając tuż za mną. Uśmiechnęłam się do niego.
-Ale Mike, teraz skoczymy w tabeli domów, bez ciągłego „minus dziesięć dla Gryffindoru, Potter" - powiedziałam, udając Snape'a, którego głowa właśnie wyleciała z pudełka. Coraz więcej uczniów, przyglądało się całej tej sytuacji, a kilka osób nawet zemdlało.
-Przecież to straszne! Jak możesz się śmiać! - krzyknęła nauczycielka transmutacji
-Pokazałabym pani, ale nie umiem. - powiedziałam niejasno, ale zgodnie z prawdą. Coraz lepiej bawiłam się zaistniałą sytuacją. Rozejrzałam się po Wielkiej Sali. Wszyscy wyglądali na przerażonych, oprócz Dumbledore'a, który sprawiał wrażenie rozbawionego. No tak, on, jak zawsze zresztą, wszystko wiedział, pomyślałam. Miałam już wytłumaczyć, o co chodzi z tą głową, ale przeszkodził mi nie kto inny jak Snape, który właśnie wszedł do Wielkiej Sali.
-Co to za zamieszanie? - krzyknął zdziwiony. McGonagall spojrzała na niego, a potem na głowę.
-Severusie, ty żyjesz! - zdziwiła się.
-A czemu miałbym nie żyć? - zapytał nauczyciel tonem normalnie zarezerwowanym dla uczniów, kiedy chce powiedzieć „jesteś idiotą".
-To może nie być on! - powiedziała Sprout. - Pewnie to jakiś Śmierciożerca, który użył wielosokowego.
-Ja? Śmierciożercą? Pomono, zwariowałaś? Po za tym wielosokowym nie da się oszukać Hogwartu. Zamek nie wpuści intruza. - powiedział nic nierozumiejący Snape. Cała sytuacja była przezabawna.
-To może opętałeś go. Albo sklonowałeś głowy i jedną wysłałeś, a potem ożywiłeś ciało Severusa i potem je opętałeś. - Sprout snuła swoje teorie. Zachciało mi się jeszcze bardziej śmiać, ale się powstrzymałam i uspokoiłam.
-Ja myślę, że znacznie łatwiej było przetransmutować coś w głowę profesora, ale chyba ja się nie znam, przecież jestem dopiero na pierwszym roku...
-Nawet Potter wie, że ja to ja, Pomono przestań już. - powiedział Snape.
-Lily, powiedziałaś, że nie umiesz pokazać mi dlaczego się śmiałaś o co chodziło? - spytała podejrzliwie McGonagall, która, a przynajmniej tak mi się wydało, chciała zatuszować poprzednie roztargnienie.
-Wiem, że było to poddane transmutacji, ale nie wiem, jak odwrócić to zaklęcie. - wyjaśniłam. Nauczycielka w odpowiedzi machnęła różdżką, a na stole pojawił się list. Wzięłam go do ręki. Chwilę przyglądałam się czarnej jak smoła kopercie, a po chwili ją otworzyłam.
To co ukryte zostanie znalezione.
Poddaj się albo zginą wszyscy, na których ci zależy.
Mój dobry humor w jednej chwili gdzieś znikł. Wpatrywałam się w dwa zdania na kartce i nie rozumiałam niczego.
-Co tam jest napisane? - zaniepokoiła się McGonagall. Nie odpowiedziałam jej, skierowałam się biegiem do wyjścia. Chciałam znaleźć się jak najdalej od tych ciekawskich spojrzeń i od tych, których może dotyczyć ta ostatnia część listu. Gdy byłam już przy wyjściu coś mnie zatrzymało.
-Chyba mam deja vu. - mruknął Snape, zatrzymując mnie. - Tym razem nie uciekniesz.
-Puść mnie. - rozkazałam chłodnym tonem.
-Co tam jest napisane? - zapytał Mistrz Eliksirów.
-Z tego co pamiętam to korespondencja do mnie. - powiedziałam. Za nic w świecie nie zaufam Snape'owi na tyle, by pokazywać mu listy. A zwłaszcza, by pokazać mu TEN list.
-Lily, chodź do mojego gabinetu. - powiedział Dumbledore. Poddałam się i pokiwałam głową. Ruszyłam za Dumbledore'em do jego gabinetu. W środku zobaczyłam, że przyszli również McGonagall i Snape, i o ile obecność tej pierwszej rozumiałam, w końcu to opiekunka Gryffindoru, to Snape nie miał prawa tu być. Nie odezwałam się jednak. Rozejrzałam się po gabinecie. Zmieniła się jedna rzecz, odkąd byłam tu ostatnim razem. Tą rzeczą było zwierzę siedzące na biurku. Zapatrzyłam się na nie.
