Dziękuję za dodanie mojego opowiadania do ulubionych praz śledzonych. To motywuje naprawdę znakomicie. Zatem bez zbędnych ociągań, zapraszam na rozdział w którym Hermiona odbywa kilka ważnych rozmów.


Hermiona wracała do szkoły w bojowym nastroju. Skeeter niedwuznacznie zasugerowała, że z Lucjuszem łączy ją coś niewłaściwego. Oboje bardzo starannie dobierali miejsca spotkań oraz pisali listy używając pseudonimów, aby korespondencja ich nie zdradziła. Gdyby cokolwiek wyszło na jaw doszłoby do ogromnego skandalu. „Twoja reputacja by ucierpiała, młode kobiety są znacznie surowiej oceniane przez społeczeństwo" – argumentował Lucjusz. Wiedziała, że mężczyzna ma rację. Dlatego z taką złością zaciskała zęby na samo wspomnienie Skeeter.

Chociaż Hermiona miała osiemnaście lat, wciąż uczyła się w Hogwarcie chcąc udowodnić swe umiejętności. Nie wyobrażała sobie przerwania nauki, chciała zamknąć ten szalenie ważny rozdział w swoim życiu. Oczywiście po wygranej Wojnie z Voldemortem stała się znaną osobą i bez problemu mogła zacząć pracę. Pamiętała jak Scrimgeour proponował jej całkiem niezłe stanowisko w swoim biurze. Mogła tylko zgadywać o co w tym wchodzi, lecz Lucjusz, z którym intensywnie korespondowała, nakazał by poszła na spotkanie. „Nie odmawiaj, porozmawiaj, ale niczego nie obiecuj" – radził. Ona zaś wiedziała, że czego jak czego, ale politycznej zręczności nie można odmówić mężczyźnie o platynowo jasnych włosach.

Minister osobiście wysłał bardzo uprzejme zaproszenie. Hermiona z rosnącym zainteresowaniem czytała tekst napisany starannym, odręcznym pismem. Lucjusz pisał w podobnym stylu, nawet wspominał, że kaligrafia stanowiła kiedyś powszechnie nauczaną sztuką. Robiło to wrażenie na dziewczynie, przywodząc na myśl elegancję.

Mieszkała wówczas w Norze. Chociaż związek z Ronem rozpadł się zanim na dobre rozpoczął, wciąż była mile widzianym gościem. Molly Weasley najwyraźniej wciąż żywiła nadzieję na związek swego najmłodszego syna z brązowowłosą dziewczyną. Fakty nijak nie rozwiewały radosnych marzeń matki. Hermiona nie miała złudzeń, ale dziękowała pani Weasley. Nie miała dokąd pójść, a tam, w otoczeniu przyjaciół czuła się po prostu szczęśliwa.

Panno Granger, zapraszam do mojego gabinetu na herbatę, powinniśmy omówić opcje"- zdanie brzmiało równie tajemniczo co złowrogo. Ciekawość jednak kazała jej chociaż sprawdzić w czym rzecz.

- Nie idź – poradził Harry – nie wiem co on knuje, ale nic dobrego. Na pewno zamierza cię użyć w jakiś machinacjach.

- Zapewne, ale ostatecznie wszyscy walczyliśmy z Sam-Wiesz-Kim a to sojusznik, nie wróg – westchnęła – nie chcę odrzucać niczyjej oferty z góry nawet nie wysłuchawszy.

- Od kiedy jesteś taka otwarta? Przecież go nie lubiłaś! – Harry patrzył na nią jakby wyrosła jej druga głowa.

- Dorosłam Harry, Wojna mnie zmieniła. Pozbawiłam rodziców pamięci i wysłałam na koniec świata by iść za tobą na misję. Nieraz ocieraliśmy się o śmierć a ostatecznie pomoc Malfoyów nas ocaliła. Przyjmowaliśmy nieoczekiwanych, nie zawsze miłych sojuszników. Co by było gdybyśmy z nimi nie rozmawiali?

- Ale Dumbledore ..- zaczął

- Wysłał nas na szaleńczą misję prawie nic nie mówiąc. Był bardzo mądrym i potężnym czarodziejem, ale to jeszcze nie powód by przestać zadawać pytania. Harry, wstąpiłeś do Akademii Aurorów, jak zamierzasz pracować dla Ministerstwa skoro tak nie znosisz Scrimgeoura?

