Guest: dałam Bellę bo była na obrazku, który mnie zainspirował. Generalnie jednak nie będzie ona odgrywać wielkiej roli w kolejnych częściach. Przynajmniej na razie nie mam na nią pomysłu, zaś fick nie ma być bardzo długi.

Toraach: bez twojego maila z obrazkiem nie byłoby ficka! I zgadzam się, że lojalność Belli wobec siostry i rodziny była ogromna.

Uwaga: w tym rozdziale będą sceny erotyczne!

Serdecznie dziękuję za wszelkie komentarze oraz polubienia.


Pansy Parkinson doskonale wiedziała co należało zrobić. Kiedy wyprowadzała wściekłego Draco uśmiechała się diabolicznie. Z trudem hamowała radość, zaś kiedy wychodzili z głównej sali. Uwielbiała tańce, ale jej myśli zajmowało coś całkiem innego. Ledwie wyszli z zasięgu ciekawskich spojrzeń, podbiegła do niego i obsypała pocałunkami. Długo czekała na tę okazję, ale warto było. Młody Malfoy nie należał do łatwych zdobyczy, ale takowe jej nie interesowały. Zawsze chodziło o nieco i tylko niego. Postanowili poszukać zacisznego kąta, skoro już szło im tak dobrze. Ten kretyn Weasley chociaż raz na coś się przydał, dając im idealną wymówkę.

- Słyszałaś go Pans? Obraził ojca, zatłukę go za to! Jak można tak krzyczeć na kobietę? To Granger, ale mimo wszystko ni nie wypada! Co on sobie wyobrażał.

- Szkoda na niego ręki, zmęczysz się a zakuty łeb pozostanie zakuty. Mam znacznie lepszy pomysł na spędzenie reszty wieczoru – zakończyła konspiracyjnie

Chłopak odpowiedział śmiechem. Przyciągnął bliżej dziewczynę i obdarzył namiętnym pocałunkiem. Jego gest w niczym nie przypominał niewinnej zabawy nastolatka. Draco dosłownie pożerał wzrokiem ciemnowłosą dziewczynę. Pragnął jej i pożądał od bardzo dawna. Jego usta gwałtownie wbijały się czerwone wargi, pragnąć coraz więcej. Długo czekał na ową chwilę. Zmusił by oddała mu pocałunek, wnikając coraz głębiej. Ich języki spotkały się i rozpoczęły taniec o dominację.

Dłonie bezbłędnie odnalazły suwak sukienki. Nie protestowała, w odpowiedzi poluzowała guziki jego fraku. Bardzo długi czas musieli uważać i czekać na lepszy czas. Wojna z Voldemortem zaprzątała głowy wszystkich, a zabójstwo Narcyzy Malfoy zmieniło przebieg walk. Miłość i przywiązanie czekały na lepszy czas. Pansy tylko posłała ciepły uśmiech czując dłonie Draco na swych plecach. Widziała w jego szarych, pięknych oczach podziw i wielkie pożądanie.

Znaleźli pusty pokój, zapewne jeden z wielu przeznaczonych dla gości. Szeroka, sprawiająca wrażenie wygodnej sofa stanowiła pokusę nie od odparcia. Młodzi chwycili swoje dłonie oraz wymienili spojrzenia. Draco z trudem panował nad wielkim pragnienie. Gdyby chodziło tylko o niego wziął by Pansy właśnie teraz, gwałtownie i szybko. Nie chciał jednak postępować równie obcesowo. Wziął kilka głębokich wdechów.

Podciągnął długą suknię dziewczyny. W swej gorliwości przykrył jej twarz tkaniną. Nie myślał jednak o niczym innym, jak o kuszącym trójkącie skrywanym pod bielizną. Dotknął koronkowych majtek, rozpaczliwie usiłując je zdjąć. By chociaż nieco na chwilę opanować swe pragnienie, począł wpierw delikatnie a potem mocniej masować wrażliwe miejsce. Z zadowoleniem zauważył jak ciało dziewczyny wygięło się lekko w łuk. Usatysfakcjonowany swymi wysiłkami, pozbawił ją irytującej części bielizny i odrzucił w bok.

Pansy zdołała jakoś wyplątać się z zarzuconej na głowę sukni. W pierwszej chwili planowała solidnie na niego nakrzyczeć za karygodny pośpiech. Kiedy jednak poczuła ów niezwykły masaż dłonią, złość nieco zelżała. Wyciągnęła dłonie, chcąc by pocałował ją raz jeszcze. Chciała znowu poczuć gorące zetknięcie ust i poczuć słodkie słowa szeptane do ucha. Pocałował koniuszki palców, w staromodnym dżentelmeńskim geście i westchnął.