-To feniks. Prawda, że piękny? - zapytał przyjaźnie Dumbledore.
-Ostatnim razem go tu nie było. - odpowiedziałam.
-Był w swoim… ukryciu. Fawkes jest jednym z ostatnich, żyjących feniksów. Wielu chciałoby go mieć, bo krew tych zwierząt jest używana do stworzenia wielu czarnomagicznych eliksirów. Niektórzy czarodzieje nie mają hamulców, kilka razy próbowali go ukraść. Teraz kiedy mnie nie ma muszę ukrywać Fawkesa. - westchnął. Pokiwałam głową ze zrozumieniem.
-A co jest napisane w tym liście? -zapytała McGonagall. Przeczytałam na głos treść wiadomości.
-Dlaczego? - zapytałam. - Dlaczego do mnie, dlaczego głowa profesora Snape'a, dlaczego chcą zabić tych, na których mi zależy i dlaczego mam się poddać? Przecież ja nawet nie walczę. - zapytałam.
-To bardzo dużo, trudnych pytań. - powiedział Dumbledore. - Jesteś najpotężniejszą czarownicą…
-Ale ja nie chcę nią być. - powiedziałam cicho.
-Wydaje mi się, że nie masz wyboru. - stwierdził dyrektor. - Czasami jesteśmy zmuszeni do robienia rzeczy, których nie chcemy. A co do pytania dlaczego głowa Severusa, to myślę, że to już czas, aby powiedział ci on, o tym, co kiedyś się stało. Śmierciożercy o tym wiedzą i myślą, że przez to jesteś w dobrych stosunkach z profesorem Snape'em. Nie znają prawdy.
-Nie powiem jej o niczym. - zaprotestował Snape.
-Dlaczego? - zapytałam i wstałam z krzesła, na którym wcześniej siedziałam. - Skoro to dotyczy mnie, to chyba mam prawo wiedzieć. - zauważyłam z wyrzutem.
-Nie powiem o niczym. - powtórzył Snape lodowatym tonem.
-To nie sprawiedliwe! - krzyknęłam.
-Życie nigdy nie jest sprawiedliwe. Nikt ci tego nie powiedział? - zakpił Mistrz Eliksirów.
-Powiedział. - potwierdziłam. - Ale nikt nie powiedział, że ta niesprawiedliwość będzie zawsze obrócona przeciwko mnie.
-Spokój! - przerwała McGonagall. Byłam jej za to wdzięczna. Jeszcze chwila i pewnie powiedziałabym coś, czego zapewne bym nie chciała powiedzieć.
-Myślę, że najlepiej będzie jak przestaniesz sobie zaprzątać głowę tym listem i udasz się po prostu na lekcje. - powiedział Dumbeldore tonem nieznoszącym sprzeciwu, którego, przynajmniej przy mnie, nigdy wcześniej nie użył. Zdziwiłam się. Udałam się jednak do wyjścia nie mówiąc nawet zwykłego „do widzenia". Poszłam na lekcje, ale byłam na nich tylko ciałem, gdyż moje myśli błądziły wciąż wokół listu. Nie reagowałam na zaczepki Malfoy'a, myliłam wciąż zaklęcia i nie wiedziałam o czym mowa na zajęciach. Nie tak łatwo było zapomnieć o tym wszystkim. Ale przynajmniej przez kilka lekcji rozmyślań doszłam do pewnych wniosków. Toczyła się jakaś gra między Śmieciożercami, a jasną stroną, o której nie miałam pojęcia, ale w której grałam kluczową rolę. Nie było to nic fajnego. Po lekcjach podzieliłam się swoimi spostrzeżeniami z Ron'em i Ginny.
-Przerąbane. - stwierdził chłopak.
-Dzięki za pomoc. - odpowiedziałam kąśliwie.
-Nie denerwuj się. Złość piękności szkodzi. - uśmiechnął się Ron.
-Ciekawe czy mówiłbyś tak samo, gdybyś był na moim miejscu. - zapytałam cicho.
-Pewnie nie. Dlatego cieszę się, że nie jestem na twoim miejscu. - odpowiedział.