- Wiesz nie jest gorszy od Knota, ale ja nie zamierzam być politykiem. Pragnę łapać czarnoksiężników i pomagać Kinglsleyowi. Hermiono nie idź, nie wiem co ten człowiek knuje, ale nie ufam mu.

Ron nawet nie raczył przerwać posiłku. Z pełną kartofli buzią zapytał czy on też może dostać jakieś stanowisko. „Należy się nam jako bohaterom wojennym"- argumentował, plując wokół na wpół strawionymi kęsami. Spojrzała na niego z obrzydzeniem i odpisała krótkie „Tak, bardzo chętnie sir". Wcześniej nie była pewna czy iść, ale Ron tak ją zdenerwował że skorzystała z okazji. Uwielbiała panią Weasley, Ginny była jej przyjaciółk Billem znalazła wspólny język. Ale swego szkolnego przyjaciela po prostu nie mogła znieść. I nie tylko z powodu okropnych manier. Robił się tak nieznośnie zarozumiały, że mógłby rywalizować z Draco Malfoyem.

Narzuciła na siebie ciemną, elegancką szatę czarodziejki. Nie miała wielkiego pojęcia o modzie, ale Lucjusz wskazał dobrego krawca. Był naprawdę pomocny i miał świetny gust. To dla niego tak się ubierała, bowiem arystokrata o platynowych włosach wywarł już wtedy przyprawiał ją o szybsze bicie serca. Jego wiedza i maniery dżentelmena wywarły ogromne wrażenie, zwłaszcza jak porównała go do grubiańskiego Rona. Chyba właśnie za sprawa Lucjusza dostrzegała wady swego, byłego na szczęście, chłopaka. Oczywiście wówczas podziwiała go jeszcze wyłącznie niewinnie.

Weszła do gmachu Ministerstwa lekko zdenerwowana. Pamiętała swą, niekoniecznie szczęśliwą, poprzednią wizytę. Co tam wizytę, przecież oni uciekli ze szkoły, włamali się do Ministerstwa i wdali w walkę ze śmierciożercami. To po owej bitwie, przegranej przez siły Voldemorta ten ostatni popełnił swój największy błąd. Ze złości za porażkę torturował i zamordował Narcyzę Malfoy co sprawiło, że jej mąż oraz siostra wsparli Zakon Feniksa. Bellatrix Lestrange była może na swój sposób zakochana w Czarnym Panu, ale rodzinę ceniła jeszcze bardziej.

Hermiona doskonale pamiętała wieczór kiedy blady i wstrząśnięty Lucjusz przybył do bram Hogwartu. Trzymał syna za rękę a obaj wyglądali na niezdrowych i przerażonych. O czym rozmawiali z dyrektorem nie wiadomo, ale Malfoyowie złożyli Wieczystą Przysięgę i dołączyli do Zakonu Feniksa. Wywołało to kontrowersje, biorąc pod uwagę okoliczności. Nie mówiąc o napiętych, delikatnie mówiąc, relacjach z ludźmi jak Weasleyowie czy Tonks.

To właśnie Hermiona jako pierwsza postanowiła dać im szansę. Pewnego wieczoru usłyszała płaczącego Dracona i jego ojca niezbyt umiejętnie próbującego go uspokoić. Nienawidziła zarozumiałego Ślizgona ze wzajemnością, ale w tamtej chwili widziała po prostu załamanego chłopaka i jego ojca. „Nikt nie powinien tak płakać. Nikt". Dyskretnie odeszła zastanawiając się co właściwie zaszło.

- Panno Granger – usłyszała za sobą zmęczony głos Lucjusza.

- Tak? - zapytała

- Dziękuje za uszanowanie naszej prywatności. Zapomnieliśmy o zaklęciach ciszy i prywatności.

- Nie ma za co panie Malfoy.

Potem usłyszała o strasznej śmierci Narcyzy. Nie przepadała za kobietą patrzącą na nią jak na coś gorszego, ale nikomu nie życzyła równie strasznego końca. Trzymana pod Cruciatusem do utraty zmysłów została okrutnie oszpecona przez Greybacka nim Voldemort łaskawie ją zabił. Wszystko na oczach męża i syna, którzy dla jej pomszczenia gotowi byli sprzymierzyć się z każdym. Nawet jakby mieli iść do mugolskiego rządu.

To Draco zabrał ojca będącego w stanie katatonicznym. On teleportował się do bram Hogwartu i opowiedział o wszystkim Dumbledorowi. Dyrektor zabrał obu Malfoyów na Grimmauld Place gdzie tylko dzięki ogromnej ilości eliksirów zachowali jako taką przytomność umysłu. Kiedy usłyszała relację zapomniała nawet, że wcześniej próbowali się pozabijać. Wszystko się pomotało.