Nagle zdarzyło się coś nieoczekiwanego. Ktoś otworzył drzwi, a raczej przez nie wpadł. Zajęci sobą młodzi zapewne niczego by nie zauważyli, lecz intruz, lub intruzi niechcący strącili stojącą na szafce szklaną miskę. Draco natychmiast zasłonił Pansy w rycerskim geście. Pragnął ją chronić i zasłonić przed intruzami. Chłopak nieomal upadł widząc intruzów. Przetarł oczy jakby nie wierząc. Uszczypnął się aż do krwi, próbując przekonać że nie śni owego koszmaru.

Elegancki mężczyzna o platynowych włosach prowadził za rękę czarownicę o brązowych włosach. Kobieta gładziła jego policzki i obsypywała pocałunkami. Uśmiechnął się do niej, lecz szybko przejął inicjatywę. Jej nieśmiałość i brak wprawy nie mogły zadowolić prawdziwego znawcy. Pobudzały jedynie apetyt, ale on mógł pełnić rolę przewodnika oraz nauczyciela. Radowało go to niezmiernie.

Pochwyciła młodą kobietę i złożył na ustach gorący pocałunek. Odpowiedziała tym samym, niczym dziecko naśladujące kroki nauczyciela. Przerwał jedynie na chwilę by pogłębić ich kontakt. Zsunął dłoń w kierunku jej talii, jednocześnie opierając kobietę o ścianę. Począł gładzić zewnętrzną stronę ud, nieomal pozbawiając tchu. Drugą dłonią przeczesywał włosy, chcąc tym prostym gestem zapewnić poczucie bezpieczeństwa. Pragnął jej, ale nie zamierzał wejść tutaj opartej o ścianie.

I wtedy nastąpiła katastrofa. Hermiona czuła jak przez jej ciało przebiegają dreszcze a ona kompletnie utraciła nad nim kontrolę. Ona, zawsze taka dumna z opanowania i chłodnej logiki nie potrafiła już o niczym myśleć. Dotykał jej ud i przesunął dłoń wyżej, do najintymniejszych sekretów. Jej oddech przyśpieszył w oczekiwaniu na coś cudownego. Czuła jak jej przystojny mężczyzna schodził z pocałunkami niżej, drażniąc wrażliwy kark. Czy ktokolwiek mógł mieć pretensje, że potrąciła dłonią misę? Płonęła z pożądania, Lucjusz rozpalił ją do czerwoności a ona, dawniej tak go nienawidząca marzyła by w nią wszedł tu i teraz. Och, już rozumiała co Ginny miała na myśli, wspominając jak Harry pocałunkami i pieszczotami rozpalał do czerwoności, a potem jako dżentelmen pozostawiał spragnioną. „Poczekaj aż będziemy po słowie". Hermiona rozumiała czemu przyjaciółka rzucała klątwę.

-Cholera kto tu jest?- krzyknął Draco Malfoy sprawiając że Hermiona aż podskoczyła

- Draco?!- krzyknął ogłupiały Lucjusz nie wiedzący co zrobić z rękami

-Ojciec ?! - blondyn aż przysiadł na sofie

- Malfoy? – wrzasnęła Hermiona odzyskawszy panowanie na głosem - Co ty wyprawiasz na Merlina?

- Granger?! Jestem u siebie w domu więc może ty coś wyjaśnij – nawet w takiej chwili ich szkolna niechęć dawała o sobie znać.

- Draco – wtrącił Lucjusz aksamitnym głosem – zachowujesz się obcesowo wobec panny Parkinson

- Sam nie jesteś lepszy ojcze – odgryzł się – dlaczego ze wszystkich kobiet na świecie musiałeś wybrać kujonicę Granger?

-Malfoy! – zaprotestowała Hermiona

-Granger nie krzycz tak – wtrąciła Pansy – tutaj jest dwóch mężczyzn o tym nazwisku więc opanuj się. A patrząc na ciebie – zmrużyła oczy – dźwięk słowa „Malfoy" jest dla ciebie raczej przyjemny. No i – kontynuowała oblizując wargi- niezła sprawność nóg – zachichotała

- Parkinson – burknęła

-Hej, nie ty jedna jesteś niezaspokojona więc nie wyżywaj się na mnie Hermiono!

- Drogie panie – wtrącił Lucjusz puszczając Hermionę i nadając swemu zachowaniu pozory niewinności

Cała czwórka patrzyła na siebie zawstydzona. Draco wciąż nie wierzył swoim oczom. Jego ojciec i Granger, na Merlina kto wie co by zrobili gdyby ona nie rozbiła misy!

- Chodź Draco, poszukamy innego pokoju. Zamkniemy też drzwi, aby by ktoś przypadkowy tu nie wszedł – poradziła – na przykład Scrimgeour, ten sztywniak gotów nas aresztować za obrazę moralności czy coś. Ciekawe czy w ogóle wie co to znaczy być z kobietą – zakończyła złośliwie Pansy

- Ale Panrk.. Pansy to Minister Magii!- krzyknęła oburzona – jak możesz tak mówić!