-Przestańcie już. - przerwała Ginnym, przewracając oczami. Gdyby nie ona to pewnie kłóciłabym się z Ron'em do rana. - Myślę, że najlepiej będzie jak póki co zapomnisz o tym liście, ale będziesz obserwować co się dzieje. A teraz naprawdę się nie martw. Będzie dobrze. Zawsze będziemy przy tobie i ci pomożemy. - zrobiło mi się cieplej na sercu. O ile Ron kompletnie nie umie pocieszać, o tyle Ginny zawsze wiedziała co powiedzieć. Byli bliźniakami, ale tak różnymi jak ogień i woda. Stanowili jednak świetną całość.
-Dziękuję. - odpowiedziałam cicho.
Następnego dnia przy śniadaniu podszedł do mnie Charms.
-Nixon zrezygnował z pozycji szukającego, twierdzi, że musi zając się nauką do owutemów. - powiedział. - Będziesz grać zamiast niego, prawda?
-Jasne. - odpowiedziałam szczęśliwa.
-Następny i ostatni mecz jest przeciw Ślizgonom dopiero w kwietniu, ale już musimy zacząć trenować. Na razie tylko w poniedziałki i piątki siedemnastej, ale po przerwie świątecznej zwiększymy liczbę treningów. Pokiwałam głową.
-Ambitnie do tego podchodzi. - stwierdził Ron.
-Przynajmniej się czymś zajmiesz i nie będziesz myśleć o tym liście. - Mogę przysiąść, że zapomniałam o tajemniczej wiadomości, a Ginny właśnie mi o niej przypomniała!
-A tak w ogóle to co zostało ukryte? - zapytałam. Bliźniaki rozłożyły ręce. No tak, nie wiedzieli.
-Po lekcjach w Pokoju Życzeń. - powiedziałam im i poszłam na lekcje, zastanawiając się czy dobrze robię.
Po zajęciach pobiegłam od razu na siódme piętro i weszłam przez drzwi, które pojawiły się tuż przede mną. Otworzyłam je. Nie minęło pięć minut jak Ron i Ginny weszli do środka.
-O co chodzi? - zapytała podejrzliwie moja przyjaciółka.
-Dumbledore stwierdził, że mam zapomnieć o tym liście, ale ja chcę wiedzieć o co toczy się gra, jakie panują w niej zasady i co chcą osiągnąć Śmieciożujcy. - powiedziałam.
-Śmieciożujcy? - zdziwił się Ron.
-Nazywanie ich tak jak chcą jest poniżej mojej godności. - odpowiedziałam dumnie, ale i z uśmiechem.
-Ok, ok. - powiedział tylko chłopak również się uśmiechając.
-Wracając do tematu. Nie dowiem się sama o co toczy się gra i jakie w niej panują zasady, ale dowiem się co chcą zrobić Śmieciożujcy. Trzeba będzie tylko trochę poszukać. Pomożecie mi? - zapytałam z nadzieją w głosie. Bliźniaki pokiwały zgodnie głowami.
-Tylko czego szukamy? - zapytała Ginny.
-Właśnie to musimy teraz ustalić. - pomyślałam, że potrzebuję tablicy, a ona się pojawiła. - Co wiemy? - zapytałam i od razu odpowiedziałam sobie na pytanie. - Na pewno jest to coś czarnomagicznego. - zapisałam „Czarna Magia" na tablicy. Po drugie ma to pomóc Voldemortowi. Czyli raczej jest to coś co przywraca ciało. - zapisałam kolejne hasło na tablicy. - Wiemy jednak, że Tomuś jest cholernie przewrażliwiony na punkcie nieśmiertelności. Teraz weźmy się za list… - spojrzałam na bliźniaków, którzy zrobili zdziwione miny. - No co? - zdziwiłam się.
-Rozkmina godna Krukonów. - powiedział tylko Ron, a ja wybuchnęłam śmiechem.
-Tiara mówiła, ze pasujesz do wszystkich domów. - przypomniała Ginny.
-No tak. - potwierdziłam. - Czy możemy już zinterpretować ten list? - zapytałam wciąż śmiejącego się Rona. - Od początku…
-Od końca. - poprawiła mnie Ginny. - Myślę, że tak będzie łatwiej.
-Dobrze, tak więc od końca. „Poddaj się albo zginą wszyscy, na których ci zależy" Co z tego wiemy?
-Nie chce cię zabić, ale cię potrzebuje. - podsunęła mądrzejsza połowa bliźniaków.