Wspomnienia od razu stanęły przed oczami kiedy weszła do Ministerstwa. Pamiętała jak biegła tędy u boku Rona i Harrego, kiedy wpadali prosto w pułapkę. Poczuła nieprzyjemny ścisk w żołądku, ale opanowała owo uczucie. Nie była uczennicą idącą na szlaban.

Całe szczęście atrium nie było bardzo zatłoczone. Stała w niedługiej kolejce dla gości, zatopiona w rozmyślaniach. Słowa Harrego, jak ostrzeżenie kołatały w głowie. Przyjaciel troszczył się o nią i dbał bardziej niż jej chwilowy chłopak. I chociaż nie podzielała jego przekonań, wiedziała, że za nic w świecie nie dałby złej rady z premedytacją. On po prostu starał się pomóc najlepiej jak umiał.

- Cel wizyty? - suchy głos urzędniczki wyrwał ją z zamyślenia.

Koścista kobieta w średnim wieku rzuciła Hermionie nieprzyjazne spojrzenie. Miała w sobie coś z bazyliszka i cerbera, kiedy surowo lustrowała Gryfonkę. Na jej wąskich, pomalowanych wiśniową szminką ustach próżno było szukać śladów uśmiechu.

- Chwileczkę – przeprosiła nerwowo Hermiona.

Zaczęła szukać listu w swej torebce. Słyszała za sobą nerwowe posykiwania i zniecierpliwione pstrykanie z palcami. Mogła przysiąc, że słyszy nieprzyjemne szepty. Wiedziała jak wszystko musi wyglądać z perspektywy widza, ale ona naprawdę nie celowo przecież robiła im na złość. Każda kobieta wie jak ciężko coś czasem znaleźć w torebce. Niecierpliwie wyciągnięta dłoń urzędniczki bynajmniej nie pomagała.

Dopiero po długich jak stulecia minutach znalazła kopertę z oficjalną, srebrną pieczęcią. Napisany kaligraficznym charakterem pisma list zgięła w pośpiechu i mogła przysiąc, że czarownica z Ministerstwa prychnęła z pogardą. Przypominała nieco bibliotekarkę z Hogwartu kiedy sprawdzała autentyczność pokazanych dokumentów. Hermiona nie wiedziała czy ktokolwiek naprawdę próbował wejść z podrobioną pieczęcią, ale starsza czarownica najwyraźniej nie wierzyła w autentyczność listu. Stukała weń różdżką mrucząc nieznane dziewczynie zaklęcia. Oglądała z każdej możliwej strony i z czymś porównywała. Ludzie w kolejce zaczęli syczeć nieprzyjemnie. Hermiona nie słyszała co mówili, ale przywodziło to na myśl klątwy. Nie wiedziała tylko czy mają one spaść na nią czy na ową urzędniczkę.

- Proszę zostawić różdżkę, torebkę – powiedziała kobieta sucho – ktoś wskaże pani drogę

- Czy to konieczne? - zapytała Hermiona

- Takie mamy procedury – wyjaśniła urzędniczka – a biorąc pod uwagę poprzedni charakter pani wizyty panno Granger są one szczególnie wskazane.

Hermiona nic nie powiedziała. Oczywiście adnotowano, że wraz z przyjaciółmi włamała się i wdała w bójkę z przestępcami. Coś takiego raczej nie robi dobrego wrażenia, ale ona już nie przejmowała się podobnymi sprawami. Dawna prymuska, przerażona wizją krzywej miny nauczyciela znikła zastąpiona przez przedwcześnie dojrzałą kobietę. W ciągu ostatniego roku podróżowała szukając horksuksów i zdecydowanie mniej przejmowała się opinią innych. Nie była już przestraszona, toteż stosunkowo śmiało nacisnęła na klamkę ciężkich, drewnianych drzwi.