- To sztywniak i ma sztywne nie to co trzeba, tańczył z tą różową ropuchą Umbridge to nie normalne! – broniła się dziewczyna

-Minister Scrimgeour pożegnał się i wyszedł jakiś czas temu- zapewnił Lucjusz – Draco odprowadź pannę Parkinson na spoczynek – nakazał synowi

- Ale dlaczego Granger?- jęknął blondyn – dlaczego ona?

- Bo tak zadecydowałem – zakończył nie znoszącym sprzeciwu tonem

- Szytywniak-moralista wyszedł? Może wymknął się na tajną schadzkę z – zaczęła Pansy

- Chyba z kijem od szczotki. Skończ bo będę miał koszmary – Draco wyglądał na oburzonego- chodźmy, ale ojcze jutro chcę porozmawiać.

- Dobrze, ale jutro. Wyjdźcie.

Dwaj Malfoyowie wymienili porozumiewawcze spojrzenia. Sen był ostatnim o czym myśleli. Hermiona, nieco spokojniejsza posłała Pansy Parkinson nieśmiały uśmiech. Ślizgonka nie była taka zła, cała ich szkolna niechęć wynikała z rywalizacji domów. Kiedy jednak obie zaczęły walczyć po jednej stronie, owa złość przeszła w nie do razu uświadomiony szacunek. Mogły za sobą nie przepadać, ale poczęły dostrzegać umiejętności. Skinęły głowami przytulone do swoich mężczyzn.

- Zastanawia mnie jednak dlaczego Scrimgeour wyszedł, nocne przyjęcia w twej posiadłości są wspaniałe przecież. Możne oglądać gwiazdy i och..- zaczęła Pansy, ale krzyknęła czując język Draco na swej szyi – ja tu próbuję coś powiedzieć!

- Wcale nie masz nic przeciwko – zakpił blondyn – a jakby na mnie wisiała Umbridge też bym uciekał. Nie słyszałaś tego jej gruchania „Panie Ministrze" co drugie słowo! Do tego biegała po drinki i w ogóle skakała wokół, to było niesmaczne ale potem Weasley wszystkich przebił – zakończył złośliwie

- Hermiona wyglądała na przerażoną i zapłakaną

- Mój ojciec o nią zadba a ja zadbam o ciebie Pans – obiecał – słuchaj może rzucimy Muffiato na drzwi? Trzeba ludziom oszczędzić widoku Granger jak…

- Racja, to sprawa rodzinna – skinęła głową dziewczyna – zwłaszcza że Umbridge nie wyszła.

-Kocham cię Pansy, ale błagam skończ, nie chcę myśleć o pokoju o różowych ścianach z miauczącymi kotami na ścianach! Może dopadła Weasleya i zrobiła mu wykład z dobrych manier.

Draco poprowadził Pansy do gościnnej sypialni. Pocałował dziewczynę w policzek i poprowadził uroczyście w kierunku szerokiego łóżka. Teraz zamierzał postępować znacznie bardziej opanowanie niż poprzednio. Pokazać, że jest prawdziwym dżentelmenem. Ucałował koniuszki jej palców i spojrzał głęboko w oczy.


Nawet w świetle księżyca dostrzegła w oczach chłopaka nie tylko pożądanie, ale także uczucie. Lucjusz właściwie zaakceptował ją jako żonę dla swego jedynaka. Pochodziła z dobrej rodziny czystej krwi, chociaż nie tak zamożnej jak Malfoyowie. Jako jedna z nielicznych stanęła twardo po stronie Draco kiedy zmienili strony. Obaj zapamiętali jej lojalność, zaś Lucjusz wprost mówił do niej „córko". Czekała ich cudowna noc, Pansy nie miała wątpliwości.

Hermiona od dawna nikogo nie całowała. Nikogo nie całowała od rozstania z Ronem, który był nieśmiały i niepewny. Lucjusz całował z namiętnością i ogniem zdolnym spalić. Od razu przypomniała sobie opisy z romansów czytanych na głos przez koleżanki z dormitorium. Pozornie ona, najmądrzejsza czarownica swego była ponad takie marności. Lecz po cichu słuchała, jak chyba każda młoda kobieta marząc o wielkiej miłości. Myślała, że ją znalazła. Ale wojna potrafi zmylić najmądrzejszych i razem z Ronem pomylili przyjaźń i platoniczne przywiązanie z miłością. Kochali się, ale jak rodzeństwo. Zaś Lucjusz.. kiedy tylko ją pocałował poczuła jakby prąd przeszył jej ciało. „Nie powinnam tego robić, wypiłam za dużo"- krzyczał głos rozsądku. „E tam, jak szaleć, to szaleć"- mówiło serce.

- Nie wiedziałam, że tak świetnie całujesz- szepnęła mu do ucha. Chyba tylko ilość wina sprawiła, że się nie czerwieniła.

- Nie tylko całuje – uśmiechnął się – ale potrafię bez użycia różdżki sprawił by twoje urocze loki się wyprostowały i na nowo zakręciły – zapewnił.

- Hmmm- zamruczała.

- Niegrzeczna dziewczynka, zaraz się tym zajmiemy.