-Właśnie. Czyli potrzebuje mnie. Kim jestem? - zapytałam.
-Lily Potter. - stwierdził Ron.
-Największy wróg. - podsunęła Ginny.
-Najpotężniejsza czarownica wszech czasów. - dodał chłopak.
-Wystarczy. - powiedziałam, uśmiechając się. Zapisałam dwa ostatnie hasła na tablicy. - Nieźle idzie. Teraz „To co ukryte, zostanie znalezione". Nie mam pojęcia o co tu chodzi. - przyznałam.
-Ktoś coś ukrył, a oni chcą to znaleźć? - zapytał niepewnie Ron po kilku minutach rozmyślań.
-Ale kto i co miał ukryć? - zapytałam.
-Hmm… - zastanowił się chłopak.
-Co może być takiego w Hogwarcie, czego nie ma nigdzie indziej? - zapytałam, zastanawiając się.
-Wiele jest takich rzeczy. Jest przecież tyle rzadkich zwierząt w Zakazanym Lesie: centaury, jednorożce i akromantule. - to mógł być dobry trop, ale wszystkie te zwierzęta żyły także w innych miejscach, które były mniej zabezpieczone niż Hogwart, a żyły w nich równie rzadkie zwierzęta. Pokręciłam głową. Nagle przyszło olśnienie.
-Kamień Filozoficzny! - krzyknęłam.
-Co? - zapytał Ron.
-W pierwszej klasie Harry Potter ochronił Kamień Filozoficzny przed Quirell'em, którego opętał Voldemort. Tylko według Rowling Kamień został zniszczony, ale w sumie nie musi to być prawda. Przecież pisała ona także o tym, że Harry przeżył, a Voldemort zginął, więc jeśli ten Kamień jednak był w Hogwarcie to Śmieciożujcy na pewno chcieliby nim uratować Voldemorta. - mówiłam na głos z coraz większym przejęciem.
-Mam jedno pytanie. Po co jesteś potrzebna im ty? - zapytała Ginny.
-Ty to zawsze wszystko psujesz. - powiedziałam z pretensją.
-Kamień nie przywraca ciała tylko sprawia, że jest ono nieśmiertelne. - stwierdził chłopak. Popatrzyłyśmy na niego zdziwione.
-No, no braciszku. Nawet tobie zdarza się czasem powiedzieć coś mądrego. - pochwaliła brata Ginny. Zaczęłam się śmiać.
-A tobie udaje się powiedzieć coś śmiesznego. Nie znałem cię z tej strony. - odciął się natychmiast chłopak, a ja śmiałam się coraz bardziej.
-Dobra Lil, skończ już. - powiedziała uśmiechnięta Ginny. - Czyli co mamy na tej tablicy. Czarna Magia, nieśmiertelność, odzyskanie ciała, najpotężniejsza czarownica, największy wróg. - przeczytała. - Ciężko będzie, ale spróbujmy. To co do biblioteki?
-Dziewczyno, jesteś w Pokoju Życzeń. - zauważyłam i pomyślałam o regale pełnym książek dotyczących Czarnej Magii. Po chwili się pojawił. - Zaczynajmy - powiedziałam.
Po godzinie znaleźliśmy niewiele.
-A może to? - zapytała po raz kolejny Ginny. Oderwałam się od przeglądania książki Tajniki czarnej magii i podeszłam do przyjaciółki. - Eliksir przywracający ciało. Krew wroga, ręka sługi, włosy z ogona jednorożca, kość kogoś z rodziny. Czas przygotowania: miesiąc. - przeczytała.
-Cieplej, ale tam jest potrzebna krew wroga. Równie dobrze, zamiast czyhać na mnie, mogliby porwać pierwszego, lepszego czarodzieja, który nie jest jednym z nich. To może być to, ale myślę, że jednak, po raz kolejny, nie trafiliśmy. - pokręciłam głową. - Dobra skończmy na dziś, bo prace domowe same się nie zrobią. - wróciliśmy do Pokoju Wspólnego i zaczęliśmy pisać esej na transmutację.
Tak mijały tygodnie. Po lekcjach chodziliśmy do Pokoju Życzeń, szukać jakiś informacji o tym, co planują Śmieciożujcy, ale nic nie znaleźliśmy, potem odrabialiśmy lekcje. Ja ponadto chodziłam na treningi Quidditch'a. Aż w końcu nadeszły długo wyczekiwane przez wszystkich ferie świąteczne.