- Doskonałe wyczucie czasu panno Granger, zapraszam – usłyszała suchy głos, mający zapewne brzmieć jako zaproszenie

- Dziękuję panu ministrze – odpowiedziała uprzejmie

Gabinet okazał się mniejszy niż oczekiwała, w każdym razie mniejszy niż gabinet dyrektora Hogwartu. Nieomal dokładnie naprzeciw wejścia stało solidne, mahoniowe biurko zarzucone startą jakiś papierów. Pomimo niewątpliwie ogromnej ilości dokumentów panował rodzaj dziwacznego porządku. Obok ustawiono dwa spore, ale wyglądające na bardziej reprezentacyjne niż wygodne krzesła. Przez magiczne okna widziała jakieś dzikie krajobrazy przywodzące na myśl wrzosowiska Yorkshire. Czytała, była przecież Hermioną, że najważniejsi urzędnicy w Ministerstwie mieli w swoich gabinetach magiczne atrapy okien. W zależności od nastroju lub upodobań mogli stamtąd obserwować rozmaite widoki. Zalane jasnym słońcem pola uspokajały i przywodziły na myśl spokojne, letnie wakacji. Uśmiechnęła się rozmarzona, wracając myślami do czasów kiedy z rodzicami jeździła na wyprawy do lasu.

- Proszę usiąść, herbaty? – suchy głos przywrócił ją do rzeczywistości

- Tak, chętnie – skinęła głową z uśmiechem.

Usiadła na wskazanym, zadziwiająco wygodnym krześle. Oczywiście podejrzewała, że na pewno nie dostała oficjalnego listu aby móc popijać bardzo dobrą herbatę oraz zajadać migdałowe ciasteczka. Nie narzekała, zaś staromodne gesty uprzejmości robiły wrażenie, zwłaszcza jak pomyślała o prostactwie Rona. Tak, Ronowi nigdy by nie przyszło do głowy nalać herbaty, powtarzając, że to rzecz kobiet. Potrząsnęła głową.

- Wspaniała herbata – powiedziała po chwili – czemu jednak zawdzięczam zaproszenie?

- Zgadzam się panno Granger, że czas przejść do rzeczy. Jest pani rozsądną czarownicą pomimo młodego wieku. Członkowie Zakonu Feniksa są co do tego zgodni, zaś wykaz ocen oraz zebrane SUMy stanowią doskonałe potwierdzenie.

- Nie sądzę by moje szkolne wyniki .. – zaczęła zagryzając wargi, czując jakby stanęła na jakimś egzaminie.

- Zachowanie w czasie nauki oraz oceny mogą wiele powiedzieć o człowieku – padła wymijająca odpowiedź – Harry Potter był sławny a Dumbledore otaczał go ochroną, ale każdy minimalnie bystry obserwator zgadnie kto poprowadził Pottera przez szaloną wyprawę po horkruksy i że tą osobą nie był Weasley.

- Nie rozumiem do czego pan zmierza – odparła.

- Zbytek skromności może sugerować niedobór bystrości panno Granger. Ktoś kto jest symbolem odwagi młodego pokolenia, dowodem że czarodzieje mugolskiego pochodzenia mogą dorównać a nawet pokonać tych czystej krwi na pewno jest świadom swej roli oraz pozycji w naszym społeczeństwie.

Hermiona lekko zacisnęła dłonie na poręczy krzesła. Jej pochodzenia zawsze wcześniej czy później wychodziło w rozmowie jako coś wstydliwego. Z wieloma problemami dawała sobie radę, ale wciąż czuła potrzebę pokazania swych umiejętności. Spojrzała na swego rozmówcę. Nie stanowiło żadnej tajemnicy, że chociaż następca Knota nie wyznaje otwarcie poglądów o wyższości czarodziejów ze starych rodzin, to jednak blokował wszelkie próby zmiany panującego, niepisanego prawa by najważniejsze stanowiska piastowały osoby czystej krwi a od biedy pół krwi. Zyskał tym poparcie starszych członków Wizengamotu oraz konserwatywnej i zamożnej części społeczeństwa, Nie wiedząc co powiedzieć milczała, nie chcąc zdradzić drżeniem głosu swego zdenerwowania.

- Jestem świadoma wielu rzeczy – odpowiedziała wymijająco po chwili krępującej ciszy

- Dobra odpowiedź, panno Granger, nawet bardzo dobra. Myślała pani o pracy w Ministerstwie?

- Tak, ale jak skończę szkołę - odpowiedziała spokojnie – chcę pokazać, że nie jestem tylko cieniem i przyjaciółką Harrego Pottera. Potem zaś, kto wie może Departament Przestrzegania Prawa?

- Interesujący wybór biorąc pod uwagę charakter pani poprzedniej wizyty panno Granger, och proszę nie robić tak zdumionej miny. Mam zwyczaj dowiedzieć się nieco na temat przyjmowanych gości. Bertie, mam na myśli Bertiego Higgsa Szefa Departamentu, na pewno byłby zadowolony. Proponuję jednak posadę w moim biurze, coś w sam raz dla pani- wyjaśnił.