Nie protestowała kiedy złożył na jej ustach kolejny pocałunek i jeszcze jeden. Jakiś czas temu, na trzeźwo uciekłaby od niego. Lecz teraz, teraz postanowiła posłać rozsądek do wszystkich diabłów. Oddawała każdy pocałunek i sama całowała. Dlaczego ten czystokrwisty dupek musi być tak przystojny?- jęczała- no i co do tyłków to ma niezły.. Podskoczyła czując jak rozpina zamek sukienki. Powinna uciekać, lecz w odpowiedzi próbowała włożyć dłonie pod jego szatę, co niespecjalnie jej wychodziło. Zauważył jej wysiłki. Z uśmiechem pocałował jej dłoń i pomógł. Teraz mogła bez skrępowania dotykać go, gładzić jego tors. I zwalić wszystko na pijaństwo.

- Gdzie ty się tego nauczyłeś? - krzyknęła czując jak rozpina jej biustonosz

- Lata praktyki – szepnął jej do ucha – mam że tak powiem spore doświadczenie. Jeśli zechcesz zaprezentuję to i owo – zaproponował – ale tylko jeśli tego naprawdę chcesz. Do niczego cię nie zmuszam, rozumiesz?

- Skąd wiesz, że ja tego nie chcę? Nie chcę poczuć się pożądaną kobietą, pożądaną przez kogoś kogo sama pożądam? Kogoś dojrzałego?

- Słuszna uwaga – zaśmiał się – niegrzeczna dziewczynka co kusi ojca swego szkolnego kolegi. Chodź tutaj do mnie – wyciągnął ręce.

Bez chwili wahania padła w jego ramiona. Wiedziała, że to szaleństwo, ale chciała zaszaleć. Z każdym pocałunkiem znikały wyrzuty sumienia i obawy. Z trudem łapała oddech i z trudem rejestrowała co się dzieje. A już na pewno nie wiedziała kiedy leżała , jedynie w cienkich, koronkowych majtkach. Leżała przed nim praktycznie naga. Poczuła rumieńce na policzkach, ale wątpliwe by je zauważył przy słabym świetle świec. Nie patrzył na jej policzki, ale całkiem gdzie indziej niżej. I bynajmniej nie patrzył niewinnie.

Zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć poczuła dotyk jego silnej, męskiej dłoni na swej piersi. Prawie podskoczyła, lecz uczucie było przyjemne. Jeszcze przyjemniej było kiedy zaczął je całować wywołując drżenie. Pamiętając czytane przez dziewczyny romanse (bynajmniej nie niewinne) zanurzyła dłonie w jego blond włosach i zaczęła go głaskać po głowie. Tak czyniły bohaterki tamtych książek. Przymknęła oczy czując jak pokój wiruje przez oczami.

Chociaż wino szumiało w głowie czuła jak jego dłonie schodzą niżej i niżej. Jednym sprawnym ruchem zdejmują cienką, koronkową pozostałość bielizny. Dotykają najintymniejszych miejsc. Początkowo delikatnie a z czasem coraz bardziej natarczywie. Podobało jej się to. Z coraz większym trudem łapała oddech, zaciskając palce na jego ramionach.

- Lucjuszu, co ty... - wybąkała

- Daję ci lekcję kochana – wyjaśnił – lekcję co to znaczy być kobietą, taka pojętna uczennica na pewno zrozumie wszystko w mig – wyjaśnił nie przerywając pieszczoty.

- O słodki – jęknęła

- To dopiero początek – zaśmiał się.

Oszołomiona nowymi doznaniami nie zauważyła kiedy zrzucił resztę swojego ubrania. „Na pewno gdzieś schował różdżkę"- myślała. Ale nie protestowała. Nie potrafiła protestować, nie potrafiła nic powiedzieć. Zamknęła oczy w oczekiwaniu, kiedy on schodził z pocałunkami coraz niżej. Czuła rosnące pragnienie i oczekiwanie wydawało się torturą. Kiedy rozchylił jej nogi szeroko myślała, że zaraz nastąpi na co czekała. On jednak tylko na nią patrzył. Dosłownie pożerał wzrokiem. Uśmiechnęła się z zadowoleniem. To miłe, że może wzbudzać podobną namiętność.

To była gorąca noc, chociaż grudniowa. Przez zamknięte okno wpadało srebrne światło księżyca. Atmosfera dosłownie aż buchała od romantyzmu i pożądania. Oddychała głęboko smakując każdą chwilę. Spojrzała na niego. Dotknęła jego ręki i ledwie wierząc co mówi wyszeptała

- Uczyń mnie kobietą Lucjuszu

- Wedle życzenia moja pani – odparł.

