Słaby punkt

Rozdział 3

Znaleźli się przed kominkiem z siecią Fiuu w gabinecie Toma. Gdy szmaragdowe płomienie rozmyły się w powietrzu, zabierając ze sobą całe światło, pomieszczenie pogrążyło się w półmroku. Harry chciał opuścić je jak najszybciej, nie zamieniając z mężczyzną ani jednego słowa. Wiedział, że nie istniały żadne, które w pełni ukazałyby rozmiar jego rozczarowania i dławiącego go uczucia pustki. Tom jednak, prawdopodobnie przewidując to, w ostatniej chwili położył dłoń na jego ramieniu. Chłopiec wzdrygnął się, jakby przed nadciągającym uderzeniem, po czym strząsł rękę.

Ogarnęło go wyjątkowe obrzydzenie do siebie, ale jednocześnie znacznie większe do Toma. Zdawał sobie sprawę z tego, że Tom jest w stanie posunąć się do wszystkiego, jednak zawsze sądził, że on sam znajduje się poza zagrożeniem. A skoro był w błędzie przez cały ten czas, to skąd mógł mieć pewność, że w przyszłości nie zajmie miejsca zamordowanej nauczycielki?

– Nie dotykaj mnie – powiedział Harry; przypominało to warknięcie wściekłego psa. – Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego. Nic, rozumiesz!

– Chciałeś zobaczyć, jak wygląda inicjacja moich Śmierciożerców – odpowiedział spokojnie Tom. – Zobaczyłeś ją. Czy właśnie nie o to prosiłeś mnie trzykrotnie w ciągu ostatniego miesiąca?

– Nie sądziłem, że to wygląda w ten sposób! – wrząsnął Harry.

– A w jaki inny miałoby wyglądać? – Chłopiec miał wrażenie, że mężczyznę poniekąd zaskoczyły jego słowa. – Sądziłeś, że pijemy herbatę i częstujemy się tartą z jabłkami?

– Sądziłem… – urwał Harry. Miał wrażenie, że za moment się rozpłacze. Gdyby rozpłakał się w tym momencie, tuż przed Tomem, jego obrzydzenie do samego siebie nigdy nie mogłoby być już większe. Niemal wydusił z siebie: – Sądziłem, że jesteś inny. Dlaczego pani Fletcher? Byłeś zazdrosny? Nie zrobiła niczego złego!

– Była niewinna – przyznał mężczyzna. Harry spojrzał na niego, całkowicie zaskoczony. – Wina leży wyłącznie po twojej stronie. Nie powinieneś spoufalać się z kimkolwiek z grona pedagogicznego w Hogwarcie, a tym bardziej czytać tych mugolskich bzdur. A już na pewno nie w tajemnicy przede mną. O czym ty myślałeś, Harry?

– A więc to wszystko dlatego? – Harry'emu załamał się głos. – Chciałeś po prostu mnie ukarać?

– Nauczyć czegoś.

– Nienawidzę cię! Myślałem wyłącznie o tobie, gdy rzucałem zaklęcie zabijające!

– Nie bądź melodramatyczny.

– Nie będę taki jak ty, nigdy! – Czuł, że nie jest w stanie dłużej powstrzymywać płaczu. Załkał głośno. – Wolałbym umrzeć, niż być taki jak ty.

Po wypowiedzeniu tych słów spodziewał się po mężczyźnie niemal każdej reakcji. Tom nigdy go nie uderzył, a jedynie przeklął kilka razy. Żadna kara nie była jednak w stanie konkurować z jego nagłą obojętnością i (większym niż zwykle) chłodem. A jednak stało się coś wbrew wszelkim oczekiwaniom chłopca. Tom nie przeklął go lub nie zaczął ignorować, traktując niczym powietrze, a mocno objął. I, choć Harry nie miał najmniejszej ochoty na podobną bliskość i akty czułości, nie odtrącił go. Zamiast tego mimowolnie głośniej załkał w jego szatę.