- Dziękuję za hojną ofertę Ministrze, pragnę jednak skończyć szkołę. Jeśli jednak pańska oferta będzie wówczas aktualne bardzo chętnie skorzystam. Nie będzie dobrze wyglądało jakbym dostała pracę bez ukończenia Hogwartu, czyż nie?

- Dobra próba panno Granger, nie oczekuję innego wyniku niż „W" z OWUTEMÓW, podobnie jak oczekuję przyjęcia zaproszenia na Bal w Ministerstwie, Minerva na pewno zrozumie.

- Dziękuję i nie odmawiam, o ile pani dyrektor pozwoli – zakończyła z uśmiechem.

Chyba przebywanie z Lucjuszem nauczyło ją podobnego zachowania. Dawna Hermiona odrzuciłaby podobną propozycję. Ale odkąd do Zakonu przyszli Malfoyowie oraz Pansy Parkinson zaczęła kwestionować dawne ścieżki. Dumbledore dał im misję niemożliwą i tylko dzięki pomocy oraz pieniądzom Malfoyów dali radę znaleźć horkruksy. Gdyby rozpaczająca po śmierci siostry Bellatrix nie poszła z nimi do Gringotta kto wie czy by zniszczyli Puchar. Musiała przyjmować pomoc z różnych stron i nauczyła się nie unosić dumą. Tylko dlatego przetrwali.

Wychodząc prawie wpadła na jasnowłosą, wyraźnie zdenerwowaną czarownicę. Pogrążona w rozmyślaniach Hermiona nie zastanowiła się co owa kobieta, ewidentnie nie wyglądająca na personel pomocniczy, robi w pobliżu gabinetu Ministra.

- Przepraszam panią, naprawdę gapa ze mnie – powiedziała pomagając wstać nieznajomej, którą przewróciła

- Nie, powinnam patrzeć. Panna Granger? Czy potrzebuje pani czegoś? – zapytała blondynka najwyraźniej zestresowana

- Chyba się zgubiłam, gdzie wyjście do atrium?

- Zaprowadzę panią. Elaine Cattermole, miło poznać, pani jest taka miła, chociaż znana – wypaliła Elaine.

- Nie wszystkim sława uderza do głowy - odparła Hermiona

- Wiem – skinęła głową blondynka – Lavender zawsze się o pani dobrze wyrażała.

- Jestem Hermiona, Lavender?

- Lavender Brown, moja kuzynka ze strony ojca – wyjaśniła.

Ani jedna ani druga nie podejrzewały, że to nie ostatnie spotkanie. Hermiona kilka dni potem wsiadła w pociąg, by zacząć ostatni rok nauki w Hogwarcie. Obok niej siedziała Lavender Brown oraz Luna Lovegood a coś co miało być spokojnym odpoczynkiem przed dorosłością, przyniosło wielkie zmiany.

xxxxxx

Hermiona wracała z zimowych ferii zamyślona, ale i zmartwiona. Między nią a Lucjuszem coś od dawna skrzyło, ale dopiero taniec oraz okropna awantura wywołana przez Rona sprawiło, że odważyli się zrobić pewien krok. Powinna właściwie podziękować byłemu chłopakowi, ale jednocześnie drżała. Plotki mają potężną siłę, zaś Rita Skeeter już raz opisywała ją jako rzekomą łowczynię ważnych mężczyzn. Owszem obcy widzieli tylko taniec, ale Ron rzucił oskarżenie i ono na pewno nie trafiło w próżnię. Złe języki nie potrzebuję wiele aby zetrzeć na proch cudzą reputację. Do tego widziała w „Proroku" swoje zdjęcie jak policzkuje rudzielca. Wyczuwała, że czeka ją niemiła przeprawa z panią dyrektor.

- Nie wiem co się dzieje panno Granger – Minerva McGonagall zacisnęła wargi w cienką linię, ale to już nie działało na dziewczynę jak wcześniej – gdzie się podziała ta sumienna i karna uczennica, wzorowa prefekt Gryffindora?

- Nie rozumiem w czym przecz pani dyrektor – odpowiedziało usposobienie niewinności.