Pomimo swej obawy prawie nie czuła bólu. Był doświadczonym kochankiem, a ona dosłownie płonęła nim zaczął. Wziął ją z wyczuciem. Młode, dziewczęce ciało potrzebowało odpowiedniego potraktowania. Nie musiał pytać czy jest dziewicą. Wiedział co i jak z jej zachowania. Wyczuł naturalny opór, nie do końca uświadomiony, lecz prawdziwy. Z tym większą przyjemnością zaczął co należało. Będzie jej pierwszym mężczyzną.. nawet w bladym świetle księżyca widział na wpół zamknięte oczy. Usta wyrażające bez słów przyjemność. Skoro tak, nie zamierza z niczym czekać.. z każdym kolejnym ruchem brał ją coraz szybciej i gwałtowniej. W idealnej ciszy zimowej nocy słuchać było tylko coraz szybsze oddechy kochanków. Wyczuł, że całkowicie poddała się rytmowi natury i całkiem mu podporządkowała. Krzyknęła i wyciągnęła ku niemu ręce, kiedy dosłownie w niej eksplodował. Brakowało mu bliskości kobiety.

- To było nieziemskie Lucjuszu – wyszeptała.

- Ty byłaś nieziemska – odparł mocno ją obejmując

Przylgnęli do siebie raz jeszcze. Zatonęli w długim i czułym miłosnym uścisku. Dwa spragnione siebie serca i ciała, wolące na głos nie mówić nic o swym uczuciu. Hermiona drżała ze strachu przed reakcją przyjaciół. Ale wówczas leżąc w jego ramionach nie myślała o tym, Zasnęli wtuleni w siebie w tę piękną, grudniową noc. Kochankowie nie myśleli o tym czy powinni byli łączyć się w uścisku czy nie. Po prostu zasnęli. Spali spokojnie, nie dręczeni żadnymi koszmarami. Nikt w nich nie umierał, nikt nie cierpiał tortur. Było cudownie.


Elaine Cattermole jak zwykle siedziała do późna w pracy. Ta drobna blondynka bardzo często zostawała po godzinach, usiłując zapanować nad bałaganem panującym w papierach. Ministerstwo po wojnie z Voldemortem przypominało pole bitwy a chaos nijak nie oszczędził Departamentu Przestrzegania Prawa. Zbliżały się wewnętrzne kontrole a oni po prostu ledwie nadążali. Rufus Scrimgeour chciał pokazać światu przejrzystość i transparentność Ministerstwa co jednak oznaczało niemałą ilość nadgodzin. Czasem zostawała ona, czasem dziewczyny z jej pokoju. Najczęściej jednak padało na Elaine, która jednak nie narzekała. Przynajmniej w pracy nie narzekała na brak zajęć.

Szła korytarzem ze stertą akt. O tej godzinie nie oczekiwała spotkać nikogo, a i sama zamierzała niedługo wyjść. Tylko odniesie teczkę do swojego pokoju, aby móc skończyć jutro resztki porządków.

Usłyszała czyjeś kroki i odruchowo zacisnęła dłonie na różdżce. Ta drobna blondynka znała parę niezłych klątw i potrafiła się bronić. Nie wiedziała kto prócz niej może spacerować korytarzami Ministerstwa o równie późnej godzinie. Faktycznie nadchodziła zapowiedziana na początek roku kontrola, ludzie uznali że Scrimgeour nie ma serca skoro wybrał podobny termin, ale nic nie mogli poradzić. Elaine jeśli nawet zaklęła pod nosem, zachowała opinię dla siebie. Wysłuchała dość narzekań by nie musieć jeszcze pogarszać humoru wszystkich.

Niedaleko dostrzegła jemiołę. Na korytarzach zawieszono ich całkiem sporo, ku wielkiej irytacji Elaine. Nie miała nic przeciw dekoracjom, dopóki koleżanki nie próbowały koniecznie sprawić by stanęła pod jedną z nich jakimś przystojnym, ich zdaniem czarodziejem. Wszelkie tłumaczenia trafiały w próżnię, w końcu dała sobie spokój. Chciały dobrze.

Odwróciła się powoli. Była ciekawa kim też był intruz i kto inny jeszcze z jakiegoś powodu został tak późno. Dostrzegła wysokiego mężczyznę we wspaniałej, ciemnej szacie zdobionej w złote wzory. Nawet nie podskoczyła ze zdumienia, a jedynie posłała nieśmiały uśmiech. Na dobrą sprawę powinna się tego spodziewać, nie po raz pierwszy na siebie wpadli.

- Elaine – odezwał się Rufus Scrimgeour łagodnym jak na niego głosem – byłem pewien, że tutaj będziesz.

- Mam dużo pracy a czasu brak- westchnęła – ale czy nie powinieneś być na Balu u Malfoyów? Nawet nie wiesz ile o tym wszystkim plotkowano!

- Domyślam się – odparł podchodząc bliżej – podobnie jak o osobie, którą zaproszę. Dałem do zrozumieniu dziennikarskim hienom, że nie zamierzam zdradzać szczegółów mojego życia, ale oczywiście plotki to inna sprawa. Dolores Umbridge nie chciała mi dać spokoju i poważnie rozważałem oszołomienie jej, na szczęście ten idiota Weasley na coś się przydał, chociaż raz- zakończył wycierając usta z niesmakiem

-Weasley?