Nienawidził siebie za swoją słabość, ale nagle to wszystko przestało mieć jakiekolwiek znaczenie. Carolyn Fletcher nie żyła, a Tom potraktował go niczym szachowy pionek. Aż tyle, a być może tylko tyle.

Nie miał nikogo innego, kto byłby mu równie bliski (nawet nie chciał, by ktokolwiek był), więc czy pozostało mu coś innego niż przebaczenie? Nie przebaczając Tomowi, byłby skazany na całkowitą samotność. Po raz pierwszy uświadomił sobie również, dlaczego Śmierciożercy, nawet będąc wciąż torturowani, zawsze i tak powracają do Toma.

– Nie sądziłem, że tak cię to zaboli – powiedział Tom.

– Zabolało. – Harry pociągnął nosem. – Pani Fletcher była naprawdę miła.

– Przykro mi.

– To przeprosiny?

– A chciałbyś, żeby to były przeprosiny?

– Nigdy za nic mnie nie przeprosiłeś. Chciałbym, żebyś to zrobił. – Po chwili dodał: – Ale szczerze. Tylko szczere przeprosiny są cokolwiek warte.

– Dobrze – odpowiedział Tom. – Przepraszam.

– Też cię przepraszam. – Jak mógł przepraszać Toma w takiej chwili? Sam nie wiedział. Poczuł jednak, że również zawinił w jakiś sposób.

– Za co? – Tom odsunął go nieco od siebie, by spojrzeć na jego twarz. Wyglądał na zamyślonego i czymś nieznacznie zaskoczonego.

– Nie powinienem przyjaźnić się z panią Fletcher.

Tom pogłaskał go po włosach.

Harry obserwował płomienie ognia pląsającego w kominku. Zawsze, gdy powracał do wspomnienia przeprosin Toma, nie potrafił przestać myśleć o tym, czy były prawdziwe. Czy Tom faktycznie mógł nie wiedzieć, że aż tak zaboli go śmierć Carolyn Fletcher?

– Mhm – powiedział Tom. Harry powiedział mu o spotkaniu z Syriuszem Blackiem na ulicy Śmiertelnego Nokturnu. – Dobrze, że Black nie został jednak zabity. Przynajmniej raz okazał się użyteczny.

Harry spojrzał na niego znad oparcia sofy, siedzącego za biurkiem i beznamiętnie przewracającego stos pergaminów.

– Nie wiem, w jaki sposób jego ostrzeżenie może być dla nas przydatne.

– Teraz wiemy, że twój powrót do Hogwartu może być niebezpieczny. – Tom odwzajemnił jego spojrzenie. Ton jego głosu i wyraz ciemnobrązowych oczu jasno świadczyły o tym, co myśli o tej niedomyślności.

– Też ostrzegłem Zakon.

– Och, daruj sobie – odpowiedział Tom. Po chwili powrócił do przeglądania pergaminów. – Sądzisz, że groźba szesnastolatka wpłynie na plany ponad dwudziestu najważniejszych członków Zakonu, z wpływami na decyzje Ministerstwa?

– Black wyglądał na przejętego – burknął chłopak.

– Black – wymówił nazwisko z wyraźną pogardą Tom – był przejęty, ponieważ dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego, jak naiwny był przez te wszystkie lata, patrząc na ciebie przez pryzmat twojego martwego ojca.

– Więc co mogą mi zrobić? – Ani trochę nie podobał mu się kierunek, do którego zmierzała ta rozmowa.

– Po Dumbledorze spodziewałbym się wszystkiego. Łącznie z próbą zaszantażowania mnie tobą.

Harry miał wrażenie, że się przesłyszał.

– W jaki sposób? Dumbledore i tak za moment będzie martwy. Czy nie tak mówiłeś?

– Mogą to zrobić na wiele sposobów. Dumbledore dobrze wie, że umrze. Wciąż jednak może planować. Prawdopodobnie wyznaczył już swojego następcę w Zakonie. Kogoś, kto będzie ślepo podążał za wyznaczonymi przez niego planami, nawet po jego śmierci.