- Wiesz doskonale Hermiono, zaczynasz przebywać w bardzo niebezpiecznych kręgach. Najpierw Rufus naciskał, zażądał bym pozwoliła na obecność uczennicy na Balu w tym jego kółeczku adoracji. Następnego znalazłam artykuł w „Proroku" w którym widzę panią uśmiechniętą i wyraźnie chwalącą najnowsze posunięcia Ministerstwa? Teraz zaś nadeszła pora na ferie bożonarodzeniowe i co znajduję? Pani zdjęcie obok Lucjusza Malfoya i bójkę! Co to za zachowanie dla młodej damy?

- Ma pani do mnie pretensje? – syknęła Hermiona – a Ronowi to wolno upijać się i wyzywać od najgorszych?

- Ron przeżył bardzo wasze rozstanie – powiedziała surowo starsza czarownica – to wrażliwy i dobry chłopiec a ty go porzuciłaś w krytycznym momencie. Zaraz potem zobaczył cię jak bierzesz udział w polityce Ministerstwa, co musiał pomyśleć?

- Czyli jemu wolno robić awantury, pić i szaleć a ja mam grzecznie czekać w domu? Nie mam prawa decydować o sobie? Profesor McGonagall – powiedziała wstając – wróciłam do szkoły by zakończyć naukę a potem podejmę pracę w Ministerstwie. Czyż nie taką karierę wybiera wielu czarodziei?

- Rufus coś zaproponował w zamian za pomoc wizerunkową? Jakąś reprezentacyjną posadę z ładnym gabinetem ale bez realnego wpływu? – zapytała ostro.

Obie kobiety mierzyły się nieprzyjaznym wzrokiem. Hermiona z trudem poznawała dawniej podziwianą McGonagall. Nie rozumiała jakim cudem ta wytrawna czarownica może bronić skandalicznego zachowania. Dlaczego, niczym Molly Weasley, próbuje wywołać wyrzuty sumienia przez te gadki o rzekomo skrzywdzonej wrażliwości Rona? Rozumiała matkę swego eks, ale nauczycielka? Hermiona przygryzła wargę walcząc z chęcią powiedzenia paru ostrych słów. Nic by jednak nie zyskała.

Poprawiła skraj swej szaty, chcąc tym prostym gestem rozładować emocje. Omiotła wzrokiem gabinet dyrektorki, trafiając na jej poprzednika, Dumbledore'a. podobnie jak za życia patrzył na nią uważnie, jakby zaglądając w głąb duszy.

- Nawet jeśli – zaczęła Hermiona po czym zaatakowała – dlaczego pani profesor nie krytykuje Rona, że przyjaźnił się z Harrym z powodu jego sławy a ze mną bym odrabiała za niego prace domowe? Oszukiwać przyjaciół to coś dobrego? Czy pani wie, że on uciekł w czasie poszukiwań horkruksów? To była ściśle tajna i bardzo ważna misja! Zostawił przyjaciół w krytycznym momencie, bo cenił nas ze względu na użyteczność.

- Panno Granger – odparła głosem McGonagall zmęczonym głosem – proszę tylko wydusić od tego ponurego dusigrosza naprawdę coś wartościowego. Ron.. to dobry chłopiec, ale powinnam pamiętać też o tobie. Nie zamierzam ci niczego zakazywać, ale ostrzegam przed wchodzeniem na niebezpieczne i zwodnicze wody

- Pani nie przepada za Scrimgeourem?

- Nie. Albus także mu nie ufał – wyjaśniła tonem kończącym dyskusję – Knot był po prostu zakochanym stanowisku, jowialnym konformistą. Pragnął wygody i braku kłopotów. Lecz jego następca, to człowiek czynu otaczający się ludźmi o tradycyjnych poglądach. Nie jest tak niekompetentny. Wiesz co to oznacza. Kingsley oraz Artur Weasley są najbardziej znanymi zwolennikami zmian, ale trafiają na mur. Jeśli staniesz po stronie Ministra zaszkodzisz im.

- Czyli mam odrzucić na bok szanse kariery dla innych? Cenię Kingsleya oraz pana Weasleya, ale muszę dokonywać wyborów.

- Chyba już dokonałaś, wracaj do swego dormitorium panno Granger, od jutra zaczynasz lekcje.

Minerva ponuro patrzyła za wychodzącą z gabinetu kobietą. Poczuła się naraz bardzo stara i zmęczona. Westchnęła być może z powodu nawału zajęć związanego z nauczaniem, a kto wie, może widząc że młoda i obiecująca dziewczyna podjęła decyzję całkiem sprzeczną z oczekiwaniami swej nauczycielki? Podobnie jak wielu przed nią uległa pokusie.