- Ronald Weasley, rudowłosa pomyłka i niestety dla wielu bohater wojenny. Faktycznie odegrał pewną rolę w działaniach Zakonu Feniksa, ale nie był jedyny. To przyjaciel Pottera, toteż wybaczają mu pijaństwo i grubiaństwo. Urządził awanturę i scenę zazdrości rodem z taniego romansidła widząc swoją dawną sympatię tańczącą z gospodarzem, żałosne.

Elaine oczywiście mogła się domyślić. Czytała w „Proroku" o niektórych występach owego pajaca. Dziennikarze wprost go uwielbiali a trzeba przyznać, że Weasley potrafił znaleźć sposób by zostać zauważonym. Skinęła tylko głową, nie mając ochoty więcej słuchać o wyczynach tego pajaca.

- Milczysz i to najlepsze co można zrobić, czy zauważyła gdzie stoimy?

Podniosła oczy i poczuła jak policzki pokrywa czerwień. Elaine reagowała tak dość często i tylko gruba warstwa makijażu przykrywała znienawidzone rumieńce. Wątpiła jednak by w przyćmionym świetle cokolwiek było widać. Ostatnie czego pragnęła to wyglądać jak pensjonarka. Nie w towarzystwie jednego z nielicznych, rozsądnych mężczyzn w okolicy.

Oczywiście dostrzegła nad sobą przekleństwo ostatnich dni. Jemioła dosłownie nad nią wyrosła, zaś Elaine od razu stanęły przed oczami wszystkie wypadki kiedy koleżanki dosłownie ją wepchnęły pod którąś. Czy naprawdę nie mogły zrozumieć, że nie miała ochoty całować żadnego z nieopierzonych, niedojrzałych kurczaków?

Przełknęła głośno ślinę czując jak policzki płoną żywym ogniem. Zacisnęła dłonie na aktach przysięgając wepchnąć gałęzie do gardła idiocie, rozwieszającemu wszędzie te pułapki na uczciwe czarownice.

Nawet nie zauważyła kiedy podszedł bliżej. Pochwycił ją w uścisk tak mocny, że nie mogła uciec. Nie wiedziała czy chce, nogi dosłownie wrosły jej w ziemię odmawiając posłuszeństwa. Zadrżała sama nie wiedziała dlaczego, być może po prostu z zaskoczenia? Nie pamiętała by ktokolwiek jak ją obejmował, nie żeby miała wielkie doświadczenie, ale jednak parę pocałowała tego czy innego chłopca. Tamci jednak co najwyżej irytowali, a teraz nie odczuwała irytacji, ani nawet niczego bliskiego. Kiedy przesunął dłonią po jej plecach podskoczyła, ale bardziej z zaskoczenia niż strachu. Wiedziała oczywiście do czego służy jemioła.

Jego pocałunek bardzo przypominał uścisk. Był namiętny i władczy, nie pozostawiając cienia wątpliwości co do intencji. Miażdżył jej usta zmuszając do posłuszeństwa. Całkiem instynktownie rozchyliła wargi ulegając coraz bardziej natarczywym żądaniom. Nawet nie wiedziała kiedy upuściła trzymaną w dłoni teczkę. Czując na ustach namiętne pocałunki nie potrafiła myśleć już o niczym innym. Zapomniała o całym świecie wokół. Nie wiedziała ile czasu trwało nim oderwał usta od jej ust. Głowa tańczyła w szalonym tańcu i byłaby upadła gdyby nie trzymała go mocno za rękę.

- Elaine – wyszeptał prosto do ucha, niebezpiecznie kusząc – mam znacznie lepszy pomysł na spędzanie wieczoru niż porządkowanie dokumentów.

- Zapraszasz mnie? – odpowiedziała pytaniem

- Znam wspaniałe i dyskretne miejsce, chodź - nakazał chwytając jej dłoń

- Moje akta – jęknęła – muszę je pozbierać – przykucnęła nerwowo zbierając kartki.

- Pomogę – zaoferował się chwytając jej dłoń.

- Skąd wiedziałeś że tutaj będę? – zapytała

- Nie wiedziałem, ale podejrzewałem. Mogłaś albo być jeszcze w pracy, albo sama w domu – odparł obejmując ją w pasie

Elaine nie wie potrafiła nic odpowiedzieć. Otworzyła usta żeby coś powiedzieć, lecz dźwięki nie opuszczały jej gardła. Rozum nakazywał odrzucić zaproszenie, bo chociaż koleżanki wyśmiewały naiwność miała dość dużo lat by wiedzieć do czego wszystko może doprowadzić.