– Co byś wtedy zrobił? – spytał ze zdradliwym wahaniem Harry.

– Gdyby to zrobili, byłbym zmuszony wybierać pomiędzy tobą a tym, na co pracowałem przez ostatnich szesnaście lat.

Harry odwrócił wzrok w stronę kominkowego gzymsu. Miał ochotę spytać, co wybrałby mężczyzna: jego samego czy zdobytą i wciąż zdobywaną władzę. Jednak tego nie zrobił.

– Więc co zamierzasz? – powiedział.

– Hm – zastanowił się Tom. – Być może powinieneś ukończyć swój ostatni rok nauki w innej szkole. Durmstrang wydaje się być dostatecznie neutralną.

– Durmstrang! – Harry posłał mu niedowierzające spojrzenie. – Przecież on się znajduje niemal na granicy Szwecji z Finlandią!

– To najrozsądniejsza opcja. Będziesz bezpieczny, a ja nie będę zmuszony dokonywać jakichkolwiek wyborów. Zresztą – dodał – musisz ukończyć szkołę. Nie zawsze będzie tak jak teraz, a za niecały miesiąc będziesz już pełnoletni.

– Co znaczy „nie zawsze będzie tak jak teraz"?

– Chyba nie będziemy mieszkać ze sobą już zawsze? – odparł Tom retorycznie. – To twoje ostatnie wakacje.

– Więc po prostu chcesz się mnie pozbyć.

– Od kiedy stałeś się taką obrażalską hrabiną, Potter?

– Nie mam zamiaru zmieniać szkoły. Tym bardziej na Durmstrang.

– A ja nie mam zamiaru cię do niczego zmuszać. Za niecały miesiąc i tak będziesz już pełnoletni – powiedział Tom. – Jednak weź pod uwagę to, że w porównaniu do ciebie podejmuję racjonalne decyzje. Wracając do Hogwartu, będziesz jedynie kusił los.

– Ostatni atak na Hogsmeade – sarknął Harry – cholernie racjonalna decyzja.

Harry pomyślał, że Tom za moment odegra się na nim w jakiś sposób, jednak mężczyzna powrócił do pracy, nawet nie zaszczycając go ani jednym słowem. Chłopak odezwał się ponownie:

– Nie masz nawet zamiaru tego skomentować? – spytał. – Zaczął bronić swoich szczytnych ideałów czystości krwi? A może wreszcie zdałeś sobie sprawę z tego, że są jedynie zręcznym blefem, bo sam jesteś półkrwi bękartem?

– Z premedytacją prowokujesz mnie do tego, bym cię przeklął – odpowiedział Tom. Spojrzał na Harry'ego, a jego wargi rozciągnęły się w kpiącym uśmiechu. – Twoja potrzeba mojej uwagi jest aż tak silna?

Harry wstał z sofy, będąc już absolutnie wściekłym. Jeszcze chwilę temu sądził, że zdołał wytrącić Toma z równowagi (nie wiedział dlaczego, ale z jakichś nieokreślonych powodów odczuwał szczerą chęć zrobienia tego), a – zresztą jak zwykle – to mężczyzna wyprowadził z równowagi jego. Poczuł uderzenie gorąca na twarzy. Nie potrafił znaleźć żadnej dostatecznie dobrej riposty. Jednak nawet gdyby taką wymyślił, Tom ze swoim uśmiechem i tak prędzej czy później byłby górą.

– Rumienisz się – zauważył Tom, wciąż się uśmiechając. – Zawstydziłem cię czymś?

– Nie. – Ruszył w kierunku drzwi i powiedział: – Ani trochę. Musiałbyś się bardziej postarać, by mnie zawstydzić.

– A jednak. – Tom parsknął śmiechem. Dźwięk ten wydawał się wypełniać cały gabinet. – Nie wiedziałem, że jesteś aż tak wstydliwy, kochanie.