Ron okazał się zawistny i samolubny i nie pozostało im nic innego jak schodzić sobie z drogi. Harry uczęszczał do Akademii Aurorów, nowy Szef Biura, Kingsley zdołał przepchnąć dekret by uczniowie będący częścią ruchu oporu przeciw Voldemortowi mogli wstąpić do Akademii bez względu na szkolne oceny. Nie było tajemnicą, że Scrimgeour podpisał dekret szczękając zębami ze złości. Jeszcze bardziej drażniła Ministra obecność Harrego Pottera, którego uważał za zarozumiałego pupilka nieżyjącego Dumbledore'a. Niezachwiana i nieraz ślepa lojalność chłopaka wobec zmarłego nauczyciela przysparzała mu tak samo wielu zwolenników jak i przeciwników.


XXXXX

W swoim dormitorium położyła się wygodnie. Rzuciła zaklęcia ciszy oraz prywatności nie mając ochoty na niczyje towarzystwo. Kiepsko spała poprzedniej nocy. Duża w tym wina, lub jak kto woli zasługa, Lucjusza, toteż naprawdę opadała z sił. Nie, nie narzekała na swego czułego a jednocześnie namiętnego kochanka, ale po prostu potrzebowała zebrać siły. Rozmowa z McGonagall uświadomiła, że czeka ją ciężka przeprawa i dlatego powinna przemyśleć strategię.

W pociągu spotkała Draco z Pansy. Szli trzymając się za ręce, najwyraźniej bardzo szczęśliwi. Nie mogli siedzieć w jednym przedziale, co by zwróciło niechcianą i nadmierną uwagę. Ludzie by mogli bardzo źle zinterpretować ich nagłą przyjaźń. Nie zrozumieliby. Fakt, walczyli razem jako członkowie Zakonu, ale sojusz nie musi oznaczać sympatii. Sama nie wiedziała co o nich sądzić i jak się zachować w ich obecności.

- Nie będę do ciebie mówił „mamo"- powiedział w dzień ich wyjazdu- bez względu na to co ojciec w tobie widzi.

- Nie prosiłabym o to, ani nawet nie pozwoliła – odpowiedziała poważnie – każdy z nas ma tylko jedną matkę i zachowa ją na zawsze w sercu. Narcyza zginęła a jej śmierć odmieniła losy wojny.

Draco nic nie powiedział, ale pokiwał głową. Zrobili kolejny krok na drodze budowy właściwych relacji. Pansy pocałowała swego chłopaka i spojrzała z ukosa na Hermionę.

Hermiona nie wiedziała nawet co powiedzieć, czy w ogóle powinna. Wiedziała, że Lavender kochała się w Ronie od jakiegoś czasu i szczerze życzyła parze powodzenia. Teraz zaś czuła jakby niechcący zniszczyła marzenia koleżanki. Naprawdę chciałaby osobiście zamordować Weasleya.

- Lavender – zaczęła nieśmiało.

- Hermiono!

- Strasznie mi przykro z powodu Rona – zaczęła pierwsza.

- On winien przepraszać – przerwała blondynka – on zachował się jak ostatni bałwan. Mama oraz Elaine powtarzały mi to raz po raz. Może powinnam posłuchać? - zapytała na głos.

- Elaine?

- Moja starsza o pięć lat kuzynka, pracuje w Ministerstwie – wyjaśniła Lavender – wspomniała o tobie jako o szalenie uprzejmej i grzecznej. Ona nie znosi Rona.

- Spotkałam ją w sierpniu – wyjaśniła Hermiona – nie wiedziałam, że pamięta. Nie wspominałaś nigdy o kuzynce.

- Nigdy z nami nie rozmawiałaś, wolałaś towarzystwo chłopaków – wtrąciła Parvati – Lavender i Elaine są ze sobą blisko, pomimo różnicy wieku. Pamiętasz ile razy robiłyśmy u niej w domu babską imprezę?

- A potem buszowałyśmy po Pokątnej, dzięki eliksirowi antykacowemu.

Hermiona milczała. Nie znała swoich koleżanek, chociaż mieszkały w jednym dormitorium przez sześć lat. Przygryzła wargę, bowiem Parvati miała rację. Nie miała przyjaciół i trzymała się wyłącznie Rona i Harrego. Tego pierwszego nie mogła znieść, ten drugi wstąpił do Akademii Aurorów. Przyjaźń z Ginny osłabła odkąd definitywnie zakończyła związek z Ronem oraz postanowiła przyjąć ofertę Ministra. Została sama, sama jak jeszcze nigdy od czasu rozpoczęcia nauki w Hogwarcie.