- Ja – wybąkała usiłując wyartykułować sensowne zdanie

- Nie bój się – zapewnił gładząc jej dłoń – przecież nie przerażała cię herbata w moim gabinecie

- No uhh, ale no wtedy – wybąkała

- Nie patrz tak na mnie, każdy normalny mężczyzna zapragnął by gorąco ucałować równie piękną i subtelną damę. Musieli cię otaczać głupcy i ślepcy skoro jesteś kompletnie zaskoczona.

- Dziękuję – odparła nerwowo – różnie bywam określana ale nie tak, przymiotnik „nudna" już częściej pada, bo cóż spędzam dużo czasu w pracy i nie jestem „spontaniczna"

- I bardzo dobrze, że stare dobre zasady jeszcze nie zanikły. Nasz świat dość ucierpiał przez działania tego niebezpiecznego szaleńca zwącego się Lordem. Nie musimy jeszcze sami zakładać dodatkowej pętli na szyję niszcząc własne tradycje.

Nic nie odpowiedziała. Ledwie opadł kurz bitewny a ludzie poczęli liczyć straty i rozliczać. Zaczęto krytykować system, który pozwolił na powstanie równie niebezpiecznej i morderczej grupy. Żądano szybkiego i surowego osądzenia winnych. Dlatego Departament Przestrzegania Prawa nie miał nawet chwili odpoczynku. Minister obiecał sprawne procesy. Zaś fakt, że pomimo pośpiechu nie zaginano prawa, nie wtrącano ludzi do więzienia bez procesu zapewnił Scrimgeourowi ogromną popularność. Nieco mniejszą może wśród ludzi pracujących po wieczorach, ale większość rozumiała tak jak Elaine.

Ze zdenerwowania zapomniała nawet drogi do swego biura. Wciąż ściskała w dłoni teczkę z aktami, jakby zależało od tego życie. Nie puściła nawet kiedy weszła do przytulnego pomieszczenia w jakiejś eleganckiej restauracji. Oczywiście słyszała o podobnych lokalach, gdzie najważniejsi urzędnicy oraz najzamożniejsi czarodzieje mogli spotykać się z wybranymi osobami w całkowitej dyskrecji. Nigdy jednak nie przekroczyła progu podobnego miejsca.

Ubrana w prostą, acz elegancką sukienkę nie pasowała do owego miejsca. Kelner powitał ją uprzejmie nawet nie komentując stroju. Odsunął tylko wygodne krzesło i podał menu. Nazwy niektórych potraw niewiele jej mówiły. Westchnęła cicho usiłując wymyślić jak zapytać o wyjaśnienie, nie pokazując jednocześnie swej niewiedzy. Przy poszczególnych pozycjach nie podano nawet cen, co tylko dodatkowo zdenerwowało Elaine.

- Czy dla pana to samo co zawsze Ministrze?

- Tak, dla mojej towarzyszki poproszę coś lekkiego. Jako przystawki weźmiemy to samo, co zamówiłem rozmawiając z Lucjuszem Malfoyem. O deserze zdecyduję później.

- Oczywiście – kelner skinął głową – a co do picia? Dla pani polecam nasze słodkie, białe wino.

- Wolę pół słodkie lub półwytrawne, jeśli można – wtrąciła Elaine

- Zgodnie z życzeniem – zanotował kelner bez emocji – czy podać wino teraz, czy po przystawkach?

- Po przystawkach – odpowiedziała – miałam dość długi dzień w pracy – zaczęła – za chwilę poproszę

- W takim razie przyniosę pani herbatę, albo nawet i dwie

Elaine ściskała teczkę z aktami co ją w dziwny sposób ją uspokajało. Nie po raz pierwszy rozmawiali, lecz jeszcze nigdy w restauracji a jedynie czasem wpadała wieczorem na herbatę i ciasteczka do jego gabinetu. Rozmawiali o wielu sprawach, ale nie doszło do niczego więcej niż urocze chociaż nieco staroświeckie pocałowanie w rękę czy przepuszczenie w drzwiach. Maniery dżentelmena i takie niedzisiejsze, niewinne pochwały były szalenie miłe dla dziewczyny. Nigdy jednak nie podejrzewałaby go o inne zamiary. Nie wobec siebie w każdym razie.

- Nie bądź taka przerażona – zaśmiał się – bo jeszcze pomyślę, że straszę młode czarownice pocałunkami. Różne plotki na swój temat słyszałem, ale niczego podobnego.

- Zaskoczyłeś mnie

- Rozumiem ale na to znam jedno rozwiązanie

Ku bezgranicznemu Elaine podszedł do niej i podniósł brodę. Spojrzał na nią przez chwilę po czym złożył na ustach namiętny pocałunek. Jeśli wcześniej uważała, że wszystko było winą jemioły teraz już nie miała wątpliwości. Nawet nie zauważyła ani kiedy znowu opuściła nieszczęsną teczkę ani kiedy kelner przyniósł herbatę.

- Skąd wiedziałeś, że się zgodzę?

- Zawsze mam tu stolik, a poza tym polityk winien umieć negocjować.