–––

Pierwsze dwie rzeczy, które zrobił Harry po rozmowie z Tomem, to chwycenie latającej miotły ze swojego pokoju i opuszczenie posiadłości. Było wietrzne, ale ciepłe późne popołudnie. Na tyłach Riddle Manor trójka skrzatów zajmowała się pielęgnacją ogrodu. Jeden z nich podlewał lilie, a dwa inne podcinały krzewy róży. Nagini drzemała w cieniu potężnego drzewa. Zaś gnomy, korzystając z chwilowego bezpieczeństwa, zaczęły wyłaniać się ze swoich kryjówek.

Harry nie miał najmniejszej ochoty na lot nad posiadłością. Od dawna nie czuł takiej potrzeby rozpędzenia miotły do maksymalnych rozmiarów, ostrego i szybkiego lotu, a nie chciał, by Tom dostrzegł go z któregoś okna. Z całą pewnością domyśliłby się, że próbuje w ten sposób rozładować swoją frustrację. Dlatego też Harry zaczął kierować się w stronę tylnej bramy. Około dziesięciu minut od niej wzgórze, na którym stało Riddle Manor, kończyło się klifem. Przez bryzę niosącą się od strony morza i rozbijające się w dole fale było to jedno z jego ulubionych miejsc do latania.

Przez całą drogę i późniejszy lot nie potrafił przestać powracać do rozmowy z Tomem. Gdy wspomniał mężczyźnie o ostrzeżeniu, które przekazał swojemu ojcu chrzestnemu, spodziewał się od niego zupełnie innej reakcji. Koniec końców wreszcie powiedział mu o tym, że być może stanie po jego stronie. Tom z całą pewnością zdawał sobie sprawę z tego, że podobna decyzja nie miałaby nic wspólnego z akceptacją i poparciem wyznawanych przez niego poglądów, ale to i tak w żaden sposób nie tłumaczyło jego zachowania.

Gdy Harry miał dziesięć lat, Tom wydawał się całkowicie zdeterminowany, aby uczynić z niego swoją lewą rękę, a przynajmniej użyteczne, najwierniejsze narzędzie. Teraz, kiedy Harry z własnej woli mógł do niego dołączyć, zupełnie zignorował taką ewentualność. Co więcej polecił mu zmianę szkoły, a więc zwyczajną ucieczkę.

Harry nie potrafił czuć się nieurażony. Być może nie był jednym ze Śmierciożerców mężczyzny, ale walczył znacznie lepiej niż większość z nich. I, co najważniejsze, nigdy tak jak oni by go nie zdradził. (Nawet i bez tego nigdy nie zdradziłby Toma, jednak wspólna walka wznosiła jego lojalność na znacznie wyższy szczebel). Czy Tom mógł sądzić, że sobie nie poradzi?

Nie mógł jednak z czystym sumieniem przyznać, że był to główny i największy powód jego frustracji.

Wiedział, że Tom pod koniec ich rozmowy wcale z nim nie flirtował, a wyłącznie odpłacał mu pięknym za nadobne (za „półkrwi bękarta"). A wiedza ta… rozczarowywała i była niemal bolesna.

Harry, w swoim prawie siedemnastoletnim życiu, zdążył się już pogodzić z tym, że pociągają go zarówno kobiety, jak i mężczyźni, jednak nigdy nawet nie przypuszczał, że pewnego dnia sam Tom może stać się obiektem jego zainteresowania. A im więcej myślał o takiej możliwości, tym bardziej dotkliwa mu się wydawała.

Wiedział, że w przypadku Toma zwykłe zauroczenie lub pociąg nie wchodziły w grę. Zbyt wiele o nim wiedział – i to rzeczy najgorszych z możliwych – by było to zauroczenie. Jednocześnie nigdy nie poświęciłby ich relacji dla czegoś tak trywialnego jak seks. Więc (czysto teoretycznie, zakładał Harry), gdyby czuł coś do mężczyzny, byłoby to coś… znacznie większego. Coś, co i tak nigdy nie zostałoby odwzajemnione.