- Sprawiała wrażenie bardzo miłej – powiedziała Hermiona – i nie patrzyła na mnie jak na sławę do upolowania. Chyba powinnyśmy iść na śniadanie, pierwsza lekcja do Obrona Przed Czarną Magią, Snape da nam szlaban jak się spóźnimy.

- Pewne rzeczy się nie zmieniają – kiwnęła głową Lavender.

Trzy dziewczyny wyszły razem z Pokoju Wspólnego. Hermiona bez dawnej złości słuchała wesołej paplaniny Parvati. Coś co niegdyś uważała za przejaw głupoty, teraz już nie drażniło. Wszyscy chcieli po prostu znowu wrócić do normalności możliwie najszybciej. A to także oznaczało flirty i zakupy. Szczególnie jeśli McGonagall zapowiadała wyjście do Hogsmeade w nadchodzących tygodniach.

Hermiona podtrzymywała swoją korespondencję z ukochanym. Z wypiekami na twarzy czekała na kolejny list od niego. Drżącymi rękami otwierała elegancką papeterię , by wodzić oczami piśmie. Dzięki radom Lavender nauczyła się odpowiednio malować, aby skryć znienawidzony szkarłat. Mogła kiedy tylko chciała czytać najbardziej płomienne wyznania nie budząc podejrzeń. Postronni myśleli, że zapewne przegląda notatki z lekcji, bo co też innego mogła zrobić Pannę-Wiem-Wszystko? Kiedyś zgrzytała na owo dość prześmiewcze przezwisko, lecz Lucjusz nauczył by wykorzystała to na swoją korzyść. „Ludzie lubią szufladkować, to ich zaślepia i sprawia, że nie zobaczą prawdy choćby tańczyła im nago przed oczami".

Musiała przyznać mu rację. Zawsze przyznawała kiedy przychodziło do kwestii polityki czy skomplikowanych gier towarzyskich. To dzięki rozmowom z nim zrozumiała, że Harry chociaż szlachetny i odważny do granic szaleństwa poruszał się z gracją słonia w składzie porcelany. Dumbledore, Dumbledore był całkiem inny. Potrafił przekonywać do siebie ludzi i gromadzić zwolenników. Nic dziwnego, że nieraz typowano go na Ministra Magii. Lucjusz mógł nie przepadać za poprzednim dyrektorem Hogwartu, ale na pewno go doceniał jako politycznego oponenta.

Na lekcjach zawsze siadała w pierwszym rzędzie. Kiedyś aby zawsze odpowiadać na pytania nauczycieli, teraz bardziej z przyzwyczajenia. Teraz jednak obok niej nie siedzieli Ron i Harry, ale Draco i Pansy. Pomimo długich namów Lavender nie chciała siedzieć tak blisko. Młody dziedzic Malfoyów był ambitny, zaś przez ostatni rok zaczął rywalizować z Hermioną o tytuł najlepszego ucznia. Znikła dawna nienawiść a pojawił zwyczajny wyścig między zdolnymi uczniami.


Od Autorki: Założyłam, że pod wpływem Lucjusza Hermiona zaczęła rozumieć jak kontakty z ludźmi na wysokich stanowiskach mogą pomóc. Nie zmienię jej jeszcze w zwierzę polityczne, ale zakładam, że będąc z moim ulubionym panem o platynowych włosach, nie zaś Ronem, zajmie się czymś poważniejszym (i bardziej dochodowym) niż walka o prawa skrzatów domowych. To mądra i ambitna dziewczyna, więc odpowiednio uczona może zajść wysoko.

Ron oczywiście jeszcze wystąpi i pokaże co potrafi w kwestii zazdrości oraz pędu na szkło.

Bertie Higgs pojawił się w 6 części naszej ukochanej serii. Wspomniał o nim Horacy, kiedy przyjmował Cormacka do "Klubu Ślimaka". Tyberiusz, wujek McLaggena, Bertie Higgs i Rufus mieli być bardzo dobrymi przyjaciółmi, rzecz jasna na wysokich stanowiskach. Dlatego zrobiłam z jednego z nich Szefa Departamentu. To oczywiście czysty nepotyzm, ale przecież Minister nie ma być święty (na potrzeby ficka po prostu będzie inteligentny).

Jeśli rozdział się podobał, lub nie, napiszcie.