Wieczór był uroczy. Zarówno dania jak i napoje w restauracji były znakomite. Po jakimś czasie rozluźniła się i zaczęła nawet żartować. Lubiła jego towarzystwo, bowiem już wcześniej odkryła swą słabość do starszych od siebie, eleganckich panów. Zapewne zawiniła jej babka, opowiadająca i nauczająca o zwyczajach czarodziei czystej krwi.

Szybko zrozumiała jak zabójcze było wino. Nie wiedziała ile dokładnie wypiła bowiem ilekroć skończyła kielich, w magiczny sposób napełniał się znowu płynem. Zapomniała o ostrożności, bowiem napój smakował wybornie.

Ledwie pamiętała drogę do domu. Wyszła prawie uwieszona ramienia swego towarzysza. Przytomna część jej umysłu odczuwała straszny wstyd, ale niestety nie potrafiła opanować zawrotów głowy.

- Tak mi wstyd – jęknęła – przepraszam, za kłopot, zaprosiłeś mnie a ja, gorzej niż dziecko

- To ja przepraszam – odpowiedział podtrzymując ją mocno w pasie – powinienem pomyśleć o twoim zmęczeniu. Odprowadzę cię, zbrodnią byłoby cię zostawić.

Elaine próbowała protestować, ale szybko rzucił zaklęcie teleportacji. Teleportacji łącznej zawsze towarzyszył nieprzyjemne uczucie. Teraz mdłości zaatakowały z taką siłą, że oparła głowę na jego ramieniu.

Mieszkała w mugolskim Londynie, jednak dość niedaleko budynku Ministerstwa. Lubiła swoje mieszkanie, za całkiem niezłą przestrzeń oraz przystępny czynsz. Jako czarownica rzecz jasna zdołała nieco je powiększyć i ulepszyć. Mieszkała bez luksusów, ale na pewno wygodnie.

- Poczekaj znajdę klucze

-Jesteśmy czarodziejami – mruknął rzucając Alohomorę – ale lepiej dzisiaj nie czaruj.

Poprowadził ją do jej sypialni i jak prawdziwy dżentelmen położył na sofie. Elaine nawet nie była w stanie odczuwać strachu. Zresztą różne plotki towarzyszyły Ministrowi, ale nikt nie widział w nim gwałciciela. Jeśli już, to podobnie jak Pansy podejrzewano go o absolutny brak kontaktów z kobietami. Pomógł Elaine położyć się i tylko pocałował na pożegnanie.

Czekał ją koszmarny poranek. Głowa dosłownie pękała a po nocy spędzonej w ubraniu czuła się obolała. Promienie słoneczne jeszcze tylko pogarszały ból głowy. Jęknęła, usiłując przypomnieć sobie wydarzenia poprzedniego dnia. Pamiętała jemiołę, swobodną rozmowę oraz jak przed mgłę powrót do domu. Wisiała na ramieniu swego towarzysza co przyprawiało dziewczynę o nieprzyjemne dreszcze. Chyba ma teraz o niej najgorsze zdanie. To zaś ją martwiło, bo chociaż nie była zakochana to starszy, elegancki mężczyzna pociągał ją.

Nagle zobaczyła niewielką kopertę. Rozpoznała znajome pismo oraz buteleczką eliksiru antykacowego. „Chyba będziesz tego potrzebować"- głosił bilecik. „Kocham cię"- mruknęła autentycznie jak powiedziałby każdy potrzebujący podobnej pomocy. Wypiła zawartość i postanowiła czekać aż odzyska panowanie nad swoim ciałem.


Od Autorki: Nie wiem czemu ale widziałam Rufusa jako sztywniaka i kogoś niechętnego zabawy. Dla potrzeb historii będzie miał około 47 lat i nie będzie niekompetentnym kretynem. Zresztą w książkach widzieliśmy całość oczami Dumbledora oraz słuchającego go Harrego. Nie jestem zwolenniczką widzenia w dyrektorze kogoś diabolicznego, ja go raczej widziałam jako kogoś szalenie inteligentnego, z wyczuciem politycznym i silną wolą.

Elaine wprowadziłam bo przyda mi się potem do dalszego dręczenia Rona. Nie cierpię Rona od 4 części: nie dość, że nie uwierzył Harremu to jeszcze ranił Hermionę swoim prostactwem. W 6 części zaczyna upajać się sław zostawia przyjaciół.

Dolores Umbridge zawsze mi wyglądała na kobietę marzącą o wielkiej karierze w Ministerstwie, kogoś kto by zrobił wszystko na rozkaz ukochanego ministra, z tym, że nie odczuwała przywiązana do człowieka, lecz stanowiska

Akcja rozgrywa się po 7 tomie.

Moim ulubionym pairingiem jest Lucjusz/Hermiona albo Syriusz/Hermiona a generalnie każdy prócz Rona z Hermioną. Najmłodszy z Weasleyów moim zdaniem totalnie do niej nie pasował, mogli oczywiście się kumplować, ale niekoniecznie zostać zgodnym małżeństwem. O czym by rozmawiali?